Newsletter subscribe

Idea

Bartosz Poznański: Zachowawczość klęską normalności

Posted: 5 kwietnia 2019 o 18:26   /   by   /   comments (0)

Normalność przegrywa. Przegrywa w Polsce, Europie oraz USA. Jest to kwestia niepodlegająca dyskusji. Postawy, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie były akceptowane przez społeczeństwo – dziś są na porządku dziennym. Nie wystarcza to jednak dewiantom, którzy pragną jeszcze bardziej zniszczyć normalność i zastąpić ją swoim tworem. Tworem, który jest przeciwieństwem normalności wbrew temu, co próbują nam wmówić media, politycy czy tzw. moralne autorytety.


Co rozumiem przez normalność? Jest to przede wszystkim rodzina. Rodzina w swoim pierwotnym znaczeniu, czyli złożona z mamy, taty oraz ich dzieci. Heteroseksualizm jako jedyna orientacja seksualna. Zakaz oglądania pornografii dla dzieci i młodzieży, ale też ograniczony dostępu do niej dla osób dorosłych. Normalność to także więzy społeczne. Więzy, które powinny być tym silniejsze, im mniejszej społeczności one dotyczą. Normalną rzeczą jest fakt, że za wykonaną pracę, wytworzony produkt, pracownik otrzymuje godziwą pensję. Oczywistym jest także, że sprawca zbrodni zostaje sprawiedliwie ukarany, niezależnie od swojego pochodzenia, rasy czy wyznania. Normalne jest państwo zrzeszające członków jednego narodu, a Europa zamieszkiwana przez Europejczyków. Także eutanazja czy aborcja od zawsze były sprzeczne z naturą.


Obecnie z każdej strony normalność jest atakowana. Od kilkunastu lat coraz agresywniej propaganda środowisk liberalnych stara się wmówić Polakom, Europejczykom i Amerykanom, że małżeństwo może także składać się z dwóch facetów. Manifestowanie zboczeń seksualnych zamiast leczenia ich staje się dla pewnych grup powodem do dumy. Co gorsza, usiłują one wmówić społeczeństwu, że tak naprawdę jest. Więzy społeczne zostały zerwane ostatecznie w latach 90. przez dziki kapitalizm w polskim wydaniu. Pracodawcy – niezależnie od tego, czy są międzynarodowymi koncernami, czy rodzimymi „Januszami biznesu” – w większości starają się, jak najbardziej wykorzystać pracownika. Zapłacić mu najniższą, dopuszczalną przez prawo, płacę – a jeśli da się obejść, to nawet mniej. Nachalnie promowany multikulturalizm zabija jednorodność narodowościową Polski – o Europie nie wspominając.


Najgorszym, jednak jest, że wspomniane w poprzednim akapicie postawy zostają coraz częściej uznawane za normalne. Odbywa się to kosztem normalności rzeczywistej w jej pierwotnym znaczeniu. Każde kolejne pokolenie coraz mniej sprzeciwia się zamachom na naturalność.


W tym miejscu należy zadać sobie pytanie: Jak do tego doszło i kto ponosi za to odpowiedzialność? Z pełną świadomością należy przyznać, iż winę ponoszą konserwatyści i wszelkiej maści prawicowcy. Dokładnie tak! Winy nie ponosi lewica, która dla prawdziwych winowajców zawsze jest wytłumaczeniem na wszelkie ponoszone przez nich klęski. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu lewica nawet nie śmiała pomarzyć o adopcji dzieci przez homoseksualistów w Polsce. Wynika to z faktu, że w owych czasach geje czy lesbijki ukrywali swoje preferencje. Nie wychodzili na ulicę, aby ogłaszać to przed całym miastem. Środowiska te nabrały animuszu dopiero po pierwszych udanych paradach. Piszę o udanych, ponieważ mało kto dzisiaj pamięta, że ogólnie pierwsze tęczowe manifestacje nie docierały do celu lub zostały rozpędzane przez ludzi pragnących normalności.


Działo się to nawet w takiej ostoi wszelkiej maści liberalizmu jak Poznań. W listopadzie 2005 roku prezydent Miasta Poznań nie zgodził się na wspomnianą manifestację. Zakaz podtrzymał ówczesny wojewoda wielkopolski. Oczywiście ich decyzje nie były motywowane troską o wrażliwość najmłodszych mieszkańców miasta, którzy mogliby być narażeni na obsceniczne zachowanie gejów, ale reakcjami Poznaniaków na poprzednie parady, które były atakowane fizycznie. Jeszcze w poprzedniej dekadzie nikt nie widział problemu w fizycznym okazaniu sprzeciwu na szkodliwe postawy.


Dzisiaj, gdyby jakaś grupa zdecydowała się zaatakować – przykładowo – pochód zwolenników powszechnego dostępu do każdego rodzaju narkotyków, to zostałaby medialnie zlinczowana nie tylko przez liberałów, ale także przez prawicę. W telewizjach – także internetowych – prasie i na portalach internetowych trwałby festiwal odcinania się od takich zachowań. Przekonywano by, jak to grzecznie i pokornie należy protestować, aby nikogo nie urazić.


Można się śmiać z KOD-ziarzy rzucających się pod koła rządowej limuzyny czy podobnych akcji, ale jest to forma zdecydowanego protestu, odmienna od nienawidzonej przez prawicę przemocy. Zdecydowany sprzeciw na działania oponentów i adekwatna retoryka doprowadziła do sukcesów liberałów. Obecnie bowiem zdecydowanie częściej na normalność czy naturalność powołują się gejowscy aktywiści niż ich przeciwnicy. Trzeba przyznać, że ułatwia im to retoryka konserwatystów. Ileż razy słyszeliśmy, że homomałżeństwa to przesada, ale w domu niech sobie robią, co chcą? Zdecydowanie zbyt wiele. Co więcej, mnóstwo przeciętnych Polaków i Polek zostało przez takie teksty oswojonych z homoseksualizmem. Część z nich myśli obecnie, że skoro tacy ludzie istnieją to, dlaczego nie ułatwić im życia zezwalając prawnie na zawieranie przez nich związków małżeńskich lub partnerskich?


Wspomniany argument jest jednym z wielu przykładów zachowawczości, która spowiła środowiska prawicowe, konserwatywne, katolickie, ale także i część narodowych. Znaczna część aktywistów tych środowisk została wychowana w demokracji liberalnej i przyjęła – najczęściej nieświadomie – jej wartości i retorykę. Skutkuje to próbami przekonania przeciwników o słuszności swoich poglądów poprzez powoływanie się m.in. na konstytucję i inne regulacje prawne. Tak pojmowany legalizm po pierwsze nie odniesie oczekiwanego skutku, ponieważ prawo zawsze można zmienić. Logika nakazuje, aby w sytuacji, w której Wiosna Biedronia dojdzie do władzy i pozwoli na adopcję dzieci przez lesbijki, to wszyscy ci konserwatyści powinni bronić tego przywileju w konfrontacji z osobami nie godzącymi się na takie regulacje. Po drugie powoływanie się na konstytucję, którą chce się zastąpić nową, jest co najmniej groteskowe. Jeżeli obecna ustawa zasadnicza jest taka fantastyczna i nieomylna – po co ją zmieniać? Podobnie wygląda sprawa powoływania się na zdanie większości narodu, które przecież staje się coraz bardziej optymistycznie nastawione do postaw sprzecznych z prawdziwie pojmowaną normalnością.


W swoim zaślepieniu demoliberalizmem, którego rzekomo nie popierają, osoby te cały czas powołują się na pojedynczych ludzi uprzywilejowanych w tym systemie, którzy zdają się podzielać nawet niewielką część ich poglądów. To właśnie dlatego twarzą części osób próbujących odwoływać się do tradycji polskiego obozu narodowego – stał się Bawer Aondo- Akaa czy „prawicowy gej”, jak pewien „autorytet moralny” z tzw. Mediów Narodowych tytułuje jednego z youtuberów.


Osoby te odnoszą niesamowitą chęć tłumaczenia się ze swoich poglądów i częstego przepraszania. To właśnie dlatego cały czas wyjaśniają przeciwnikom, zwolennikom i osobom neutralnym, że nie są faszystami, rasistami, nazistami, ufoludkami itp. Zupełnie odmiennie zachowują się reprezentanci drugiego bieguna. Antifiarze nie tłumaczą się z oskarżeń o bycie komunistami, używanie przemocy czy finansowanie ich działań przez Sorosa. Tak samo członkowie Komunistycznej Partii Polski czy SLD. Oni – w myśl zasady o tłumaczeniu się wyłącznie przez winnego – zamiast wyjaśniać wolą atakować i narzucać swoją retorykę. W ten sposób zmieniają rzeczywistość.


Często też stosują „wyrafinowane zabiegi taktyczne” nie tyle nie odnoszą oczekiwanego skutku, co zwyczajnie szkodzą sprawie normalności. Okazuje się, bowiem że „geje mogą być spoko”, jeżeli identyfikują się z prawicą i wtedy nie przeszkadza ich uczestnictwo w tęczowych spędach czy aprobata dla postulatu jednopłciowych małżeństw. Tak samo w przypadku najsłynniejszego prawicowego murzyna w Polsce, który stał się twarzą medialną dla przeciwników imigracji z Afryki. Trudno o bardziej groteskowe obrazy. Osoby te są nieświadome krzywdy, jaką wyrządzają. Należy je bardziej uświadamiać niż wyśmiewać i traktować wrogo.


Odmienną kwestią jest świadomość tego. Osoby świadome swoich zachowań są wrogiem. Wrogiem największym, gdyż to oni sabotują działania wymierzone w przywrócenie naturalnych postaw. Najbardziej znanym przykładem tutaj jest – choć sam się do tego nigdy nie przyzna – Janusz Korwin- Mikke. Lider partii zmieniającej co roku nazwę wielokrotnie mówił o oddaniu swojego życia za możliwość głoszenia poglądów przez osoby skrajnie mu odległe ideologicznie. Według niego wolność – w tym wolność słowa – to jeden z najważniejszych fundamentów cywilizacyjnych. Stawia to pytanie, do jakiej cywilizacji JKM przynależy, ponieważ na pewno nie jest to cywilizacja łacińska. Podobnie zachowuje się on w przypadku, jak sam to pieszczotliwie nazywa „homosiów”, którzy są według niego czymś całkowicie normalnym, a zwolennikiem organizowanych przez nich spędów nie jest, gdyż szkodzą one im samym.


Jeżeli polscy nacjonaliści i inne zdroworozsądkowo myślące osoby chcą powstrzymać upadek normalności i kroczący wraz z nim marksizm kulturowy, muszą stanowczo reagować na wszelkie próby redefiniowania normalności przez liberalnych odmieńców i ich systemowych pachołków mieniących siebie antysystemowcami. Tylko zdecydowaną, bezkompromisową postawą można uratować naturalny porządek świata.

Każdy, kto myśli, że można to zrobić posługując się retoryką demoliberalizmu i grając według jego zasad myli się. Dostosowanie do przeciwnika to porażka. Stare sportowe powiedzenia mówi, że gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Jeśli, więc obrońcy normalności pozwolą odmieńcom od niej grać według własnych zasad, to naturalny porządek zostanie bezpowrotnie stracony.

Comments (0)

write a comment

Comment
Name E-mail Website