Społeczeństwo

Kalina Zawada: O kobietach, protestach i obyczajach


9 lipca 2018 o 12:31   /   komentarzy (1)

W XXI wieku, rola oczekiwań dotyczących płci zmienia się z coraz większą dynamiką. Podział obowiązków, standardów zachowań i realizacji na określonych polach podlega coraz większej dyskusji pomiędzy partnerami, jest również przedmiotem ożywionej debaty publicznej. Nie ma w tym nic dziwnego – rzeczywistość wokół nas zmienia się z o wiele większą prędkością niż kiedykolwiek, a przystosowanie do tak zmiennego środowiska wymaga przeformułowania części przyzwyczajeń i wzorów, które zdążyły się zdezaktualizować. Mężczyźni, którzy z powodzeniem realizowali się jako mężowie i ojcowie, a przy tym zgodnie ze swoimi umiejętnościami wypełniali obowiązki zawodowe, zaopatrując tym samym rodzinę w środki do utrzymania i rozwoju, z szacunkiem odnosili się do swoich żon, które równolegle wypełniały tak samo wymagające obowiązki. Zarządzanie domem, dbanie o ognisko domowe i potrzeby dorastającego potomstwa to tak samo angażujące wyzwania. Chcę przez to powiedzieć, że pewien podział jest zrozumiały i wyrasta wprost z naturalnych predyspozycji psychicznych i fizycznych. Oczywiście, nie ma nic złego w tym, że aktualnie wygląda to inaczej – rozwój zawodowy, opieka nad dziećmi i wkład w stabilność rodziny dalej rozkłada się po równo, choć kobiety i mężczyźni przejęli część swoich zadań opisanych wyżej.

Rzeczywistość jaką obserwujemy dzisiaj nie ma jednak nic wspólnego z naturą czy harmonią wzrostu, gdyż stała się karykaturą przemian społecznych. Maskulinizacja kobiet stała się faktem, prowadzącym do równie szybkiej feminizacji mężczyzn. Spoglądając na ów dawny podział przypisanych ról, młode kobiety reagują wstrętem połączonym z agresją, a młodzi mężczyźni bezwładnie rozkładają ręce. Odpowiedzialność za innych, w tym za drugą połowę związku została skojarzona z uległością u kobiet, a z pantoflarstwem u mężczyzn. Konsekwencje takich postaw ujawniają się natychmiast, prowadząc do osamotnienia, ogólnej rezygnacji i niezdolności do budowania trwałych relacji opartych na miłości, zaufaniu i poświęceniu.

Tak zwane „czarne protesty” trwające od 2016 roku bardzo wyraźnie uświadomiły mi, jak głęboko osadzone jest niezadowolenie kobiet, jak wielkie i gorzkie jest rozczarowanie mężczyzną w dzisiejszym świecie. Protesty dotyczyły ustawy ograniczającej prawo do aborcji, a zatem prawo do uśmiercenia własnego dziecka – nie będę poświęcać temu stwierdzeniu więcej uwagi, ponieważ „płód” i „zarodek” to takie same fazy ludzkiego rozwoju jak wiek młodzieńczy czy starczy. Posiada on odrębny kod genetyczny od momentu poczęcia i nie podlega dyskusji, czy jest częścią organizmu matki. Jestem zdania, że strajki te trwające do dziś dzień, mają o wiele bardziej symboliczne znaczenie, niż protestowanie przeciwko ustawie. Jest to protest kobiet przeciwko mężczyznom – politykom, kapłanom, ojcom i partnerom. Sprzeciw dotyczy życia, macierzyństwa i wartości (w tym rodziny) w ogóle. Powodów wyjścia na ulice w tej sprawie jest prawdopodobnie tyle samo ile jego uczestniczek, jednak rozmawiając z niektórymi z nich później, w czasie koleżeńskich spotkań, można się dowiedzieć jednego – nieuświadomionym powodem, za którym wyszły okazać swój sprzeciw, prawie zawsze stał jakiś mężczyzna. W znakomitej większości kobiety te zostały wychowane w poczuciu poszanowaniu tradycyjnych wartości, o którym wspomniałam wcześniej. Zostały nauczone tego, że od mężczyzn wymaga się uczciwości, stałości, odpowiedzialności i ochrony przed zagrożeniem. Życie pokazało, że często tak nie jest, a oczekiwania rozmijają się z rzeczywistością. Rozczarowanie i lęk pojawiły się z odejściem ojca lub z jego nieobecnością w czasie dorastania. Rozczarowanie pojawiło się w miejsce chłopaka lub narzeczonego, który najpierw przestał się troszczyć, później szanować, a następnie opuścił bez wyrzutów sumienia. Później był mąż, który okazał się być niezdolnym do podjęcia jakiejkolwiek, mniej lub ważnej decyzji – obowiązki zawodowe, wychowawcze, problemy finansowe, długi idące nieraz w parze z alkoholem, spędzały sen z powiek tylko jednej ze stron. Oczywiście, to tylko części historii i część powodów, część mężczyzn i część postaw, jednak jak dotąd – chyba nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na siłę, w jaką przemieniła się ta rozpacz. Skoro tradycyjne modele zawiodły, troska, bezpieczeństwo i odpowiedzialność, tak oczekiwane, pożądane (i kiedyś oczywiste) okazały się w tak wielu przypadkach mirażem, to jak postępować? Frustracja przeradza się w zaprzeczenie i gniew; a gniew, choć podszyty złością – wiąże się z ogromnymi pokładami motywacji i energii. Będziemy więc rozpaczliwie krzyczeć, same decydować (wszystko jedno jak – ważne, że same!), nie pozwolimy już nigdy więcej się skrzywdzić. Zrewanżujemy się pięknym za nadobne – niezobowiązującym traktowaniem, niezobowiązującym seksem, agresją i jeśli będzie potrzeba – założymy nawet dwie pary spodni, żeby wam pokazać, że możemy. Poniżej postaram się scharakteryzować czynniki, które konstytuują ten stan rzeczy w nieco szerszej perspektywie.

Liberalizm, czyli wolność zakuta w kajdany.

Relatywizacja prawdy, dobra i piękna odcisnęły swoje piętno na wszystkich relacjach i stosunkach międzyludzkich. Swoboda interpretacji tego, co jest dobre, doprowadziła do zniszczenia najtrwalszych więzów jakie mogą łączyć dwoje ludzi – miłości. Przejawy tej swobody widoczne są w braku poszanowania słowa danego drugiej osobie – niedotrzymywania zobowiązań, w tym tych złożonych przed Bogiem. Brak społecznego piętnowania rozwodów, rosnącej liczby konkubinatów, rozwiązłości seksualnej – nie poddawanie ich moralnym osądom, które skojarzone zostały jedynie z pobłażliwym uśmiechem na trwałość, honor i poświęcenie ideałom. Liberalizm odebrał kobietom ich najcenniejsze przymioty kobiecości – faworyzując postawy, w których tak naprawdę nie dążą do równości wobec mężczyzn, a dominacji wobec nich. Jeśli wolno mi zabić własne dziecko, cóż innego może mnie powstrzymać?

Nieporadność mężczyzn.

Liberalizm w sferze obyczajów wyrządzić tyle samo szkód mężczyznom, co kobietom. Wprowadził zasady lekceważenia kobiet jako matek i żon. Wprowadził kulturę przelotności, niedecyzyjności, a honor i rycerskość zrzucił z piedestału, stawiając na jego miejsce chochoła hedonizmu. Symboliczne zakładanie spodni, stało się w gruncie rzeczy odpowiedzią wielu kobiet na nieporadność życiową przejawianą przez wielu mężczyzn. Mam na myśli najbardziej podstawowe kwestie – jak formalizacja związku. Obawa przed stabilnym życiem z jedną kobietą, obietnica złożona jej przed Bogiem jest dla wielu mężczyzn tak paraliżująca, że obserwujemy coraz więcej karykatur, czyli pozorów życia razem – zamieszkaliśmy ze sobą mając 19 lat, teraz mamy 29 – i w naszej wynajętej kawalerce nic się nie zmieniło. Brak inicjatywy, zapewnienia poczucia bezpieczeństwa i tego, że mężczyzna jest pewien tego co robi – popycha kobiety w otwarte ramiona feminizmu.

Przewartościowanie społeczne.

Globalne trendy, marki, publicyści i ruchy społeczne od lat przekonują, że szczęśliwe życie to życie beztroskie – i coraz więcej osób nietrudno do tego nakłonić. W ten sposób sankcjonujemy społeczeństwo Piotrusiów Panów, kobiet i mężczyzn nastawionych wyłącznie na konsumpcję dóbr i chwilowe zaspokajanie najniższych pięter piramidy potrzeb. Piotruś Pan to tylko psychologiczna metafora człowieka, który nigdy nie dorasta i nigdy w pełni nie bierze odpowiedzialności ani za siebie, ani za innych. Jest nastawiony na zabawę i dbanie wyłącznie o własne dobre samopoczucie. Niemałą rolę odgrywa w tym miejscu bagatelizacja jakiegokolwiek przejawu dbania o rodzinę – dodatki socjalne dla rodzin, zrezygnowanie lub odroczenie własnej realizacji zawodowej na rzecz pielęgnowania swoich najbliższych – przez wielu ośmieszane i uznawane są jako niepotrzebne nakładane na siebie cierpienia, uniemożliwiające osiągnięcie chwilowej satysfakcji, mylonej z prawdziwym szczęściem i spełnieniem.

Brak oparcia w wierze i tradycji.

Katolicka rodzina uczęszczająca w niedzielę do kościoła (lub o zgrozo – na inne nabożeństwa!) stała się symbolem ekstremizmu. Niewinność, oddanie i wszystkie inne cechy oparte na wzorze Maryji – w najlepszym wypadku spotykają się z pogardliwym uśmiechem rozmówcy. Kościół Katolicki stoi na straży prawa naturalnego i narodzin nowego życia – nie jest przeciwko kobietom, nie chce odbierać im praw czy usprawiedliwiać krzywdy, jeśli jakiejś doświadczyły. Można przypuszczać, że ich negatywny stosunek realizuje się w aktywnym zaprzeczaniu tradycyjnym ideom i ideałom. Nie przeszkadza to natomiast by kościół stał się przedmiotową instytucją o symbolicznym znaczeniu święcenia koszyczków raz do roku. Osobiście, nienawiść wielu kobiet do wiary katolickiej jest dla mnie przerażająca – jest kolejnym przejawem skierowania swojego bólu, gniewu i frustracji na to co uświęcone, na to co najważniejsze. Wspomniana przedmiotowość, niedojrzałe traktowanie sakramentów oraz podejście „gdzie był Bóg, kiedy działa mi się krzywda w tym świecie?” wyłaniają się podczas rozmów z kobietami w różnym wieku. Zjawisko ogromnej agresji kobiet w stosunku do Boga i Kościoła zasługuje na osobne rozważania.

Kultura.

Kultura jest podsumowaniem, a zarazem czynnikiem o najszerszym zakresie wypaczenia kobiecości i męskości. Mówiąc precyzyjniej – kultura, o której mówię, jest sumą liberalizmu, przewartościowania obyczajów, degradacji wiary i tradycji. Współczesna kultura sfery obyczajów wyznacza kobietom nowe standardy w modnych czasopismach, gdzie modne publicystki zwierzają się z trzeciego rozwodu, na kolejnej stronie podpowiadając, jak żyć szczęśliwie. Kultura ta nakłada na nowoczesną kobietę oczekiwania wszystkich wyżej wymienionych – ponieważ współczesna kobieta pracuje więcej niż mężczyzna, jest bardziej zaradna niż mężczyzna, z którym spotyka się tylko wtedy, kiedy ma na to określoną ochotę, która dumnie wspiera zniewieściałych panów podczas Marszów Równości i przez resztę życia popłakuje, że podczas kiedy ona uczestniczy w 35 strajku kobiet, mąż jej koleżanki z pracy zabrał swoją żoną razem z dwójką dzieci na wakacje.

Na koniec tego dosyć smutnego raczej komentarza rzeczywistości, chciałabym tylko uzupełnić, że nie przypisuję jednoznacznie winy żadnej ze stron. Mimo wszystko uważam, że w świecie męskich mężczyzn – istnieją kobiece kobiety, tak jak i na odwrót. Odnosi się to jednak nie tylko do ich ról przypisanych ze względu na płeć: w tym samym świecie zaradni ludzie są zdolni podejmować decyzje w swoim życiu, a co najważniejsze – są zdolni do prawdziwej miłości i wbrew temu, co wmawia im liberalna kultura, pracują i naprawiają błędy zamiast wzajemnie się porzucać.

Czytaj także


Komentarze (1)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)

  • 10 lipca 2018 o 01:03 Dymitr Ogonowski

    Zgodzę się nawet z tym, że liberalizm ekonomiczny ma z tym związek, ale to przez mobilność przestrzenną. Kiedyś też marynarze i żołnierze uchodzili za grupy społeczne najmniej wierne żonom. A teraz coraz częściej ktoś pracuje kilka lat w jednym mieście, potem w innym, czy to w kraju, czy za granicą. By rodzina była trwała za każdym razem powinni małżonkowie przebywać razem. Równocześnie mobilność przestrzenna powoduje zetknięcie z innymi kulturami. To czynnik, który może osłabiać własną kulturę, w której ktoś był wychowany od dziecka. Jak ktoś ma silną wiarę, to wytrwa, przy religii i wierności małżeńskiej, ale takich jednak niestety zdecydowana mniejszość.

    Odpowiedź