Społeczeństwo

Marcin Włodkowski: Słów kilka o demografii…


14 lipca 2018 o 08:00   /   komentarzy (0)

Minęły czasy kiedy widok samochodu na wiejskich drogach był zjawiskiem niecodziennym. Zdarzał się przy okazji święta, kiedy to kuzyn-dorobkiewicz z miasta pojawiał się przy okazji odwiedzin rodzinnej zagrody. Z dekady na dekadę liczba pojazdów mechanicznych stopniowo zaczęła się zwiększać. Poprawiła się również jakość maszyn przemierzających polskie drogi, więc wszystkich przestało to dziwić. Zniknęły gromadki dzieci chciwie oglądających się za czymś nowym, nieznanym. Niestety, nie było to spowodowane tylko zmniejszeniem zainteresowania nowym sposobem podróżowania, który miał na zawsze wyprzeć chłopskie furmanki poruszane przez swojskie szkapy.

Liczba potomstwa w rodzinach malała proporcjonalnie do wzrostu ilości maszyn. Dzieci dorosły. Wkroczyły w dojrzałe życie. Wyemigrowały do miast, ci którzy zostali zajęli się pracą na roli. Zdawałoby się normalny proces, a jednak ,,zmechanizowane” czasy przyniosły inne skutki. Nowe pokolenie kierowało się bowiem innym schematem, w którym bynajmniej na pierwszym miejscu nie znajdowało się znalezienie sobie partnera, bądź życiowej partnerki. Postanowiły najpierw sięgnąć po marzenia sprzed lat, kiedy to jako dzieci wyglądali zza płota za pędzącym blaszanym cudem techniki. Trzeba było marzenia dopełnić jeszcze o mieszkanie i telewizor, a z czasem również o wakacje w ,,ciepłych krajach”. Część zdecydowała się uzupełnić swoje wykształcenie o studia wyższe lub przyśpieszyć awans społeczny pracą zarobkową za granicą kraju. Wielu nie powróciło. Planowanie własnej rodziny odłożyli na później. Może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie stało się to zjawiskiem masowym. Podążyliśmy ochoczo za przykładem państw zachodnich, które gdyby nie migracja siły roboczej z biedniejszych państw, borykałyby się z ogromnym problemem na rynku pracy. Niestety, osoby kierujące życiem społecznym i gospodarczym kraju nie wyciągnęły wniosków z błędów, które popełniły elity polityczne Zachodu. Proces pogłębiał się i toczył państwo jak choroba przez prawie 30 lat… i podobna sytuacja będzie trwać nadal.

Obecnie mamy możliwość obserwowania skutków prowadzonego od kwietnia 2016 roku programu ,,Rodzina 500+”. Według Minister Rodziny, Pracy oraz Polityki Społecznej Elżbiety Rafalskiej osiągnął oczekiwane rezultaty. Ograniczył bowiem poziom ubóstwa w wielu rodzinach oraz co najbardziej zachęcające podniósł liczbę urodzeń w skali kraju. Ze wstępnych danych podanych przez Główny Urząd Statystyczny wynika, że w roku 2017 urodziło się 403 tysięcy dzieci. To o około 20 tysięcy urodzeń więcej w porównaniu z ubiegłorocznymi wskaźnikami. Pozytywne symptomy odczuwalne były również w mniejszych miastach. Na przykład w Łomży przyszły na świat 1264 maluchy. Podobnie jak w całej Polsce był to wynik lepszy niż w latach ubiegłych.

Nie należy jednak podpadać w zbytni optymizm. Odwrócenie niekorzystnych wskaźników z poprzednich lat wymaga bowiem, co najmniej kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu lat ,,tłustych” jeżeli chodzi o liczbę urodzeń. Sukcesy w dziedzinie demograficznej mogły być również spowodowane wkraczaniem w wiek predysponujący do posiadania potomstwa przedstawicieli licznych roczników z lat 80-tych i 90-tych. Może być to zatem trend krótkotrwały. Niewątpliwym osiągnięciem programów Rodzina 500+ czy wdrażanego wcześniej przez rząd Platformy Obywatelskiej – Mieszkanie dla Młodych jest wyniesienie problemu związanego z niewielką dzietnością wśród Polaków do rangi debaty publicznej. Mimo, że głos ten jest wciąż zbyt słaby daje nadzieję na wypracowanie innych rozwiązań niż tylko z zakresu wsparcia finansowego rodzin.

Wielu obserwatorów procesów zachodzących w naszym społeczeństwie jest przekonanych, że nie tylko posiadanie odpowiednio wynagradzanej pracy czy warunków mieszkaniowych wpływa na to, że Polacy decydują się na posiadanie większej liczby potomstwa. Przykładem może być stwierdzenie, że Polki mieszające w Wielkiej Brytanii zdecydowanie chętniej rodzą dzieci. Okazuje się, że dzietność wśród emigrantów przebywających na Wyspach wcale nie jest tak wysoka jak dotychczas sądzono. Mimo, że administracja państwowa Zjednoczonego Królestwa zapewnia lepsze warunki socjalne dla licznych rodzin, nie różni się ona znacząco od trendów krajowych.

Czy zatem podstawę tych problemów stanowi kwestia mentalności naszych rodaków?

Wydaje się, że w tej chwili jest to jedna z głównych przeszkód. Do jej wzniesienia bez wątpienia przyczynił się przekaz płynący z mass mediów, gdzie coraz częściej i bardziej napastliwie promuje się przyjemność i wygodnictwo jako główny cel życia.

Niewątpliwie musi zmienić się model współczesnej polskiej rodziny, jeśli chcemy pozostać i wzmocnić swoją pozycję w kręgu rozwijających się państw. W innym przypadku jesteśmy skazani na regres, a nasze państwo będzie pełniło rolę przestrzeni życiowej dla dogorywających staruszków. Oczywiście dopóki jakaś bardziej żywotna cywilizacja nie zechce jej zagospodarować. Przebudowa musi dotyczyć przede wszystkim roli mężczyzny i kobiety, funkcjonujących w instytucji jaką jest rodzina. Do lamusa powinny odejść stereotypy o kobietach, który cały swój czas zamierzają poświęcić opiece nad domem jako o mało ambitnych ,,kurach domowych” polegających na pensji męża. To samo dotyczy roli ojca. Trzeba się pożegnać z obrazem tatusia w kapciach spędzającego wolny czas na kanapie przed telewizorem. Raczej winien być aktywnym uczestnikiem pracy w gospodarstwie domowym oraz procesu wychowawczego dzieci.

Zniknąć musi błąd myślowy rozróżniający model rodziny wiejskiej i miejskiej. Jeszcze do dzisiaj postrzega się związki małżeńskie zawierane na wsi jako tradycyjnie wielodzietne. O ile w mieście możemy mówić o trudnych warunkach lokalowych, to na wsi napotykamy problem ze znalezieniem lub stworzeniem warunków pracy po przekształceniach, które zaszły w polskim rolnictwie po wstąpieniu do Unii Europejskiej. Małych i średnich przedsiębiorstw w mniejszych miejscowościach jest ciągle za mało, by mogły stać się miejscem dodatkowego zarobkowania dla mieszkających tam rodzin. Nie liczyłbym, więc na to, że polska wieś tak jak to bywało dawniej będzie rezerwuarem ,,rąk do pracy” dla miast. Przemiany, które zaszły trudno wyprowadzić na właściwy kierunek. Nie pozostaje zatem nic innego, jak znalezienie rozwiązania na problem niskiej dzietności również w miastach.

Wpisanie na trwałe w mentalność Polaków, że posiadanie licznego potomstwa jest równowartościowym osiągnięciem, co na przykład uzyskanie tytułu naukowego. Przekonanie, że wkraczanie na wyższy poziom stopy życiowej nie powinno odbywać się kosztem ograniczania dzietności w rodzinach. Niestety zauważają to ciągle nieliczni, a metoda straszenia niewypłacalnością emerytur raczej nie przemówi skutecznie do wyobraźni młodego pokolenia.

Kilka minut, które czytelnik poświęci na przeczytanie powyższych rozważań powinien również dopełnić o niewątpliwie słuszne stwierdzenie, że większość jakichkolwiek zmian na poziomie lokalnym zaczyna się od naszego osobistego przekonania o konieczności ich wprowadzenia. Przedstawiciele środowisk narodowych na Węgrzech już od wielu lat promują postawy, które można nazwać przyjaznymi rodzinie. Sami starają się dbać o wartość jaką jest rodzina wielodzietna pokazując własnym przykładem, że również w dzisiejszych czasach posiadanie licznego potomstwa jest czymś naturalnym i racjonalnym. Choć niełatwym. Nie oglądając się przy tym na pomoc instytucji państwowych i kierując się przekonaniem, iż liczny naród to silny naród.

Czytaj także


Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarz
Nick E-mail WWW(nieobowiązkowe)