Newsletter subscribe

Idea

Bartosz Minge: Narodowy radykalizm a Powstanie Warszawskie

Posted: 31 lipca 2018 o 21:12   /   by   /   comments (3)

Już jutro 1.08. W całej Polsce punktualnie o 17:00 – a więc historycznej „godzinie W” – ponownie zawyją syreny, aby przypomnieć współczesnym Polakom, że 74 lata temu wybuchł największy zryw przeciwko nazistowskim Niemcom na okupowanych przez nich terytorium Europy.

Ponownie we wszelkiego rodzaju mediach występować będą historycy powiązani z każdą możliwą opcją historyczną oraz stali eksperci od wszystkiego, którzy na zmianę będą krzyczeć, że Powstanie Warszawskie było koniecznością i tylko nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności nie oswobodziło całego kraju spod okupacji lub, że było zbrodnią na narodzie polskim i mieście stołecznym, Warszawie. W całej tej kłótni, bo często trudno to nazwać dialogiem lub dyskusją, ponownie brakować będzie obiektywnego spojrzenia na genezę wybuchu Powstania, motywy kierujące ludźmi odpowiedzialnymi za jego wybuch, sam przebieg walk oraz ich skutki.

Późną wiosną/wczesnym latem roku 1944 jasne było, że Niemcy nie mogą już wygrać II wojny światowej i ich klęska jest kwestią czasu i śmierci kolejnych nieznanych z imienia i nazwiska, anonimowych żołnierzy. 6.06 Zachodni Alianci dokonali desantu w Normandii (północna Francja), gdzie po ciężkich bojach do końca czerwca wywalczyli sobie przeważającą pozycję, którą Niemcy spróbowali przełamać dopiero zimą kolejnego roku, w rozpaczliwej ofensywie przeprowadzonej w ofensywie w Ardenach. Już 6.01 Sowieci przekroczyli granicę II Rzeczpospolitej. Natomiast już na początku lata Armia Czerwona osiągnęła linię Wisły.

To właśnie w tym czasie w okupowanej Polsce oraz jej, przebywającym w Wielkiej Brytanii, rządzie debatowano o błyskawicznie zmieniającej się sytuacji militarnej i stosunku do obu niedawnych okupantów. Od początku wojny nieprzejednaną postawę wobec ZSRS przejawiali narodowi radykałowie z przedwojennego Obozu Narodowo- Radykalnego skupieni wówczas politycznie w tzw. „Grupie Szańca” i partyzancko w tej części Narodowych Sił Zbrojnych, która nie scaliła się z Armią Krajową. Uważali oni, że Sowieci są dla Polski większym zagrożeniem niż Niemcy i nie ma sensu wykrwawiać się w walce z Niemcami, jednocześnie znacznie osłabiając przy tym swój potencjał przed nowym okupantem. Niestety byli oni zaledwie opozycją dla całości politycznego mainstreamu Polskiego Państwa Podziemnego. W największej organizacji partyzanckiej przeważała opinia, aby przed wkroczeniem Armii Czerwonej wywoływać powstania, które pozwolą przegonić Niemców, a Sowietów witać jako gospodarzy.

Założenia te próbowano realizować już w lipcu w Wilnie – słynna Operacja „Ostra Brama” – i Lwowie. Oba powstania zakończyły się tragicznie dla biorących w nich udział żołnierzy Armii Krajowej. Ponad 2 tysiące AK-owców walczących we Lwowie zostało zesłanych do Łagrów. Pojmani zostali wszyscy zidentyfikowani przez komunistów oficerowie i najważniejsi urzędnicy konspiracyjnego państwa polskiego. W Wilnie natomiast internowano co najmniej 5 tysięcy oficerów, podoficerów i szeregowców biorących udział w walkach. Wielu pojmanych nigdy nie wróciło do kraju.

Skutkiem wszystkich tych zdarzeń polskie władze przebywające w Londynie przeciwne były wywoływaniu podobnego powstania w stolicy okupowanego kraju. Wysyłały nawet w tej sprawie nowe wytyczne do lokalnych władz AK. Ich pogląd na tę sprawę stał się więc taki sam jak narodowych radykałów. Co jest raczej marnym pocieszeniem dla tych ostatnich, ponieważ walki w Warszawie i tak wybuchły i przyniosły skutki, których tak bardzo obawiano się w środowisku „Szańca”.

Sprzeciw radykałów nie oznaczał, że nie wsparli oni Armii Krajowej w walkach. W zrywie wzięły udział np. Zgrupowanie Chrobry II – walczył w nim także Witold Pilecki — w skład którego wchodziła złożona z NSZ-owców kompania „Warszawianka” (około 700 partyzantów), pułk NSZ „Sikora” (200 partyzantów), pułk im. J. H. Dąbrowskiego, kompania im. „Szarego” (ok. 150 partyzantów), a także szereg licznych mniejszych formacji czy wywodzących się z RNR– Falangi Uderzeniowych Batalionów Kadrowych. Największą formację UBK był VII batalion UBK liczący setkę partyzantów. Wielu narodowych radykałów i innych narodowców walczyło także w AK-owskich formacjach. Do dziś z resztą żyją nacjonaliści pamiętający walki i biorący w nich udział jak chociażby pochodzący i mieszkający w dalszym ciągu w Poznaniu gen. bryg. Jan Podhorski. Z pewnością Narodowe Siły Zbrojne byłyby w stanie wystawić jeszcze więcej żołnierzy, lecz nie mogło tego zrobić, ponieważ… dowództwo AK nie poinformowało go o planowanym terminie wybuchu powstania.

Narodowcy brali udział m.in. w zdobyciu budynku przedwojennej Poczty Polskiej czy Polskiej Spółki Telekomunikacyjnej oraz walkach o ratusz. W walkach wyróżniło się przede wszystkim Zgrupowanie Chrobry II i formacje wchodzące w jego skład. To właśnie one bowiem zdobyły wyznaczone cele, ale przede wszystkim utrzymały je aż do końca walk. W czasie trwania insurekcji narodowi radykałowie poza walką z Niemcami i ich sojusznikami zajmowali się także innymi czynnościami powiązanymi z walką, czyli zapewnieniem zaopatrzenia, opatrywaniem i leczeniem rannych, transportem itp. Wydawano i kolportowano także narodowe czasopisma takie jak „Szaniec” czy przejętą z rąk Narodowej Organizacji Wojskowej w czasie trwania okupacji „Wielką Polskę”.

Ostatecznie po 63 dniach bohaterskich walk powstanie zakończyło się klęską. Spełniły się tym samym czarne sny działaczy Grupy „Szańca”. W wyniku walk zginęło ok. 10 tysięcy partyzantów biorących udział w walkach oraz 200 tysięcy cywilów. Kolejne setki tysięcy zostały ranne lub wywiezione na roboty przymusowe do obozów koncentracyjnych. Gołym okiem, więc widać, że Polacy utracili siły mogące przydać się w konspiracji przeciwko ZSRR. Znaczne straty poniosła też Warszawa jako miasto, które zostały niemal doszczętnie zrujnowane oraz inne części Polski, które musiały posłużyć jako materiał budowlany do odbudowy stolicy.

Całkowicie współczesnym problemem związanym z Powstaniem Warszawskim jest retoryka, którą chce mu nadać lewica i liberałowie, a więc że jego celem była walka z faszyzmem. Abstrahując od różnic pomiędzy nazistowską III Rzeszą a faszystowskimi Włochami, to Polacy wywołali walki przede wszystkim z przesłanek niepodległościowych. Chcieli wyzwolić swój naród i kraj spod niewoli, a nie walczyć z konkretną ideologią. Jestem skłonny założyć, że gdyby Polska znajdowała się pod okupacją demokratycznych Stanów Zjednoczonych Ameryki to także wybuchłyby walki pozwalające łudzić się, że pozwolą one odzyskać suwerenność. Należy przy tym pamiętać, że oddziały AL- GL, na które lubi powoływać się współczesna lewica zarówno ta oficjalna spod sztandarów SLD i partii Razem, jak i grupy anarchistyczne i antifiarskie podczas trwania powstania, tkwiły w większości u boku Armii Czerwonej po drugiej stronie Wisły lub strzelały w plecy powstańcom nieodpowiadającym im światopoglądowo. Właśnie dlatego bardzo ważnym pozostaje, abyśmy bronili prawdziwych motywów kierujących powstańcami.

Osobną kwestią pozostaje fakt, że pomimo bohaterstwa walczących powstańców, sanitariuszek, łączniczek i łączników, nie może być ono podstawą dla nowoczesnego patriotyzmu. Przede wszystkim uosabia ono coś, co u Polaków już ponad sto lat temu krytykował Roman Dmowski, czyli kult porażek zamiast zwycięstw. Zwłaszcza że w nowoczesnej historii Polski mamy powstanie, które zakończyły się całkowitym sukcesem i doprowadziło do utrzymania kolebki polskości i polskiej państwowości w graniach Rzeczpospolitej – piszę oczywiście o Powstaniu Wielkopolskim. Tak samo, jak warszawskie jego wybuch spowodowała zmieniająca się sytuacja na froncie wojny światowej, lecz było ono skierowanym przeciwko największemu i przy okazji jedynemu zagrożeniu zamiast mniejszemu i będącemu pewnym klęski, niezależnie od rezultatu walk. Z perspektywy czasu oceniając niezależnie od tego, czy powstanie zakończyłoby się klęską Niemców, czy Polaków, Warszawa i tak zajęta zostałaby niedługo potem przez Armię Czerwoną.

Z omawianych w poprzednich dwóch akapitach powodów niezwykle ważnym jest abyśmy pamiętali o przedstawianiu Powstania Warszawskiego w odpowiedni sposób. Ważne z całego tematu jest to, że narodowcy mieli rację co do konsekwencji wybuchu walk. Przekonanie opinii publicznej o tym, że osoby odpowiedzialne za wybuch walk skazały Warszawiaków na walkę bez możliwości wygranej nie zwrócą przecież życia tysiącom poległych w wyniku walk Polaków. Argumentując, że walki miały charakter narodowy i niepodległościowy zapobiegniemy przede wszystkim wtłoczeniu w umysłu młodzieży przez lewicę ich wyimaginowanego, antyfaszystowskiego charakteru. Tym samym nie dopuścimy do wycierania sobie gęby przez różnych Palikotów, Zandbergów i innych Jaśkowiaków czy Gronkiewicz- Waltzów powstaniem warszawskim jako argumentem przeciwko współczesnemu Obozowi Narodowo- Radykalnemu czy innym organizacjom narodowym. Po drugie naród musi mieć właściwe punkty oparcia, będące dla niego wzorem i punktem motywacji. W końcu wszyscy chcemy swoim życiem i aktywnością doprowadzić do zwycięstwa, a nie chwalebnej śmierci, prawda? Dzięki honorowym samobójstwom bardzo szybko jedynymi mieszkańcami Polski zostaliby Ukraińcy oraz inni imigranci…

Czytaj także

Comments (3)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 1 sierpnia 2018 o 00:45 Stanibor S.

    Koncepcja witania Sowietów jako gospodarzy w obliczu wycofujących się Niemców zakłada dwie tezy:
    1) Realna szansa zwycięstwa militarnego własnymi siłami
    2) ZSRR będzie traktować zwycięskich gospodarzy jako partnerów do dyskusji i reprezentantów przyszłego niepodległego państwa.

    Niech każdy sam sobie odpowie …

    Nie podlega dyskusji natomiast, że dla samych walczących cześć i pamięć, tym wykonującym rozkazy, nie zorientowanych dokładnie w sytuacji, wprowadzanych w błąd, chcących wolnej ojczyzny.

    Polecam artykuł wybitnego polskiego narodowca Adama Doboszyńskiego “ekonomia krwi”.

    Reply
  • 1 sierpnia 2018 o 21:50 Dymitr Ogonowski

    Ogolnie wówczas wszyscy wiedzieli, że walczą z Niemcami i ich kolaborantami z roznych krajów. Słowo walki z “faszyzmem” rozpowszechniono w ZSRR. Natomiast chęć walki z Niemcami i mała liczba kolaborantow wynikała również z hitlerowskiej polityki. Niemcy nie oferowały dla części Polakow lukratywnych posad w korporaciach. Hitler ogólnie chciał niszczyc Polaków a “demokratyczny” imperializm USA polega na wygrywaniu jednych przeciw drugim.

    Reply
  • 3 sierpnia 2018 o 16:41 młot_na_feminizm

    Bardzo solidny tekst. Brakuje mi trochę więcej odniesień do oceny Powstania i mentalności z nim związanych przez inne postaci niż Roman Dmowski.
    Np. idealnie nadaje się tu nawiązanie do dwóch artykułów Adama Doboszyńskiego: Ekonomia Krwi (przed PW) i Stronnictwo Narodowe po śmierci Dmowskiego (po PW).

    Reply