Mija już nieco czasu odkąd ponownie, możemy oglądać produkcje filmowe w salach kinowych. Oczywiście nadrabiam zaległości i dość często zasiadam w fotelu kinomaniaka. Tym bardziej ucieszył mnie powrót na ekrany wybitnego aktora, jakim jest Robert De Niro. Obecnie możemy go oglądać w dwóch nowościach: “Wojna z Dziadkiem” oraz “Cwaniaki z Hollywood”.


Oba filmy widziałam i gorąco polecam. Jeśli chodzi o pierwszy tytuł to dość dobry obrazek kina familijnego. Skupię się jednak na drugim filmie. Zacznijmy od obsady, która już może sugerować, że warto wybrać się do kina. Rober De Niro nie zawodzi – swoją rolę odgrywa z dużą satysfakcją. Przyciąga uwagę swoim wyglądem, jak również ciekawie prowadzonymi długimi monologami. U jego boku widzimy Zacha Braffa, który gra fajtłapowatego bratanka Maxa Barbera. Dobrze dobrany jest również Tommy Lee Jones, który rolę podstarzałego aktora z depresją na karku i skłonnościami samobójczymi, odgrywa wyśmienicie. Podobnie wypada Morgan Freeman – niebezpieczny gangster, chcący za wszelką cenę odzyskać zainwestowane pieniądze w poprzednią porażkę producentów Miracle Films. Tę kryminalną komedię wyreżyserował George Gallo.


Fabuła przenosi nas do Hollywoodu, w którym splatają się losy producenta filmowego i … mafii. “Producent filmowy Max Barber od wielu lat zajmuje się kręceniem, nie tylko filmów. Nawet po największej klapie (czyli zawsze) udaje mu się jakoś wyjść na swoje. Tym razem jednak sytuacja jest podbramkowa, bo Max winien jest pieniądze mafii i szansa na szczęśliwe zakończenie niepokojąco się oddala. Krótko mówiąc, albo znajdzie się wynagrodzenie, albo to Max się znajdzie… w betonowych butach na dnie oceanu.” Z nożem na gardle niektórzy okazują się wyjątkowo kreatywni. Max wpada na genialny, choć wątpliwy moralnie, pomysł. Do nowej, wybitnie niebezpiecznej roli zatrudnia starzejącego się gwiazdora Duke’a Montanę, który słynie z tego, że nie korzysta z pomocy kaskaderów. Duke zostaje wysoko ubezpieczony, a Max musi tylko dopilnować, żeby na planie wydarzył mu się śmiertelnie nieprzyjemny wypadek. Jest tylko jedno „ale” – Duke z każdego wypadku wychodzi bez szwanku, tworząc kreację na miarę Oscara.


Chociaż komedia zebrała dość niskie notowania u krytyków filmowych i jednak nie jest zaskakująca, a reżyseria momentami bywa słaba, produkcja dostarcza dobrą rozrywkę. Jeśli chcemy wybrać się na luźny, mało skompilowany film, który dostarczy odrobinę śmiechu, to polecam “Cwaniaki”.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię