Newsletter subscribe

Historia

Dominik Piekarz: Mokra — polscy ułani przeciwko niemieckim czołgom

Posted: 1 września 2018 o 19:50   /   by   /   comments (0)

Tego samego dnia, gdy Westerplatte już toczyło swój heroiczny bój, pod Mokrą w rejonie Częstochowy doszło do bitwy, której prawdziwe oblicze zakłamywano przez dziesięciolecia. Wołyńska Brygada Kawalerii pod dowództwem gen. Juliana Filipowicza stanęła do walki z niemiecką czwartą dywizją pancerną. Poświęcenie i bohaterstwo polskich kawalerzystów, którzy w tamtym czasie byli symbolem walki z najeźdźcą, stało się obiektem kpin i szyderstw.

Na samym początku należy wyjaśnić, w jaki sposób walczyła polska kawaleria, bo wielu z nas do dzisiaj ma wbudowany w swoją świadomość mit o tym, że kawalerzyści walczyli z niemieckimi czołgami przy pomocy szabel — jest to oczywiście kłamstwo. Kawalerzyści rzeczywiście przemieszczali się na koniach, bo taki środek transportu dawał im swego rodzaju przewagę nad czołgami. Mogli szybko i sprawnie przemieszczać się po trudnym terenie, także tam, gdzie czołgi nie mogły się dostać, bez konieczności uzupełniania niezbędnych środków jak np. części zamienne czy paliwo. Ponadto wierzchowce żołnierzy ciągnęły za sobą przeciwpancerne działa Boforsa i ciężkie karabiny maszynowe, które dzięki takiemu środkowi transportu mogły być sprawnie i szybko rozlokowywane na kierunkach uderzeń nieprzyjaciela. Kawalerzyści operowali także karabinami przeciwpancernymi UR polskiej produkcji, wozami pancernymi uzbrojonymi w karabiny maszynowe i różnego rodzaju pułapkami przeciwczołgowymi. Tak więc były to oddziały przeznaczone do prowadzenia walki manewrowej, ze wszystkimi niezbędnymi środkami do zwalczania jednostek pancernych wroga. Dodatkowo rejon, w którym walczyli kawalerzyści, był patrolowany przez dwa pociągi pancerne, które mogły wspierać obrońców przy pomocy swoich potężnych dział.

Zadaniem Wołyńskiej Brygady była obrona lewego skrzydła Armii „Łódź”, na którą Niemcy skierowali główne uderzenie 10 armii gen. Reichenau. Zaraz po przekroczeniu granicy, czyli około godziny 8:00, doszło do mniej znaczącego natarcia mniejszymi siłami niemieckimi, mającymi tylko „wybadać” teren. Około godz. 10:00 Niemcy wysłali do walki w rejon Mokrej 36 pułk pancerny, celem przebicia się przez polskie linie. Nie spodziewano się większego oporu ani tym bardziej znaczących strat — żołnierze niemieccy byli przekonani, że jadą po łatwe zwycięstwo.

Niemcy zbliżali się do Mokrej, podczas gdy załogi polskich dział, małe i doskonale zamaskowane, kolejno meldowały, że widzą cel. Wtem przemówiły polskie armaty i karabiny maszynowe, rażąc skutecznie piechotę i czołgi. W tym samym czasie siły niemieckie próbowały obejść polskie linie na jej skrzydłach, ale zostały zatrzymane przez piechotę okopaną w lasach. Wywiązała się krótka walka, której Niemcy, wobec dobrze zorganizowanej obrony, wygrać nie mogli. Odstępowali, zostawiając na przedpolu polskich linii wraki swoich maszyn i ciała poległych.

Wobec silnego oporu, nad głowami polskich żołnierzy pojawiły się niemieckie samoloty, zasypując ich pozycje bombami, wobec czego Polacy nie posiadając broni przeciwlotniczej, byli bezsilni. Po zakończonym nalocie, w samo południe atak został ponowiony, tym razem znacznie większymi siłami. Niemcy wysłali do boju setkę czołgów i mogłoby się wydawać, iż takiej siły kawalerzyści nie zdołają zatrzymać — stało się jednak coś dla nich nieoczekiwanego. Do boju wkroczył „Śmiały”, polski pociąg pancerny. Była to jednostka o ogromnej sile ognia, której kaliber dział dochodził do bagatela 100 mm. Trafienie w czołg z takiego działa, dosłownie rozszarpywało go na strzępy. Dodatkowo był uzbrojony w karabiny maszynowe i bardzo dobrze opancerzony. Wjeżdżając na wiadukt, załoga składu dostrzegła kilkadziesiąt niemieckich czołgów w pełnym natarciu. „Śmiały” oddał salwę ze wszystkich dział, potem następną i następną, wywołując panikę w niemieckich szeregach, po czym wycofał się do zagajnika, nie dając nieprzyjacielowi szansy na odpowiedzenie ogniem. Panika, jaka wybuchła wśród niemieckich czołgistów i ich zaopatrzeniowców, zmusiła dowództwo do reorganizacji sił. Niemcy ponownie musieli ustąpić.

Około godziny 14:00 pociąg został zaatakowany przez bombowce nurkujące Stuka. W wielu miejscach „Śmiały” został trafiony, jednak nie odniósł poważniejszych uszkodzeń i nadal był zdolny do walki. Godzinę później udał się do rejonu Miedźna, gdzie miał wspierać swoim ogniem dywizjon ułanów. W pewnym momencie załoga pociągu dostrzegła około setkę czołgów i samochodów nieprzyjaciela, których załogi odpoczywały i uzupełniały paliwo, zupełnie nieświadome bliskiej obecności ruchomej fortecy Polaków. Wykorzystując element zaskoczenia „Śmiały” rozpoczął bezlitosną kanonadę. Powietrze przeszyły pociski z dział i karabinów maszynowych z całego składu. Ogień był prowadzony do momentu, w którym lufy armat rozgrzały się do czerwoności, a woda w chłodnicach karabinów maszynowych zaczęła się gotować. W międzyczasie, Niemcy po pierwszym szoku podjęli walkę i zdołali wysadzić magazyn amunicyjny w jednym z przedziałów „Śmiałego”, wobec czego ten wycofał się z pola bitwy. Odstępował, pozostawiając na polu walki setki ciał i całą rzeszę płonących czołgów.

W tym czasie nieopodal Miedźna dwa pułki pancerne atakowały pozycję 12 pułku ułanów od północy, zadając obrońcom dotkliwe straty, jednak nie zdołały przerwać linii obrony usytuowanej przy nasypie kolejowym. Zaraz po zatrzymaniu niemieckiego natarcia, nastąpiło polskie kontrnatarcie, przy wsparciu wozów pancernych, po którym niemiecki atak szybko się załamał. Około godziny 17:00 ponowiono uderzenie, lecz i ono po raz kolejny roztrzaskało się o twardą obronę Wołyńskiej Brygady. W miarę zbliżania się zmroku, zacięta 10-godzinna walka zaczęła zamierać, a bilans strat był dotkliwy dla obu stron, przy czym Polacy nie mogli liczyć na uzupełnienia. Gdy zaszło słońce, polskie siły wycofały się z rejonu Mokrej na dalsze pozycje obronne.

Straty po stronie Wołyńskiej Brygady wynosiły około 500 zabitych, rannych i zaginionych, 500 koni, kilka zniszczonych wozów pancernych i dział, podczas gdy Niemcy stracili w walce od 1000 do 1200 żołnierzy i oficerów, ponad sto czołgów i pojazdów opancerzonych oraz kilkadziesiąt poważnie uszkodzonych.

To właśnie za zasługi podczas tej bitwy, po raz pierwszy w II wojnie światowej przyznano odznaczenie Virtuti Militari. Uhonorowany nim został kapral Leonard Żłób, który dowodząc działem boforsa wz.36, zniszczył 14 niemieckich czołgów. Utracone armaty w większości były rozjechane przez niemieckie czołgi, co było dowodem niezwykłego męstwa załóg, które bój toczyły do ostatniej chwili. Pomimo ogromnej dysproporcji sił, polscy kawalerzyści w sile brygady, przez cały dzień odpierali skutecznie zajadłe ataki czwartej dywizji, niszcząc blisko 1/3 jej sprzętu pancernego, co poskutkowało jej dwudniową niezdolnością do prowadzenia działań wojennych.

Bibliografia:
http://sensacjexxwieku.blogspot.com/2014/06/sensacje-xx-wieku-bitwa-pod-mokra.html
http://www.1939.pl/bitwy/niemcy/bitwa-pod-mokra/index.html
http://dzieje.pl/aktualnosci/boj-pod-mokra-z-1939-r-polscy-ulani-zatrzymali-niemieckie-czolgi

http://www.historycy.org/index.php?showtopic=68633


DOMINIK PIEKARZ
Działacz Brygady Opolskiej ONR, były żołnierz zawodowy, pasjonat dziejów oręża polskiego i miłośnik militariów.


Czytaj także

Comments (0)

write a comment

Comment
Name E-mail Website