O spektaklu „Klątwa” w reżyserii Olivera Frljicia napisano ostatnio bardzo wiele, skupiając się szczególnie na aspektach moralnych — obraza wartości chrześcijańskich oraz polskiej tradycji. W związku z tym działacze narodowi protestują pod Teatrem Powszechnym w Warszawie, który wystawia sztukę (także dzięki państwowemu dofinansowaniu), a przedstawieniem ma się zająć również prokuratura.

W pełni popieram aktywność mojego środowiska, które za obowiązek obiera sobie stanie na straży wartości — nie możemy pozwolić na mydlenie oczu polskiemu społeczeństwu o wolności artystycznej, w momencie „dzieła” już nie kontrowersyjnego, a oburzającego. Pomijając jednak podłoże etyczne, warto przyjrzeć się jeszcze jednemu mankamentowi. Jak czytamy na stronie www.powszechny.com, w opisie „Klątwy”:

Spektakl Klątwa wykorzystuje motywy z dramatu Wyspiańskiego do stworzenia wielowątkowego krajobrazu współczesnej religijności i areligijności.

Z opisu możemy jasno wywnioskować, iż Stanisław Wyspiański, a właściwie jego twórczość jest „inspiracją” dla omawianego spektaklu. Jestem daleka od zadawania pytań „co autor miał na myśli?” , jednak uważam, że konieczne jest zestawienie oryginału z bardzo daleką „interpretacją”, która zszokowałaby samego twórcę.

Przyjrzyjmy się zatem dramatowi Wyspiańskiego i spróbujmy go zestawić z „klątwą powszechną”. Tragedia ukazała się w 1899 roku, a jej akcja rozgrywa się we wsi Gręboszowie pod Tarnowem. Podobnie, jak w innych działach, Wyspiański opisuje wydarzenia, których sam jest obserwatorem. Kilka słów o samej fabule tekstu:

Wieś zostaje dotknięta plagą suszy, która rujnuje życie prostym mieszkańcom Gręboszowa. Biedni i bezradni zastanawiają się, co może być przyczyną ich niedoli i w pierwszej kolejności zwracają się z prośbą o radę i modlitwę na plebanię. W odpowiedzi dowiadują się, że miejscowy ksiądz winą za sytuację obarcza samych mieszkańców, sugerując, że jest to kara za ich grzechy. Ci jednak bardzo szybko zaczynają wierzyć, że za ich nieszczęściem stoi ksiądz i mieszkająca u niego gosposia — Młoda, z którą ma dwoje dzieci. Wszystkim zależy na jak najszybszym “odkupieniu win”, w tym miejscu pojawia się kolejna postać dramatu niejaki Pustelnik. Sugeruje on, że jedynym sposobem uratowania wsi jest złożenie ofiary Bogu. Prosta dziewczyna źle interpretuje słowa Pustelnika i wrzuca do ognia swoje dzieci, a sama ucieka z płonącą w ręku żagwią. W konsekwencji zostaje ukamienowana przez mieszkańców Gręboszowa, którzy obawiają się o losy wsi. W tym samym momencie z nieba spada upragniony przez wszystkich deszcz.

Kto zna twórczość artysty wie, że każde jego dzieło jest naszpikowane symbolami, a problematyka dotyka wielu społecznych i moralnych dylematów. Podobnie jest w “Klątwie”. Pamiętajmy, że w czasach, w jakich została napisana, faktycznie można było ocenić ją jako kontrowersyjną. Wyspiański opisuje wieś na dwóch płaszczyznach — z jednej strony pokazuje konflikt chłopstwa z duchowieństwem, życie codzienne wsi i jej problemy, ale również sferę obyczajową i religijną. Ta druga jest niezwykle ciekawa, ponieważ bardzo dobrze ukazuje mentalność chłopstwa — z jednej strony wiara w jednego Boga, który jawi się jako groźny Ojciec, ten, który oczekuje ofiar, z drugiej strony widać obecne i dzisiaj przesądy czy wierzenia pogańskie. Mamy tu do czynienia z wieloma wątkami, a także z odniesieniami do tragedii antycznej. Każdy z nas po zapoznaniu się z dramatem może wyciągnąć swoje wnioski. Nigdzie jednak nie mamy tu do czynienia z obrazą uczuć religijnych.

Oczywiście łącząc “Klątwę” Wyspiańskiego z tą zagraną w Teatrze Powszechnym można skupić się na aspekcie księdza, który żyje w zakłamaniu — romans z gosposią, zrzucenie winny na mieszkańców wsi, brak udzielenia pomocy Młodej w walce o życie. Czy jednak możemy to powiązać ze scenami seksu oralnego z figurą Jana Pawła II? Myślę, że to pytanie retoryczne. Twórcy spektaklu twierdzą, że sprawdzają, czy moralność katolicka przenika na podejmowane przez nas decyzje, a także jak dalece sztuka współczesna zdeterminowana jest przez religijną cenzurę.

Możemy się zgodzić, że z moralnością nawet u katolików bywa różnie, tak było w 1899 roku tak jest i teraz. Mamy przykłady niegodziwego zachowania ze strony duchowieństwa i nikt z tym nie może polemizować. Pytanie jednak — w jakim stopniu artysta może sobie pozwolić na kreację artystyczną? Czy sztuka ma jakieś granice? Czy wszystko, co obecnie ma do zaoferowania to obraza uczuć religijnych i wartości? Dla mnie te granice zostają przekroczone w momencie, kiedy dzieło nie oferuje mi nic innego jak: akty seksualne z osobą, która dla wielu ludzi na całym świecie była i jest ikoną świętości czy profanację symbolu krzyża – tak jak tym wypadku, a także często barw narodowych. Artysta ma prawo wyrażać swoje przemyślenia, tak samo, jak ludzie mają prawo wyrażać swoje zdanie, jednak jeśli wkracza ono w przestrzeń, w wartości drugiego człowieka i to w sposób tak ohydny, jak w “Klątwie”, mówienie o “wolności w  sztuce” przestaje być dobrym argumentem w całym dyskursie.

Mówmy, piszmy o tematach trudnych, nie bojąc się głoszenia prawdy, ukazując hipokryzje w różnych środowiskach i sytuacjach, obserwujmy tak, jak to robili wielcy — jak chociażby Stanisław Wyspiański, ale zachowajmy w tym godność. Taką samą, jaką wielu ludzi na świecie zachowuje wobec islamu i innych religii. Zastanówcie się, czy taki spektakl urągający w islam, czy judaizm byłby dalej wystawiany? W pierwszym wypadku pewnie Teatr Powszechny już by był zrównany z ziemią, w drugiej apele i oburzenie byłyby tak silne, że od razu przepraszano by za „daleko idące wnioski”. Zostaje katolicyzm i Polak niczym chłopiec do bicia – idziecie zatem wielcy “artyści” na łatwiznę i nie macie pojęcia o sztuce przez duże “S”. Na szczęście są w tym kraju ludzie, którzy nie pozwolą na to, żebyście bezkarnie szydzili z innych, zasłaniając się wolnością artystyczną.

 


ADRIANNA MIRA GĄSIOREK
Magister polonistyki, Redaktor Naczelny portalu “Kierunki.info.pl”, Koordynator Brygady Górnośląskiej ONR. W swojej publicystyce porusza głównie tematy związane z kulturą i historią oraz zagadnienia społeczne i językowe.


3 KOMENTARZE

  1. Tia, nasłuchałem się o tym gównie wczoraj (w radiu). Był tam prawicowy redaktor, lewak i prowadzący. Prawy masakrował lewusa, a ten jak jakiś upośledzony czubek: “a bo w sejmie wisi krzyż, a bo jest konkordat, a bo jak lewica jest kulturalna, to nikt nie słucha” no i cała sraka z “wolnością, demokracją” itp. Nosiciel wirusa Marks mówił te rzeczy ze sporym przekonaniem, śmiem podejrzewać, że sam w nie wierzył. Nie można jednak traktować kogoś pobłażliwie, bo mu się brodaty zesrał do głowy i jest chory. Albo żydochamy, albo my – nasza Ojczyzna nie może być jednocześnie domem jednych i drugich.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię