Przed wojną narodowcy mieli duże wpływy wśród ludności wiejskiej. W wielu wsiach istniały zorganizowane środowiska narodowe niezależnie od tego, czy byli to endecy, czy narodowi radykałowie. Niestety po ’89, kiedy w całej Polsce zaczęły odradzać się środowiska nawiązujące do myśli Jana Mosdorfa, Bolesława Piaseckiego i wielu innych, nikt nie podjął na poważnie tematyki pozamiejskiej. Obecnie zdarzają się publicyści, którzy zarzucają działaczom narodowym zbyt małe zainteresowanie kwestiami miejskimi. Oczywiście zwiększone wysiłki na tym polu są jak najbardziej potrzebne. Jeżeli jednak uznamy, że tematyka miejska jest zbyt rzadko podejmowana, to musimy pamiętać, że — w tym momencie — tematyka wiejska jest kompletnie martwa.

Wiedząc, że wieś od zawsze różniła się od miasta warto spróbować zrozumieć, o czym i jakiej liczbie osób mówimy, posługując się tym terminem współcześnie. Jeszcze na początku lat pięćdziesiątych zaledwie 36% Polaków mieszkało w miastach. Z biegiem lat ta liczba zaczęła wzrastać. Na początku ubiegłego stulecia było to już nieco ponad 60% społeczeństwa. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego z ubiegłego roku 15,25 mln Polaków mieszka na wsi, co w dalszym ciągu stanowi prawie 40% wszystkich mieszkańców państwa. Terytorium obszarów wiejskich zajmuje 93,2% powierzchni kraju. Posługując się samymi „suchymi danymi” widać, więc że zamykając się wyłącznie na działalność miejską nacjonaliści wykluczają się przed dotarciem do ogromnej rzeszy często ludzi.

Dziś nie ma już wsi, w której wszyscy mieszkańcy pracują na roli, chociaż wciąż jest to ok. 30% ich ogółu. Od wielu lat obserwujemy trend spadku udziału rolnictwa w tworzeniu się PKB. W 2012 roku wynosił 3%. Pomimo tego ciągle to właśnie w tym sektorze zatrudnionych jest około 12% mieszkańców Polski. Jest o wiele zbyt dużo. Produktywność pracy wacha się w okolicach 30% średniej europejskiej. Pokazuje to, że w obecnie panującym kapitalizmie polskie rolnictwo jest często zwyczajnie niekonkurencyjne wobec zagranicznych konkurentów. Ponadto rzadko zdarza się, że całe gospodarstwo domowe utrzymuje się z rolnictwa. Dochód tychże na wsi w 2004 roku był o 35% niższy niż w miastach. Sytuacja wygląda lepiej dopiero w gospodarstwach powyżej 50ha, gdzie dochody były wyższe niż średnia krajowa. Tych z kolei jest mało, gdyż rozparcelowywanie nasila się coraz bardziej.
Skoro problemy przeżyw branża rolna, która większości przeciętnych mieszczuchów kojarzy się ze wsią nasuwa się pytania: z czego więc utrzymują się mieszkańcy wsi? Współcześnie także i tu buduje się zakłady produkcyjne, supermarkety i punkty usługowe (zakłady fryzjerskie, salony kosmetyczne etc.). Wiele osób dojeżdża do pracy w pobliskich miastach. Pomimo tego wciąż to właśnie tu wytwarza się żywność, surowce niezbędne do innych sektorów gospodarczych m.in. chemicznego, energetycznego etc. Ciągle jest to jednak zbyt mało by rdzenni mieszkańcy wiosek mogli pozostać w nich po wejściu w dorosłe życie. Niskie płace, wysokie ceny towarów w sklepach (jeżeli do wioski nie dotarła jeszcze portugalska Biedronka), brak perspektyw na lepsze życie czy też atrakcyjniejsze spędzanie wolnego czasu niż z piwem w ręku, wykluczenie komunikacyjne zmuszają do emigrowania do większych ośrodków miejskich lub też zagranicę.

Nim rozpocznie się działalność narodową poza miastami warto zastanowić się jeszcze, jakie jest nastawienie mieszkańców wsi do Unii Europejskiej. Wszyscy znają takie absurdalne wymogi jak np. limit mleka, jaki mogą oddać krowy, który na szczęście został zniesiony. Nakłada także ścisłe wymogi w zakresie samej uprawy ziemi czy chowu zwierząt. Nie zmienia to jednak faktu, że prawie połowa dochodów rolników stanowią dotacje z UE. W obliczu następowania klęsk żywiołowych wszystkie kraje zrzeszone we wspólnocie występują do Brukseli o dofinansowania dla rolników tak, aby ci nie ponosili zbyt wielkich strat. Niestety w przeszłości polski rząd, który na ogół jest entuzjastyczny wobec brukselskiego molocha i jego pomysłów, rezygnował z ubiegania się o nie. Sama obecność w UE daje rolnikom możliwości otrzymania dotacji na zakup nowych maszyn. Część z nich z takich okazji skwapliwie korzysta, stając się równocześnie gorącym zwolennikiem pozostawia Polski w ponadnarodowym bycie. Dopóki krajowe władze nie zaoferują im czegoś równoważącego unijne wsparcie pieniężne, na nic zdadzą się tłumaczenia, że Polska tak naprawdę więcej do UE dokłada, niż otrzymuje w zamian. Bez równie atrakcyjnej alternatywy, nie zaakceptują oni POL-EXITU.

Jak jednak mieszkańcy terenów niemiejskich spoglądają na inne ważne kwestie? Wieś tradycyjnie odznacza się wyższym wskaźnikiem praktykujących chrześcijan. Pomimo tego, że ludzie nie żyją już według kalendarza świąt kościelnych, co niedzielę i w każde święto można spotkać wielu wiernych w kościołach. W związku z tym, że każdy każdego tu zna, nie ma aż takich problemów z niemoralnym lub rozwiązłym prowadzeniem się zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Nowinki ze „zgniłego Zachodu” dochodzą tu o wiele później niż do wielkich ośrodków miejskich. Z tego też powodu ludzie – zwłaszcza starsze pokolenia – na ogół są konserwatywni, nie wyrażają aprobaty dla małżeństw oraz adopcji dzieci przez homoseksualistów. Obawiają się także przyjęcie przez Polskę imigrantów z Bliskiego Wschodu.

Co mogliby zrobić polscy narodowcy, żeby przyciągnąć do siebie rodaków niemieszkających w miastach? Przede wszystkim walczyć o pozostawienie polskiej ziemi w polskich rękach. Mimo że jak już pisałem mało kto utrzymuje się z pracy na roli, lecz wśród mieszkańców pozostał sentyment do posiadania choćby małego kawałka pola lub łąki. Poza tym angażować się w pomoc w sytuacjach kryzysowych. Bardzo cieszył fakt, że protesty rolników były nierzadko wspierane przez pobliskie oddziały organizacji nacjonalistycznych. To właśnie wtedy rolnicy i ich rodziny mogły zobaczyć, że “ci źle faszyści” – jak mówią o nich w mediach – nie są wcale tacy źli, a nawet w przeciwieństwie do ludzi broniących własnych stołków bronią oni losu zwykłych obywateli.

Poza tym należy robić to samo co w miastach, czyli udzielać się charytatywnie, organizować zajęcia dla dzieciaków itp. W miastach istnieje wiele klubów, gdzie młodzież może oddać się uprawianiu sportu pod okiem kompetentnego instruktora, trenera. Na wsi nie ma takich możliwości. Zajęcia z WF oraz 1 godzina sportowych zajęć pozalekcyjnych to często jedyna możliwość podnoszenia swoich zdolności fizycznych pod czujnym okiem nauczyciela. Popołudniami nie ma już nikogo – jeśli rodzice nie mają czasu – do zachęcenia dzieci do biegania za piłką. Tu jawi się nisza dla nacjonalistów. Organizowanie turniejów piłkarskich czy koszykarskich na pewno przyciągnie chętnych, gdyż zwyczajnie zwykle nie będą mieć nic lepszego do roboty.

Plusem działalności na wsi jest także to, że tu nie doszło jeszcze przesycenie upamiętnianiem historii, które dotknęło aktywistów narodowych we wszystkich miastach i miasteczkach. Tutaj na ciekawy wykład, projekcję filmu czy inne formy kultywowania pamięci o bohaterach przyjdzie stosunkowo więcej osób niż w Poznaniu, czy Krakowie. Gdzie można organizować takie wydarzenia na wsi? W wielu z nich znajdują się działające popołudniami świetlice. Często też lokalne szkoły zgodzą się na projekcję filmu dla swoich uczniów w ramach urozmaicenia zajęć z np. historii.

Część z osób z szeroko rozumianego środowiska narodowego wyróżnia się pociągiem do startowania w wyborach do samorządów, parlamentu itp. Myślę, że wszyscy doskonale pamiętają jakie wyniki na przestrzeni lat osiągali kandydaci narodowi w tychże. Nie wchodząc w analizę przyczyn porażek, należy przyznać, że byli niemal nieznani “szaremu Kowalskiemu”. Walcząc o stanowisko w samorządzie swojej małej wspólnoty sprawa mogłaby wyglądać jednak o wiele inaczej. Wspomniałem już, że na wsi niemal każdy, każdego zna. W związku z tym łatwiej jest przekonać przeciętnego mieszkańca do poparcia dobrego znajomego, czasem nawet sąsiada, który jest zaangażowany społecznie, poświęca swój wolny czas dla dobra ogółu, niż do zagłosowania na jakiegoś ważniaka w garniturku z odległej Warszawy. Czy jest to droga do przejęcia władzy w państwie? W krótkiej perspektywie oczywiście nie. Czy jest to droga do zdobycia realnego wpływu na lokalną społeczność? Jak najbardziej tak! Oczywiście analogicznie wygląda sprawa z miasteczkami oraz osiedlami i dzielnicami miast.

Jak już wspomniałem na wstępie współcześnie nacjonaliści kompletnie odpuścili tematykę wykraczającą poza tematykę miejską oraz historyczną. Promykiem nadziei zaświecił dla naszej idei. Jeszcze w zeszłym roku działacz Obozu Narodowo- Radykalnego został sołtysem wsi Polana. W styczniu br. Brygada Łódzka ONR założyła swój oddział w będącą geometrycznym środkiem Polski, wsi Piątek. Brygada Wielkopolska z kolei brała czynny udział w uroczystościach ku pamięci płk. Cieplińskiego w jego rodzinnej wiosce Kwilcz. Jak mówi staropolskie przysłowie “jedna jaskółka wiosny nie czyni”, ale starania ONR, ale też i rzadkich inicjatyw lokalnych (m.in. Stowarzyszenie Pro Patria działające w Dobrzykowie k. Płocka) pokazują, że także poza miastem można działać narodowo i zajmować się problemami dotykającymi ludzi, którymi na co dzień nie zajmują się współcześnie inni narodowcy.

Bartosz Minge

Źródła:
Główny Urząd Statystyczny
Krajowy Plan Strategiczny Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013. [2006]. MRiRW, Warszawa.
Jerzy Wilkin, Polska wieś 2012 – główne tendencje, zjawiska i problemy

2 KOMENTARZE

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię