Z rzeczy mało ważnych, wyniki konkursu Eurowizji okazały się być tymi bardzo istotnymi. Napisałam kilka zdań na ten temat na swoim facebookowym profilu. 

 
Okazało się, że wielu z moich znajomych ma podobne spostrzeżenia, ale sporo nieznajomych zaczęło pisać różne bluzgi, zupełnie nie rozumiejąc przesłania. Postanowiłam zatem nieco rozwinąć moje nocne dywagacje i wstawić w dłuższej formie tutaj (czyt.kierunki.info.pl). 
 
Wpis: 
 
👉Kiedy dzisiaj się obudzicie i zaleje Was fala wiadomości z #eurowizji i niewdzięcznej postawie Ukraińców, którzy dali nam 0 punktów, chętnie coś wyjaśnię. 
 
✔️Owszem od jury ukraińskiego nie dostaliśmy punktów, najwięcej przyznało ono UK. Nasze oczywiście dało Ukrainie 12 punktów. I memy zalały już internet o tym, jak niewdzięczni są Ukraińcy, bo za te kurtki i buty, nie dali nam punktów w pseudomuzycznym konkursie. Przypomnę tylko, że w skład jury wchodzi jakieś 5 osób. Nikt natomiast, kto wylał już wiadro pomyj, nie sprawdził, że w głosowaniu widzów, czyli społeczeństwa, Ukraina wybrała… nas. 
 
🌀Różnice między wynikami widzów a jury były ogromne. W samej Wielkiej Brytanii wśród widzów królowała Ukraina i Polska. 
 
Jeśli jednak Was to nie przekonuję, dodam jeszcze, że wśród jury docenił nas Izrael oraz Grecja ;). 
 
👉A tak serio to tylko głupi konkurs, który z muzyką ma niewiele wspólnego. Pokazuje jednak ważną rzecz – polityka władzy a myślenie społeczeństwa to dwie różne sprawy. 
 
I tu mam wrażenie tkwi sedno większości naszych problemów. Jako zwykli Kowalscy mamy problem do zwykłego Saszki, jak nie o Wołyń, to o Eurowizję, czy darmową komunikację itd. Mimo że ani Kowalski, ani Saszka nie ma na to większego wpływu… Tymczasem na górze dzieje się wszystko po staremu, czyli Polska jest w czterech literach. Pytanie tylko, czy to na pewno wina całego świata? Czy po prostu nas samych i tego, że nie potrafimy/nie umiemy dbać o swój interes? Na pewno jednak wybieramy ludzi, którzy z różnych przyczyn zapominają o tym, co ważne.
 
PS. Szwedka ma kapitalny głos, a Niemcy dostali 0 punktów ;).
 
Rozwinięcie: 
 
Dość ciekawie można rozpatrywać wyniki poszczególnych reprezentantów w kontekście politycznym, w zasadzie to interesuję mnie najbardziej w tym show. W końcu moje gusta muzyczne znacząco odbiegają od Eurowizji i nawet The Rasmus tego nie zmieni. 
 
Oczywiście wiadomo, że sporo głosów w UK, Irlandii czy Niemczech zawdzięczamy naszym rodakom. Natomiast na jury, które kieruje się polityką, nie mogliśmy na nic liczyć. Odwrotnie było z Izraelem, który docenił nas oficjalnie i tu bym stawiała na wątek amerykański związany z naszym reprezentantem. Docenili nas także Czesi, Holendrzy czy Belgowie, chociaż od jury z tych krajów nie dostaliśmy nic. To pokazuje, że różnice między wynikami widzów a jury były olbrzymie. Także w przypadku samej Ukrainy, gdyby nie widzowie, wygrałby przedstawiciel Wielkiej Brytanii. To zresztą dość szokujące, ponieważ nie był w gronie faworytów. Może otrzymanie 0 punktów w zeszłym roku spowodowało, że chciano docenić Anglików?  Do tego należy doliczyć sąsiedzkie ustawki, promocję LGBT i można zamknąć temat. 
 
Niestety w tym roku nie było to takie proste. Bowiem tuż po godzinie 1 w nocy, w polskim internecie pojawił się wysyp memów i obraźliwych wypowiedzi w kierunku Ukraińców, którzy rzekomo nie dali nam punktów. Jak się później okazało dali ich 12, ale w głosowaniu widzów. Świat wirtualny podzielił się na tych, którzy upatrywali w tym aferę i łączyli z grafikami dotyczącymi Wołynia, oraz na tych, którzy szukali znajomych Ukraińców i ich wypowiedzi świadczących o tym, jak bardzo jest im wstyd.
 
Wielu domagało się oficjalnych oświadczeń i reakcji obu państw (do sprawy odniósł się przedstawiciel jury, który zasugerował, że są wdzięczni za pomoc humanitarną, ale głosowali za wokalistami, którzy najbardziej im się podobali muzycznie – ciekawa rzadkość na tym konkursie… do sprawy ma się odnieść również ukraiński parlament). Co ciekawe ci sami ludzie twierdzą, że to tylko gówniany i nic nieznaczący konkurs. Zapewne gdyby jury dałoby nam te 12 punktów, pisaliby, żeby Ukraińcy je sobie w dupę wsadzili i jechali do siebie. 
 
Owszem zgadzam się, że byłby to miły, chociaż niewiele znaczący gest. Podkreślanie jednak tego wydarzenia do skali, jaką widzimy, nie śniło się chyba nikomu.  Pisząc swój post na Facebooku i wpis na Twitterze dowiedziałam się jednocześnie, że popieram odbieranie 500+ polskim dzieciom, że bagatelizuje kwestię Wołynia i marzę o wielkiej przyjaźni na linii obu narodów. Zobaczcie, jak z niewielkiej niby kwestii, rozlało się bagno. Chętnie zatem odniosę się do powyższych zarzutów. Możliwe, że ktoś będzie miał ochotę poznać faktyczne zdanie. 
 
Po pierwsze nie wierzę w przyjaźnie pomiędzy państwami. W końcu nie od dzisiaj wiadomo, że w polityce liczą się interesy. Chociaż w naszym przypadku jakoś niekoniecznie. Obecnie uważam, że nie o przyjaźń z Ukrainą nam chodzi, a o zachowanie człowieczeństwa. Oczywiście sytuacja, w której w odbudowanie Ukrainy włączą się Niemcy, Amerykanie itd., a my dostaniemy płomienne przemówienie z podziękowaniem i nic więcej, jest wielce prawdopodobna. Nie, dlatego jednak, że cały świat jest złośliwy, ale dlatego, że nasza “klasa” polityczna nie jest w stanie nic ugrać. 
 
Sytuacje, w których to Ukraińcy przyjeżdżają do Polski, biorą socjal, wykorzystują nasz kraj, ile się da, na pewno również się zdarzają. I każdy inny kraj robiłby tak samo. U nas też 500+ nie pobierają tylko dzieci zwolenników PiSu, ale każdy, kto ma na to ochotę. Ja nie mam pretensji do rodziny z Ukrainy, że szuka tu pracy, jeździ za darmo komunikacją, a ich dziecko dostało darmowy plecak i zeszyty. Szczególnie że w większość zbiórek zaangażowani są zwykli ludzie, którzy chcą pomóc. Mam pretensję jednak do naszego rządu i opozycji, że licytacją się, kto da więcej i tworzą absurdalne sytuacje. A, że Ukraińcy na tym korzystają, jest oczywiste. 
 
Podobnie jest z kwestią samego Wołynia. Ja nie oczekuję od mamy z dzieckiem, która przyjechała do Polski, że będzie mnie osobiście przepraszać za ludobójstwo. Oczekuję, że “polski” rząd zajmie się w końcu tą sprawą i że w ogóle mu na tym zależy. Sama byłam uczestnikiem wielu spotykań dotyczących Wołynia, zaangażowałam się w propagowanie książki, która jest zbiorem wspomnień o tej ohydnej zbrodni. Do tej pory ciężko mi o tym pisać. I jak najbardziej uważam, że ta kwestia nie jest wyjaśniona i nie można jej tak zostawić. Natomiast to nie ja, ani Iwan w moim wieku mamy się tym zajmować. Naszym zadaniem jest budowanie współczesnych relacji między narodami. To jest obowiązek tych, którzy zostali wybrani do zarządzania państwem, aby takie reakcje wymusić na drugiej stronie. Ciężko jednak o to, ponieważ przytaczając fragment wspomnianej książki, widać, że nic w tym kierunku się nie działo, nie dzieje i obawiam się, że w przyszłości też nie będzie. 
 
“Prezydent Andrzej Duda złożył kwiaty pod jednym z krzyży, które postawili Polacy na Ukrainie i mówił, że ma nadzieję, że nasi sąsiedzi pozwolą nam na uczczenie pamięci wszystkich ofiar. Nadzieję? W takich sytuacjach i przy takich słowach Prezydenta to nadzieję tracą właśnie Rozalia, Zofia i wielu innych…”. I tu tkwi nasz główny problem, w nas. 
 
Eurowizja otworzyła puszkę Pandory, która wylała różne rzeczy niekoniecznie związane z muzyką. Warto to przemyśleć i wyciągnąć wnioski, ale i ocenić samych siebie. 
 

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię