Krótko po przejęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość w kwestiach ekonomicznych zaczęto silnie promować tzw. Plan Morawieckiego. Miał on dotyczyć szeroko rozumianego rozwoju polskiej gospodarki na miarę dzisiejszych czasów. Spotkanie z wicepremierem i ministrem rozwoju Mateuszem Morawieckim, które odbyło się 15 września w Poznaniu, było dobrą okazją do zorientowania się w konkretnych koncepcjach, jakie mają wejść w skład tego programu.
Prezentacja wicepremiera dotycząca głównie samego Planu, uzupełniona o odpowiedzi na pytania słuchaczy i wypowiedzi prelegenta udzielane przy rozmaitych okazjach w ostatnim czasie, pozwalają na skompletowanie pewnego ideowego obrazu planów obecnego rządu w dziedzinie państwowej gospodarki. Dla grona Polaków, które w ostatnich latach było odzierane z narodowej tożsamości przez antypolskie władze, a jednocześnie w swoim patriotyzmie pozostawało pozbawione głębszej refleksji, fantastyczne wizje Morawieckiego z pewnością są spełnieniem marzeń. Jednak wszystko to nie wygląda już tak kolorowo, kiedy ktoś spróbuje się zastanowić, kto tak właściwie finalnie na tym Planie skorzysta.
Premier już na początku swojego poznańskiego wystąpienia skorzystał z okazji do przypomnienia, który rząd jak duże pieniądze potrafił wygospodarować na najbardziej prospołeczny w historii świata, jak wynikałoby z omówienia prelegenta, program „500+”. I właściwie na tym punkcie przemówienia kończyła się jakakolwiek mowa o sprawach, które bezpośrednio dotyczą względnie całego ogółu społeczeństwa w Polsce. Dalej była już mowa tylko o państwie i polskich przedsiębiorcach, oprócz których szczery patriota nie powinien się chyba niczym więcej interesować. Premier przedstawił poszczególne filary firmowanego przez siebie „Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”. Była mowa o przywiązaniu większej wagi do dotowania regionów słabiej rozwiniętych gospodarczo, o kluczowym znaczeniu innowacyjności, o sytuacji po prywatyzacji majątku państwowego, o stanie i potencjale polskich przedsiębiorstw i zakładów. Morawiecki przywołał przykład państw, które swoją potęgę gospodarczą i światową popularność rodzimych marek zbudowały na nacjonalizmie konsumenckim, co oznaczało kupowanie wyłącznie produktów wytwarzanych w danym państwie przez własny naród. Prelegent krytykował Polaków cechujących się podczas zakupów kosmopolityzmem, wybierających produkty ze względu na pochodzenie z renomowanych krajów. Miał też pretensje do kształconych państwowymi środkami wysoko wykwalifikowanych specjalistów, tutaj przywołał zawód informatyka, których 3/4 wyjeżdża do pracy za granicę. Jednocześnie przyznał, że jest świadomy powodu ich emigracji, którym są znacznie wyższe zarobki w krajach zachodnich. Premier przedstawił także, jak dużą wagę obecny rząd przywiązuje do rozwinięcia zaniedbanej infrastruktury komunikacyjnej, wskazując na kluczową rolę wysokiej jakości sieci dróg, która jest teraz silnie rozbudowywana. Po prelekcji zasadniczo można stwierdzić, iż tzw. Plan Morawieckiego oznacza całkowite skupienie się na stworzeniu jak najlepszych warunków dla dużej skali przedsiębiorstw i zakładów produkcyjnych, przy jednoczesnym ich dotowaniu z publicznych pieniędzy.
W odpowiedziach na pytania słuchaczy pojawiło się nieco więcej konkretów. Poruszona została kwestia gigantycznego publicznego zadłużenia Polaków, jednak problemem nie był dla Morawieckiego dalszy wzrost tego długu, gdyż poprzednicy byli gorsi pod tym względem, a ponadto wyciągnęli 160 mld PLN z OFE. Poza tym deficyt wygenerowały także środki „wygospodarowane” na program „500+”. Premier oznajmił też, że stawka podatku VAT pozostanie bez zmian, ponieważ budżet obciążają zobowiązania polityków Platformy, została wytworzona w systemie podatkowym luka, a na realizację rządowych planów również potrzeba pieniędzy. Docelowo, jako efekt swojego programu gospodarczego, chciałby, aby Polacy z dumą mogli kupować produkty „Made in Poland” zamiast „Made in Germany” oraz żeby nasze towary i usługi były obecne na światowych rynkach. Przy okazji pytania o plany rozwoju przemysłu pojazdów zasilanych elektrycznością przyznał, że nasi przedsiębiorcy i inżynierowie świetnie radzą sobie z opracowywaniem prototypów, jednak mają problem z późniejszą komercjalizacją, wprowadzeniem wymyślonego produktu na rynek.
I właściwie to by było na tyle, jeśli chodzi o prezentację „Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”, jaką przedstawił wicepremier Morawiecki na spotkaniu w Poznaniu oraz informacje przekazane poprzez odpowiedzi na pytania słuchaczy. Aby jeszcze lepiej nakreślić obraz wyłaniający się z tego wystąpienia, warto przytoczyć wypowiedź prelegenta sprzed kilku dni. Podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy poruszony został problem sytuacji na rynku zatrudnienia w Polsce. Morawiecki przyznał, że brakuje w naszym kraju rąk do pracy. Rozwiązanie widzi on jednak w sprowadzeniu tutaj kolejnych kilkuset tysięcy Ukraińców mających uzupełnić ubytki. W parze z taką deklaracją naturalnie idzie przekonanie, że obecny rząd nie ma zamiaru specjalnie się fatygować i wyciągać ręki do tych, którzy zostali wygnani z Ojczyzny przez brak perspektyw na godną pracę i życie w Polsce. Wskazuje na to zaniechanie jakichkolwiek kroków, by ten proces wymuszonej ekonomicznie emigracji zatrzymać, i jednoczesna deklaracja, że miejsce po wyjeżdżających zajmą nisko opłacani pracownicy zza wschodniej granicy. Oczywiście oznaczać to będzie zamrożenie polskich płac na głodowym poziomie i dalszy exodus Polaków pragnących bezpieczeństwa ekonomicznego i warunków do założenia rodziny, które znajdą na Zachodzie. Bogacić się za to będą właściciele przedsiębiorstw i urzędnicy, którzy w dłuższej perspektywie zapewne zagwarantują budżetowi wpływy ze spółek państwowych i podatków. Doprowadzi to ostatecznie do sytuacji, iż w Polsce będą mieszkać bogaci Polacy-przedsiębiorcy, urzędnicy oraz tania siła robocza z rozmaitych państw. Trudno nie dostrzec, że takie państwo byłoby praktycznie pozbawione pierwiastka narodowego.
Niestety, jest to bardzo przykra wizja z punktu widzenia przeciętnego Polaka, który najczęściej nie załapie się do grona przedsiębiorców dużego formatu ani urzędników. Aczkolwiek zastanawiające jest, dlaczego rząd decyduje się na taki program, jak „500+”. To raczej pewne, że zaowocuje on jakimś być może nikłym, ale jednak wzrostem liczby urodzeń w Polsce. Całkowicie zostanie jednak zniwelowany i przytłoczony nasilającą się emigracją Polaków „za chlebem”. Ten element nie pasuje do gospodarczej układanki Morawieckiego, która w większej części oznacza, niestety, kraj bogatych przedsiębiorców i nędznie opłacanych, wyzyskiwanych „roboli”. Oby ten program okazał się w rzeczywistości jednak czymś innym niż to, na co obecnie wygląda.

8 KOMENTARZE

  1. Niektóre obawy autora są uzasadnione, ale niestety, Polacy muszą stać się (w większości) narodem przedsiębiorczym. Dawniej byli przecież. Nie można wiecznie być bandą zdziadziałych (i zażulonych) roboli i wołać od państwa. Państwo nie może wiecznie pomagać tym, którzy nie zrobili absolutnie nic, aby poprawić własne życie. Nie było potrzeby – była praca za granicą. To co piszę, nie odnosi się do większości Polaków – większość jest ambitna, ale wciąż spora część nie jest. A Dmowskiego czytali? I co tam na temat biernych socjal-pierdół? Natomiast trzeba włodarzom patrzeć na ręce, żeby nie zawalili Polski banderowcami – to jest b. niebezpieczne. Chcą polscy przedsiębiorcy taniej siły roboczej? – niech budują zakłady na Ukrainie. A czemu nie? – to byłaby nasza ekspansja i stworzenie podstaw pod powrót tamtych ziem do Ojczyzny.

    • Kolega również pominął tych, których pominął pan Morawiecki. Zwyczajnych, pracowitych Polaków, którzy chcą za swoją dobrą pracę dostać godziwą wypłatę i w Polsce budować dom oraz zakładać rodzinę. Absolutnie nie chcę, aby cokolwiek nasz rząd dawał nam za darmo, to rodzi patologie i demoralizuje. Niech tylko nas nie okrada i szanuje, bo Polska to dom i własność narodu polskiego, a nie ukraińskiego, czy jakiegokolwiek innego i to nam przede wszystkim musi się tu dobrze żyć.

    • Taa budujmy fabryki na Ukrainie, ciul z tym, że w kraju bezrobocie i ludzie stąd muszą emigrować. Priorytetem powrót Lwowa do biednej macierzy!

  2. Jestem jedną z osób, która ma możliwość przyglądania się ewaluacji całego Planu, ponieważ jestem w zespole który tą ewaluację przeprowadza. Płakać się chce, jak widzę, jak to wszystko się odbywa, to nie tylko media kreują naszych polityków poklepując ich po ramieniu. Za tym planem stoi masa ludzi, którzy nadal będą pisać, przyglądać się wskaźnikom jak tylko kto sobie zażyczy i na ich podstawie kreować naszą rzeczywistość społeczną….

  3. Kolejny pic na wodę. Miś na miarę naszych możliwości, można by rzec. Za PO już coś takiego było, nazywało się Polskie Inwestycje Rozwojowe, czy coś takiego. A faktycznie mamy tu do czynienia z kapitalizmem państwowym, który, jak pokazuje przykład Chin Ludowych, prowadzi w równym stopniu do pomniejszenia nędzy, jak i rozszerzenie sfery niewolnictwa ekonomicznego jak i zwiększenia się przepaści między oligarchią, a narodem.
    Nie spodziewałem się po PiS nic więcej, niż to, co mieliśmy za Sanacji, chociaż wówczas tamten interwencjonizm miał sens, bo takie były czasy i inaczej wyglądał świat.
    Plan Morawciekiego to po prostu wspieranie przedsiębiorców polskich, bez względu na to, czy reprezentuje oni postawę moralną, tj, korporacjonistyczną czy zdegenerowaną, tj. liberalną, kapitalistyczną. Polacy tu urodzeni liberałowie, naród wielce przedsiębiorczy. Szczególnie to widać było w latach 90-ych, a dzisiaj widać w internecie. Ileż to “pracowitych przedsiębiorczych” Polaków zajęło się wówczas i teraz biznesem. Z jakim skutkiem, to każdy widzi, sporo domów ładnych stoi, sporo samochodów jeździ, czasem lepszych niż w Niemczech, ale ogólnie, naród cierpi.
    Ja, mimo, że jestem korporacjonistą, wolę już klasyczny, postkomuszy liberalizm, w postaci Petru, który mówi, słowami Balcerowicza “kapitał nie ma narodowości”, co zgodnie z moimi obserwacjami, jest zgodne z prawdą. Iluż to naszych “patriotów-przedsiębiorców” kupuje polskie samochody, jada w polskich restauracjach, ubiera się u Polaka, jada polskie sery czy wędliny z wyższej półki(bo przecież klasa średnia, nie będzie żywiła sie byle g…..), ilu spędza wakacje w Polsce? 20-30%? Może nawet nie.
    Jedyną rolą państwa to zaprowadzanie, wręcz siła, ustroju korporacjonistycznego, poprzez codzienną walkę z oszustami (przydałaby sie kary naturalne, jak w Arabii Saudyjskiej, odcinanie rąk, pejczowanie, itd.), wpsieranie spółdzielczości, prywatyzacji pracowniczej, itd.
    A póki to się nie zmieni, idę drogą Petru.

  4. Niedługo wejdzie nowelizacja ustawy Kodeks Postępowania Administracyjnego zaproponowana przez Ministerstwo Rozwoju kierowane przez Pana wicepremiera ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego odznaczonego na wniosek Prezesa IPN – Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu Krzyżem Wolności i Solidarności za zasługi w działalności na rzecz niepodległości i suwerenności Polski oraz respektowania praw człowieka w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (Monitor Polski M.P. 2014 poz. 463). 23 czerwca 2015, za wybitne zasługi w działalności na rzecz wspierania oraz promowania polskiej kultury i dziedzictwa narodowego, został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (Monitor Polski M.P. 2015 poz. 853). Nowelizacja ustawy Kodeks Postępowania Administracyjnego miedzy innymi w zakresie tzw. “milczącej zgody organu”, która jest fikcją pozytywnego załatwienia sprawy, jest bezprawnym (pozajurysdykcnyjnym) działaniem administracji, jest niezgodna z Konstytucją RP i działa na szkodę interesu prywatnego i publicznego czyli na szkodę całej Rzeczypospolitej Polskiej (ostateczny wyrok Trybunału Konstytucyjnego Kp 7/09 z dnia 20 kwietnia 2011). Nowelizację Kodeksu Postępowania Administracyjnego przeprowadza Minister Rozwoju kierujący Ministerstwem Rozwoju a nie Minister MSWiA kierujący Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji na co zwrócił pisemną uwagę również szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Pan prof. Pogonowski i wyraził opinię iż ta bezprawna nowelizacja niesie za sobą szereg zagrożeń dla Państwa Polskiego.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię