15 sierpnia 1920 roku miał miejsce Cud nad Wisłą – słyszeliśmy o geniuszu dowódców, poświęceniu żołnierzy i cywili oraz interwencji Matki Bożej; niewiele uwagi poświęca się jednak temu, że na wspomniany cud złożyło się również wiele pomniejszych „cudów”. Jednym z nich była niewątpliwie obrona Włocławka.

Włocławek miał znaczenie strategiczne, będąc ważnym punktem na trasie kolejowej Gdańsk – Warszawa. Posiadał także most na Wiśle. To właśnie przez Włocławek, koleją, docierało zaopatrzenie dla broniącej się Warszawy. Wiedzieli o tym również bolszewicy, dlatego stworzyli plan, który zakładał przekroczenie Wisły w tym rejonie celem przerwania szlaku zaopatrzeniowego z Gdańska i wzięcie stolicy w kleszcze. Do wykonania tego zadania wyznaczono IV Armię wraz z Korpusem Kawalerii dowodzonym przez Gaj-Chana (Gaja Dmitrijewicz Gaj). Biorąc pod uwagę ewentualność okrążenia z północy, Wojsko Polskie wyznaczyło 5 Armię do osłony tego kierunku. W teorii, 5 Armia miała także osłaniać Włocławek, w praktyce – osłaniała Warszawę i wiązała jak największą ilość bolszewików w celu umożliwienia kontrataku z nad Wieprza.

Zagrożenie zostało dostrzeżone zbyt późno. Stworzono plan obrony prawego brzegu Wisły, który przewidywał przygotowanie pasa umocnień polowych o długości 18 kilometrów. Most na Wiśle zaminowano. Lewobrzeżnej części miasta prawie nie umocniono, wykopując jedynie transzeje w okolicy mostu, jednak nie udało się dokończyć budowy umocnień (a te, które stworzono, były niewystarczające i z braku żołnierzy nie zostały w pełni obsadzone). Na domiar złego, do miasta napływały sprzeczne rozkazy, brakowało wystarczającego rozpoznania, a większość obrońców składała się z ochotników, którzy nie potrafili biegle posługiwać się bronią.

14 sierpnia 1920 roku, dzikie hordy azjatycko-bolszewickie zaatakowały najpierw w rejonie Nieszawy. Zdobyły nawet przyczółek po lewej stronie Wisły, zostały jednak szybko wyparte i odrzucone dzięki ściągnięciu posiłków przez polskich obrońców.

15 sierpnia natomiast, dowódca obrony Włocławka – płk Wojciech Gromczyński – ogłosił stan oblężenia. We wszystkich włocławskich kościołach odprawiane były msze błagalne. Czerwoni zaatakowali około godziny 20:00. Doskonale wybrali pozycje obronne i uderzyli w najsłabszy punkt od zachodu. Doprowadzili tym samym do opuszczenia pozycji obronnych przez jeden z polskich oddziałów, odsłaniając lewe skrzydło obrony. Do kontrataku ruszył pluton szturmowy z pociągu pancernego „Kaniów”, który przybył jako wzmocnienie obrony Włocławka wraz z kompanią rekrutów, zajmując utracone pozycje.

16 sierpnia zaczął się główny atak, dowodzony osobiście przez Gaj-Chana. Kozacy ruszyli na pozycje obsadzone przez niedoświadczonych rekrutów. Młodzi żołnierze nie wytrzymali uderzenia i w panice zaczęli uciekać. Wówczas uderzyła bolszewicka konnica, dostając się także na tyły jednostek broniących prawobrzeżnej części miasta od wschodu. Zaczęła się straszliwa walka w bliskiej odległości (wręcz i na bagnety). Intensywność walk była tak duża, iż w przeciągu godziny obrona prawego brzegu przestała właściwie istnieć. Jedna z grup obrońców zdołała się jednak przebić i uciekała przez most na lewą stronę. Za nimi ruszyli kozacy. Czerwoni byli już blisko uchwycenia drugiego brzegu, gdy nadeszła odsiecz złożona w większości z uczniów i nauczycieli Gimnazjum im. Ziemi Kujawskiej. Bolszewicy, myśląc, że miasto jest doskonale przygotowane do obrony wycofali się. Pomimo tego, że most był zaminowany, zdetonowanie ładunków nie było proste – obrońcy nie posiadali odpowiedniego sprzętu. Podoficer rezerwy Wacław Cichocki, wraz z kilkoma ochotnikami wtoczył więc na most beczki ze smołą i w ten sposób przygotował go do detonacji. Trwał zacięty ostrzał ze strony wroga. Bolszewicy zaczęli bombardować miasto, w wyniku czego została uszkodzona katedra i wiele innych budynków. Wacław Cichocki po otrzymaniu rozkazu podpala beczki, płomienie detonują ładunki wybuchowe i most wylatuje w powietrze uniemożliwiając przedarcie się wroga. Akcję wysadzenia mostu udało przeprowadzić się bez strat własnych.

17 sierpnia obrona Włocławka „krzepnie”, mimo huraganowego ostrzału miasta. Ludność cywilna ofiarnie włącza się w obronę pomagając dostarczać zaopatrzenie czy opiekując się rannymi. Wcześniejsza panika wśród cywili ustępuje coraz większej nadziei na zwycięstwo. Bolszewicy jednak nie zrezygnowali ze zdobycia Włocławka. Wściekli, że wysadzono most, próbują budować tratwy do przeprawy przez Wisłę. Odgrażają się, że wyrżną w pień całe miasto.

18 sierpnia wróg rezygnuje z wcześniej powziętych zamiarów przeprawy, a ostrzał słabnie. Sytuację tak opisuje wspomniany już wcześniej Wacław Cichocki: „sytuacja bojowa jest taka, że bolszewicy są po tamtej stronie, nasi po tej stronie i strzelają sobie”. Bolszewicy zaczynają się wycofywać.

19 sierpnia próbują jeszcze zaatakować pociąg pancerny „Kaniów” i most kolejowy na rzece Zgłowiączce. Polacy przechodzą do akcji zaczepnych. Jedna z nich jest wręcz nieprawdopodobna: dwóch obrońców przebranych za cywili płynie łódką na drugi brzeg, po drodze dając na migi sobie tylko znane znaki rosyjskiemu wartownikowi. Ten, zdezorientowany, pozwala im podpłynąć do brzegu. Po przybyciu śmiałkowie zabijają Kozaka i wracają prawie niezauważeni na własne pozycje. Bolszewicy zaczynają strzelać gdy Polacy już byli na swoim brzegu!

20 sierpnia polskie oddziały przedostają się na drugi brzeg i przystępują do pościgu za wycofującym się wrogiem.

Armia bolszewicka przez związanie walką o Włocławek straciła szanse na odwrót w kierunku wschodnim. Po klęsce pod Warszawą, zostają kompletnie odcięci przez Polaków. Chcąc uniknąć rozbicia lub wzięcia do niewoli, bolszewicy udają się w kierunku Prus – gdzie 24 sierpnia przekroczą granicę i zostaną rozbrojeni.

Włocławski sukces miał jednak swoja cenę. Nie jest znana dokładna liczba ofiar, przyjmuje się jednak, że zginęło około 250 polskich żołnierzy, a wielu z nich w sposób szczególnie tragiczny (jak por. Michał Lubicz-Sawicki, który miał kierować ruchem pociągów, lecz w związku z dramatyczną sytuacją został skierowany do walki na lewym brzegu. Tam, ranny w obie nogi i walcząc do końca w okopach, zostaje zmasakrowany szablami przez Kozaków). Wielu żołnierzy i cywili odniosło trwałe kalectwo, jak choćby 17 letnia wówczas Irena Jankowska, która nie zważając na niebezpieczeństwo dostarczała walczącym żywność (m.in. Cichockiemu, gdy ten pod ostrzałem czekał na moście na rozkaz wysadzenia). Po eksplozji bolszewickiego granatu dziewczyna straciła nogę. Część obrońców została wzięta w niewolę.

Nasza pamięć powinna obejmować zatem wszystkich bohaterów, nie tylko tych obecnych w samej Warszawie czy szerzej, na Mazowszu – męstwem, niezłomnością i skutecznością wykazali się także Polacy w innych regionach, w tym między innymi na Kujawach.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię