Niezależnie od współrzędnych geograficznych, gospodarka poniosła ciężkie straty z powodu pandemii koronawirusa, jak i wiążących się z tym lockdownów. Niemal wszystkie państwa, ale też organizacje międzynarodowe, podjęły działania mające na celu zniwelować ekonomiczne skutki zamknięcia gospodarki. Działania poszczególnych państw europejskich zrzeszonych w Unii Europejskiej zbieżne były z wytycznymi z Brukseli. Sama UE podjęła się utworzenia inicjatywy Funduszu Odbudowy NextGeneration EU.

NextGeneration EU jest projektem, który ma pobudzić gospodarkę wspólnoty europejskiej. Jak podają unijni dygnitarze i związane z nimi media, ma być to największy projekt tego typu zrealizowany w dotychczasowej historii Unii Europejskiej. Jego wartość szacowana jest na 750 mld euro (na co składają się granty i pożyczki), a on sam będzie częścią budżetu UE, który wyniesie nawet 1,8 bln euro w ciągu 7 lat.

UE przedstawia plan odbudowy jako swego rodzaju motor napędowy gospodarek biedniejszych państw europejskich. Jego najbardziej znanym zadaniem jest przeciwdziałanie ekonomiczno-społecznym efektom pandemii koronawirusa. Odbyć się to ma poprzez zrównoważenie gospodarek oraz stawanie się gospodarek coraz bardziej ekologicznymi i cyfrowymi. Dodatkowo żeby uzyskać wsparcie dla swojego państwa, rządy musiały przedstawić jakie działania chcą prowadzić w 6 dziedzinach. Poza ekologią i cyfryzacją gospodarki były to: edukacja następnego pokolenia, zdrowie i odporność, spójność społeczna i gospodarcza, a także zrównoważony wzrost gospodarczy i zatrudnienie.

Jak należy rozumieć te dziedziny? Każde państwo członkowskie UE musi przygotować swój własny krajowy plan odbudowy. Jego założenia muszą być ściśle zgodne z wytycznymi z Brukseli. Przykładowo, aż 30% budżetu unijnego, wliczając w to pakiet odbudowy, ma zostać przeznaczone na działania związane z szeroko rozumianym klimatem i jego obroną. Wiązać się to będzie również z cyfryzacją gospodarek. Oznacza to, że adekwatny procent krajowego funduszu odbudowy musi zostać przeznaczony na tego typu działania.

Pomimo szczytnych założeń NextGenerationEU ma także wiele wad. Ponad połowa budżetu funduszu pochodzić ma z pożyczek. W debacie towarzyszącej ratyfikacji funduszu strona eurosceptyczna podkreślała, że Polska może spłacać nie swoje zadłużenie w wysokości nawet kilkudziesięciu miliardów euro, a odpowiedzialność w zakresie brak spłat pożyczek przez inne państwa wyniesie aż 750 mld. Wiąże się to ze zwiększeniem federalizacji UE, a co za tym idzie odebraniem kolejnej cząstki suwerenności państwom narodowym.

Zdaniem części polskich parlamentarzystów ratyfikacja przez Polskę ogólnoeuropejskiego planu odbudowy wiązać się może także z wprowadzeniem kolejnych podatków. Byłyby to m. in. podatki za plastik i zużycie dwutlenku węgla. Uiszczanie należności z tego tytułu przez państwo wiązałoby się z przerzuceniem odpowiedzialności za to na obywateli i wzrostem inflacji.

Istotną wadą planu odbudowy jest też sposób dystrybucji środków w kraju. Zaledwie 20% całości trafić ma do samorządów, które przynajmniej w teorii powinny o wiele lepiej zdawać sobie sprawę jakie gałęzie przemysłu i dziedziny życia społecznego najbardziej ucierpiały na ich terenie. Pozostałe 80% pozostaje w dyspozycji rządu.

Bruksela wymagać będzie przeznaczania określonych środków z funduszu odbudowy na własne cele ideologiczne. Pomijam w tym miejscu wszechobecne tabliczki informujące, że dany przedmiot jest finansowany ze środków UE. O wiele bardziej niebezpieczne jest wymuszanie przeznaczania pieniędzy na finansowanie pseudokulturalnych i pseudointelektualnych działań tęczowego lobby. Wrogowie tradycji dostaliby wówczas potężny oręż do ręki, które zabrakłoby ich przeciwnikom.

Wracając do meritum – do Polski trafić ma sporo pieniędzy. Nie są to jednak środki – jak chce przedstawić to rząd i jego sojusznicy – dane Polsce za darmo i na zawsze. Każdą pożyczkę należy bowiem spłacić, a grant rozliczyć. W jaki sposób do tego dojdzie pokaże dopiero bliższa lub dalsza przyszłość.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię