Newsletter subscribe

Historia

Dominik Piekarz: Westerplatte broni się jeszcze!

Posted: 1 września 2018 o 19:29   /   by   /   comments (0)

1 września

Cała okolica była pogrążona w głębokim śnie i tylko na pokładzie niemieckiego okrętu wyły dzwonki alarmowe. Już 17 minut później, czyli o 4:45, niemiecki pancernik Schleswig-Holstein przy użyciu dział 280 mm, rozpoczął ostrzał wojskowej składnicy tranzytowej na Westerplatte. Zaczynał się pierwszy bój drugiej wojny światowej. O godzinie 4:55 przerwano ogień, a do bezpośredniego natarcia ruszyła niemiecka piechota morska. Niemcy byli pewni, że po huraganowym ogniu artylerii okrętowej, polscy żołnierze nie stawią zdecydowanego oporu. Już za chwilę mieli się przekonać w jak wielkim byli błędzie.

Saperzy niemieccy szybko podeszli pod mur okalający placówkę i wysadzili go w kilku miejscach, tworząc przejście dla nacierającej piechoty. Na Westerplatte panowała głucha cisza, a nacierający żołnierze spodziewali się szybkiego zwycięstwa. Kapral Szamlewski, celowniczy pierwszego karabinu maszynowego, pod którego lufę szli Niemcy, podpuścił ich bardzo blisko. Nagle KM’em wypalił serią, a na ziemię zwaliły się pierwsze trupy. W tym momencie hitlerowcy zostali ostrzelani także z placówki Prom, o której istnieniu nie mieli pojęcia. Pod celnym ogniem broni maszynowej natarcie szybko się załamało i przerwano atak. Niemcy odstępowali zabierając około 50-ciu zabitych i rannych.

O 7:40 Schleswig-Holstein ponownie zalał Westerplatte ogniem ze swoich dział. O 8:55 ruszyło drugie natarcie wsparte elitarnymi oddziałami SS. Załoga Promu nie mogła już liczyć na element zaskoczenia, a mając naprzeciw siebie czterokrotnie więcej żołnierzy nieprzyjaciela, dowódca poprosił o zgodę na wycofanie się do wartowni nr 1. Niemcy byli pewni, że budynki wartowni po ostrzale zamienią się w stertę gruzu, ale było coś o czym nie mieli pojęcia. O tyle o ile górna część obiektu miała konstrukcję odporną tylko na pociski z broni ręcznej, to piwnica miała już strop zdolny ochronić załogę przed pociskami artyleryjskimi. To właśnie w tym schronie mieściły się gniazda broni maszynowej, która we wrześniu 1939 roku zebrała swoje żniwo. Oprócz tego znajdowały się tam składy zapasów, punkty opatrunkowe i stanowiska dowodzenia. Dodatkowo cała zabudowa Westerplatte była rozmieszczona w taki sposób, iż Niemcy, idąc do natarcia, dostawali się pod ogień krzyżowy, czyli byli bez przerwy ostrzeliwani z przynajmniej dwóch kierunków. Idący w ślad za wycofującymi się żołnierzami z Promu Niemcy, spotkali się po chwili ze ścianą ołowiu i stali, która przetrzebiała ich szeregi i morale.

Tuż przed godziną 12 niemieckie natarcie ponownie zostało przerwane z uwagi na śmierć dowódcy. Zastępca zameldował: przejęcie Westerplatte okazało się niemożliwe. Straty zbyt duże. Dowódca nie żyje. Wycofujemy się.

2 września

Do godziny 14:00 odparto już dwa natarcia od strony bramy kolejowej. Wobec silnego oporu, jaki stawiła Polska załoga, drugiego września nad placówkę nadleciały bombowce nurkujące JU-87, zasypując polskie umocnienia bombami. Obłoki kurzu i dymu, które wzbijały się w niebo po eksplozjach sięgały 100 metrów wzwyż, zamieniając dzień w noc. Wartownia nr 5 została zniszczona, uszkodzono poważnie budynek koszar, zerwano łączność telefoniczną między placówkami obrony i resztą kraju. Luka, jaka powstała po zniszczeniu wartowni rzuciła widmo porażki na cały plan obrony Westerplatte. Mimo to dowódca, Major Henryk Sucharski, po rozmowie ze swoim zastępcą Franciszkiem Dąbrowskim, postanowił kontynuować walkę. Na wszelki wypadek sztabowcy zniszczyli dokumentację i szyfry. Nocą kilkukrotnie dochodziło do wymiany ognia.

3 września

Następnego dnia doszło do narady na pokładzie niemieckiego pancernika. Planowano włączyć do walki dodatkowe dwa bataliony, kompanię szturmową marynarki wzmocnioną 45 ludźmi z okrętu, czołgi, moździerze oraz łodzie szturmowe dla saperów. Tego samego dnia próbowano zająć wartownie nr 1 i 2, ale próby te spełzły na niczym, powiększając bilans strat po stronie niemieckiej.

4 września

Wczesnym rankiem niemieckie torpedowce T-196 i T-963 prowadziły ostrzał placówki od strony Zatoki Gdańskiej. Jednak po zakończonej kanonadzie, Niemcy ze zdziwieniem stwierdzili, że obrońcy dalej zajmują te same pozycje. Większość umocnień była poważnie uszkodzona, brakowało wody pitnej, medykamentów, a sami żołnierze nie mieli nawet czasu na spokojny sen. Dodatkowo odbierali niepokojące komunikaty z reszty kraju, traktujące o znacznych postępach niemieckiej armii.

5 września

Strona niemiecka nie mogła pojąć w czym tkwi problem niemożności zajęcia Westerplatte, które miało zostać zdobyte maksymalnie po upływie 24 godzin. Około godziny 11 po raz kolejny zagrzmiały potężne działa okrętowe, a o godz. 12 doszło do niemal trzygodzinnej wymiany ognia między obrońcami a napastnikiem. W nocy po raz kolejny Niemcy starali się zająć wartownie nr 1 i 2, lecz natarcie szybko utknęło w martwym punkcie z powodu silnego oporu obrońców, którzy mimo beznadziejnego położenia pozostawali nieustępliwi.

6 września

Tego dnia próbowano trzykrotnie podpalić las, który otaczał polskie pozycje, lecz próby te zakończyły się niepowodzeniem. W godzinach wieczornych na głowy Polaków spadły ponownie pociski artyleryjskie, a zaraz po zakończonym ostrzale, piechota niemiecka ruszyła do ataku, tym razem na placówkę Przystań. Obrońcy ogromnym wysiłkiem i ten atak zdołali odeprzeć. Leje po niemieckich pociskach wykorzystywano do tworzenia nowych stanowisk ogniowych, które z kolei bardzo dobrze maskowały zwalone drzewa. Należy zaznaczyć tutaj, że zmęczenie załogi Westerplatte sięgało już zenitu, podczas gdy Niemcy wciąż rzucali do walki świeże, wypoczęte oddziały.

7 września

Ostatniego dnia walk Niemcy rzucili do walki dosłownie wszystko czym dysponowali. Około godziny 4:00 włączono reflektory okrętowe, a Niemcom ukazał się apokaliptyczny widok. Z muru okalającego składnice pozostały tylko porozrzucane cegły, wartownie i koszary były całe zorane pociskami, drzewa leżały w strzępach. A w środku tego piekła, polscy żołnierze wciąż nie chcieli słyszeć o kapitulacji. Ziemia ponownie zadrżała — po raz kolejny na głowy bohaterów spadały pociski okrętowe, a także te wystrzeliwane z broni przeciwlotniczej i maszynowej. Wartownia nr 2 została zniszczona w wyniku ostrzału. Polacy nie mieli już czym odpowiadać, więc czekali na koniec nawały artyleryjskiej i rozpoczęcie ataku piechoty. Ten nastąpił po godzinie, wsparty ostrzałem z dział mniejszego kalibru. Oddziałom niemieckim udało się zająć teren wartowni nr 2, ale natychmiast dostali się pod ostrzał broni maszynowej, pod której to ogniem ulegli i o godz. 7:15 wycofali się. Niemcy ponowili próbę podpalenia lasu i tym razem im się udało — cała okolica stanęła w ogniu. Mimo tego teren składnicy pozostał pod kontrolą Wojska Polskiego. Było to już niestety ostatnie zwycięstwo Polaków nad Niemcami w tej bitwie.

Rozumiejąc, że dalszy opór stał się niemożliwy z powodu wycieńczenia obrońców, braku amunicji i fatalnego stanu rannych, dowódca obrony major Henryk Sucharski powziął decyzję o kapitulacji. Po siedmiu dniach wypełnionych heroizmem i odwagą polskiego narodu bój o Westerplatte dobiegł końca.

Po tygodniu nierównej i samotnej walki, braku snu, wody, pozbawieni nawet jednego ciepłego posiłku i zbliżającego się widma kończącej się amunicji, bohaterowie z Westerplatte dotarli do kresu ludzkiej wytrzymałości. Pod ostrzałem moździerzy, broni ręcznej, bomb lotniczych, artylerii okrętowej i przeciwlotniczej, nie mając złudzeń na odsiecz, odparli łącznie kilkanaście uderzeń piechoty i rajdów nocnych. Pomimo miażdżącej przewagi nie oddali ani metra ziemi, trwając niestrudzenie na swych pozycjach, aż do samego końca, wypełniając tym samym po siedmiokroć przysięgę daną ojczyźnie.

Niemcy, będąc pełni podziwu dla odwagi załogi Westerplatte, pozwolili dowódcy obrony, majorowi Sucharskiemu, zachować szablę i mundur galowy przez cały okres niewoli, co miało być wyrazem szczególnego uznania wobec waleczności polskich żołnierzy.

Bibliografia:
http://mhmg.pl/oddzial/5/wartownia-nr-1-westerplatte
http://www.1939.pl/bitwy/niemcy/obrona-westerplatte/index.html
http://www.westerplatte.pl/?a=pastcast
https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/678997,Westerplatte-zamiast-12-godzin-walczyli-7-dni


DOMINIK PIEKARZ
Działacz Brygady Opolskiej ONR, były żołnierz zawodowy, pasjonat dziejów oręża polskiego i miłośnik militariów.


Czytaj także

Comments (0)

write a comment

Comment
Name E-mail Website