Newsletter subscribe

Idea

Czytelnik: Polemika z tekstem Jarosława Romaniuka – “Niedzielne przemyślenia na temat relacji religia – naród/kościół – narodowcy”

Posted: 9 marca 2017 o 18:32   /   by   /   comments (2)

Umiejętność adekwatnego rozróżniania pojęć była jedną z wielkich zasług św. Tomasza z Akwinu. Pełen pokory Doktor Anielski pochylał się nad twierdzeniami innych myślicieli, nie wykluczając w tym nawet swoich przeciwników. Z niebywałą dokładnością dokonywał rozgraniczenia prawdy od błędu, tak by wydobyć i przyjąć zawartą w nich prawdę, a odrzucić błąd. Jest to cecha prawdziwej mądrości, której dalekie jest kierowanie się emocjami czy uprzedzeniami, a więc tym, co człowieka zaślepia oraz wpływa na mylną ocenę i wnioski. Nam, młodym ludziom nierzadko brakuje mądrości, która lśniła wielkim blaskiem u Doktora Anielskiego. Wskutek tego skazujemy się czasem na pośmiewisko albo niepoważne traktowanie przez naszych adwersarzy. Jak zauważa św. Tomasz na tę niewłaściwą postawę wpływają emocje. Młodość cechuje się zapałem i entuzjazmem dla idei, dla prawdy, co jest piękną cechą, lecz równocześnie zawiera w sobie pewne niebezpieczeństwo. Pod wpływem zapału dla prawdy, który nie będzie miarkowany roztropnością, można niestety minąć się z ową prawdą albo ją zniekształcić, dając się porwać emocjom. Jeśli rzeczywiście pałamy miłością do prawdy, powinniśmy radzić się osób doświadczonych i pozwolić na sprostowanie naszych mylnych twierdzeń.

Pozwoliłem sobie na skreślenie tych kilku zdań, ponieważ w jednym z artykułów poruszona została kwestia stosunku religii i Kościoła katolickiego do Narodu i Narodowców. Czytając artykuł autorstwa Jarosława Romaniuka Niedzielne przemyślenia na temat relacji religia – naród/kościół – narodowcy, pomyślałem o zabrania głosu w dziedzinie, która mi, kapłanowi katolickiemu, jest bliska. Poniższymi słowami na pewno nie chciałbym atakować Autora artykułu. Pozwolę sobie jedynie na refleksje w przytoczonym temacie, licząc na to, że w połączeniu tych dwóch artykułów powstanie całościowy obraz opisywanego problemu. Podobnie jak Autor wspomnianej publikacji, ja również podzielę się swoim doświadczeniem i wiedzą, nie tylko jako osoba znająca środowiska narodowe, ale przede wszystkim jako kapłan, a zatem przedstawiciel Kościoła katolickiego.

W zupełności zgadzam się z twierdzeniem, że prawdziwa miłość Ojczyzny i nacjonalizm może prowadzić do Boga, do nawrócenia. Gdybym to zanegował, zanegowałbym swoje nawrócenie i powołanie kapłańskie. Otwarcie oczu na losy naszego Narodu i naszej Ojczyzny rozbudziło we mnie chęć poświęcenia się Bogu. W służbie Bogu zobaczyłem jednocześnie możliwość bezinteresownej i całkowitej służby mojemu Narodowi i Ojczyźnie. Myślę więc, że zgłębiając ideę narodową, można odnaleźć wiele, przede wszystkim odnaleźć Boga. Nie chciałbym jednak idealizować sytuacji obecnej. Jako kapłan widzę, że organizacje narodowe potrzebują nawrócenia oraz konicznej duchowej formacji katolickiej, tak by zostały przepojone duchem katolickim. Niestety hasło: Bóg, Honor, Ojczyzna jest hasłem nadal niezgłębionym, ponieważ Bóg i życie duchowe niknie wśród wielu innych działalności. Już od końca lat 90. jestem tego świadkiem. Z drugiej strony widzę pewną poprawę właśnie dzięki temu, że członkowie organizacji narodowych dostrzegają ogromną wartość własnego rozwoju duchowego i osobistej formacji religijnej. Jak bowiem inaczej można budować Wielką Polskę Katolicką, jeśli nie przez bycie przykładnym katolikiem? Posiadając pewną wiedzę religijną można oczywiście próbować coś według niej stworzyć. Czyż jednak postawa oparta na samej jedynie teorii bez praktykowania religii nie jest obłudną? Jeśli nie żyjemy zgodnie z naszą wiarą, to nie możemy zbudować czegoś, czego najwyraźniej nie kochamy. Ponadto, czyż nie jest to wizja utopijna? Powierzchowne „odklepanie” kilku modlitw, „odstanie” na Mszy Św. nie wystarczy, by być katolikiem i otrzymać pomoc od Boga w realizacji wzniosłego ideału Polski Katolickiej. To aktywizm, liczenie wyłącznie na własne siły. W historii mamy wiele przykładów triumfu nad wrogami naszej Świętej Wiary i Ojczyzny dzięki pomocy z Nieba, jak np. zwycięstwa nad Turkami czy zwycięstwo nad bolszewikami. Nie łudźmy się – dziś również tej pomocy potrzebujemy.

Biorąc pod uwagę krytykę, myślę, że żadnej organizacji narodowej nie grozi przesada nadmiernej pobożności. Spójrzmy na Żołnierzy Wyklętych, takich jak płk. Łukasz Ciepliński „Pług” czy st. sierż. Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój”, którzy nie stronili od odniesień do Wiary i Boga. Dlaczego? Ponieważ oni tym żyli, a to, czym żyli, chcieli przekazać swojemu Narodowi, chcieli dać dobry przykład. Kiedy powszechnie wyrzekano się Imienia Chrystusa, właśnie oni publicznie je wypowiadali. Czyż wymawianie Imienia Chrystusa, czy przyznawanie się do Jego Krzyża, który jest profanowany nie należy do obowiązków Narodowca? Czyż nie powinien on oddawać Chrystusowi publicznego hołdu na wiecach i w przemówieniach? Czy na podobieństwo zahukanych hierarchów Kościoła katolickiego Narodowiec również w publicznym życiu będzie milczał o Bogu? Tamci ze strachu, a ten w imię układności i fałszywego umiaru. Skutek będzie ten sam, Imię Boże zostanie przemilczane…

Jeśli w organizacjach narodowych byłyby tendencje do przekształcenia ich w pobożne stowarzyszenia na wzór kółek różańcowych, to sam podniósłbym głos sprzeciwu. Nawet ja, kapłan katolicki – ponieważ byłoby to mylenie pojęć. Celem organizacji narodowych jest zajmowanie się polityką. Jednak organizacje, które pragną również kształtować charaktery swoich członków, muszą kłaść duży nacisk na formację religijną każdej osoby. To jest najważniejsza formacja, a jeśli ktoś się z tym nie zgadza, nie może krzyczeć: Bóg, Honor, Ojczyzna. Niech zmieni kolejność, albo niech zmieni organizację na inną, której celem nie jest budowanie Wielkiej Katolickiej Polski.

Pozwolę sobie jeszcze na wyjaśnienie pewnych kwestii w związku z obecną bardzo trudną sytuacją Kościoła katolickiego. Jak ktoś słusznie zaznaczył w komentarzu do artykułu, nie możemy się odciąć od Kościoła, bo Kościół to my. Komentator zrobił jedno rozróżnienie, jedno sprecyzowanie. Wracając do myśli św. Tomasza z Akwinu, pozwolę sobie na kolejne. Nie można bowiem wrzucać wszystkiego do jednego worka, szczególnie w świecie, w którym jest już tyle zamętu i chaosu. Czyż nie w podobny sposób traktuje się polski nacjonalizm? Stawia się go na równi z szowinizmem. Czyż nie w podobny sposób lewackie środowiska traktują duchowieństwo katolickie? Zrównują wszystkich kapłanów, zarówno tych dobrych, jak i złych, a następnie przyklejają im etykietkę pedofilów albo gejów.

Koniecznością jest, by rozróżnić wiernych i hierarchów Kościoła katolickiego oraz sam Kościół jako taki. Od Kościoła katolickiego jako takiego, którego nazwę pisze się wielką literą(!), a który jest Niepokalaną Oblubienicą Chrystusa, pozostającą na wieki świętą i bez skazy, której oszpecić nie mogą nawet najgorsze afery – łapy precz. Odnosząc się do Kościoła katolickiego miarkować proszę słowa. Jak naucza nas teologia katolicka, Kościół katolicki jako instytucja jest święty. Kościół ma świętego Założyciela, świętą naukę, święte środki prowadzące do osiągnięcia świętości, czego owocami są święci wyznawcy. To, co wymieniłem, to wyznaczniki świętości Kościoła. A zatem nawet najgorsze nieprawości i grzechy tej świętości obiektywnej nie mogą naruszyć. To jest dogmat naszej wiary. Jeśli duchowieństwo czy hierarchowie żyją w sposób niegodny swego stanu, powtarzają błędne nauki czy posługują się niewłaściwymi środkami uświęcenia, to popełniają niewątpliwie straszne zbrodnie. Czyny te niestety odpychają od Kościoła i zamykają wielu ludziom drogę do nawrócenia i powrotu na łono Kościoła katolickiego, który jest jedyną arką zbawienia. Nie zmienia to jednak faktu, że Kościół katolicki pozostaje święty.

