Społeczeństwo

Bartosz Poznański: Polska dla Polaków, Anglia dla Anglików


10 lipca 2018 o 11:56   /   komentarzy (1)

Bardzo często ze strony wrogów idei narodowej da się słyszeć parafrazę znanego nacjonalistycznego hasła tj. „Polska dla Polaków, Anglia dla Anglików i Polaków”. Osoby te nie znają jednak nawet połowy założeń współczesnego narodowego radykalizmu. Bagatelizują też wznoszone przez narodowców hasła o powrocie Polaków do kraju ojczystego, a zwłaszcza konieczności zapewnienia im warunków, które do tychże powrotów zmobilizują niedawnych emigrantów.

W ubiegłym roku pisałem: „Ze zmniejszeniem ilości imigrantów z Ukrainy i innych wschodnich krajów wiązać się będzie zniesienie swobodnego przepływu osób. Dotyczy to nie tylko wschodniej granicy Polski, ale również pozostałych. W pewien sposób utrudni to emigrację kolejnych pokoleń Polaków na Zachód Europy, do USA i Kanady. W ten sposób zapewniona zostanie odpowiednia ilość „rąk do pracy” w kraju, a przedsiębiorcy niejako zostaną zmuszeni do podniesienia płac, ponieważ nie będą mogli zatrudnić tańszych robotników z przykładowo Ukrainy czy Indii[i]. Podtrzymuję to stanowisko. Narodowy radykalizm zawsze sprzeciwiał, sprzeciwia i będzie się sprzeciwiał każdej masowej migracji, niezależnie od jej kierunku czy narodowości lub rasy migrantów. W świecie idealnym dla zwolenników narodowego radykalizmu Polskę zamieszkują Polacy, Anglię Anglicy, a Gabon Gabończycy itd.

Wiele osób uważa, że każdy ma prawo emigrować w poszukiwaniu lepszego bytu, warunków pracy i życia albo uciekając przed okrucieństwem jakie niesie ze sobą wojna. Z jednej strony nie sposób kompletnie negować takie stwierdzenia, lecz z drugiej nie są one całkiem słuszne. Ucieczka z kraju bezrobotnych i osób zarabiających mało, zrzuci z rządu odpowiedzialność za te grupy społeczne. Wobec tego nie będzie się on starał o tworzenie nowych zakładów pracy czy to w sektorze publicznym, czy prywatnym lub spółdzielczym. Co więcej pozwoli też na zakłamywanie rzeczywistości przez rząd i chwalenie się wirtualnymi sukcesami (np. drastycznym obniżeniem bezrobocia w Polsce czym chwaliły się rządy zarówno PO- PSL jak i PiS).

Najbardziej skomplikowana jest kwestia poprawy warunków pracy jak i życia w Polsce. Przede wszystkim wiąże się to z koniecznością podniesienia pensji pracownikom najniższego szczebla – co wywołuje zdecydowany sprzeciw zarówno wielkich, międzynarodowych korporacji jak i rodzimych „Januszów Biznesu”. Wyglądałoby to analogicznie jak kwestia wolnych niedziel dla pracowników sektora handlowego, które rzekomo miały zniszczyć polską gospodarkę, lecz jak pokazuje rzeczywistość nic takiego nie miało miejsca. Już teraz podobne reakcje wywołuje nieśmiało wysuwany przez pewne środowiska postulat 7-godzinnego dnia pracy. W przyszłości podobnie było z zakazem zatrudniania dzieci czy wprowadzaniem 8-godzinnego dnia pracy. Wobec tego wyższe pensje wiązałyby się z podniesieniem pensji minimalnej oraz znacznym powiększeniem kwoty wolnej od podatku – na czym skorzystaliby wyłącznie najbiedniejsi.

Postulaty te nie zostaną nigdy spełnione, jeśli pracodawcy będą mogli ściągać tanią siłę roboczą z państw Bliskiego Wschodu lub Ukrainy, Gruzji, Indii czy dowolnego innego państwa o jeszcze niższej niż w Polsce stopie poziomu życia. Inną kwestią jest, że Ukraińcy w Polsce przestają już stanowić tanią siłę roboczą i zarabiają na poziomie typowym dla rodzimych pracowników, a w pewnych przypadkach nawet więcej.

Poprawa warunków bytu może być jeszcze większym wyzwaniem niż podniesienie pensji. O tym w jak opłakanym stanie jest krajowa służba zdrowia nie trzeba nikogo przekonywać. Nie jest jednak prawdą, jak mówią liberałowie, że jedynym słusznym rozwiązaniem jest prywatyzacja jej jako całości oraz rozwiązanie NFZ. Sprawa wymaga nowych rozwiązań systemowych w ramach państwowej opieki zdrowotnej. Analogicznie wygląda kwestia emerytur i innych świadczeń.

Tak samo należy podejść do tych samych kwestii w państwach, do których emigrują Polacy. Należy być świadomym, że polska tania siła robocza szkodziła interesom pracowniczym mieszkańców Europy Zachodniej. Drugą kwestią jest świadomość, że tworzenie się polskich enklaw w Wielkiej Brytanii czy Niemczech może nie podobać się tamtejszym społeczeństwom. Tak jak Polakom nie podobają się wizje osiedli zamieszkanych tylko przez Arabów lub wschodnich sąsiadów. Takim zdarzeniom należy zapobiegać zarówno w swoim kraju jak i w innych poprzez powstrzymanie własnej fali emigracji – czego nie próbował żaden polski rząd odkąd Zachód otworzył swoje granice dla Polaków.

Należy przy tym pamiętać, że radość rodzimych rządów z kilkumilionowej liczby emigrantów i wiążący się z tym brak odpowiedzialności za losy tych ludzi jest taką samą zdradą jak pozostawienie samym sobie Kresowiaków po 1945 roku. Gdzie także obecny gabinet podwładnych Kaczyńskiego ograniczył swoje działania na rzecz powrotu Kresowiaków do Polski wyłącznie do haseł wyborczych i szumnych zapowiedzi. Chociaż oba przypadki różnią się pod względem sposobu w jaki znalazły się poza granicami państwa polskiego to zachowanie rządu wobec nich jest tak samo skandaliczne. Dość powiedzieć, że wobec emigrantów PiS potrafi protestować wyłącznie gdy dojdzie do pobicia Polaków w miejscach ich migracji, a i to nie zawsze.

Podsumowując, każdy zwolennik państwa narodowego będzie zawsze sprzeciwiał się zarówno masowym imigracjom, jak i emigracjom. Będzie przy tym świadomym, że nie da się całkowicie odciąć od świata i zahamować jakichkolwiek migracji. Pojedyncze przypadki nie są jednak szkodliwe, w odróżnieniu od kilkumilionowych, czy nawet kilkutysięcznych grup.

 

[i] Bartosz Poznański: Dobrowolność umów i decyzji w NR, https://kierunki.info.pl/2017/10/bartosz-poznanski-dobrowolnosc-umow-decyzji-nr/, dostęp w dniu 10.07.2018

Czytaj także


Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 10 lipca 2018 o 17:18 Dymitr Ogonowski

    Jestem oczywiście przeciwny napływowi Ukraińców do Polski. W wymiarze ekonomicznym hamuje, to wzrost płac. Jednak zakaz ich napływu podniesie pensje w Polsce, ale nie do poziomu brytyjskiego, czy niemieckiego. Polska gospodarka jest za słaba funkcjonalnie, by możliwe byłoby jakąkolwiek decyzją zrównać średnie pensje, z najbogatszymi krajami, w ciągu najbliższego dziesięciolecia. W Polsce brakuje personelu medycznego, bo wyjeżdża za wyższymi pensjami na Zachód. Należy tu podnieść pensje, tylko, że to musi oznaczać przesunięcie środków budżetowych (ZUS to wiadomo, jak działa), z innych dziedzin na ochronę zdrowia.

    Odpowiedź