Newsletter subscribe

Gospodarka

Aleksander Lwowski: Nieodwzajemniona miłość

nieodwzajemniona miłość
Posted: 23 lipca 2018 o 08:00   /   by   /   comments (1)

W tym roku minęło 75 lat od dnia, który przyjmuje się za symboliczną datę tzw. „rzezi wołyńskiej”.

Pejoratywne określenie wydarzeń, które miały miejsce na terenie dzisiejszej Ukrainy, ale także dzisiejszej Polski wschodniej, nazywane tak przez zwykłych obywateli Polski, ale także przez wielu uznanych historyków i badaczy.

Co jest powodem, że o tych trudnych i bolesnych sprawach nie mówi się wprost, ale szuka się określeń i znaczeń, które wypierają ze świadomości ludzkiej to co się tam naprawdę wydarzyło, to co w normalnym kraju nazywane byłoby ludobójstwem?

Trudno jest znaleźć jednoznaczną odpowiedź na to, jakby się wydawać mogło, proste i nieskomplikowane pytanie. Wiele osób odwołuje się do historii, „bredzi” o wyimaginowanym konflikcie polsko-ukraińskim, wielu skrzętnie omija ten temat nawiązując jakby przy okazji do czasów współczesnych i do toczącego się konfliktu ukraińsko-rosyjskiego. I w tym miejscu chciałbym się chwilę pochylić nad tym „konfliktem”, który wielu nazywa wojną ukraińsko-rosyjską. Jaka to jest wojna? Strony prowadzą między sobą ożywioną wymianę handlową, nie zerwane są stosunki dyplomatyczne, w obydwu skonfliktowanych krajach działają placówki dyplomatyczne, istnieje ruch osobowy pomiędzy obydwoma krajami. Więc gdzie jest ta wojna? W moim przekonaniu słowo to jest swoistego rodzaju nadużyciem, wytrychem aby na świecie, w krajach wspierających tą słabszą stronę, jaką jest Ukraina, wywołać pewnego rodzaju współczucie, wywierać presję w stosunkach dyplomatycznych i gospodarczych, a na pewno uzyskać w łatwiejszy, korzystniejszy i zapewne szybszy sposób środki finansowe zarówno na wsparcie gospodarki jak też na toczący się konflikt. Nadużywane stwierdzenie przez wielu polityków strony ukraińskiej, że to niby Ukraina „walczy z wszechpotężną Rosją za całą Europę” przestaje już działać.

Bo niby jak walczy za całą Europę? Niemcy, rząd niemiecki i firmy niemieckie mimo wprowadzonych sankcji na Rosję bez żadnych oporów czy też krycia się prowadzą duże interesy z Rosją, a koronnym tego dowodem jest budowa NordStream 2.

W Polsce od lipca 2018, od rocznicy „rzezi wołyńskiej” widzimy znaczącą zmianę narracji historycznej, ale i także politycznej w stosunku do Ukrainy. Zmianę tę widzimy w przekazach medialnych kierowanych do obywateli Polski, którzy nie zagłębiają się nawet w minimalny sposób w bieżącą politykę i stanowione prawo.

Jakże byłem zdziwiony i pełen podziwu gdy Prezydent Polski Andrzej Duda w rocznicę tych krwawych i bolesnych wydarzeń udał się na Ukrainę i w symboliczny sposób uczcił pamięć pomordowanych, jakże słowa, które padły wówczas trafiły do mnie i do wielu Polaków, „każda ofiara będzie miała swoje godne miejsce pochówku, swój grób”, pomyślałem w końcu przywracamy ofiarom pamięć i należną cześć. Wiemy, że bez zgody władz Ukrainy, na spełnienie tych obietnic nie ma szans. Rozwijająca się w szybki sposób polska gospodarka, znaczący wzrost gospodarczy oraz Ukraina będąca w ciężkiej sytuacji gospodarczej i politycznej pozwoli nam, pozwoli Polsce znaleźć stosowne narzędzia nacisku, żeby spełnić obietnice i słowa wypowiedziane przez Prezydenta Andrzeja Dudę.

Jakże się myliłem, potężne narzędzie jakim jest rosnąca imigracja zarobkowa Ukraińców do Polski, zamiast zostać w bezwzględny sposób wykorzystana przez polityków do osiągnięcia celów politycznych, gospodarczych i właśnie tych związanych z zakazami ekshumacji i poszukiwań, już w niespełna tydzień po tej rocznicy przestało być jakimkolwiek narzędziem.

Jak się dowiadujemy z publikacji prasowych rząd przygotowuje projekt, który obywatelom sześciu krajów ma ułatwić osiedlanie się w Polsce, uzyskiwanie zgód na pobyt stały. Wśród tych krajów jest oczywiście Ukraina.

Co prawda jest to tylko projekt, ale z doniesień dowiadujemy się, że już po 2,5 roku legalnej pracy imigrant będzie mógł wystąpić o udzielenie zgody na pobyt stały, ale już po roku będzie mógł sprowadzić do Polski najbliższą rodzinę. Mówi się w tym projekcie, że imigranci będą musieli pracować w kluczowych dla Polski zawodach. Pojęcie wg mnie „kluczowych” zawodów jest tak szerokie, że pewnie skończy się tym, że być może każdy imigrant dostanie zgody, o które poprosi. Z ust polityków dowiadujemy się, że my Polacy też imigrowaliśmy, wyjeżdżaliśmy tysiącami, milionami za chlebem, dostawaliśmy w krajach, do których jechaliśmy legalną pracę, pobyty stałe, obywatelstwa, w domyśle zapewne mają na myśli falę imigracji polskiej, kiedy swój rynek dla polskich pracowników otworzyła Wielka Brytania. Oczywiście mają rację, nie ma sensu polemizować z faktami bo tak było, jest tylko jedna mała, ale jakże znacząca różnica, zarówno Polska jak i Wielka Brytania wówczas jak i jeszcze teraz mimo planowanego Brexitu są w Unii Europejskiej. Gospodarka potrzebuje rąk do pracy, których w Polsce nie ma, ale dlaczego lukę mamy zapełniać Ukraińcami? Czy nie możemy sięgnąć po tych naszych rodaków, którzy wyjechali z Polski po wejściu naszego kraju do UE?

Pytanie retoryczne, rodacy nie chcą wracać, brak jest zachęt ze strony rządzących, żeby wrócić, płace, rosnące koszty życia, ceny mieszkań są skuteczną barierą dla tych co wyjechali żeby wrócić i budować polską gospodarkę. Kolejnym przemilczanym faktem jest niski koszt pracy imigrantów zarobkowych w Polsce. Wg danych ZUS, w 2017 r. niecałe 300 tysięcy Ukraińców pracujących w Polsce odprowadzało składki na obowiązkowe ubezpieczenia społeczne, dane te podawane były jak swoistego rodzaju sukces, bo faktycznie rok do roku wzrost płacących składki był ogromny, ale jak zestawimy to z danymi szacunkowymi, które mówią o 1,5 do 2 mln Ukraińców pracujących w Polsce, to dane te są żenująco niskie.

Znajdą się obrońcy tej przygotowywanej ustawy, różnego rodzaju ekonomiści, bankowcy, przedsiębiorcy, będą mówić o potrzebach gospodarki, o konieczności budowania wzrostu gospodarczego, konkurencyjności itd., ale to nie jest jedyna informacja, która w ostatnich dniach dotyczyła zmian w polityce w stosunku do Ukrainy.

MSZ Polski wesprze produkcję malin na Ukrainie. Jak wyjaśniało MSZ projekt ten ma wesprzeć małą i mikro przedsiębiorczość na Ukrainie, przekazać stronie ukraińskiej wiedzę „ekspercką”.

Informacja ta wywołała spore oburzenie wśród polskich plantatorów malin, warto w tym miejscu wspomnieć, iż ceny skupu malin systematycznie od 2015 r. spadają.

Bardzo trudno jest zrozumieć prowadzone działania przez polski rząd, przez polskich polityków. Zrozumiałym byłoby gdyby za tymi działaniami szły osiągane przez Polskę jakieś cele, chociażby w zakresie zniesienia zakazu ekshumacji, czy też zniesienia embarga na wybrane produkty polskie. Nie wiemy nic o tym, ale słyszymy za to, że przecież Ukraina prowadzi wojnę z naszym odwiecznym wrogiem jakim jest Rosja.

I tu, w tym miejscu cisną się na usta słowa wypowiedziane przez Romana Dmowskiego:

„Bardziej Rosję nienawidzicie, niż Polskę kochacie”.

Czytaj także

Comments (1)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 24 lipca 2018 o 08:34 Dymitr Ogonowski

    racja. Ale w ogóle to, że osiedlają Ukraińców w Polsce, nawet bezpośrednio Rosją, ciężko jest tłumaczyć. Aż tak głupi, ci co nami rządzą, nie są, by nie wiedzieli, że Rosja ma to gdzieś, czy Ukraińcy będą się osiedlali w Polsce, czy nie? Tu musi działać lobby. Koncerny zagraniczne są zainteresowane sprowadzaniem Ukraińców ze względu na niższe koszty pracy, ale to zapewne nie wszystko. Co się dzieje, w rozmowach dyplomatycznych Zachodu, z władzami w Polsce, tego dokładnie nie wiemy. Wydało się coś kiedyś z notatki Jesienia, to wywołało u nich panikę. To zapewne wierzchołek góry lodowej. Zapewne mieszają się do różnych aspektów polityki. Nie wiem, nie mając informacji. Ale wiem, że w interesie Niemiec od dawna było, by Polska miała problem ukraiński.

    Reply