Co kilka lat – zawsze w okolicach ogólnopolskich wyborów — pojawiają się ludzie teoretycznie chcący wywrócić do góry nogami polską scenę polityczną.

Bardzo chętnie stosują szermierkę słowną z politykami głównego nurtu. Uprawiają populistyczną retorykę i mniej lub bardziej zgrabnie zyskują poparcie tzw. elektoratu buntu. Ujmując to innymi słowami, elektoratu mającego dość POPiSowskiej wojenki. Największe media robią z nich zagrożenia dla demokracji w Polsce, czasem uderzają też w histeryczne tony, gdy sugerują, że to mityczny faszyzm podnosi głowę. Oskarżenia te nie mają oczywiście nic wspólnego z prawdą. W tym miejscu warto zastanowić się, kim rzeczywiście są ludzie, którymi statystycznie, co 4 lata straszy się zwolenników demoliberalizmu w Polsce?


We własnej opinii politycy ci są wrogami „systemu”. Tytułują się „antysystemowcami”. Nim przejdziemy do dalszych rozważań należy uzmysłowić sobie, co kryje się pod poniższymi terminami. Słownik Języka Polskiego, jak i Encyklopedia Zarządzania każą poprzez system polityczny rozumieć ustrój obowiązujący w państwie – zarówno polityczny, jak i gospodarczy. Aktualna konstytucja opisuje Polskę jako demokrację parlamentarną, demokratyczne państwo prawa. Artykuł 20 tego samego aktu prawnego mówi, że ustrój gospodarczy Polski to z kolei społeczna gospodarka rynkowa.


Po ustaleniu, czym jest „system” należy przyjrzeć się, kim na przestrzeni ostatnich lat byli „antysytemowcy”. Najbardziej współczesnym tworem aspirującym do tego miana jest Konfederacja utworzona przez kolejne już wcielenie partii Janusza Korwin- Mikkego, Liroya, posła Jakubiaka oraz Ruch Narodowy. Przy okazji poprzednich wyborów był to ruch Kukiz’15, którego członkom do dzisiaj zdarza się odwoływać do swojego „antysystemowego” charakteru. Przyglądając się kadrom Kukiz’15 sprzed kilku lat, a czasem nawet i miesięcy odnajdziemy w nich wielu czołowych działaczy Konfederacji, m.in. posłów Jakubiaka, Liroya czy członków Ruchu Narodowego. Dodatkowo w skład tej organizacji weszli także lewacy z Demokracji Bezpośredniej (Paweł Tanajno i inni), zwolennicy jednomandatowych okręgów wyborczych i wielu innych koncepcji, idei itp. Jeszcze wcześniej za „antysystemowy” uchodziły Kongres Nowej Prawicy (jedno z poprzednich wcieleń partii Janusza Korwin- Mikkego) czy Ruch Palikota. Jak widać znaczna część „antysystemowej” gromadki działa w jej ramach od wielu lat. Gdyby, podobna do dzisiejszej, retoryka obowiązywała w latach ’90 to za „antystemowców” uchodziłyby Polska Partia Przyjaciół Piwa oraz kanadyjski kandydat na prezydenta z 1990 roku, czyli Stan Tymiński.


Idąc dalej należy zadać sobie pytanie – jakież to antysystemowe postulaty przyjmowali na sztandary kolejni „antysystemowcy”? Czy któryś z nich pragnął obalić demokracje? Nie. Czy któryś z nich chciał skończyć z wolnym rynkiem w Polsce? Też nie. Jakież to rewolucyjne pomysły chcieli więc wdrożyć wspomniani wcześniej politycy?


W przypadku ruchu Kukiz’15 spoiwem dla sojuszu politycznych wyrzutków miała być zmiana sposobu wyboru polityków do sejmu i senatu. Ex-piosenkarz dokonałby więc kosmetycznej zmiany, która w rzeczywistości zablokowałaby możliwość dostania się do wspomnianych instytucji mniejszym partiom – w tym sobie samej

[przypis – Więcej na ten temat można przeczytać w artykułach opublikowanych na portalu Kierunki.info.pl dostępnymi tutaj https://kierunki.info.pl/jow-czyli-jak-oszukac-wyborce/ i tutaj https://kierunki.info.pl/maciej-belc-jow-y-betonuja-system-a-referendum-dotyczace-ich-wprowadzenia-jest-prawnie-watpliwe/ ]

O tym, jak szybko miłość do JOW-ów przeminęła, przekonują dalsze losy większości polityków tego ugrupowania. Znaczna część utworzyła nowy projekt pod nazwą Konfederacja – ale o nim później – lub dołączyła do partii rządzącej, opcjonalnie utworzyła niewielkie grupy, które ściśle współpracują z PiS-em. Ci, którzy pozostali w organizacji także zdają się dryfować w stronę współpracy z partią Kaczyńskiego.


Popularność Ruchu Palikota zaczęła się od pomysłu zalegalizowania marihuany. Pod względem ekonomicznym czy ustrojowym nie oferowali niczego nowego. Nie chcieli też dokonywać zbyt wielu istotnych zmian. Jedynymi zmianami, jakie można by uznać za systemowe byłyby w ich przypadku rozdział państwa od Kościoła oraz kwestie obyczajowe.
Ciekawie na tym tle wyglądają kolejne ugrupowania Janusza Korwin- Mikkego. On sam lubi mówić w wywiadach, że odbierze prawa wyborcze wszystkim. Stoi to, jednak w sprzeczności z programem partii, który zakłada utworzenie jednomandatowych okręgów wyborczych! [przypis – Zainteresowanych odsyłam do punktu 1.3 programu partii KORWiN.]

W zakresie ekonomii JKM oferuje więcej wolnego rynku w wolnym rynku – co trudno uznać za działanie przeciw obecnie istniejącemu systemowi. Nawet sprzeciw wobec Unii Europejskiej wynika w tym przypadku z ograniczeń i regulacji, jakie na gospodarki państw członkowskich nakłada UE.


Pozostając w klimatach okołokorwinowskich warto przyjrzeć się bliżej współtworzonej przez niego Konfederacji. Spoiwem dla tego tworu miał być sprzeciw wobec dalszej obecności Polski w UE. Tylko że nie jest to prawdą. Będący jednym z liderów zrzeszenia, poseł Marek Jakubiak wcale nie chce POLEXIT-u. Mówił o tym na manifestacji pierwszomajowej w Warszawie czy licznych wcześniejszych wystąpieniach. W jego opinii UE należy zreformować.


Jeżeli nie stosunek do UE to może kandydaci Konfederacji postulują coś rewolucyjnego w innych kwestiach? Niestety nie. W całości są oni zwolennikami wolnego rynku. Wszyscy liderzy poza Grzegorzem Braunem są także zwolennikami demokracji. Sam Braun określa się jako monarchista. Jego samodzielna inicjatywa znana pod nazwą Pobudka nie wypracowała, jednak żadnego programu politycznego ani nawet deklaracji ideowej. Ciężko, więc stwierdzić, czy w Polsce jego marzeń król zastępuje prezydenta, czy uzyskuje rzeczywistą władzę.


Sympatia do demokracji wpisana w program wyborczy dotyczy także Ruchu Narodowego, który zdaniem wielu oderwanych od rzeczywistości mediów, jest przeciwnikiem tegoż ustroju. RN, jak i wiele innych partii mogących liczyć samodzielnie na – w sprzyjających okolicznościach – 1-2% poparcia postuluje przy tym zniesienie progu wyborczego. Nie trudno się domyślić, jakie są pobudki takiego działania, lecz nie ma to nic wspólnego z chęcią zmiany systemu.


Wobec tego należy zadać sobie pytanie, dlaczego wszyscy ci politycy pozują na antysystemowców skoro działają i pragną działać w ramach obowiązującego systemu. Przede wszystkim, jak pokazały przykłady Palikota czy Kukiza można dzięki temu uzyskać poparcie pozwalające stać się istotną siłą polityczną. Zawodowi politycy – niezależnie od reprezentowanych poglądów – widzą narastająca frustrację w młodym pokoleniu. Widzą chęć zmian, często radykalnych. Potrafią to zręcznie wykorzystać. Kanalizują przy tym nastroje mogące stać się zalążkiem powstania prawdziwie antysystemowej siły. Siły, która mogłaby rzeczywiście zmienić Polskę!


Najprawdziwszym wyjaśnieniem ich retorycznej wojenki z systemem jest chęć dostania się do sejmu. Ludzie ci – niezależnie od poglądów – źle rozumieją, czym jest system. W ich mniemaniu system to partie będące w sejmie. Gdyby udało im się zastąpić sejmowe partie to doszłoby do zmiany systemu – jakiś system w każdym państwie musi bowiem istnieć. W swoich najbardziej optymistycznych marzeniach „antysystemowcy” dokonaliby pudrowania kapitalizmu w Polsce, pudrowania demokracji oraz pudrowania- i tak już upudrowanej na patriotyczną przez PiS – retoryki.

2 KOMENTARZE

  1. Prawdziwymi siłami antysystemowymi w Europie są te, które demokratura zwalcza, czyli nacjonaliści z różnych nurtów, m. in. NR, NS, neo-faszyści, identytaryści, alt-right, Nouvelle Droite, terceryści, strasseryści, biali nacjonaliści itd.

    • Mówiąc o Europie mam na myśli nie tylko kontynent europejski, ale też kraje o znacznej ilości ludności europejskiego pochodzenia, czyli Rosja, USA, Kanada, Brazylia, Argentyna, Chile, Nowa Zelandia, Australia, RPA, Urugwaj etc.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię