Od kilku lat elementem wojny polsko-polskiej stało się starcie o pamięć historyczną. Nagłe przebudzenie lewicy, która przez całe lata nie dbała o ten segment wojny kulturowej, doprowadza do cyklicznego wrzenia przy okazji kolejnych obchodów Święta Niepodległości, Dnia Żołnierzy Wyklętych oraz rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Chciałbym się skupić na tym ostatnim wydarzeniu.


Próbując narzucić swoją narrację w dyskursie publicznym, lewica skupia się nie tyle, na pokazaniu różnorodności postaw czy ugrupowań, które wzięły udział w Powstaniu, tylko na nadaniu nowego, fałszywego obrazu tamtych wydarzeń. W tym roku dochodzi już nawet do sytuacji, w której młodzież lewicowa próbuje przedstawić Powstanie i Powstańców, jako obrońców dokładnie takich samych „ideałów”, jakie promuje kawiorowo-sojowa lewica współcześnie. 1 sierpnia ma odbyć się „antyfaszystowski” marsz, podczas którego organizatorzy zaplanowali „wspominać ofiary powstania oraz jego socjalistycznych bohaterów, [marsz] obędzie się ulicami dawnego getta warszawskiego.”. I, o ile, rozumiem doskonale potrzebę wspominania ofiar Powstania, to już pozostałe dwa cele budzą we mnie zdziwienie. Oczywiście, każdy ma prawo oddawać cześć tym spośród Powstańców, z którymi się szczególnie utożsamia, jednak nie oszukujmy się, prawdziwą intencją komunizującej młodzieży jest wytworzenie całkowicie fałszywego wrażenia, jakoby bohaterscy Powstańcy byli związani wyłącznie z lewicą. To intencjonalne przekłamanie, to szczyt podłości i typowo politykierska zagrywka, godna PZPR-owskich propagandzistów – skądinąd prawdziwych poprzedników dzisiejszych lewaków.

Powstanie Warszawskie było zrywem Polaków, w którym wzięli udział ludzie niezależnie od poglądów, czy przynależności partyjnej i organizacyjnej. Elementarna, ludzka uczciwość wymagałaby, żeby oddać hołd tym, którzy poszli do boju, nie bacząc na ryzyko utraty życia, a nie dzielić Powstańców na lepszych i gorszych. To się po prostu nie godzi.


Drugim elementem, który jest dla mnie wręcz szokujący, jest całkowita manipulacja, idąca właściwie wbrew interesom Rzeczypospolitej. Mam na myśli ordynarny pomysł kłamliwego połączenia Powstania Warszawskiego z powstaniem w żydowskim getcie. Naprawdę nie trzeba posiadać ogromnej wiedzy historycznej, żeby wiedzieć, że mówimy o dwóch, całkowicie odrębnych wydarzeniach. Powstanie w getcie wybuchło 19 kwietnia 1943 roku, a więc na ponad rok przed Powstaniem Warszawskim. Pod żadnym względem, nie miało porównywalnej skali z Powstaniem Warszawskim. W czasie, kiedy wybuchło, ilość Żydów pozostających w zamknięciu, w getcie, oscylowała wokół 50 tysięcy, z czego w działaniach bojowych wzięło aktywny udział około 1500 słabo uzbrojonych bojowników. Dla porównania, w Powstaniu Warszawskim wzięło udział około 50 tysięcy żołnierzy z różnych formacji wojskowych. Nie zgadza się nie tylko termin oraz skala przedsięwzięcia, ale także cel i obszar. O ile powstanie w getcie miało charakter aktywnego sprzeciwu w obliczu decyzji o „ostatecznym rozwiązaniu” kwestii warszawskiego getta, to nie posiadało strategicznych celów w postaci np. próby wydostania się z getta. Był to zryw ludzi, którzy mieli świadomość, że mogą ginąć w walce lub w obozie. Tragedia żydowskiej ludności getta miała charakter wydarzenia ograniczonego do terytorium getta i nie objęła swoim zasięgiem większego obszaru Warszawy, gdyż zwyczajnie nie było na to szans z przyczyn obiektywnych, jak uzbrojenie czy ilość bojowników. Powstanie Warszawskie było przygotowywane przez kierownictwo AK przez długi okres i miało strategiczny cel, jakim miało być wyzwolenie Warszawy spod niemieckiej okupacji, przed zajęciem miasta przez Rosjan. Objęło swoim zasięgiem nie tylko część lewobrzeżnych dzielnic Stolicy, ale także, chociażby Puszczę Kampinoską. Polityczne ostrze Powstania Warszawskiego było wymierzone przeciwko Niemcom i nadchodzącym ze wschodu Rosjanom. Oba wydarzenia nie mają ze sobą związku czasowego, terytorialnego, nie mają wspólnego celu militarnego, ani politycznego. Są to po prostu dwa, całkowicie odrębne wydarzenia, których nie należy łączyć w jedno, bo byłoby to wbrew podstawowym faktom i prawdzie historycznej.


Opis wydarzenia organizowanego przez komunizującą młodzież z różnych kanapowych partyjek i organizacji to dowód na jeden z dwóch, smutnych wniosków. Pierwszy jest taki, że młodzież lewicowa słabo przykładała się do nauki historii w szkole i nie jest wstanie rozróżnić Powstania Warszawskiego, od powstania w getcie. Bo jak inaczej skomentować, że w ramach obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, trasa przemarszu, mającego rzekomo upamiętniać wydarzenie, które rozpoczęło się 1 sierpnia 1944 roku, wiedzie… przez dawne tereny żydowskiego getta? Powstanie Warszawskie nie obejmowało swoim zasięgiem terenów getta, gdyż w sierpniu 1944 roku, w tamtym miejscu pozostały tylko ruiny, po zniszczeniu zabudowań przez Niemców. Drugi, chyba o wiele bardziej niepokojący wniosek jest następujący – lewacka młodzież wzorem swoich komunistycznych idoli z PZPR usiłuje ponownie fałszować historię, którą z takim trudem oczyszczano z komunistycznych banialuków po roku ’89. Jeśli, a tak podpowiada mi intuicja, młodzi wanna-be-komuniści chcą wykrzywić obraz Powstania Warszawskiego, próbując stworzyć z jego krwawej i bohaterskiej historii, opowieść o socjalistycznej walce o prawa LGBT przeciwko rzekomym faszystom, ba, nazistom i ich kolaborantom, to znaczy, że ktoś tu chce dokonać zamachu na prawdę historyczną. Buńczuczna deklaracja, jaką organizatorzy składają na końcu opisu wydarzenia na portalu Facebook – „jako młodzi powinniśmy iść w ślady naszych rówieśników, którzy 76 lat temu stanęli do walki z brunatnym wrogiem i razem przeciwstawić się wykluczaniu kolejnych grup społecznych oraz kolaboracji naszego rządu z ugrupowaniami, których działania odwołują się do faszyzmu. Nie pozwólmy by faszyzm na nowo powrócił i by historia zatoczyła koło”! – to już obrzydliwy szczyt manipulacji. Zaprzęgnięcie Powstańców Warszawskich w bieżącą politykę poprzez stworzenie wrażenia, że Powstańcy staliby dzisiaj ramię, w ramię ze zwolennikami sierpa i młota, tęczowej flagi i internacjonalizmu to ordynarne nadużycie i myślenie życzeniowe.


Jak już napisałem wyżej, w Powstaniu Warszawskim udział brali ludzie reprezentujący całe spektrum poglądów politycznych przedwojennej sceny politycznej. Jednak z perspektywy przeciętnego uczestnika Powstania Warszawskiego, nie miało znaczenia, jakie ma poglądy jego towarzysz broni. Młodzi Bohaterowie, którzy stanęli do walki w Powstaniu, nie zajmowali się, wbrew wyobrażeniom współczesnych lewaków, debatami o tym, czy powojenna Polska ma być socjalistyczna, czy nacjonalistyczna. Oni poszli walczyć, a nie dyskutować w kawiarni. Walczyli zaś o Polskę – wolną od niemieckiego i rosyjskiego buta. Reszta miała dla nich znaczenie drugorzędne. Tak samo, nie walczyli z jakimś współcześnie rozumianym konstruktem pojęciowym, jakim są „faszyści”. Nie pytali napotkanych Niemców, czy „Entschuldigen Sie Bitte, gehoeren Sie zu NSDAP?” (Przepraszam Pana bardzo, czy należy Pan do NSDAP?), a jeśli odpowiedź była przecząca, to puszczali takiego delikwenta wolno, uprzednio przepraszając za zatrzymanie. To jest jakiś absurd, z tym waleniem wszystkich dookoła pałką mitycznego faszyzmu, który został całkowicie pozbawiony swej oryginalnej treści. Dzisiaj, faszystą może być katolik, konserwatysta, przeciwnik UE, nacjonalista, umiarkowany prawicowiec, zwolennik tradycyjnej rodziny czy po prostu każdy, kto choćby w najmniejszym stopniu odbiega od wizji świata tolerancjonistów. Kulturowa supremacja środowisk lewackich prowadzi nasze społeczeństwo do iście kafkowskiej sytuacji, w której nie ma już miejsca na stabilne punkty oparcia, wszystko jest kwestionowane i nikt nie zna dnia i godziny, kiedy znajdzie się po stronie tych złych, ciemnogrodzian, pozbawionych racji bytu w tęczowym społeczeństwie przyszłości. Dlatego tym mocniej powinniśmy głośno wyrażać swój sprzeciw wobec prób zawłaszczania i wypaczania naszej historii, niszczenia naszej tożsamości kulturowej i promowania szkodliwych ideologii, które rozsadzają społeczeństwo u jego fundamentów.


Mój sprzeciw, i moje oburzenie, mają nie tylko charakter publicystyczny, ale i osobisty. Organizatorzy wydarzenia „Powstań! Przeciwko faszyzmowi. Antyfaszystowski 1 Sierpnia”, z młodzieżówki partii Razem, wykorzystali w grafice promującej marsz, jedno z tysięcy zdjęć robionych przez Biuro Informacji i Propagandy AK. W tym konkretnym przypadku jest to kadr z filmu „Powstanie Warszawskie”, wyprodukowany przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Tak się składa, że na tej grafice znajduje się mój Ś.P. Dziadek – Zbigniew Krejckant ps. Cyngiel. Jest rzeczą karygodną i skrajnię podłą dla pamięci o moim Dziadku, że komunizująca młodzież używa sobie jego wizerunku dla propagowania swojej kłamliwej narracji o Powstaniu Warszawskim i jego uczestnikach. Zbigniew Krejckant nie był działaczem socjalistycznym czy komunistycznym ani przed wojną, ani po wojnie. Jeśli była jedna rzecz w jego życiu, której prawdziwie nie znosił, to był to właśnie komunizm. Dziadek, czego świadectwo można znaleźć, chociażby w wywiadzie na stronie „Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego”, walczył z Niemcami, z konkretnym narodem, który był dla niego i jego rówieśników synonimem wszelkiego zła w tamtym okresie. To Niemcy zabrali jego Ojca, a mojego Pradziadka – Aleksandra, do obozu koncentracyjnego w Mauthausen-Gusen, w którym zmarł. To Niemcy zabrali do Gross-Rosen jego stryja – Ferdynanda i brata ciotecznego – Zenona, z którego stryj już nie wrócił. I jestem całkowicie przekonany, że mój Dziadek, który współuczestniczył w moim wychowaniu i pozostaje dla mnie autorytetem, nigdy nie stanąłby ramię w ramię z komunizującą młodzieżą z partii Razem, „Czerwoną Młodzieżą”, czy „Czerwoną historią” przeciwko polskim patriotom. Zbigniew Krejckant nie walczył o Polskę tęczową i komunistyczną, tylko o Polskę wolną, w której Polak może być dumny ze swojej polskości.


Dla naszej rodziny jest czymś niewyobrażalnym i bardzo przykrym, że wizerunek naszego Taty i Dziadka został podstępnie wykorzystany dla firmowania ideałów, pod jakimi Zbigniew Krejckant nigdy by się nie podpisał. W związku z tym poprosiliśmy Instytut Ordo Iuris o interwencję prawną w celu ochrony dóbr osobistych w postaci czci osoby zmarłej.

Zdjęcie: Maciej Rajfur

1 KOMENTARZ

  1. “Powstanie Warszawskie było zrywem Polaków, w którym wzięli udział ludzie niezależnie od poglądów, czy przynależności partyjnej i organizacyjnej. ”
    Poprawka. Było zrywem części Polaków (i też mieszkających w Polsce ludzi innych narodowości). Sporo Warszawiaków przejawiało niechętne postawy wobec powstania i powstańców.

    “lewacka młodzież wzorem swoich komunistycznych idoli z PZPR usiłuje ponownie fałszować historię”. Tak, już widzę jak idolami lewackiej młodzieży są partyjniaki z PZPRu. Jak już to odwołują się do trockistów czy socjaldemokratów, którzy często byli w opozycji i potem współtworzyli Solidarność. Lewica w Polsce jest tak samo podzielona jak i prawica. Jest wiele różnych tradycji politycznych. Nie da się wymieszać Kazimierza Mijala, Bieruta i Kwaśniewskiego. To tylko przykładowe zestawienie trzech osób, których jednym wspólnym elementem jest bycie politykami w PRL. Okres PRL to ponad 40 lat, jest to najbardziej zmitologizowany i nieczytelny fragment polskiej historii co dziwi biorąc pod uwagę niedaleką przeszłość, żyjących świadków, utrwalone źródła.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię