Solidaryzm, jak wszyscy wiemy, to bardzo wartościowy nurt społeczny. Możemy przyjąć, iż jest to kierunek społeczno-polityczny, który zakłada, że podstawową cechą społeczeństwa jest naturalna wspólnota interesów wszystkich warstw społecznych niezależnie od istniejących różnic majątkowych i społecznych. Prawda, że brzmi przekonująco? Niestety, obiektywnie trzeba stwierdzić, iż nasze obecne społeczeństwo, pozbawione jest chęci, bycia wspólnotą.  

 

Oczywiście istnieją organizacje czy całe środowiska, które odwołują się do solidaryzmu narodowego, ale w skali całego kraju jest to niestety zjawisko niszowe. Nie raz słyszałam słowa, że my, Polacy, potrafimy się jednoczyć w trudnych chwilach. Ciężko mi się z tym jednak zgodzić. Owszem można wybrać kilka przykładowych wydarzeń, które jako naród nas ze sobą zbliżyły, szczególnie w odległych czasach. Obecnie jednak nie widzę, żebyśmy mieli szansę na to, że zaczniemy dbać o siebie nawzajem. Społeczeństwo jest odpowiednio „prowadzone” przez klasę polityczną i środki masowego przekazu, dla których zjednoczeni obywatele to spore zagrożenie.  Zatem należy stale podgrzewać różne podziały – na wielu płaszczyznach. Niestety Polacy odnajdują się w tym „chocholim tańcu” idealnie, dając sobą manipulować bez żadnej refleksji. Nie chcę odnosić się w tym artykule tylko do obecnej sytuacji związanej z podziałem politycznym, czy podejściem do COVID 19 – tak naprawdę to po prostu kolejne puzzle wykorzystywane do wspomnianej układanki, której celem jest rozpad naszej trwałości. Problem, który osobiście mnie martwi, zauważalny jest już bardzo długo. Mam na myśli brak wsparcia społecznego dla postulatów konkretnych grup zawodowych. Różnego rodzaju strajki, które obserwowaliśmy przez ostatnie 20 lat w naszym kraju, pokazywały dobitnie, że Polaków nie interesuje los innych, a tylko własne korzyści.  

 

Możemy cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie, chociażby strajki górników. Akurat nasze środowisko zjednoczyło się i sama pamiętam, jak pomagaliśmy przy śląskich kopalniach. Warto jednak przeanalizować wypowiedzi, chociażby internetowe, naszych rodaków. Hasła, które są niezmienne od lat: „w dupach się poprzewracało”, „ja tyle nie mam”, „niech się przekwalifikują”, „jak im się nie podoba, niech zmienią pracę” itd. Nikt z osób wypowiadających się nie przepracował ani jednego dnia w kopalni i nie ma pojęcia, jak wygląda taka praca. Nikt też nie zadał sobie trudu, żeby sprawdzić, o co walczy ta konkretna grupa zawodowa i jak w rzeczywistości wygląda to środowisko pracy. Wiadomo, że zamiast poszukać lub porozmawiać z osobami zainteresowanymi, wolimy udostępnić jedno lub drugie medium, nie sprawdzając, czy faktycznie nasze wiadomości są, chociaż zbliżone do prawdy. Część z nas nie zdaje sobie sprawy, że za każdym portalem, telewizją czy gazetą stoi określona grupa osób, która, nawet jeśli nie ma opłacanych treści, to ma swoje przekonania i poglądy. Być może właśnie w jej interesie jest przekazywanie własnych opinii, a nie faktów, w które ślepo wierzymy. 

 

Podobnie było z nauczycielami, którzy również powinni sobie znaleźć inny zawód, jeśli tak im źle, że mają czelność strajkować. Tu najczęściej proponowane były kasy w Biedronce lub Lidlu… To  jedna z ulubionych grup zawodowych, którą należy atakować – taki kozioł ofiarny. W końcu mają wakacje, ferie, mało godzin, bardzo duże zarobki i jeszcze niewiele się narobią. Żyć, nie umierać. Ile z tych osób wie, jak wygląda codzienna praca nauczyciela? Pewnie niewiele, bo ten, zamiast pisać bzdury w internecie, siedzi w swoim czasie wolnym, żeby przygotować się na to „nicnierobienie”. O zarobkach nie wspomnę, ale myślę, że na pierwszych etapach swojej pracy może Paniom z Biedronki tylko pozazdrościć. A i te, jak tylko zamarzyły o wolnej niedzieli, stały się obiektem drwin i pogardy.

 

Teraz mamy na tapecie ratowników medycznych i lekarzy, którzy jeszcze z rok temu byli bohaterami społeczeństwa. Jednak, kiedy bohater wyciągnął rękę po lepsze wynagrodzenie, już poleciała fala hejtu. I tak jest za każdym razem.

 

Jeśli faktycznie kierowalibyśmy się solidaryzmem narodowym, to warto byłoby zastanowić się nad inną postawą. Tak, wspieram nauczycieli, górników, lekarzy, panie z handlu i wielu innych, bo oni też wesprą mnie, kiedy będę w potrzebie. Nie twierdzę, że każdy postulat strajkujących ma sens i trzeba ślepo go bronić, na pewno tak nie jest, ale zamiast wypisywać swoje mądrości, warto okazać wsparcie tym, którzy walczą o lepszą zmianę. Nie każdy jest stworzony do tego samego, nie każdy po iluś latach pracy jest w stanie się przekwalifikować, ale każdy powinien mieć, chociaż szansę walczyć o to, aby jego wynagrodzenie czy środowisko pracy było lepsze. Bez zrozumienia istoty solidaryzmu, nigdy tego nie osiągniemy. To będzie oczywiście na rękę rządzącym, lepiej jest zamknąć usta danej grupie zawodowej, jeśli społeczeństwo jest do niej wrogo nastawione. I tak machina kręci się z roku, na roku, a my jesteśmy w tym samym miejscu, bez szans na poprawę.  

 

Artykuł ukazał się w miesięczniku “Szturm”

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię