Historia

Dominik Piekarz: „Czarna Brygada” generała Maczka


8 czerwca 2018 o 16:11   /   komentarzy (1)

„Żołnierz polski walczy o wolność wszystkich narodów, ale umiera tylko dla Polski”. Słowa te należą do generała broni Stanisława Maczka, bez wątpienia wybitnego dowódcy, ojca polskiej kawalerii pancernej. Człowieka, którego formację Niemcy, podczas drugiej wojny światowej, nazwali brygadą czarnych diabłów.

Stanisław Maczek przyszedł na świat 31 marca 1892 roku w Szczercu pod Lwowem. W czasie pierwszej wojny światowej służył w armii austro-węgierskiej, będąc wielokrotnie odznaczanym za zasługi na froncie. Szlify oficerskie zdobywał w Szkole Oficerów Rezerwy 3 Korpusu. Dosłużył się stopnia porucznika. Po zakończeniu wojny uciekł, aby wstąpić do nowo powstałego Wojska Polskiego. Podczas wojny polsko-ukraińskiej jako dowódca kompanii brał udział w walkach w Ustrzykach Dolnych, Chyrowie, Buczaczu, Husiatynie, Czortkowie i Felsztynie. Podczas wojny z bolszewikami, dostrzegając jego zmysł strategiczny, został przydzielony do zadań sztabowych. Po wojnie ukończył studia uzupełniające i został mianowany na stopień podpułkownika.

We wrześniu 1939 roku dowodził 10 Brygadą Kawalerii. Umundurowanie żołnierzy było bardzo osobliwe, gdyż przypominało niemieckie; czarne, skórzane płaszcze i hełmy do złudzenia przypominające hitlerowskie. Styl prowadzonej przez niego walki został uznany za taktyczne osiągnięcie wojsk polskich w tamtym czasie. Brał udział w walkach pod Wiśniczem, Zboiskowem, Przemyślanami, Łańcutem, Rzeszowem i Jordanowem. Nad tym ostatnim warto na chwilę się zatrzymać. Zadaniem 10 BK było niedopuszczenie do oskrzydlenia Armii Kraków, co poskutkowałoby jej zniszczeniem. Drugiego września jego formacja wkroczyła z marszu do walki, nawiązując natychmiast kontakt bojowy z jednostkami powietrznymi i naziemnymi sił niemieckich. Przez cztery kolejne dni żołnierze Maczka odpierali ataki wielokrotnie liczniejszych sił pancernych Trzeciej Rzeszy. Ciągle pozostając w ruchu, zmieniając bezustannie pozycje, często na skrzydłach nieprzyjaciela, brygada cofała się w zorganizowany sposób, karząc najeźdźcy płacić krwią za każdy metr polskiej ziemi. Świetnie wyglądała także współpraca Maczka z pomniejszymi oddziałami biorącymi udział w walkach, co zaowocowało śmiałym kontratakiem i odrzuceniem Niemców, aż w rejon Mszany. Niemcy byli całkowicie zaskoczeni i nie rozumieli, jak mniejsze oddziały, będące w ciągłym odwrocie, nieposiadające odwodów, mogących zapewnić odpoczynek oddziałom frontowym, w jednej chwili potrafią wykonać kontruderzenie z takim skutkiem. Siły polskie w liczbie około 5 tysięcy żołnierzy, przez cztery dni, dzielnie i skutecznie dawały odpór 50-ciu tysiącom Niemców, wspieranych przez artylerię i lotnictwo. Pomimo ogromnych strat (około połowy sprzętu i stanu osobowego) brygada nie skapitulowała i zachowując formację z pozostałym sprzętem i sztandarami, 19. września przekroczyła granicę węgierską w szyku defiladowym.

Nie zatrzymywany przez władze węgierskie gen. Maczek przedostał się do Francji, gdzie odtworzył swoją brygadę. Po agresji Niemiec walczył na froncie w Szampanii. Z chwilą kiedy Francuzi kapitulowali, przedostał się w stroju araba do Szkocji, a następnie do Anglii. Tam też został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Virtuti Militari za męstwo w walkach we Francji i został przydzielony na stanowisko dowódcy drugiej Brygady Strzelców. Dzięki jego staraniom w lutym 1942 roku, w Anglii utworzono 1 Dywizję Pancerną pod jego rozkazami. Za oznakę rozpoznawczą wybrano szyszak husarski z przymocowanym do niego skrzydłem, co miało być nawiązaniem do chlubnej tradycji kawalerii i pancerza.

W dniu 1 sierpnia 1944 roku Dywizja wylądowała w Normandii, w pobliżu Caen. Po raz kolejny pancerni gen. Maczka mieli stanąć do walki z Niemcami, ale tym razem szanse były już wyrównane.

