Autorką książki jest Katarzyna Borowska. Lektura napisana jest w postaci reportażu, zawiera około 300 stron, jednak można ją spokojnie przeczytać w kilka godzin.

Miłość niejedno ma imię. Każda osoba, niezależnie od wieku, płci, statusu społecznego, miejsca pochodzenia pragnie kochać i być kochaną.

Z ludźmi, którzy zostają, z różnych powodów pozbawieni wolności nie jest wcale inaczej.

Książka jest ciekawa nie tylko dla osób, które przebywają w zakładach karnych czy w aresztach śledczych, dla ich rodzin czy bliskich. Moim zdaniem „Miłość skazanych” powinien bez wątpienia przeczytać każdy człowiek i to w każdym wieku. Napisana prostym językiem, może być dobrą nauką i przestrogą dla dzisiejszych nastolatków, nawet tych z pozornie dobrych domów.

Życie ludzkie potrafi być bardzo nieprzewidywalne i zaskakujące.

Pani Katarzyna Borowska podejmuje rozmowy z różnymi osobami, zarówno z sami osadzonymi, ale także z ich rodzinami i przede wszystkim, co bardzo wartościowe z osobami, które pracują w zakładach karnych, czy zajmujących się szeroko pojętą resocjalizacją.

Można spojrzeć na tematykę miłości i odbywania kary z perspektywy różnych osób, będących w różnych miejscach, w swoim życiu.

Można zrozumieć jaki koszmar przeżywają bliskie osoby osadzonych, ale także samych osadzonych, w czuć się w ich sytuację.

W książce można dowiedzieć się między innymi, jak wygląda ślub skazanych, jak radzą sobie ze swoją seksualnością. Miłość można spotkać wszędzie i dotknąć może ona każdego, który oczywiście przeżywa ją na swój sposób, niestety często okazuje się też, że nie jest to miłość.

Miłość skazanych przeczytałam w jeden wieczór, polecam ją, z czystym sumieniem dla wszystkich.

Myślę, że powinna znaleźć się w każdej, domowej biblioteczce.

Fragment rozmowy autorki książki wraz z Panią Basią, której partner przebywał w zakładzie karnym.

B.: Gdybyś mogła zamienić swoje życie na życie kogoś innego, kto by to był?

B.: “Mimo tego losu, jaki nas dotknął, nie żałuję, bo bardzo kocham mojego męża. Któregoś dnia spotkałam znajomych: on spokojnie pracuje, ona też, mają jedno dziecko, święty spokój, kredyt na auto spłacili. Kiedy się na nich patrzy, to zdają się być takimi bezproblemowymi ludźmi. Akurat wtedy miałam jeden z cięższych dni. Michała nie było. Wsiadłam do samochodu, pomyślałam o nich. Łzy mi popłynęły po policzkach i pomyślałam, że nie zamieniłabym tego mojego pierdolnika”.

Artykuł ukazał się w miesięczniku “Szturm”

 
 
 
 

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię