Po pierwsze rodzina i odpowiedzialność!

Współczesne czasy stawiają przed wyznawcami Chrystusa wielkie wyzwania. Człowiek wystawiany jest na liczne próby nie tylko w świecie osobistych wyborów, gdzie bombardowany jest ze wszystkich stron pokusami przyjemności i materializmu. Katolik staje również przed odpowiedzialnością za stan własnej rodziny, społeczności, gminy oraz całego narodu. Jesteśmy zobowiązani do dbałości o własną duszę ale również musimy przygotować przyszłym pokoleniom świat, który będzie oparty o przymioty boskie. Jest to nasz obowiązek, by cechy którymi emanuje sam Bóg rozprzestrzeniały się w życiu społecznym, politycznym oraz gospodarczym. My, Chrześcijanie nie możemy obojętnie przyjmować świata takim jaki jest. Musimy walczyć o społeczne miłosierdzie oraz panowanie sprawiedliwości.

W środowisku katolickim można spotkać trzy przeważające postawy wobec spraw społeczno-politycznych. Zwolennicy jednej z tych postaw wiarę sprowadzają jedynie do osobistej relacji z Bogiem oraz modlitwy w domowym zaciszu. Zamykają się na świat i nie interesują się polityką czy też sprawami społecznymi. Krąg swej odpowiedzialności zamykają na rodzinie i swoich najbliższych, nie angażując się społecznie. Druga grupa to osoby, które nie wiedzą bądź wiedzieć nie chcą o istnieniu Katolickiej Nauki Społecznej i próbują szukać drogi integrując katolicyzm z liberalizmem i stawiając na równi z magisterium Kościoła Katolickiego “święte” prawo własności i wolny rynek. Kolejna równie szkodliwa społecznie grupa katolików to osoby, które nie rozumieją idei państwa katolickiego i myślą, że wiarę można komuś narzucić epatując naokoło katolickimi hasłami, a zbawienie wywalczyć przymusem. Ta grupa zapomina jednak o prawdziwie katolickiej treści, moralności i miłosierdziu, a skupia się jedynie na formie. Lekarstwem na te wszystkie toksyczne postawy jest Katolicka Nauka Społeczna oraz zdrowe poczucie odpowiedzialności za naród i świadomość sytuacji w jakiej się on znajduje.

Polska XXI wieku po latach komunizmu zachłysnęła się kapitalizmem oraz liberalną demokracją do tego stopnia, że przestała zauważać jak nagle zrobiono z niej kraj taniej siły roboczej, pozbawionej własności oraz godnego wynagrodzenia za wykonywaną pracę i przyzwoitych warunków bytu. Kraj, w którym tematem numer jeden są przepychanki polityków, którzy zainteresowani są posiadaniem władzy, a nie sytuacją zwykłych “zjadaczy chleba”.

Katolicy mają za zadanie oddolnie, małymi krokami odzyskiwać Polskę i zaprowadzić w niej ład oparty na Ewangelii. Zamiast zrzucać odpowiedzialność na Unie Europejską, lata komuny, masonów czy innych wrogów (prawdziwych bądź nie), Polacy muszą zrozumieć, że największym wrogiem jest ich bierność i egoizm oraz krótkowzroczność.

Zgodnie z katolicką zasadą Ordo Caritatis (z łaciny Porządek Miłosierdzia) mamy obowiązek w pierwszej kolejności troszczyć się o rodzinę, która jest fundamentem narodu. Jest to zobowiązanie szczególnie ważne w czasach kryzysu demograficznego, kryzysu instytucji małżeństwa oraz braku świadomości wychowawczej rodziców. Kolejnym stopniem Ordo Caritatis jest zaangażowanie społeczne na szczeblu najbliższego otoczenia – pomoc ubogim, zaangażowanie w stowarzyszenia zrzeszające katolików, stowarzyszenia pracownicze, działalność na szczeblach samorządowych czy też zaangażowanie w innego rodzaju inicjatywy zajmujące się lokalnymi problemami. Jednak o takiej działalności możemy myśleć tylko wtedy, gdy nasze powinności wobec rodziny zostaną spełnione. Naród nie potrzebuje aktywistów zaniedbujących swoich najbliższych, potrzebuje ludzi świecących przykładem troski o małżeństwo oraz wychowanie dzieci zgodnie z zasadami moralnymi Kościoła Katolickiego.

Ta świadomość odpowiedzialności za naród poprzez troskę o własną rodzinę jest fundamentalna by przyszłe pokolenia mogły budować prawdziwie katolicką Polskę. Każdy katolik musi zrozumieć, że świat potrzebuje ludzi o silnej moralności, ludzi odrzucających materializm i konsumpcjonizm, prawdziwie wierzących w Boga i walczących o prawdę. Dlatego katolickie wychowanie jest tak ważne w dzisiejszych czasach, kiedy dzieci są najbardziej demoralizowane poprzez wpajanie im politycznie poprawnych ideologii, nadmierny i zbyt wczesny dostęp do mediów społecznościowych oraz ignorancję ze strony rodziców, dla których wychowanie kończy się na dostarczaniu dziecku dóbr materialnych.

W pierwszej kolejności musimy uświadomić sobie, że podstawą katolicyzmu społecznego musimy być my, biorąc sprawy w swoje ręce. Musimy walczyć o rodzinę we własnym domu ale również o jej właściwe miejsce w realiach społeczno-politycznych oraz rozsądną, zdroworozsądkową politykę prorodzinną i społeczną świadomość ogromnej odpowiedzialności za przyszłość narodu rodziców.

 

Po drugie solidaryzm zamiast kapitalizmu!

W dzisiejszych czasach wśród katolików ciężko o jednolity system poglądów społecznych, gospodarczych czy też politycznych. Spory polityczne dzielące nasz kraj dotykają również osób wierzących, które myślą, że rozwiązaniem jest wybór między którąś z największych partii politycznych często ślepo za nią podążając.

Ciekawym zjawiskiem obecnych czasów jest łączenie prawicy z liberalizmem gospodarczym. Przyczyny tego stanu można doszukiwać się w doświadczeniach przeszłości naszego narodu, który doświadczony socjalizmem, w kapitalizmie dostrzegał rozwiązanie problemów gospodarczych oraz możliwość zwiększenia swobód działania, które dotychczas ograniczane były przez rozbudowaną aparaturę państwową. Niestety, zarówno kapitalizm jak i socjalizm są w swej naturze sprzeczne z katolicką wiarą. Kościół w swym nauczaniu społecznym dał swoim wiernym szereg zasad i wskazówek dotyczących życia społecznego i gospodarczego. Nauczanie to oparte jest o encykliki społeczne oraz nauczanie takich duchownych jak np. kardynał Wyszyński, który był jednym z pionierów Katolickiej Nauki Społecznej w Polsce i niejednokrotnie przestrzegał wiernych przed zgubną ideologią socjalizmu i kapitalizmu.

Warto na początku zaznaczyć stanowisko kościoła w sprawie własności prywatnej, gdyż wszelkiej maści kapitaliści wszystkiemu co nieliberalne od razu zarzucają socjalizm. „Prywatne bowiem posiadanie dóbr materialnych na własność jest naturalnym prawem człowieka” – tak w encyklice Rerum Novarum poucza wiernych Leon XIII. Papież w tejże encyklice podkreśla, że własność prywatna jest zjawiskiem starszym niż państwo, co więc wyklucza kolektywizm i długotrwale prowadzoną gospodarkę centralnie sterowaną. Pojawia się pytanie skąd wśród katolików tak dużo wielbicieli kapitalizmu? Jest to niewątpliwie skutek modernistycznej tendencji, która pozwala na wybieranie sobie z nauki Kościoła tego co wygodne, szczególnie gdy nie dotyczy to kwestii dogmatycznych. Katolicka nauka społeczna nie tyle stoi pomiędzy prądami socjalistycznymi i kapitalistycznymi, co stoi ponad tym podziałem, gdyż u źródła obu tych nurtów znajduje się materializm. Krytyka zarówno liberalizmu jak i socjalizmu występuje tu z pozycji Ewangelii, a więc z pozycji niematerialistycznej. Niewątpliwie ogromną zaletą społecznego katolicyzmu jest to, że jego doktrynalną częścią jest wyższość prawa Bożego, współpracy i sprawiedliwości nad zyskiem czy walką klas.

Pius XI już na wstępie encykliki Quadragesimo Anno o liberalizmie pisze, iż „zlecił lekarstwo, które by było gorszym od choroby samej”. W tym samym dokumencie przestrzega on zarówno przed wybujałym indywidualizmem jak i kolektywizmem, uznając oba pojęcia za niebezpieczne i moralnie i prawnie. Pius XI ukazuje również, że katolicki system społeczno – gospodarczy opiera się na własności prywatnej, jednakże własność z pozycji katolickiej tym różni się od liberalnej, iż rozróżnia prawo do posiadania od prawa do używania. „Zachowanie ścisłego podziału dóbr (…) oraz nie wdzieranie się w prawa cudze przekraczaniem granic własnego posiadania” to wedle nauki Piusa XI zwie się prawem do używania. Własność w rozumieniu katolickim od liberalnej odróżnia także to, iż celem jej jest nie tylko korzyść własna jednostki ale i dobro powszechne, z tego też powodu rządzący państwem mogą pewne rzeczy zezwalać a pewnych zabraniać w kwestii używania dóbr. Katolicka nauka społeczna nie kwestionuje roli państwa w sprawach społeczno–gospodarczych. Zadaniem państwa i jego organów jest stanie na straży sprawiedliwości i ładu w społeczeństwie, jednak nie przekraczając swoich kompetencji. Czego swoistym odzwierciedleniem jest wynikająca z wyżej wymienionej encykliki zasada pomocniczości, której istotą jest wykonywanie zadań na możliwie jak najniższych szczeblach. Adam Doboszyński w „Gospodarce narodowej”, która jest swego rodzaju podręcznikiem do ekonomii chrześcijańskiej krytykuje kapitalizm za to, że skupia własność w niewielu rękach. Nie sposób się z tym nie zgodzić, wystarczy przyjrzeć się współczesnym rynkom. Liberalizm gospodarczy jest rajem dla monopoli. Skupienie własności w rękach niewielkiej liczby przedsiębiorców doprowadza do pozbawiania własności dużej części społeczeństwa, a więc doprowadza do pozbawienia wielu ludzi przyrodzonego prawa własności. Kolejną niemoralną i niedopuszczalną z punktu widzenia religii katolickiej sprawą jest kapitalistyczna wizja człowieka, który kieruje się w życiu zdobyciem możliwie jak największego zysku. Wizja człowieka homo oeconomicus, który w życiu kieruje się indywidualistycznym pędem za zyskiem nijak się ma do świętości. Liberalizm gospodarczy ze względu na wzbudzanie w jednostkach miłości bogactwa powoduje ogromne przepaści społeczne. Obecnie różnice w zarobkach właścicieli wielkich firm, a osób pracujących na najniższych szczeblach często wynoszą kilkadziesiąt tysięcy. Tego typu ciemiężenie pracowników według Katechizmu Kościoła Katolickiego zalicza się do grzechów wołających o pomstę do nieba. Znaczące rozwarstwienia społeczne prowadzą do frustracji tych, którzy tą sytuacją są pokrzywdzeni. Liberalna ideologia czyni człowieka obojętnym na los najuboższych.

Złotym środkiem w tej sytuacji jest przebudowa stosunków gospodarczych, gdzie człowiek będzie widział w drugim bliźniego, a nie kapitał ludzki. Zdecydowanie należy postawić na solidaryzm pracodawców i pracowników, zwiększenie udziału osób zatrudnionych we własności, zyskach oraz zarządach przedsiębiorstwa, działanie związków zawodowych lub stowarzyszeń skupiających pracodawców i pracowników, a przede wszystkim na połączenie na nowo moralności katolickiej i ekonomii.

Rozważanie to, ku przestrodze warto zakończyć przywołaniem słów kardynała Wyszyńskiego na temat kapitalizmu: „Powstała nowa religia – pieniądza i bogactwa. Jej dogmaty – to nieograniczona wolność gospodarcza, wolna konkurencja, rozdział kapitału i pracy, najemnictwo, prawo podaży i popytu, mechanizm cen. Jej moralność – to brak wszelkiej moralności, przewaga kapitału nad człowiekiem i pracą, dobro produkcji, zysk jako dobry uczynek.”

5 KOMENTARZE

  1. “zwiększenie udziału osób zatrudnionych we własności, zyskach oraz zarządach przedsiębiorstwa, działanie związków zawodowych”. Czyli ma być rynek plus to, czy rynku ma nie być? A to kluczowe pytanie. Jeżeli będzie to plus rynek, to po prostu przedsiębiorstwa rządzone przez pracowników, z silnym udziałem związków zawodowych przegrają konkurencje na rynku. Te przedsiębiorstwa rządzone przez tych brutalnych kapitalistów będą dokonywały innowacji, a te maksymalizujące płace – nie. Jak będzie tak w całej Polsce, to Polska będzie jeszcze bardzie w tyle za innymi krajami. I tak poziom innowacji u nas jest bardzo niski w stosunku do PKB. A jeżeli nie będzie rynku, to muszą jacyś urzędnicy decydować o podziałach dóbr, zaopatrzeniu w surowce, czyli będzie gospodarka centralnie planowana. Te koncepcje, z punktu widzenia moralnego ładnie brzmią, ale nie pasują do brutalnej rzeczywistości. Bóg ludzi wypędził z raju przez grzech i odtąd muszą żyć w brutalnej rzeczywistości. Można tylko modlić się do Boga, by to złagodził, a od strony ekonomicznej to niestety ale może być tylko gospodarka urzędnicza, bądź rynkowa. Albo podmioty same wymieniają produkowane dobra na rynku albo im to narzucają urzędnicy. Może być jakieś pomieszanie. W Chinach stopniowo przeprowadzano reformy. Te nowe innowacyjne rynkowe przedsiębiorstwa podatkami finansowały te dawne. Przy rozpoczęciu transformacji można było taki wariant rozważyć. Ale teraz, co konkretnie zrobić z polską gospodarką? Jak zwolennicy Katolickiej Nauki Społecznej chcą ją urzeczywistnić w praktyce? Akcjonariatów pracowniczych nikt nie broni zakładać. A że one zazwyczaj za dobrze na rynku się nie mają, bo maksymalizują płace ponad realne możliwości, to inna sprawa.

  2. Mam pytanie do zwolenników tego nurtu. Czy dla Was wzorem jest Salazar? Ja to politycznie to w dużo sprawach uznaję Salazara. (Tzn. uznając suwerenność Portugalii nie mieszałbym się w jej wewnętrzne sprawy, ale chodzi o to na ile jest wzorem do naśladowania.) Za Salazara niemożliwe by były obrzydliwe parady, by homoseksualistą dawali dzieci do adopcji itd. Natomiast ekonomicznie, to sam Salazar (będąc ekonomistą) przyznawał, że Portugalia jest biednym krajem. Franco ze względów pragmatycznych zdecydował się zliberalizować gospodarkę. Podobnie, jak Deng w Chinach. Wyszli z zupełnie przeciwnych ideologii, Franco z katolicyzmu społecznego, Deng z komunizmu, a oboje jednak uznali, że zwiększenie swobody gospodarczej jest konieczne dla rozwoju ich krajów. Pragmatyzm wygrał nad ideologią. By było jasne, ja katolicyzm religijny, jak najbardziej uznaję (Franco oczywiście też) natomiast społeczny (w rozumieniu nauki społecznej Kościoła, co wykracza poza to, co Bóg wymaga), to wątpliwa sprawa.

  3. Szanowna Redakcjo,

    z sympatią odnosząc do wielu tez Autorki, pragnę zwrócić uwagę, że zdanie Piusa XI, o ustroju, który “zaproponował lekarstwo gorsze od choroby” dotyczy socjalizmu a nie liberalizmu. Całość encykliki tu: https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_xi/encykliki/quadragesimo_anno_15051931.html Lekturę polecam, jako bardzo ciekawe źródło do dyskusji.

    Chciałbym też zwrócić uwagę, że współczesne korporacje, świadome tego, że człowiek pozbawiony prawa własności nie interesuje się jakością zarządzania tą własnością, cześć pensji wypłacają nie tylko członkom zarządów, ale i pracownikom szeregowym w postaci akcji. Ponadto różnica między zarobkami szefa a pracownika szeregowego nie jest sama w sobie “ciemiężeniem pracownika”. Dla przykładu: minister edukacji zarabia 3x więcej niż przeciętna nauczycielska, jednak prezes Netflixa (wielkiego dostawcy filmow w internecie), ktory dostarcza za kilka zlotych tysiace tytułów Hollywoodu na żądanie także w Polsce, zarabia 133 x razy więcej niż jego przeciętny pracownik. Jak łatwo się domyśleć, zwykły pracownik tej firmy z pensją 183 tys. USD rocznie żyje na wyższej stopie niż nie aż tak “ciemiężony” polski nauczyciel.

    Serdecznie pozdrawiam,
    M.G.

  4. @M.G.
    “z sympatią odnosząc do wielu tez Autorki, pragnę zwrócić uwagę, że zdanie Piusa XI, o ustroju, który “zaproponował lekarstwo gorsze od choroby” dotyczy socjalizmu a nie liberalizmu.”

    To prawda. Wg mnie w tym miejscu to raczej pomyłka przy redagowaniu tekstu wynikająca najpewniej z używania obok siebie kilku podobnie brzmiących terminów. Oczywiście powinien być tam socjalizm jednak jeśli miała to być obrona liberalizmu to jest to nieuzasadnione bo przecież w tym samym fragmencie liberalizm jest określany jako “choroba” – czyli nie może być “najdoskonalszym systemem” jak niektórzy narodowcom wmawiają.
    Liberalizm ekonomiczny jest wprost potępiony przez Kościół podobnie jak socjalizm (także komunizm). Jeśli idzie o sam kapitalizm nie ma potępienia i uznania go jako wewnętrznie złego ale pod bardzo wieloma i to silnymi warunkami, których niestety żadna współczesna implementacja systemów społ.-gosp. nie spełnia. Zwyczajnie z tego faktu, że nie usunęła bardzo poważnych błędów tkwiących w kapitalizmie.

    W mojej ocenie gdyby usunięto wszystkie te błędy nie byłoby zasadne używanie nazwy kapitalizm – zbieglibyśmy stopniowo do solidaryzmu.

    “Pius XI już na wstępie encykliki Quadragesimo Anno o liberalizmie pisze, iż „zlecił lekarstwo, które by było gorszym od choroby samej”. W tym samym dokumencie przestrzega on zarówno przed wybujałym indywidualizmem jak i kolektywizmem,”

    Dodatkowo moją tezę wzmacnia to , że w kolejnym zdaniu jest użyte określenie wybujały indywidualizm. Czyli znowu dotknięcie liberalizmy, którego filozofią społeczną jest indywidualizm.

  5. Słuszna (sama) krytyka, zarówno komunizmu, jak i kapitalizmu jednak niczego nie wnosi pozytywnego. Za komuny nie wszystko było państwowe i nie we wszystko państwo wnikało. Można by powiedzieć, że tyle było gdzieś komunizmu na ile na pozwoliło społeczeństwo, stąd inny był komunizm w np w Polsce a inny w Kambodży, Również dzisiejszy kapitalizm inny jest w państwach postkomunistycznych a inny np w Wielkiej Brytanii, Niemczech, czy Norwegii. Weźmy przykład podatków, które obecnie w Polsce są o wiele wyższe niż za komuny. Podobnie jest z biurokracją i wogóle z kontrolą państwa niemal już każdej dziedziny życia ludzi.

    Cała przyroda funkcjonuje wg praw, muszą więc być i prawa wymiany, podług których następuje wymiana transakcyjna dóbr pomiędzy ludźmi. Znajomość praw fizyki pozwoli skonstruować samochód i maszyny ułatwiające życie, jak też i broń do walki i niszczenia jednych przez drugich. Prawa ekonomiczne są i cała wymiana funkcjonuje wg tych praw. One nie mogą być same z się złe i prowadzić ku niesprawiedliwości wymiennej dóbr pomiędzy ludźmi. Znając, można je wykorzystywać tak ku niesprawiedliwości, jak też i do obrony przed wyzyskiem oraz ku ideałowi ustrojowemu. Trwa ciągła walka, a wszystko w jakiś sposób spotyka się w wymianie transakcyjnej – rynku – i ustala jej stan, również pod kątem sprawiedliwościowym. Jeśli wykluczyli byśmy celowe ingerencje w rynek ku monopolizacji wszystkiego, a zwłaszcza monopolizacji własności pieniądza, przez nieliczną mniejszość, wówczas wymiana (rynek) funkcjonowałaby coś na wzór stepu, gdzie jakoś trwałoby życie. Rynek zawsze ustali ceny na rzeczy (i stosunki cenowe) odpowiednio do stanu moralnego społeczeństwa. Jednakże wiedza ekonomiczna – wiedza o prawach rynku – pozwoli uczciwym ludziom uczynić proces wymiany sprawiedliwy, na wzór uprawnego pola, co powinno być naszym ideałem do osiągnięcia. Ale też wiedza ta umożliwia małej grupie w sposób systemowy okradać i rabować pracujących i wytwarzających dobra, co de facto oznacza dla nich zaniżone zarobki. Takim systemem zniewalania ekonomicznego (celem dalszego zniewalania politycznego, aż po duchowe…) jest komunizm wespół z kapitalizmem, które to razem należy traktować jako jedną całość i nie próbować przeciwstawiać sobie tych tworów, pozornie tylko różnych.
    Wszystko wiąże się z pieniądzem – pośrednikiem w wymianie rzeczy – a cała wiedza ekonomiczna sprowadza się do wiedzy o pieniądzu. Pieniądza (wyemitowanego) jest stosunkowo mało w obiegu, stąd manipulując jego obiegiem łatwo jest sterować całą wymianą (rynkiem). Rynek jest zawsze w jakimś stanie: aktualnym (poziom cen i stosunki cenowe); oraz w czasie (równowaga, bądź inflacja, bądź deflacja). Przyrost przedmiotów oddziałuje deflacyjnie, z kolei szybsze wydawanie pieniądza, z czym często łączy się rozwój bankowości, oddziałuje inflacyjnie. Rynek nieregulowany będzie funkcjonował mniej więcej w równowadze. Inflacja (umiarkowana) będzie jeszcze pobudzać ku szybszemu wydawaniu pieniądza, tym samym szybszej cyrkulacji, co oddziałuje jeszcze inflacyjnie, ale równocześnie pobudzać większą podaż i popyt, co jest deflacyjne, hamujące inflację. Deflacja z kolei skłania ku przetrzymywaniu pieniądza, co jest jeszcze deflacyjne, ale też utrudnia sprzedaż, zmniejszając popyt, co z kolei jest inflacyjne, hamujące deflację. Tak więc, wykluczywszy celowe ingerencje manipulujące pieniądzem – którego jest mało w obiegu, przez co łatwo chwiać całym rynkiem – stan rynku, który jest żywym procesem (a nie mechanizmem, jak twierdzą liberały), może się zmieniać, ale nigdy nie przekroczy pewnych krańcowości. Mogą być okresy deflacyjne, jakby suszy, inflacyjne, jakby deszczowe, stymulujące wymianę, ewentualnie krótkotrwałej hiperinflacji, coś jakby ulewy, ale wymiana będzie funkcjonować jakby naturalnie. Znając skutkowania inflacjo-deflacyjne jest możność sterowania rynkiem w dowolnym kierunku, w zależności od celów politycznych, moralnych, duchowych… . Najłatwiej robić zmiany i kontrolować wymianę rynkową poprzez władzę emisji pieniądza. Ale też jest możliwość manipulowania ilością pieniądza trafiającego do rynku poprzez np celowe zatrzymywanie obiegu części tej emisji, lub też przeznaczanie pieniądza np na hazard lub cinkciarstwo i gdy go tam przybywa, to skutkowanie będzie takie same jak przy zmniejszaniu emisji. Zupełnie podobnie dzieje się gdy część pieniądza przeznaczamy do lichwy. Wówczas pieniądz, krążąc pomiędzy lichwiarzem a klientem, staje się martwym dla wymiany dóbr. Gdy lichwy w skali ogólnej przybywa, wówczas jest to oddziaływanie deflacyjne i nawet jeśli rynek nadal jest w inflacji, to inflacja ta jest niższa, niż byłaby wtedy, gdy nie byłoby lichwy – jest to inflacja względna, zaś bezwzględna deflacja. Oznacza to, że widzimy inflację (pozorną) a skutki społeczne są deflacyjne.
    Lichwiarze pieniądz z procentów znów przeznaczają na procent, itd. Ostatecznie, więcej pieniądza może krążyć pomiędzy lichwiarzem a dłużnikiem niż do wymiany przedmiotów rynku, W ten sposób drożeje pieniądz względem wymienianych dóbr, zaś tanieje względem lichwiarzy. Oznacza to dla nich jakby podwójną korzyść: coraz wartościowszy pieniądz, przy malejących wartościach dóbr. Tak tworzy się potęga finansowa garstki de facto rządzącej globem, przemieniana w siłę polityczną, zniewalającą ludność świata, czego właśnie i my doświadczamy.
    Z tej perspektywy biorąc, te miłe w czytaniu encykliki, jak też artykuły na tematy społeczno-gospodarcze – jak ten pani Agaty Reczek – nie poprawią naszej sytuacji. Zaś tzw, programy gospodarcze, również organizacji narodowych, choć robią pozytywne wrażenie, są jedynie koncertami życzeń dobrotliwych ludzi. Marnujemy też czas na bezowocne dyskusje o podatkach, czy mają być wysokie – i jak wysokie – czy niskie… . Jeśli wymiana kręci się wokół lichwy, a lichwiarze sterują całym rynkiem, ustalając korzystny im jego stan, to wtedy nie ma dobrych podatków, gdyż nawet najsprawiedliwszy system podatkowy będzie służył… procentom. Oczywiście, poszczególne podatki oddziałują różnie moralnie, podobnie i cały sany system podatkowy, stąd moralna podatkowość mogłaby utrudniać działanie lichwiarzom, jednak oni, mając przewagę, nawet i system podatkowy dopasowują do siebie, przy naszej bezsilności i ku naszej zgubie. Dlatego nie od podatków zaczynać należy walkę o sprawiedliwość ekonomiczną, lecz od zabronienia procederu lichwiarskiego. To zaś można uczynić tylko działaniami stricte politycznymi.
    Siły zaś politycznej, realnie zagrażającej lichwiarzom, nie stworzymy bez wiedzy i świadomości ekonomicznej Narodu i waleczności o sprawiedliwość.
    Na koniec pozwolę sobie jeszcze na krótką dygresję: Cóż myśleć – pytanie retoryczne – o pewnym panu JKM, który głosi, że lichwa jest czymś… dobrym moralnie?

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię