Jednym z popularnych liberalnych sloganów jest ten mówiący o nie istnieniu państwowych pieniędzy. Według osób oraz ugrupowań politycznych posługujących się tego rodzaju retoryką państwo nie posiada własnych zasobów pieniężnych a jedynie dokonuje redystrybucji tych, które pozyskała od własnych obywateli. W tejże retoryce państwo pozyskuje środki do redystrybucji w sposób niemalże bandycki, czasem nazywany wprost kradzieżą. Czy tak rzeczywiście jest?

Dla wielu takie postawienie sprawy może być prawdziwe. Tak jednak nie jest. Najprościej obalić tezę o braku pieniędzy będących własnością państwa wskazując na istnienie chociażby państwowych firm czy obligacji. Pod koniec 2019 roku pod zwierzchnictwem Ministra Aktywów Finansowych znajdowało się ok. 200 przedsiębiorstw[i]. Wśród nich znalazły się m.in. Enea, PKN Orlen, Polska Grupa Zbrojeniowa, KGHM, Lotos, PGNiG, Tauron, PZU, PKO Bank Polski, PKP S.A i wiele innych. Oficjalne rządowe źródła podają, że spółek w jakich udziały posiada Skarb Państwa jest aż 349[ii]. To całkiem sporo przedsiębiorstw, które często generują ogromne – w polskich warunkach – dochody. Zgodnie z art. 111 ustawy o finansach publicznych do budżetu państwa trafiają np. wpłaty z tytułu zysku przedsiębiorstw państwowych oraz banków państwowych czy wpłaty z tytułu dywidendy[iii].

 Jeżeli chodzi o same podatki należy – w większości przypadków – traktować je nie w kryteriach kradzieży a zapłaty obywatela za usługi i produkty dostarczane przez państwo. W ten sposób należy postrzegać przecież budowę chodników i dróg – w tym ekspresowych oraz autostrad – jak i ich utrzymanie. Jednym z podstawowych zadań państwa jest zapewnienie bezpieczeństwa swoim obywatelom. Robi to ono poprzez istnienie instytucji takich jak wojsko, straż pożarna czy policja i inne służby. W tym kontekście podatek rozumieć należy jako zapłatę z bezpieczeństwa zapewnianego chociażby przez wojsko.

Gdyby uznać, że pieniądze trafiające do budżetu państwa nie należą do niego, należało by również uznać, iż pieniądze trafiające do przedsiębiorstw prywatnych nie są własnością tychże. Nikt o zdrowych zmysłach tak jednak nie uznaje. Rzeczą oczywistą jest przecież, iż gdy w piekarni zapłaci się za chleb czy bułki to pieniądze, które posłużyły do zapłaty przestają być własnością klienta a stają się własnością zakładu, w którym owe pieczywo zostało nabyte. Oczywiście znacznie łatwiej pojąć ten fakt, gdy opłata dotyczy czegoś materialnego.

Rolą niniejszego artykułu nie jest argumentować za wysokością konkretnych podatków czy ogólnym trendem ich obniżenia lub podwyższenia. Temat ten jest bowiem znacznie bardziej złożony niż może się to początkowo zdawać.

Na marginesie zaznaczę tylko, że także i instytucje publiczne podlegają nadzorowi finansowemu. Często ze strony organów teoretycznie – zdarza się, że i praktycznie – nie podlegających rządowi. O tym, że obywatel płaci państwu za pewnego rodzaju usługi nie znaczy, że nie może on – w granicach rozsądku – rozliczać go z wydawania tych pieniędzy. Dotyczy to m. in. finansowania przez państwo różnego rodzaju organizacji, które takiemu finasowaniu podlegać nie muszą. Dotyczy to m.in. finansowania działalności partii politycznych czy innego rodzaju organizacji pozarządowych, również tych niepolitycznych.

XXI wiek to nie jest czas kiedy podatki trafiały do skarbca, który był zarówno skarbcem królestwa jak i króla. Czasy się zmieniły. Debata prezydencka przez I turą tegorocznych wyborów pokazała, iż konieczność istnienia państwowych wydatków rozumieją nawet najbardziej skrajni libertarianie obecni w polskiej polityce. W związku z powyższym warto nie dać się omotać różnego rodzaju ekspertom od wszystkiego, którzy jednym prostym sloganem rozwiążą wszelkie problemy nowoczesnego świata. Dotyczy to zarówno osobników chcących „ustawą znieść ubóstwo” jak i tych bredzących, że „nie istnieją pieniądze należące do państwa”

 

[i] Wielka władza w rękach jednego ministra. 200 podmiotów pod kontrolą, https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/jasek-sasin-ministerstwo-aktywow-panstwowych/ht3mj8y?utm_source=businessinsider.com.pl_viasg_businessinsider&utm_medium=referal&utm_campaign=leo_automatic&srcc=ucs&utm_v=2, dostęp w dniu 28.06.2020

[ii] https://www.gov.pl/web/nadzor-kprm/wykaz-spolek, dostęp w dniu 29.06.2020

[iii] Dz. U. 2019 poz. 869, http://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20190000869/T/D20190869L.pdf, dostęp w dniu 28.06.2020

18 KOMENTARZE

  1. O terminologię słowną nie będę się spierał ale uważam, że państwo nie ma prawa zbierać podatków na partyjniactwo i w ogóle organizacje polityczne. To właśnie jest ważnym elementem podtrzymującym ten zdegenerowany system. Nie twierdzę, że jedynym. Na infrastrukturę drogową, przeciwpowodziową a także kolejową (Skrajni liberałowie się ze mną w tym ostatnim przypadku nie zgodzą), straż pożarną państwo ma prawo zbierać podatki. A co się tyczy armii, to gdyby było narodowe państwo polskie i celem armii byłaby ochrona Polski przed zagrożeniami ze strony innych narodów, to oczywiście państwo miałoby prawo na to zbierać podatki. Ale w obecnych warunkach wojsko służy paktowi północnoatlantyckiemu czy obcym interesom. Uważam, że państwo ma prawo też zbierać daniny publiczne (Teraz nie będę wchodził w to czy to podatki czy obowiązkowe ubezpieczenia) na ochronę zdrowia. Dzieci bez względu na to czy się urodziły w biednej rodzinie czy w bogatej mają prawo do opieki medycznej. Nie można chorych dzieci z rodzin patologicznych czy biednych z innych przyczyn, zostawić na pastwę losu. Edukację należy urynkowić ale to nie oznacza, że państwo ma nie płacić na edukację. Tyle, że powinno dawać to w bonach edukacyjnych, które potem szkołą by zostały zamieniane na pieniądze. Ale ważne jest, by oferujący edukację podlegali konkurencji rynkowej a nie tkwili w systemie socjalistycznym. Teraz to część nauczycieli uważa, że im się należy, bez względu na jakość wykonywanej pracy.

    • Prywatna edukacja i wychowanie to najgłupszy pomysł, jaki może przedstawić nacjonalista, głupszy od liberalnych rozwiązań ekonomicznych, bo ani prywatna edukacja nie jest skuteczna, w dodatku może ona służyć promowaniu wartości niezgodnych z wartościami państwa nacjonalistycznego, ani nie ma ona żadnego celu, jest z nacjonalistycznej perspektywy bezcelowa. Edukacja musi mieć charakter pozarynkowy, wszystkiego zekonomizować i skomercjalizować nie można. Młodzież ma być wychowana na liktorów państwa, na jego gwardię, na hunwejbinów, a nie być traktowana w tak indywidualistyczny i liberalny sposób. Młodzi Polacy mają być wilkami państwa i narodu organizowanymi w watahy, a nie być poddani antypaństwowym eksperymentom. Spojrzenie na wychowanie młodzieży ma mieć charakter naturalistyczny i biologiczny, a nie ekonomiczny i rynkowo-komercjalistyczny.

      • To masz teraz pozarynkową edukację. I nauczyciele mają postawę roszczeniową, co jest typowe dla socjalizmu, bo wyniki ich pracy nie są uzależnione od rynku. Od innych efektów pracy (jak uczniowie w olimpiadach) niby jakoś są uzależnione ale ogólnie, to wiadomo, jak tam jest. Z wartościami państwa narodowego też edukacja nie ma nic wspólnego. Więc, zarówno od strony efektywności pracy (sprawności organizacyjnej), jak wpajanych wartości edukacja socjalistyczna się nie sprawdza. Często też uczniowie i nauczyciele się nie cierpią. A jakby to sami sobie wybrali nauczyciela, który z tego tytułu miałby korzyści, to i wzajemnie by się szanowali i wzajemnie mobilizowali do pracy. Uczniom i nauczycielom zależałoby na wynikach. Ocena oczywiście nie byłaby przeprowadzana przez uczących.

        • Nie chce mi się rozpisywać więc napiszę q skrócie dwa zdania:
          1. Nie podoba mi się Twoje ekonomistyczne pojmowanie edukacji, uważam je za niebezpieczne;
          2. W kwestii edukacji i wychowania młodzieży należy wzorować się na historycznych państwach faszystowskich. To jest mój ideał wychowania młodzieży, którego szukając ze świecą nie znajdzie się.

  2. Dodam jeszcze, że Korwin dziś przesadził mówiąc, że drogi i mosty powinny być prywatne i płatne. Po kraju Polacy mają prawo się przemieszczać nie licząc na łaski prywatnych właścicieli. Więc jak drogi utrzymuje państwo, to i infrastrukturę kolejową też może utrzymywać. Pociągi lokalne czy metro, z tego, co wiem nie są rentowne ale to są wyjątki, na które można przeznaczać subwencje publiczne. (W tym przypadku, to samorządy.) Ogólnie trzeba obniżyć podatki, zmniejszyć wydatki publiczne ale nie do tego stopnia, co chce Korwin.

    • Uważam że potrzeba nam więcej podobnych artykułów.wielu nacjonalistów/narodowców jest ślepo zapatrzonych w kapitalizm/libertarianizm/korwinizm.
      Jak zwał tak zwał.na wielu działa hasło Korwina że spółdzielnia, samoorganizacja,wspólnota,socjalizm,jakakolwiek pomoc państwa to lewactwo i komuna.
      A przecież żaden szanujący się narodowiec nie chce mieć latki lewaka.Wiec brną w korwinizmy.
      Zapominając że istniały gildiie rzemieślników,że jest coś oprócz socjalizmu i kapitalizmu,że istnieje korporacjonizm,dystrybucjonizm,że organizowanie się w lokalnych społecznościach to nie zaczątek bolszewizmu tylko wspólnota.

      • Te korwinowskie półgłówki nie zauważają jednego prostego faktu – socjalizm, czyli uwspólnotowienie życia zbiorowego oraz uspołecznienie gospodarki “na dole”, a “socjalizm”, czyli wszechwładza państwa w gospodarce i dominacja biurokracji w życiu zbiorowym to dwie różne kwestie. Te korwinowskie półgłówki nie zauważają, że pierwszą formę socjalizmu skłonne są zaakceptować nawet szkoły liberalne, np szkoła austriacka.
        Wreszcie te korwinowskie półgłówki nie zauważają, że termin “lewactwo” pierwotnie był użyty przez środowiska kibicowskie i nacjonalistyczne bynajmniej nie jako określenie na poglądy ekonomiczne, ale jako określenie na konkretną postawę moralną (poparcie dla odrażających moralnie dla każdego tradycjonalisty rzeczy i czynności), tożsamościową (negacja znaczenia wartości takich jak naród, rasa, ojczyzna, wspólnota lokalna, religia) i konkretny styl życia (czyli styl różnych antifowskich brudasów żyjących w zagrzybiałych skłotach, wiecznie chodzących na haju i będących degeneratami społecznymi) – generalnie oznaczało to ludzi anarchistycznie podchodzących do życia. Określenie “lewak” korwiniści zwyczajnie nacjonalistom podpieprzyli w okresie mody na patriotyzm, gdy korwiniści wybili się na wierzch metodą “na prawicowość”, a nacjonaliści pozwolili sobie być zmarginalizowanymi przez koliberałów. Tymczasem sami korwiniści w dużej mierze spełniają kryteria ‘lewaków’ postulując w praktyce rozwiązania quasi-anarchistyczne podlane sosem “monarchii” (a to też nie wszyscy).

        • Generalnie nie leciałbym na ten lep “prawicowości”, jakiego używają korwiniści bo w rzeczywistości jest to tylko ich taktyka na zdobycie szerszego poparcia. Wiedzą, że ich debilne hasła w normalnym społeczeństwie nigdy i nigdzie by się nie sprzedały więc stosując czysto kapitalistyczną zagrywkę podłączyli się do haseł “narodowych” i “prawicowych” i zaczęli udawać wielkich patriotów przyciągając mentalnie gimnazjalnych idiotów i frajerów. Michalkiewicz przykładowo wzbogaca się na takich frajerach serwując im spiskową i patridiotyczną papkę, Braun udając foliarza i tradycjonalistę doczłapał się do sejmu (w innym wypadku pies by o nim nie usłyszał). Tymczasem Korwin sam ma gdzieś patriotyzm, zbił kapitał polityczny udając pajaca i czasem mówiąc coś przeciwko LGBT i imigrantom. Ile u niego pozostało z tej “prawicowości”? Jak już dorwał się do koryta to nagle już przestał być taki “niepoprawny politycznie”. Zobaczycie jak w następnych wyborach parlamentarnych PiS straci większość i dla utrzymania władzy wejdzie w sojusz z Konfederacją, a “antysystemowi” frajerzy zostaną wyrolowani.
          Nacjonaliści muszą nauczyć się kombinować, ja jestem tego pewien, że gdyby wzięli się i zjednoczyli, dobrze zorganizowali i zmobilizowali do ofensywy propagandowej i aktywistycznej to do kilku lat zepchnęliby konfrajeratów na śmietnik polityczny. Przecież w rzeczywistości dla narodowo nastawionej młodzieży byliby lepszą alternatywą od konfederatów, a ich program społeczny, polityczny i ekonomiczny byłby atrakcyjny dla dużo większego grona niż program konfrajeracji. Na konfrajerację głosowaliby tylko sami skrajni liberałowie, którzy w rzeczywistości są marginesem politycznym. Tak więc wszyscy nacjonaliści – do dzieła! 😀

          • Zgadzam się w 100% Kolego.
            Jesteśmy w stanie roznieść ten demokratyczny bezideowy syf łącząc siły.
            Nie tworząc ‘nowa jakosc’ lecz współpracując ze soba na wielu płaszczyznach jako autonomiczne grupy-ONR,NOP,AN,Zadruga-wspierajac się wzajemnie nie bacząc na drobne różnice,np.religia.

            • Zamiast skupiać się na dzielących nas różnicach i dawnych błędach nacjonaliści musimy się skupić na łączącym nas celu.
              Przydałaby się wspólna ofensywa informacyjna,zorganizowana propaganda uliczna w wielu miastach jednocześnie bo w mediach nie mamy żadnych szans zaistnieć.
              Wiele osób nie ma pojęcia czym zajmują się nacjonaliści,jakie mają cele lub mają skrzywiony obraz nacjonalistów.
              Nie każdy może być Politycznym Żołnierzem ale szerokie grono oddanych sympatyków też się przydaje

            • Oczywiście. Spory personalne powinny zostać odsunięte na bok, bo one rodzą tylko takie patologiczne sytuacje, jak walki międzyorganizacyjne organizacji prezentujących te same oblicze ideowe, np 3 Drogi i ONRu z NOPem. To jest kuriozalna sytuacja.
              Spory o religię też powinny zostać odsunięte na bok, neopoganie, zadrużanie oraz chrześcijańscy nacjonaliści nie powinni walczyć między sobą. Idealną postawę reprezentuje Grzegorz Ćwik – on sam będąc rodzimowiercą odrzuca jednocześnie antykatolicyzm, docenia dziedzictwo katolicyzmu w polskiej kulturze i nie chce toczyć sporów wyznaniowych.

      • Nikt nie broni zakładać ludziom oddolnie spółdzielni. Tylko przymusowa kolektywizacja to bolszewizm. A dobrowolnie to możesz z kolegami sobie założyć spółdzielnie produkcyjną. Korwin też by Wam nie zabronił. A czy podołacie konkurencji na rynku, to inna sprawa.

        • Przymusowa kolektywizacja to był centralizm państwowy podczas gdy w prawdziwym uspołecznieniu państwo ma co najwyżej za pomocą różnych środków zachęcać do tworzenia spółdzielni. A tworzenie korporacji czy syndykatów to nie tyle byłby bolszewizm co rozwiązania faszystów. Nie widzę w tym problemu.
          A czym jest monopolizacja ze strony megakorpo jak nie quasi-bolszewizmem? Tyle tylko, że odbywa się to nie w warunkach socjalizmu tylko kapitalizmu.

      • “Komuna” to z łaciny właśnie wspólnota. Oczywiście, że można wspólnoty różnie rozumieć. Ale przymusowe wspólnoty to przeważnie tak właśnie funkcjonują, jak komuny.

        • Pisałem o różnicy między bolszewizmem, a klasycznym socjalizmem. “Komuna”, a komunizm to nie jest jedno i to samo, bo istnienie komun można podłączyć również pod komunalizm, komunitarianizm itp nurty które bynajmniej nie są bolszewickie. Już nie przesadzałbym z równaniem wszystkiego co wspólnotowe do bolszewizmu bo tak nie dyskutują poważni myśliciele polityczni tylko tak dyskutuje Karoń. I tacy dyletanci pokroju Karonia potem formują ideowo elektorat Konfederacji, elektorat bezmyślny, który potem przepływa do Platformy Obywatelskiej bo myślą paradygmatem ekonomistycznym, liberalnym i indywidualistycznym. To jest właśnie porażka środowisk narodowych i całej mody na patriotyzm – takie gnidy pokroju Korwina podpięły się pod ten ruch społeczny, pod to zjawisko, zniszczyły to, co było w nim najlepsze (popularność patriotyzmu, nacjonalizm jako ruch społeczny), a została sama liberalna papka. I teraz widzę wielu znajomych, którzy w pierwszej turze głosowali na Bosaka, a w niedzielę pójdą głosować na Trzaskowskiego. To jest totalna porażka.
          Dlatego nacjonalizm musi się całkowicie odciąć od liberalizmu i od głównego nurtu “realistycznej” konserwy, czy nawet endecji – zachować co najwyżej współpracę z ludźmi pokroju Bartyzela, czy Podjackiego, a na resztę splunąć i budować swój potencjał od nowa. Na tego starego zdegenerowanego dziada Korwina nacjonaliści muszą pluć – nie zasługuje on na żaden szacunek mimo swojego wieku.

          • I właśnie tu jest problem wszelkiej maści cuckserwatystów – zamiast bronić tego, co powinni bronić, czyli wartości transcendentalnych, metafizycznej prawicy, moralności, narodu, etniczności, rasy przed neobolszewizmem, czyli postępową lewicą to te cymbały atakują lewicę prospołeczną pokroju ludzi z Nowego Obywatela, którzy de facto nie stanowią z nacjonalistycznej perspektywy żadnego zagrożenia.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię