Newsletter subscribe

Idea

Jerzy Frodsom: Pułapka moralnej wyższości

Posted: 26 sierpnia 2018 o 15:40   /   by   /   comments (3)

Podejmując decyzje moralne mamy tendencję do popełniania całej masy błędów poznawczych, zwłaszcza jeśli uważamy się za „dobrych ludzi”. Zgodzimy się jednak, że właściwą tendencją do dokonywania poprawnych wyborów moralnych w społeczeństwie, powinna być ta, która reprezentuje bardziej altruistyczne wybory. W żadnym innym środowisku nie ma położonego tak dużego nacisku na kwestie puryzmu moralnego, co w środowisku narodowym. My jako spadkobiercy idei krzyżowców, potomkowie rycerzy oraz apostołowie Ewangelii staramy się wstąpić na historyczny piedestał i udźwignąć brzemię, jakie spada na nas z otchłani wieków. Staramy się dorównać ideałom, jakim dorównywali nasi idole ze wszystkich epok. Jednak z chwilą wstąpienia na ten piedestał zbudowany z wysokich wymagań moralnych i wdziewając zbroję usztywniającą kręgosłup moralny wpadamy w pewną niebezpieczną pułapkę. Pułapkę moralnej wyższości.

Nie jest to pułapka przypominające prymitywne sidła, ale wielopoziomowa pułapka obejmująca różne poziomy naszego myślenia i zawierająca różnego rodzaju przynęty, które sprawiają, że bez świadomości jej mechanizmów, bardzo trudno jest jej uniknąć.

Pierwszym poziomem jest poziom społeczny, a raczej tłumny. Zgodnie z Psychologią Tłumu Gustava Le Bonn’a oraz współczesną wiedzą z zakresu socjologii, tłum to coś, więcej niż suma jednostek. Grupa ludzi, którą określamy tłumem posiada własną dynamikę i poprzez jej elementy może wpływać na zachowania jednostek w sposób zupełnie różny od wpływania pojedynczych członków tego tłumu. Zgodnie z tym założeniem tłum altruistów może przy odpowiednich warunkach zachowywać się bestialsko i na odwrót. Oczywiście tak skrajne przypadki są jedynie obrazową hiperbolą, ale o wiele lepiej jest przecenić moc działania dynamiki społecznej niż jej nie docenić.

