Historia

Dominik Piekarz: Krwawa niedziela


11 lipca 2018 o 08:00   /   komentarzy (1)

11.07. przypada Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich szowinistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. 75 lat temu doszło do punktu kulminacyjnego rzezi wołyńskiej, podczas którego w niemal stu miejscowościach bezbronni obywatele Rzeczypospolitej – w większości kobiety, dzieci i osoby starsze – byli w bestialski i wyrachowany sposób mordowani przez oprawców z Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Ataki na ludność polską na Wołyniu rozpoczęły się już w lutym 1943 roku. Był to czas kiedy siły OUN / UPA były w fazie rozbudowywania struktur organizacji. Do napaści na ludność polską dochodziło głównie na wschodzie Wołynia, gdzie najaktywniej działały grupy pod przywództwem Iwana Łytwynczuka ps. Dubowyj i Petra Olijnyka ps. Enej. Już w maju planowano akcje eksterminacji Polaków na szeroką skalę. We wsiach zamieszkałych przez ludność ukraińską prowadzono spotkania, podczas których traktowano o konieczności fizycznego usunięcia Polaków, co miało być prostą drogą do wolnej i szczęśliwej Ukrainy bez polskiego pana. Na dzień przeprowadzenia akcji wybrano niedzielę, co miało ułatwić zadanie, gdyż w tym właśnie dniu Polacy odpoczywali w domach, lub tłumnie ściągali do pobliskich kościołów.

W nocy z 10 na 11 lipca bandy UPA, przy wsparciu chłopstwa przystąpiły do skoordynowanego ataku na polskie miejscowości. Zbrodnia została szczegółowo zaplanowana. Część ludzi z oddziału otaczała szczelnym kordonem wieś, podczas gdy reszta wkraczała do wsi aby zgromadzić jej mieszkańców w jednym miejscu, po czym dokonywano masakry. Sposób w jaki się pastwiono nad Polakami, świadczy o wyjątkowym zezwierzęceniu bandytów. Ofiarom obcinano kończyny, rozcinano brzuch po czym wyciągano na zewnątrz jelita, przecinano tułowie na wpół piłą ciesielską, wydłubywano oczy, wyrywano żyły, wieszano za wyciągnięte wnętrzności, ćwiartowano przy użyciu siekiery. Dbano o to aby ofiary odczuwały jak największy ból. W szczególności znęcano się nad kobietami w zaawansowanej ciąży, którym np. rozcinano brzuch, wyciągano dziecko z łona a w jego miejsce zaszywano kota. Dochodziło do masowych gwałtów i aktów nekrofilii. Gdybym chciał przytoczyć tutaj wszystkie metody tegoż ludobójstwa, zapewne wymienienie ich zajęłoby mi cały artykuł. Po pacyfikacji samych mieszkańców, przystępowano do grabieży i niszczenia mienia a także do świętowania sukcesu. Domostwa były podpalane dopiero po kilku dniach, aby móc schwytać ewentualnych niedobitków, którzy wracali do swych domów. Złapanych Polaków wykorzystywano jako żywe cele ćwiczebne. Po dziś dzień po wielu polskich wsiach, nie pozostał nawet nikły ślad.

Szczególnie dramatyczne wydarzenia miały miejsce podczas odprawiania mszy w kościołach między innymi w Kisielinie, Porycku, Chrynowie, Krymnie czy Zabłodźcach. Część wiernych broniących się na piętrze świątyni w Kisielinie, zdołała odeprzeć atak. Sytuacja miała się niestety inaczej w innych miejscowościach. Kapłanów mordowano przy ołtarzach, na których niejednokrotnie przybijano ich do krzyża. W Porycku po wymordowaniu Polaków, Ukraińcy sprofanowali świątynię i próbowali ją spalić. Podczas mszy ginęły wspólnie całe wielopokoleniowe rodziny.

Bardzo często w mordach uczestniczyli prawosławni i grekokatoliccy duchowni, choć i byli tacy którzy otwarcie przeciwstawiali się zbrodni. Grekokatolicki metropolita Lwowski, Adrij Szeptycki, nigdy nie zajął krytycznego stanowiska wobec tego ludobójstwa.

Mordów dokonywano także na Polakach z rodzin mieszanych, przy czym często zmuszono ich członków do wykonywania zbrodni. Zapewne już nigdy nie poznamy liczby Ukraińców, którzy stracili życie w obronie swych rodzin.

Przedstawiona tutaj pokrótce historia tej makabrycznej zbrodni, mimo upływu ponad siedemdziesięciu lat, nie doczekała się żadnego uczciwego zakończenia. Państwo polskie nie zadało sobie nawet trudu, aby odnaleźć masowe mogiły ofiar, spoczywających nadal w tamtej ziemi. Po dziś dzień nikt nie został rozliczony, nikt nie przeprosił, nikt nie okazał skruchy za bestialstwo nie tylko tej tragicznej niedzieli, ale także wobec rzezi wołyńskiej jako integralnej całości. Głos tych, którzy byli naocznymi świadkami tych wydarzeń, jest coraz słabszy i nie ma szans przebić się do szeroko rozumianej opinii publicznej. Niestety słuszna wydaje się być opinia, że kresowian zabito dwa razy. Raz przy użyciu siekier i wideł, a po raz drugi gdy o nich zapomniano.

Nie o zemstę lecz o pamięć wołają ofiary.


DOMINIK PIEKARZ

Działacz Brygady Opolskiej ONR, były żołnierz zawodowy, pasjonat dziejów oręża polskiego i miłośnik militariów.

Czytaj także


Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 11 lipca 2018 o 17:24 pl80

    Piszecie jak było, za to ten portal tak szanuję. Pod koniec autor ocenił państwo jako „polskie”. Podkreślę: nie tylko żydzi nie są Polakami, ale chamy także do nas się nie zaliczają. W tym sensie państwo nie jest „polskie” i trudno się dziwić, że Kresowian olało. Choć szczerze – pokładaliśmy w pseudopatriotycznym rządzie nadzieję. Jeszcze raz dzięki za tekst o Wołyniu, o tej masakrze. Robicie dobrą robotę – Wy pamiętacie, może dzięki Wam pamięć przetrwa.

    Odpowiedź