Newsletter subscribe

Gospodarka

Dominik Piekarz: Pływające muzeum RP

Posted: 19 lipca 2018 o 08:00   /   by   /   comments (2)

Jakiś czas temu odbyły się już kolejne obchody Święta Marynarki Wojennej, na których byli obecni najwyżsi przedstawiciele władz Polski. Padło wiele wzniosłych słów oraz obietnic długofalowego planu modernizacji tego ważnego członu armii, co stało się już swego rodzaju tradycją. Jest to dobry moment, aby podsumować możliwości i stan faktyczny naszej floty.

Pływające muzeum – tak można podsumować naszą całą flotę wojenną. Nie jest to przesadzone określenie w tym przypadku. O tyle o ile w czasach Układu Warszawskiego, nasza flota przygotowując się do możliwości desantu na Półwyspie Jutlandzkim wprowadzała nowe okręty do służby, to teraz panuje w tej kwestii stagnacja. Naszą siłę na Bałtyku stanowią okręty pochodzące z końca lat 70-tych, a jedyną dobrą wiadomością w ostatnim czasie, było podpisanie 29 czerwca umowy na “dokończenie” Ślązaka, czyli nowego okrętu patrolowego, którego początki budowy sięgają 1997 roku. Ślązak jak i kilka nowych okrętów, nie zmieniają jednak średniej dotyczącej lat służby, która wynosi już bagatela 35 lat. Ciekawostką i jednocześnie ewenementem na skalę światową są nasze łodzie podwodne typu Kobben, liczące sobie -uwaga- ponad 50 lat służby.

Odpowiedzmy sobie na pytanie do czego jest nam potrzebna marynarka wojenna. Często nie rozumiemy jak ważną kwestią jest zabezpieczenie Polski i jej interesu od strony Bałtyku. Choć może się to wydawać dziwne, to gospodarka oraz system bezpieczeństwa jest bardzo zależny od morza. Same produkty pozyskiwane w wodach Bałtyku są tylko małą częścią tego co do polskich portów przypływa z innych krajów, a co jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania państwa. To właśnie drogą morską odbywa się 90% światowego handlu rozumianego jako masowy. Proszę sobie wyobrazić co się stanie w przypadku wojny i blokady polskich portów, obsługujących wielkie dostawy z gazem, ropą, żywnością itd. Drugim ważnym zadaniem postawionym przed naszą marynarką jest ochrona północnej flanki przed możliwością wrogiego desantu. Przykład takiego działania i jego skutki, mamy chociażby w kampanii wrześniowej 1939 roku, kiedy to jedno z głównych uderzeń na Warszawę przyszło właśnie od strony morza. Oczywiście można pomyśleć, że przecież żyjemy w czasach pokoju, a mówienie o wojnie brzmi trochę jak teoria spiskowa. A gdyby ktoś chciał nam zaszkodzić lub do czegoś zmusić i wynajął najemników, którzy przejęliby okręt z płynnym gazem np. z Kataru, który finalnie by wysadzili i zniknęli w nieoznakowanym okręcie? Władze podejrzanych krajów oczywiście by zaprzeczyły, a przed następną dostawą czegokolwiek do Polski, każdy potencjalny kontrahent dwa razy by się zastanowił. Oczywiście to tylko czyste gdybanie, ale wobec marnych możliwości zabezpieczenia naszych interesów na wodach Bałtyku, stajemy się raczej słabym graczem w międzynarodowych rozgrywkach.

Przez ostatnie lata, podobnie jak ma to miejsce w naszej rodzimej polityce, polska flota przechodziła różnego rodzaju pseudo modernizacje. Jednak podobnie do wyżej wspomnianej polityki, pozostają to tylko zabiegi kosmetyczne, pod którymi kryją się te same, przestarzałe i mocno wyeksploatowane okręty. Modernizacje prowadzone nad tym rodzajem wojsk, to nic innego jak tylko odwlekanie ich przejścia na emeryturę. Jedynym pocieszającym aspektem może być fakt, iż w naszej marynarce wojennej, w przeciwieństwie do zachodnich sąsiadów, każda jednostka pływająca pod polską banderą jest nadal sprawna. Ale i tutaj rodzi się niepokojące pytanie; jaką wartość bojową przedstawiają sobą projekty z lat 60-tych?

Oczywiście politycy od lat mówią o planach długofalowej modernizacji, ale są one tylko odsuwane w czasie – co roku słyszymy w sumie te same słowa z ich ust. Trzeba także pamiętać, iż potrzeby modernizacyjne naszej marynarki, z roku na rok są coraz większe. Ambitne plany takie jak Miecznik czy budowa całej serii nowoczesnych korwet typu Gawron, jak zawsze spełzły na niczym, a posiadanie marynarki zdolnej do czegoś więcej niż tylko unoszenie się na wodzie, staje się niedoścignionym marzeniem.


DOMINIK PIEKARZ
Działacz Brygady Opolskiej ONR, były żołnierz zawodowy, pasjonat dziejów oręża polskiego i miłośnik militariów.


Comments (2)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 19 lipca 2018 o 23:36 Marek Chrapan

    Chyba w roku 1979 (a może 82/3) w Darłówku zmuszeni byliśmy przycumować jacht do burty “patrolowca” UM i zgodnie z ówczesną tradycją odbyły się “nocne rozmowy Polaków” – byliśmy ciekawi ich pracy – mieli za zadanie nie dopuszczać do czyszczenia ładowni, zbiorników statków na naszych wodach, nie dopuszczać do łowienia ryb przez obce kutry na naszym szelfie, a naruszających przepisy mieli “aresztować” i doprowadzając do najbliższego portu. Kapitan stwierdził lakonicznie – “Panowie o czym my rozmawiamy – kiedy biorę kurs na jednostkę czyszczącą zbiorniki rozwijając maksymalną szybkość 12 “knotów” tamten podpuszcza na 2 mile i daje susa z szybkością 20 “knotów” więc nawet sól mi nie pomoże”.

    Reply
  • 20 lipca 2018 o 23:19 Dymitr Ogonowski

    Lepiej wydawac publiczne pieniądze na zdrowie, na niepełnosprawnych, niż na ochronę przed jakimiś wyimaginowanymi zagrozenimi z morza.

    Reply