Na poziomie społecznym wejście na piedestał moralnej wyższości wiąże się przede wszystkim z automatycznym podziałem „my” (dobrzy, sprawiedliwi, prawi) vs. „wy” (źli, niesprawiedliwi, zdeprawowani). Ten podział niekoniecznie musi być wyrażony wprost. Wystarczy, że zostanie zaznaczony, by tryby maszyny sterującej psychologią tłumu ożyły. Zgodnie z wynikami eksperymentu więziennego Zimbardo, by móc czynić zło innym ludziom musimy dokonać ich dehumanizacji. Czyli przestać w nich widzieć ludzi, a zacząć… właściwie nieważne kogo będziemy w nich widzieć, mechanizm działa, jak tylko wykluczymy ich z „grupy własnej”. Jeżeli mamy „naszych” i „innych” to umożliwiamy sobie samym moralnie atak na osoby spoza grupy własnej poprzez usprawiedliwienie i ucieszenie własnego sumienia. Ruganie innych ludzi z pozycji moralnej jest dla nas – ludzi ze środowisk narodowych – znamienne. Aborcja to mordowanie, wieszanie koszulek z napisem „Konstytucja” na krzyżach to bluźnierstwo etc. Poza tym, że są to oczywiste fakty, które są wiadome wszystkim ludziom poza skrajnie zmanipulowanymi i zindoktrynowanymi, musimy mieć na uwadze wpływ społeczny jaki wywoła wygłoszenie takiego osądu publicznie. Rzecz jasna, nie proponuję założenia „kagańca poprawności politycznej”, takie rozwiązanie nie tyle byłoby głupie, co raczej złe. W każdym razie wygłoszony z naszej strony osąd „aborcja to zabijanie” sprawia, że „my” to „ludzie w obronie życia”, a „oni” to „ludzie w obronie śmierci”. Tłum, który słyszy ten osąd to tzw. „centrum” polityczne. Osoby, które starając się odnaleźć drogę polityczną albo nie potrafią dokonać wyboru jakie wartości są im bliższe, albo tak leniwe czy też niezaangażowane, by dokonać tegoż wyboru. W każdym razie celem walki politycznej jest uzyskanie poparcia społecznego dla danej idei i za jego pomocą wprowadzenie jej założeń w życie. Zatem papierkiem lakmusowym osiągnięć walki ideowej jest poziom zmian wprowadzanych zarówno na poziomie parlamentu, jak i na poziomie moralności społecznej, określającej co jest jeszcze „w dobrym guście”, a czego robić „nie wypada”. Nasze działania piętnujące aborcję w założeniu mają rzecz jasna doprowadzić do jej całkowitego zakazu (pomijając dywagacje o zagrożonym życiu matki, powikłania etc.). Pozycja jednak, na którą wstępujemy nazywając drugą stronę „zwolennikami mordowania”, to pozycja piedestału moralności. Piedestał to podstawa pomnika mająca go wywyższyć i nie inaczej dzieje się z nami w przytoczonej sytuacji. Teraz w naszym mniemaniu ludzie powinni podziwiać nasz monumentalizm moralny oraz siłę i dobro. Na podstawie mechanizmów społecznych oraz indoktrynacji marksistowskiej dzieje się wręcz przeciwnie. Tłum widząc, że ktoś się „wywyższył” będzie się starał ściągnąć go do swojego poziomu. Odczuje, że ten wywyższony, jest kimś innym niż oni, a jak wiemy „innego” można zaatakować bez wyrzutów sumienia. W końcu nie jest „swój”. Zupełnie abstrahując od wartości wyznawanych przez ludzi, ich ideałów czy priorytetów życiowych, większość z nas jest tak zaprogramowanych, by instynktownie nie lubić „obcych”. Jeżeli zatem w społeczeństwie ludzi biernych, niezdecydowanych i niezaangażowanych (tych centralnych) chcemy uzyskać poparcie, to w żadnym razie nie możemy wstąpić na piedestał. Na poziomie społecznym i realnego wpływu społecznego nie ma znaczenia „jak być powinno”, a jedynie to co w istocie się dzieje. Instynktowne odepchnięcie narodowców przez zdecydowaną większość społeczeństwa (właśnie tę bierną), zachodzi poprzez ten mechanizm i w takim wypadku rodzi się pytanie, w jakiej skali piętnowanie zachowań niemoralnych w zmarksizowanym społeczeństwie okazuje się kontrskuteczne?

Drugim poziomem jest poziom ideologiczny, gdzie zdecydowanie pułapka moralnej wyższości została wykorzystana przez antynarodowe ruchy do samych granic możliwości. My, polscy nacjonaliści, jesteśmy nierozerwalnie związani z katolicyzmem. Za Dmowskim i Mosdorfem wędrujemy ku Wielkiej Polsce z Bogiem w sercu. Często jednak okazuje się, że Biblia jest dla nas niezrozumiała w przełożeniu na walkę ideologiczną. Chrystus, traktowany jako człowiek, dał nam potężną broń – klucz do ludzkich serc. Nauczył nas empatii, przebaczania i siły woli przerastającej wyobrażanie. Siły wiary. Wystarczy sięgnąć pamięcią po osoby z którymi się zadawał, które pojawiły się na jego drodze. Trędowaci – wyklęci przez społeczeństwo, celnicy – znienawidzeni przez społeczeństwo, prostytutki – pogardzane przez społeczeństwo. Ci wszyscy ludzie, którzy przez swój zawód, swoje czyny i swoje grzechy zasłużyli jedynie na pogardę i nienawiść innych ludzi, dopiero od Boga zaznali ludzkich uczuć. Dopiero od Boga zaznali przebaczenia. I tutaj spoglądając na komunistów i marksistów doskonale widać, że zrozumieli oni potęgę dobra, jedynie wzorem Ojca Kłamstwa wykorzystali jego wynik do czynienia zła. Komuniści zawsze wykorzystywali do swojej gry najuboższych, najbiedniejszych, a współcześni marksiści najbardziej uciśnionych. Komuniści wykorzystywali fakt skrajnej biedy całych mas ludzkich do tego, by skanalizować ich frustrację na niszczeniu kultury i cywilizacji. Dziś marksiści wykorzystują w tym samym celu wszelkiego rodzaju mniejszości, wszelkiego rodzaju trędowatych, wszelkiego rodzaju pogardzanych dewiantów, a jednocześnie okazują im iście Chrystusowe miłosierdzie. Moc tego miłosierdzia posiada ogromną siłę i również wiele osób postronnych daje wiarę tej makiawelicznej miłości bliźniego. No cóż, nic dziwnego, że wolą stanąć w obronie „trędowatych” dewiantów, mniejszości narodowych, czy religijnych, niż po stronie silniejszej większości stojącej na moralnym piedestale. W końcu rycerską postawą było stawać w obronie słabszych i uciśnionych, a Chrystusowe miłosierdzie opierało się na przebaczaniu, a nie na piętnowaniu. Tutaj pułapka moralnej wyższości działa znakomicie. My mówimy „nie dla dewiantów”, a oni wobec tego „przecież to też są ludzie” – ze łzami w oczach. Siłą rzeczy, obraz jaki powstaje przed oczyma postronnych obserwatorów jawi się jako obraz tyrana i empaty, socjopaty i altruisty, nazisty i pacyfisty. A co do tego ma pułapka moralnej wyższości? Oczywiście ułatwia marksistowski urobek społeczeństwa. My wchodząc na piedestał, wywyższamy się ponad ludzi. Czy to słuszne czy nie, to wynika z osobistych dokonań, ale wywyższamy się w istocie poprzez samo narzucenie rygoryzmu moralnego, a nie poprzez jakieś szczególne traktowanie własnej osoby. W istocie wstąpienie na moralny piedestał jest równoznaczne ze skromnością, która nakazuje raczej tendencję do uniżania swoich zasług niźli ich wyolbrzymiania. Rodzi się zatem pytanie, co należy zrobić? Zejść z piedestału i zrównać się z „przeciętnym Kowalskim”? Zrezygnować ze sztywnego kręgosłupa moralnego i życia dla wyższych idei? Stać się relatywistą i koniunkturalnym oportunistą? Oczywiście te opcje są nie do pomyślenia dla każdego polskiego nacjonalisty, wobec tego musimy szukać będąc na piedestale. Czy wystarczy kucnąć, by zrównać się wzrostem z tłumem? Czy wystarczy stać na piedestale z pochyloną głową, byleby przypadkiem nie wychylić się wzwyż? I to rozwiązanie zdaje się być niewłaściwe. Dotychczas działaliśmy w nadziei, że ludzie dostrzegą cywilizacyjną wartość tych piedestałów i wszyscy zechcą na nie wstąpić. Z perspektywy czasu sądzę jednak, że to mrzonka. Popularność piedestałów również można wywołać odpowiednimi technikami i propagandą, a jakże. Jednak w dzisiejszym świecie zdominowanym przez antynarodowe ruchy, należy odpuścić sobie takie utopijne wizje i skupić się na tym co realne do zrealizowania w perspektywie naszego życia. Mimo usilnych starań nie potrafię wykoncypować idealnego panaceum na ten problem, który sprowadza narodowców do narożnika i sprawia, że co rusz jesteśmy punktowani przez przeciwników. Widzę jedynie, że jest to problem, który ma kluczowe znaczenie nie tylko dla życia naszego, ale również naszych dzieci, co ma szczególnie doniosłe znaczenie w obliczu islamizacji Europy.

Trzecim poziomem, na którym wykorzystywana jest pułapka moralnej wyższości, jest polityka i dyskusja indywidualna. Wstępując na piedestał moralnej wyższości stajemy na pozycji wyjątkowo niestabilnej. Piedestał zazwyczaj nie jest wiele szerszy od posągu, który na nim stoi. Toteż w walce jawi się jako wyraźna i znacząca przeszkoda w walce. W czysto erystycznych sporach, jakie zazwyczaj toczą nasi wspaniali politycy, bardzo duże znaczenie ma to, co o naszym adwersarzu myśli publika. Z kolei to, co myśli publika często budowane jest w trakcie obserwacji takiego sporu. Osoba stojąca na ziemi, przyznająca się do swoich błędów i świadoma swojej moralnej upadłości ma o wiele lepszą sytuację niż osoba na piedestale moralności. Bowiem prowokując osobę moralnie wyższą, może ją o wiele łatwiej wytrącić z równowagi i zrzucić z piedestału na swój poziom. Mimo tego, że formalnie dopiero znajdą się na równym poziomie, to w oczach publiki będzie to oznaczało porażkę osoby z piedestału. W końcu okazała się nie być godna wywyższenia o które zabiegała prezentując najwyższe wartości moralne. Okazała się być fałszywa, co jest o wiele większą zbrodnią niż jawne łajdactwo.

Wykorzystać tę pułapkę jest niezmiernie łatwo i wiedzieli o tym już ludzie zajmujący się propagandą za czasów II wojny światowej. Sergei Stepanovich Chakhotin, asystent Pawłowa, socjolog i autor książki o wymownym tytule: „Rape of the Masses: The Psychology of Totalitarian Political Propaganda”. Do gwałcenia mas, przytoczony autor, używał oparcia w fizjologii i na jej podstawie abstrahował ze zbioru wartości wyższego rzędu. Uważał on, że im silniejszy popęd biologiczny odpowiada za dane zachowanie, tym mniej ono jest traktowane jako moralne. Wyróżniając 4 popędy podstawowe umożliwił zastosowanie analizy siły popędu do określania zachowań moralnych, a co za tym idzie wykorzystanie swojej teorii do propagandy. W dziele pod tytułem: Dezinformacja – oręż wojny Vladimira Volkoffa, czytamy następujące przykłady: Jeśli przedkłada się miłość (nr 3) nad obowiązek rodzicielski (nr 4), jest to – wciąż ze społecznego, czyli biologicznego punktu widzenia – niemoralne (postępowanie wyrodnej matki). Fakt możliwości racjonalnej analizy takich moralnych dylematów umożliwia granie na uczuciach mas, które nie mają wiedzy, czasu bądź możliwości, czy chęci na analizę serwowanych im treści. W takiej sytuacji wykorzystanie pułapki moralnej wyższości staje się dziecinne proste, a narodowcy stają się złymi i zdeprawowanymi ludźmi, mimo całego rygoryzmu moralnego.

Pytanie, jak wykorzystać wyżej zaprezentowaną wiedzę do walki, zmusza nas do poważnej refleksji nad naszymi strategiami prowadzenia dyskusji, debat publicznych, czy też przede wszystkim całej walki ideologicznej i propagandowej. Przede wszystkim musimy zrozumieć, że walka z lisem nie może być oparta o lwi ryk, gdy od opinii owcy zależy przyszłość całej czeredy.

 

 

Czytaj także

Comments (3)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 26 sierpnia 2018 o 19:17 Dymitr Ogonowski

    Według mnie narodowcy nie mają szczególnego poparcia na wyborach, bo po prostu nie mają kasy i silnych mediów. To nie jest liniowa zależność ale jest silna. Według mnie LPR zniknęło z polskiej sceny politycznej, bo ojciec Rydzyk przeszedł na stronę PiS. Ale najbardziej znany mi przykład wpływu propagandy był w Rosji w 1996 r., kiedy Jelcyn w styczniu miał kilka procent poparcia a w lecie wygrał wybory. Bieriezowskij ujawnił, że zainwestowano w to 4 mld dolarów. I przyznam, że jedna piosenka o Jelcynie i mnie nawet pociągała ze względu na styl. To nie są sprawy Polski ale to pokazuje moc mediów i kasy dla poparcia społecznego. W Polsce jest tak samo. Obojętnie czy to narodowcy, czy inni, jak nie mają potężnej kasy i potężnych mediów nie wygrają. A partyjniactwo instytucjonalne się wycwaniło i sobie bierze kasę z budżetu. Do tego pis kontroluje telewizję. A inne telewizje, jak tvn, są z kolei w rękach PO. Narodowcy nic takiego nie mają.

    Reply
    • 28 sierpnia 2018 o 19:22 Frodsom

      Ma Pan rację, mass media “gwałcą tłumy” o wiele skuteczniej niż jakakolwiek niszowa publicystyka narodowa. Jest to jednak inny poziom problemu, niż opisany w artykule – ja pisałem o poziomie merytorycznym i psychologicznym, a Pan – technicznym. Nie mniej jednak problem jest i należy próbować, go pokonać. Pozdrawiam

      Reply
    • 28 sierpnia 2018 o 23:41 Stanibor

      Narodowcy powinni iść drogą Złotego Świtu, Jobbiku przed haniebnym skrętem ku centrum, Nordyckiego Ruchu Oporu, spójrzmy na dzieje koncesjonowanych populistów: LPR, gdzie jest dzisiaj Wierzejski, Orzechowski, Giertych (zwłaszcza ten ostatni pupil PO), gdzie są obecnie pederaści ze Szwedzkich Demokratów, syjonofile z holenderskiej Partii Wolności Geerta Wildersa (jak ktoś się nie orientuje to proszę wygooglać).

      Reply