Chciałbym teraz przejść do kolejnego rozróżnienia. Autor artykułu dostrzega, że współcześni hierarchowie nauczają błędów, postępują źle i tchórzliwie. Duchowieństwo niestety w większości zawiodło, porzuciło starania. Można wręcz odnieść wrażenie, że już nie nadaje się do bycia nauczycielami duchowymi Narodu, jak to ongiś bywało. To jest smutny, tragiczny fakt. Stąd słuszne jest oburzenie Autora. W temacie poruszonym przez Autora brakuje jednak kolejnego koniecznego rozróżnienia, którego kwestię chciałbym niżej poruszyć.

Myślę, że Autor wie, jak i przez co prawdziwa nauka Kościoła została w ostatnich dziesięcioleciach wypaczona. Cierpkie owoce wprowadzenia pewnych zmian w Kościele katolickim niestety zbieramy do dzisiaj. Autora prowadzi to do stwierdzenia, że należy się wyprzeć instytucji, która najwyraźniej jest skostniała. To, że należy się wyprzeć błędów propagowanych przez duchownych, błędnego nauczania czy zaszczepionych na łono Kościoła idei liberalnych, zawartych w niektórych dokumentach Soboru Watykańskiego II i posoborowych reformach jest niewątpliwie prawdą. Tego słusznie powinniśmy się wyprzeć, ale nigdy Kościoła jako instytucji. Musimy przylgnąć do czystej nauki przekazanej nam przez wieki w Kościele katolickim, a którą możemy odnaleźć w przedsoborowych katechizmach i dawnym nauczaniu papieskim. Zamiast nawoływać do odsunięcia się od Kościoła, należy sprecyzować jaki – przed- czy posoborowy Kościół mamy na myśli. Duchowieństwo przesiąknięte fałszywym posoborowym nauczaniem, które jest pacyfistyczne i rozlazłe, nie może być oparciem dla pragnących walczyć o katolickie wartości Narodowców, podobnie jak dla żadnego pragnącego budować katolicki porządek polityka. Są wyjątki, ale one niestety potwierdzają regułę, którą jest słabość duchowieństwa powstała z braku formacji. To raczej skutek deformacji, która odbywa się poprzez wpajanie młodym klerykom nauki i reform soborowych, tak zabójczych dla ideału bezkompromisowej postawy katolickiego duchownego. Zachęcam do lektury książek Arcybiskupa Marcela Lefebvre’a i poznania dzieła przez Niego założonego, Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X., które jest odpowiedzią na bolączkę, o której pisze Autor artykułu.

Należy zaznaczyć, że łonie Kościoła katolickiego istnieje zgromadzenie, które zachowało niezmienną naukę Jezusa Chrystusa i odcięło się od niszczycielskich błędów liberalizmu. Mam na myśli wspomniane już Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X. Już słyszę głosy oburzenia mówiące, że Bractwo nie jest na łonie Kościoła. Nie miejsce tutaj rozwijać ten wątek. Na ten zarzut odpowiem krótko: kto tak uważa, ten podobnie jak Autor artykułu, do którego się odnoszę, nie rozróżnia pojęć, nie zadaje sobie trudu na ich wyjaśnienie. Ulega również propagandzie, która tak, jak wyklęła podziemie antykomunistyczne, tak dziś wyklina tych, którzy nie idą z prądem błędnej nauki.

Czytelnik

Czytaj także

Comments (2)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 9 marca 2017 o 20:26 gość

    Brawa dla autora – artykuł na najwyższym poziomie.

    Reply
  • 9 marca 2017 o 21:31 Dymitr Ogonowski

    “Autor artykułu dostrzega, że współcześni hierarchowie nauczają błędów, postępują źle i tchórzliwie. Duchowieństwo niestety w większości zawiodło, porzuciło starania. Można wręcz odnieść wrażenie, że już nie nadaje się do bycia nauczycielami duchowymi Narodu, jak to ongiś bywało.” W sprawach politycznych różni hierarchowie nauczali różnie i kiedyś i teraz. Jak się czyta historię Kościoła to widać, jak jeden biskup był sprzymierzeńcem jednego władcy. Drugi jego rywala. Podczas wojen polsko-krzyżackich inne poglądy głosili biskupi związani z Polską, a inni z tym zakonem. Ja zgadzam się z kazaniem jednego księdza, które kiedyś usłyszałem, że: “Chrystus nie interesował się polityką”. Zaznaczył w rozmowie z Piłatem, że: “Królestwo moje nie jest z tego świata”. Chrystus nakazał płacić wprawdzie podatek cesarzowi, ale też są tu różne interpretacje, czy chodzi o podatek dla każdej władzy, która aktualnie jest, czy dla rzymskiego cesarza? Poza tym, Chrystus nie wypowiada się w kwestii przynależności Palestyny do Imperium Romanum. Dlatego księża, poza swoją kapłańską działalnością, mogą mieć przekonania polityczne, ale jak chcą to łączyć z religią, to powinni być bardzo rozważni, czy rzeczywiście powołanie się na Boga jest upoważnione. Jak jest władza, która chce niszczyć religię chrześcijańską, to wiadomo, że można się jej przeciwstawić. Chrystus bronił czynnie świątyni.

    Reply