W ostatnich dniach niezwykle szerokim echem odbiła się wypowiedź posła Konfederacji, a także korwinistycznego aktywisty, Dobromira Sośnierza na temat wykluczenia komunikacyjnego.

Stwierdził on, że ludzie po prostu kupują samochody, a transport publiczny jest nieopłacalny. Wbrew plotkom nie stwierdził on „niech ludzie po prostu kupują samochody”. Warto o tym wspomnieć w momencie, gdy rządowe media chętnie koloryzują jego wypowiedź i wyolbrzymiają do miana jeszcze bardziej groteskowej niż była. Nie oznacza to jednak, iż była ona mniej szkodliwa.

Poseł Sośnierz i tak bowiem twierdzi, że kupno samochodu rozwiązuje problemy wykluczenia komunikacyjnego – czy tak rzeczywiście jest przeanalizujemy w dalszej części tekstu – a wtórujący mu przy tym chór wiernych fanatyków Janusza Korwina- Mikke stara się potwierdzić, coraz bardziej żenującymi argumentami, wspomnianą tezę.


Program, w którym padła feralna wypowiedź Konfederaty dotyczył wykluczenia komunikacyjnego. Posłanka Lewicy, Joanna Maciejewska trafnie zauważyła, że w województwie pomorskim (ale także i każdym innym) jest ponad 90 miejscowości, z których na przystanek autobusowy idzie się ponad godzinę. To właśnie wówczas Sośnierz wypowiedział swój monolog. Stwierdził w nim, że wykluczenie społeczne nie jest wywoływane przez kwestie transportowe, ponieważ ludzie kupują samochody i to właśnie nimi dojeżdżają. Uważał przy tym, że otwieranie nowych, państwowych linii autobusowych jest nieopłacalne, a wydane na ten cel pieniądze lepiej pozwolić, zarobić ludziom, którzy samochodu jeszcze nie posiadają, żeby mogli go zakupić. W związku z powyższym sporo racji mają ci, którzy spłycają wypowiedź posła do sloganu „niech kupią sobie samochody”.


W późniejszym czasie szerokie grono korwinistów, liberałów, znaczna rzesza sympatyków Konfederacji argumentowała, że nowe linie, obsługujące głównie połączenia pomiędzy wioską a miastem nie utrzymałyby się, gdyż gdyby tak było – w tym miejscu działałby już podmiot prywatny. Jest to myślenie zideologizowane, oderwane od realiów życia codziennego, także od prowadzenia działalności gospodarczej. Część z nich bredziła o bezsensowności wysyłania autobusu po jedną osobę do – jak to poetycko ujmowali – „zapyziałej dziury, zabitej dechami”, co już w jawny sposób okazuje pogardę dla rodaków pochodzących i mieszkających we wsiach i małych miejscowościach.


Argument dotyczący prywatnych przewoźników jest o tyle nietrafiony, że to właśnie oni kierują się przede wszystkim maksymalizacją własnego zysku. W związku z tym obecny już na rynku przewoźnik będzie koncentrował się na obsłudze istniejących już – i przynoszących mu satysfakcjonujące go dochody linii – oraz otwieraniu nowych. Z tym że nowe linie będą co najmniej połączeniami miast powiatowych z wojewódzkimi, gdyż to właśnie tam najłatwiej pozyskać mu będzie nowych klientów. Wynika to oczywiście z ilości ludzi zamieszkujących dane miasta. Nie oznacza to jednak, że przewoźnicy ci nie zabierają pasażerów na obszarach wiejskich. Także i obecnie ma to miejsce, lecz dotyczy wyłącznie wiosek leżących przy drodze, którą przewoźnik jedzie – jeśli wioska lub miasto leży 1, 2, 3 lub więcej kilometrów od takiej drogi to przewoźnik nie zboczy z trasy, by dojechać na miejsce docelowe konkretnego pasażera. To właśnie to na myśli miała posłanka lewicy w programie, od którego rozpoczęła się medialna afera.


Wiele z obszarów obecnie wykluczonych przez kwestie transportowe mogłyby być rzeczywiście rozwiązane przez podmioty prywatne, gdyby te dostosowały jakość swoich usług i ich cenę do możliwości klientów. Popyt i podaż w warunkach wolnego rynku powinny się dostosować. Jak pokazuje praktyka, mało kiedy tak jest. Osoby wykluczone transportowo, ale także korzystające z własnych samochodów, zwykle nie korzystają z usług przewoźników, ponieważ ceny biletów są zdecydowanie zbyt drogie, a jakość usług jest niska. Wpływ na to mają brak ogrzewania lub klimatyzacji, niedostatecznie dużo miejsca dla jednej osoby lub zwyczajnie niekomfortowe siedzenia. W związku z tym mieszkańcy mniejszych miejscowości wolą korzystać z własnych środków transportu – jeżeli go posiadają.


Ludzie korzystają także z własnych samochodów, ponieważ połączenia „międzymiastowe” odbywają się zbyt rzadko. Mało komu chce się czekać godzinę, dwie lub więcej na autobus – zwłaszcza jeżeli potem musi jeszcze godzinę iść do domu. Często zdarza się także, że ostatni autobus jadący i zatrzymujący się na danej trasie odbywa kurs po zakończeniu lekcji w lokalnych szkołach, czyli pomiędzy 15 a 16. Siłą rzeczy skorzystać z niego nie mogą wszystkie osoby kończące pracę po 16. W związku z powyższym nie korzystają one ze środków komunikacji zbiorowej, ponieważ mogą z niej korzystać wyłącznie w jedną stronę.


Skoro podmioty prywatne nie są w stanie wypełnić luki to może rzeczywiście rozwiązaniem jest jeszcze większe niż obecnie zmotoryzowanie społeczeństwa? Rozwiązanie takie ma więcej wad niż zalet, a poza tym jest utopią niemożliwą do zrealizowania. Nie jest to możliwe do zrealizowania, ponieważ nigdy 100% społeczeństwa nie będzie zdolne do prowadzenia samochodu – w dodatku mające możliwość skorzystania z niego, gdy jest taka potrzeba. Część osób nie może prowadzić pojazdów mechanicznych ze względu na zdrowie, inna przez strach, a jeszcze część osób znajduje się w nieodpowiednim wieku. Osoby poniżej 18 roku życia zgodnie z prawem nie mogą prowadzić samochodów. Można granicę wieku dopuszczającego do starania się o prawo jazdy obniżać, ale przecież nikt nie będzie postulować o to, aby o prawo jazdy mógł się starać przedszkolak lub uczeń podstawówki. Także i osoby starsze w pewnym wieku, zwłaszcza jeśli chorują nie mogą albo chociaż nie powinny prowadzić samochodów. Osobną kwestią są momenty, gdy nie można skorzystać z auta np. awarie itp.


Gdyby pomysł Sośnierza i koriwnistów zrealizować, zmagalibyśmy się także z szeregiem nowych problemów. Wzrost cen paliwa, części samochodowych i kosztów napraw. Spowodowane byłoby to zwiększonym zapotrzebowaniem na te produkty i usługi mechaników. Konieczne byłoby także zwiększenie ilości miejsc parkingowych, a już teraz wiele miast ma problem z ich niedostateczną liczbą. Do tego wszystkiego dochodzą oczywiście kwestie ekologiczne.


Widać więc, że państwo ma wiele do zrobienia na tym polu. Przede wszystkim musi zadbać o zminimalizowanie wykluczenia. W pewnych dziedzinach nie można kierować się rachunkiem opłacalności ekonomicznej, krótkoterminowej z resztą. Opieka zdrowotna, edukacja, bezpieczeństwo czy „sprawy urzędowe”. Do każdej z tych usług dostęp powinien mieć każdy Polak i Polka. Aby to było możliwe musi móc do nich dojechać. Dlatego państwowe spółki powinny obsługiwać także te teoretycznie nierentowne trasy. Do wiosek zajeżdżać mogą przecież zamiast autobusów, kilkusetosobowe busy, które już od dawna PKS-y posiadają w swoim taborze.


Odchodząc już od spraw stricte transportowych, ciekawym wydaje się, jak kwestie wynikające ze znacznej różnicy opinii wpłyną na stosunki pomiędzy członkami Konfederacji. Z jednej strony liberałowie i libertarianie murem stoją za stanowiskiem Sośnierza. Z drugiej w partii tej znajdują się narodowcy, którzy jeżeli rzeczywiście nimi są, nie mogą zajmować tak antynarodowego stanowiska. Muszą myśleć szerzej niż wielkomiejska młodzież i dbać o dobro całego narodu. Czy tak będzie? Czas pokaże.


Stanowisko prawdziwych nacjonalistów pozostaje jasne. Rolą państwa jest dbać o los obywateli. Także tych mniej zamożnych lub mówiąc wprost biednych i wykluczonych. Musi dbać o rozwój nie tylko stolicy czy dużych aglomeracji, ale także mniejszych miast czy wsi. Odpowiednie skomunikowanie tych obszarów z miastami pozwoliłoby zastopować lub co najmniej spowolnić proces ich degradacji. Należy bowiem pamiętać, że nigdy nie dojdzie do sytuacji, kiedy ludzie żyć będą w nielicznych, ale wielkich ośrodkach miejskich, podczas gdy reszta kraju stanie się bezludną pustynią…

1 KOMENTARZ

  1. “Wzrost cen paliwa, (…). Spowodowane byłoby to zwiększonym zapotrzebowaniem na te produkty” Jak trzymać się programu Konfederacji (nie Bosaka, który nie chce wystąpić z UE), to akcyza na paliwo ma być zniesiona. (Dyrektywa UE nakazuje opodatkowanie pośrednie paliw.) To by doprowadziło do obniżenia ceny paliw. Autobusy więcej przecież zużywają paliwa na kilometr niż normalne osobówki. W przeliczeniu na pasażera, to nie, ale jak autobus ma jeździć np. z 2 pasażerami, to wyjdzie drożej i ten wskaźnik. To od tej strony, jeżeli transport publiczny ma sens, to o silniku elektrycznym i najlepiej szynowy. Powinni znieść VAT na energię. To i na ceny żywności, by dobrze podziałało. Wiem, że kiedyś przeciwniczka Korwina w necie, kiedy kandydował na prezydenta Warszawy, argumentowała, że nie, bo chce znieść tramwaje. W tym miała rację. Nie znam danych ekonomicznych ale to ekologiczna miejska komunikacja, która nie stoi w korkach, która cieszy się dużym popytem na jej usługi. Nawet, jak miasto dopłaca do tego, to to umożliwia w pewnych godzinach lepsze dotarcie do celu, ze względu na korki. Z tym, że wadą transportu zbiorowego jest to, że tam łatwo przenoszą się wirusy.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię