W ciągu ostatnich kilku lat na fali tak zwanej “mody na patriotyzm” obserwujemy prawdziwy wysyp raperów nagrywających rap patriotyczny lub narodowy. Niestety większość tych wykonawców nie posiada zbyt wielkich umiejętności, żeby zaciekawić większe rzesze słuchaczy swoją twórczością. Oczywiście zdarzają się chlubne wyjątki m.in. Basti, Ptaku, Wuem Enceha i jeszcze kilku innych, lecz jest to wciąż margines całej sceny.

1 sierpnia swoją premierę w Internecie miała premiera EP-ki rapera o pseudonimie “Sova”. Podobieństwo jego ksywki z Sową autorem pewnego gimnazjalnego hitu jest przypadkowe. Tytuł albumu “1944” – jest niezwykle symboliczny, zwłaszcza jeśli spojrzeć na datę premiery, czyli 71. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Wokół tego tematu będą poruszać się utwory. Warto zaznaczyć, że płyta jest efektem pasji jeleniogórskiego rapera – nie miała żadnego wsparcia finansowego oraz reklamowego. Jak Sova poradził sobie na tle niezwykle zróżnicowanej pod względem umiejętności sceny patriotycznego rapu?

“1944” składa z 10 utworów w tym intra, “Krokami patrioty.”, które swoim melancholijnym bitem i spokojnym głosem Sovy wprowadza odbiorcę w refleksyjny nastrój. Raper zaczynając od tematu bohaterstwa przeszłych pokoleń, przechodzi do wygłoszenia w nim manifestu, z którym zapewne identyfikuje się znaczna część młodego pokolenia: “Chcemy prawdy, chcemy wolnej Polski. Chcemy żyć w Polsce bez propagandy(…)”. Po którym następuje wyznanie miłości naszej Ojczyźnie – co powtórzy się jeszcze wiele razy w kolejnych utworach.

Pierwszym pełnoprawnym utworem jest “Nie płacz Warszawo. Nadchodzi sierpień”. Rozpoczynająca piosenkę zwrotka w całości pochodzi z wiersza Juliusza Słowackiego pt. “Testament mój”. Trzeba przyznać, że jest to dobry sposób na ukazanie sposobu myślenia przyszłych powstańców na kilka dni przed wybuchem walk ulicznych. W kolejnych szesnastkach następuje symboliczne pocieszenie Warszawy za jej przyszłe ofiary, a także gorliwe przekonywanie, że powstanie w stolicy jest najlepszą drogą ku wolnej i niepodległej Polsce. Całość doprawiona jest cut’ ami z klasyków polskiego rapu. Podobnie ten sam temat podejmują “Nadzieja umiera ostatnia” oraz “Będę wierzył w Ciebie do śmierci”, które niżej podpisanemu mimowolnie nasuwa skojarzenia z utworem znanego rapera Eldo pt. “Nie pytaj o nią”. “Ty ponosisz winę” motywuje biernego słuchacza – współwinnego złej sytuacji w kraju – do rozpoczęcia walki o poprawę losu rodaków. Z kolei “Biało-czerwone opaski” – gdyby nie ostatnia szesnastka – równie dobrze mogłyby trafić na albumy mainstremowych raperów, którzy często opowiadają w swoich piosenkach o stracie kogoś bliskiego.

Przechodzimy wreszcie do pierwszej piosenki promującej EP-kę, “Mamo, dziś idę walczyć”. Jak nie trudno się domyślić opowiada o tym, co kieruje młodym człowiekiem przed pójściem walczyć z okupantami. Zwraca przy tym uwagę na wszystkie krzywdy, jakie kraj doznał od początku wojny i chęć uwolnienia się od okropieństw wojny poprzez wyzwolenie stolicy. Po czymś takim kolejny utwór mógł być tylko jeden – “Gloria Victis”, w którym gościnnie udzielają się Mnichu i Bielec. Po za nimi na całym albumie nie ma innych raperów poza gospodarzem. W tracku najbardziej w ucho zapada refren “Gloria, gloria, gloria victis – my nie przegramy, robimy czystki. Gloria (…) victis dziś na ulicach giną faszyści”. Mimo tego raper apeluje w ostatnich wersach o pojednanie Europy. Minusem jest tu nazywanie przez cały utwór okupantów “faszystami”, gdyż jak dobrze wiemy mieli oni dobrze znaną narodowość.

“Daj mi tchnienie” oddala się od tematyki powstania. Opowiada o stosunkach międzyludzkich, które ujmując to delikatnie są kiepskie, “tu człowiek drugiemu człowiekowi zaciśnie pasa” – rapuje Dominik Gudowski, a po chwili dodaje “wojny, kłótnie, bezrobocie i terroryzm. Jesteśmy ludźmi czy zwierzętami pomyśl”. Jest to jeden z najsmutniejszych momentów tej płyty, która przecież do najweselszych nie należy. Płyta kończy się optymistycznym “Mieć do czego wracać”. Raper opowiada w nim o tym dlaczego warto iść swoją drogą, nawet jeśli możemy wybrać wygodniejsze i prostsze życie. Utwór idealnie nadaje się na zakończenie naszej przygody z twórczością Gudowskiego.

Muzyka na całej płycie jest bardzo podobna. Sprawia to, że niekiedy różne utwory zlewają się nam w jeden. Brak tu też większej liczby cut’ów, które ubarwiły zaledwie jeden utwór. Kolejnym minusem jest brak jakiegokolwiek scratch’a. Można to, jednak wybronić z uwagi na brak wsparcia finansowego dla rapera. On sam nawija w sposób jednostajny. Na płycie nie uświadczymy kilkukrotnych rymów czy też ekwilibrystycznych zabaw z flow. Na płycie znajduje się dwóch gości i o ile Mnichu utrzymał się na jej poziomie, o tyle Bielec go wyraźnie zaniżył. Mimo tych kilku wad, album ma swój klimat i dobrze rokuje na przyszłość.

Bartosz Minge

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię