Historia

Dominik Piekarz: Ostatnie zwycięstwo husarii


21 czerwca 2018 o 17:20   /   komentarzy (1)

W 1694 roku pod Hodowem miała miejsce znamienna bitwa, która słusznie wkomponowała się w ikonę siły jazdy husarskiej. Około 300 pancernych i 100 husarzy zwyciężyło w walce z 40-stoma tysiącami Tatarów (wedle różnych szacunków siły Chanatu Krymskiego oscylowały między 25 a 75 tysięcy).

Wszystko wydarzyło się podczas trwania wojny Polsko-Tureckiej, którą zapoczątkowała odsiecz Wiedeńska Jana III Sobieskiego. Patrolujące okolice Pomorzan wojska polskie napotkały Tatarów, którzy jak sądzono plądrowali okolice. Dowodzący siłami polskimi, Konstanty Zahorowski i Mikołaj Tyszkowski, nie mieli pojęcia, że mają do czynienia ze strażą przednią całej armii Chanatu Krymskiego, w związku z czym podjęto szybką decyzję o uderzeniu. Szpice tatarską stanowiło około 500 konnych, którzy szybko zostali rozbici przez polską jazdę. Do niewoli dostało się dwóch mirzów, czyli dwoje książąt tatarskich. W tym momencie Polacy zaczęli dostrzegać niezliczone siły tatarskie, nadciągające ze wszystkich kierunków. Rozumiejąc już z czym mają do czynienia, dowodzący wydali rozkaz wycofania się do pobliskiego Hodowa.

Wobec miażdżącej przewagi przeciwnika, rozumiejąc iż walka w otwartym polu nie ma żadnego sensu, Polacy rozlokowali się we wsi. Do zbudowania naprędce prowizorycznych – aczkolwiek skutecznych – barykad wykorzystano dosłownie wszystko; beczki, stoły, wozy, płoty, drzwi wyciągane z chałup a także kobyliny, zbudowane przez chłopów na wypadek najazdu tatarskiego. Na korzyść obrońców było również oparcie wioski o pobliski staw, co zmniejszało ilość potencjalnych kierunków, z których mogło nadejść uderzenie.

Tatarzy nacierali na Hodów raz za razem, ale pomimo przewagi liczebnej, nie udało się złamać woli walki obrońców. Dopóki koronni prowadzili ogień z broni palnej, dość szybko udawało się odpierać Tatarów. Sytuacja uległa zmianie dopiero gdy zabrakło kul, które w dość pomysłowy sposób zostały zastąpione grotami ze strzał tatarskich, których już w początkowej fazie bitwy było we wsi pod dostatkiem. Doszło do serii brutalnych starć, w których husarze i pancerni, dobrze wyszkoleni i uzbrojeni, górowali nad Tatarami, a niewielkie przestrzenie między zabudowaniami wioski, niwelowały przewagę liczebną przeciwnika.

Po sześciu godzinach walki, nie mogąc złamać oporu koroniarzy Jana, Tatarzy podjęli próbę negocjacji. W tym celu wysłali do wioski Lipków, czyli polskich Tatarów, którzy przeszli na stronę Chanatu, żądając natychmiastowej kapitulacji. Odpowiedź była stanowcza; będziemy bić się do końca. Co więcej, Lipkowie znali polskich żołnierzy i zaświadczyli, że jeżeli ci powiedzieli, że bój będą prowadzić do końca, to można być pewnym, że tak się stanie.

Wobec takiego stanu rzeczy, widząc znikome efekty prób rozbicia sił polskich w Hodowie, Tatarzy odstąpili, wycofując się w stronę Kamieńca Podolskiego. Straty po stronie polskiej to około setka zabitych i drugie tyle rannych, podczas gdy najeźdźca stracił blisko 2000 zabitych i rannych. W wyniku odniesionych ran, trzy dni po bitwie zmarł jeden z polskich dowódców Konstanty Zahorowski.

Warto podkreślić, iż najazd tatarski miał przede wszystkim charakter rabunkowy. Pod Hodowem liczono na wzięcie husarzy żywcem do niewoli, co miało zaowocować późniejszym wykupieniem ich przez króla. Jednak wobec nieprzejednanej woli walki husarzy i pancernych korony, cel ten nie mógł zostać osiągnięty.

Bitwa pod Hodowem, w której stosunek sił wynosił 100:1 na korzyść napastnika, jest jednym z dowodów na potęgę jaką była jazda husarska, nawet gdy ta zsiadała z koni i walczyła pieszo. Zawsze ścierała się z siłami wielokrotnie większymi od własnych, odnosząc przy tym wielkie zwycięstwa. Pomimo tego, że jej era dobiegała końca, po raz kolejny pokazała, że nie bez powodu budzi trwogę i szacunek w sercach wrogów Rzeczpospolitej. Sam Abazy Pasza, jeden z wodzów tureckich, opisując sułtanowi czym jest osławiona husaria, mówił o niej w ten sposób:

Wydaje mi się, że nie wiesz, władco, jak trudno jest wydrzeć zwycięstwo polskiemu żołnierzowi. Nie liczba tam walczy, lecz mężowie. Mają zaś taki rodzaj wojska, zwany jazdą husarską, których komendanci, wiedz, że cieszą się takim poważaniem, że gdyby stanęli przed tym murem (sułtan akurat w czasie rozmowy siedział zwrócony w stronę okna pałacu, przez które widać było obwarowania miasta) i polecili wojsku uderzyć w niego kopiami, sam nie wiem czy nie przesunęliby go.


DOMINIK PIEKARZ
Działacz Brygady Opolskiej ONR, były żołnierz zawodowy, pasjonat dziejów oręża polskiego i miłośnik militariów.



Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 21 czerwca 2018 o 19:29 Alexi

    Zawsze się czegoś można nauczyć – byłem przekonany, że husaria służyła tylko do masowej kasacji wroga przy dużej szybkości, choć byłem świadomy różnorakiego (rewolwery, itd.) jej uzbrojenia. Byli niesamowici! Natomiast po stronie tureckiej walczyli nie mężowie, lecz liczby, muzułmańscy tchórze, jak do dziś. Piękny opis bitwy, dzięki!

    Odpowiedź