Już 7 sierpnia rozpoczęła się bitwa pod Falaise, która doprowadziła do złamania frontu niemieckiego, a w której kluczową rolę odegrała właśnie polska 1 Dywizja Pancerna. Natarcie aliantów ruszyło 8 sierpnia, lecz z powodu dobrze przygotowanej obrony szybko utknęło w miejscu. W tym czasie amerykańskiej trzeciej armii udało się częściowo odciąć siły niemieckie, pozostawiając korytarz węższy niż 30 km, przez który płynęło zaopatrzenie. Zadanie zamknięcia tej wyrwy powierzono oddziałom gen. Maczka. Polakom szybko udało się zdobyć wzgórze Mont Ormel (maczuga), zamykając tym samych Niemców w okrążeniu. Niemcy, aby wydostać się z pułapki, musieli złamać polską obronę na wzgórzu. 20 sierpnia 2 Dywizja Pancerna SS rozpoczęła zajadły atak na pozycje polskich pancerniaków. O dramatyzmie tego starcia świadczą polskie meldunki:

Godz. 16:21 brakuje amunicji do karabinów maszynowych. Godz. 18:00 Niemcy wdzierają się w nasze ugrupowanie. Godz. 18:30 Ze wszystkich stron czołgi nieprzyjaciela – bijemy się! Z kierunku południowego cztery czołgi, piechota, CKM, działa ppanc. Widzę także trzy Pantery. Dwa czołgi nasze stracone. 18:35 Sytuacja bardzo poważna! Jesteśmy otoczeni ze wszystkich stron! Godz. 18:50 Wjechał do nas jeden czołg. Zniszczony przez działo. Jeszcze jeden czołg bije z CKM’u. Razem jest ich siedem.

Na wzgórzu Polacy stworzyli swego rodzaju fortecę. Oddziały były rozlokowane na obrzeżach masywu. Wcześniej prowizorycznie okopane czołgi były rozmieszczone w dużych odległościach od siebie, a między nimi ulokowana została piechota. Pomimo furii ataków, żołnierze generała Maczka wytrwali na swych pozycjach do czasu przybycia Kanadyjskich posiłków, pieczętując tym samym przegraną strony niemieckiej. W gazetach brytyjskich pisano o tym starciu, jako o bitwie, w której Czarna Brygada poniżyła SS.

Otrząsnąwszy się po tej porażce, Niemcy zorganizowali silną obronę w Belgii i Holandii. Nie wiedzieli, że i tam wkrótce pojawi się brygada czarnych diabłów. Niemcy skoncentrowali swoje siły w Bredzie, zamieniając miasteczko w teren umocniony. Spodziewali się ataku od zachodu, gdyż ten kierunek wydawał się oczywisty. Na ich zgubę, generał Maczek przewidział i to. Wykonał manewr oskrzydlający, błyskawicznie przegrupował swoje siły i przypuścił atak od wschodu, co było dla hitlerowców zupełnym zaskoczeniem. Główne walki o miasto rozegrały się wczesnym rankiem 29 października 1944 roku. Element zaskoczenia okazał się kluczowy. Breda – bastion, który miał zatrzymać polską dywizję, po niespełna dwóch dniach walk został wyzwolony przez Polaków. Co ciekawe, uniknięto ofiar w ludności cywilnej oraz poważniejszych zniszczeń zabudowy miasta. Ludność powitała żołnierzy polskich z wielkim entuzjazmem. Na ulicach wywieszano polskie flagi, a na witrynach sklepów widniały transparenty z napisami „dziękujemy wam Polacy” czy „niech żyje Polska”.

Szlak bojowy Czarnej Brygady jest zbyt długi, by w całości go tutaj opisać, ale cała historia została zawarta w książce pt. Marsz Czarnych Diabłów – Odyseja Dywizji Pancernej Generała Maczka.

Sam Stanisław Maczek po wojnie z powodu odebrania mu obywatelstwa przez władze PRL-u pozostał w Anglii, gdzie został mimo swoich zasług pozbawiony świadczeń, przysługujących żołnierzom alianckim. Pracował jako barman w restauracji hoteli prowadzonych wówczas przez polskich emigrantów: „Dorchester” i „Learmonth” w Edynburgu. Na wniosek ponad 40 tysięcy mieszkańców Bredy otrzymał honorowe obywatelstwo Holandii i wysoką emeryturę. Na wieczną wartę odszedł w wieku 102 lat. Spoczął na Polskim Cmentarzu Wojskowym w Bredzie. Został mianowany na patrona 10 Brygady Kawalerii Pancernej w Świętoszowie.

Rycerski, twardy i nieustępliwy wobec zagrożenia. Wszędzie, gdzie pojawiała się jego dywizja, opór niemiecki był wkrótce miażdżony pod gąsienicami jego czołgów. Człowiek, który stając do walki nigdy żadnej nie przegrał. Pomimo tego, iż nigdy nie odebrał należnych mu honorów w ojczyźnie, bez wątpliwości jest wzorem godnym naśladowania.


Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 13 czerwca 2018 o 16:03 R.O.

    Chwała! Czytam taki tekst z dumą w sercu!!!!

    Odpowiedź