Newsletter subscribe

Wiara

Filip Bator: Klęska dobrobytu

Posted: 17 lipca 2018 o 18:20   /   by   /   comments (1)

Z ust zwolenników liberalizmu ekonomicznego możemy często usłyszeć, że najlepszy dla Polski byłby dobrobyt jej mieszkańców. Argumentują oni, iż zysk jednostki przekłada się na korzyści dla narodu. Zastanówmy się jednak, czy rzeczywiście Polska bogata, to dobra Polska.

Owszem, uczciwe pomnażanie majątku i praca na utrzymanie siebie oraz rodziny jest czymś oczywistym. Ma to szczególne znaczenie w czasach, gdy biurokratyczna machina tłamsi ludzką przedsiębiorczość, a międzynarodowe korporacje traktują człowieka jak narzędzie do zarabiania pieniędzy. Jednak tak jak człowiek nie jest istotą jedynie fizyczną, ale i duchową, tak ludzka praca nie ma wymiaru, tylko materialnego. Św. Tomasz z Akwinu wśród celów pracy wymienia najpierw pokonanie lenistwa, następnie poskromienie ciała, dalej zaś utrzymanie własne i najbliższych, a na końcu pomoc ubogim. Widzimy zatem, że cele duchowe pracy mają pierwszeństwo przed doczesnymi. To więc, czy praca przyniosła zysk, nie jest ostatecznym wyznacznikiem jej skuteczności. W przeciwnym razie moralnie dobra byłaby nawet praca prostytutki, czy handlarza narkotyków. Widzimy zatem wyraźnie, że bogactwo Polski wcale nie musi oznaczać jej sukcesu. Jeśli bowiem wzbogacenie się miałoby miejsce kosztem dóbr duchowych będzie to wręcz z uszczerbkiem dla Polaków, zgodnie z ewangeliczną zasadą: ,,co za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swojej duszy szkodę poniósł?.

Zastanówmy się, dlaczego w Polsce wiara, duchowość i moralność przetrwały w stopniu większym, niż w wielu innych krajach. Zapewne duże znaczenie mają tu czynniki stricte nadprzyrodzone jak ogólnonarodowe akty oddania się pod opiekę Boga i Maryi, takie jak Śluby Lwowskie Jana Kazimierza, czy Jasnogórskie kard. Wyszyńskiego. To jednak temat na oddzielny tekst. Natomiast niepozbawione sensu będzie stwierdzenie, iż przyczyniły się do tego właśnie problemy materialne Polaków. Zresztą wspomniane wyżej akty miały miejsce właśnie w czasach szczególnego ucisku, jaki spotykał nasz kraj. Duchowy wzrost narodu polskiego następował bowiem głównie wtedy, gdy przeżywał on największe trudności. Spójrzmy nawet na ostatnie dziesięciolecia. Czasy komunizmu w pewien sposób ,,zakonserwowały Polaków. Oczywiście nie zamierzam tu bronić PRL-owskiego reżimu, ale Bóg w Swojej mądrości potrafi wyprowadzić dobro z największego nawet zła. Dekady komuny to okres, kiedy na Zachodzie kwitła rewolucja obyczajowa, postępował upadek rodziny i odstępowano od tradycyjnych wzorców moralnych. Szło to w parze ze wzrostem poziomu materialnego tych państw. Tymczasem Polska, do pewnego stopnia odizolowana od zachodniej degrengolady i dodatkowo uciskana przez Moskwę, w dużej mierze zachowała dziedzictwo, jakie przejęła po przodkach. Zaś wraz z upadkiem komunizmu, Polacy zaczęli żyć na coraz wyższej stopie przyjmując jednocześnie zgniłe wzorce kosmopolitycznej kultury masowej.

Nie od dziś wiadomo, że bogactwo często deprawuje. Z tego powodu Jezus Chrystus od początku zalecał ubóstwo jako doskonałą drogę do zjednoczenia z Bogiem. Znamy z Ewangelii słowa, że ,,prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty wejdzie do królestwa niebieskiego. Dlatego ludzie w najwyższym stopniu poświęceni Bogu – zakonnicy, składają śluby ubóstwa. Bogactwo bowiem łatwo wiąże człowieka z wygodami i przyjemnościami, a te przysłaniają mu wartości duchowe. To jasne, że nie każdy katolik musi być ubogi. Gdyby tak było św. Tomasz wymieniałby tylko dwa pierwsze cele pracy. W codziennym dążeniu do poprawy statusu materialnego musimy jednak pamiętać, że zysk nie jest celem ostatecznym naszego życia. W chwili śmierci nie będzie miało żadnego znaczenia, jakiego majątku się dorobiliśmy. Dlatego Zbawiciel mówi: ,,gromadźcie sobie skarby w niebie.

Można zaryzykować stwierdzenie, że nagły wzrost dobrobytu Polaków przyczyniłby się do rychłego upadku naszego narodu. Prawdopodobnie w dużej mierze niskiemu poziomowi materialnemu i niepewnej sytuacji zewnętrznej zawdzięczamy to, że nie spotykamy się dziś z wieloma problemami obecnymi w krajach zachodnich, takimi jak islamski terroryzm. Zwolennicy patriotyzmu własnego portfela zauważają dziś niekiedy, że akty takie jak wspomniane Śluby Lwowskie, czy Jasnogórskie nie przyniosły na dłuższą metę poprawy sytuacji politycznej Polski. Nie dostrzegają oni jednak, że, być może, to właśnie poprzez problemy, z jakimi spotykał się nasz naród, Pan Bóg uratował go od klęski dużo większej niż zniknięcie na pewien czas z mapy świata.

 

 


FILIP BATOR
Działacz ONR, dziennikarz z wykształcenia i zamiłowania


Czytaj także

Comments (1)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 17 lipca 2018 o 18:42 Dymitr Ogonowski

    W ogóle często społeczeństwa biedniejsze wbrew pozorom są według badań ogólnie szczęśliwsze od bogatszy. Podobno Japończycy są ogólnie nieszczęśliwi w większości a wiele biednych narodów jest szczęśliwe. Jak ktoś proponuje rozwiązania niesłuszne z punktu widzenia ekonomii, a słuszne z innych względów, to można to uszanować, tylko powinien to zaznaczyć. Ważne jest natomiast, by nie było populizmu ekonomicznego. Czyli dużo dorzucimy z budżetu na obronę, na wsparcie rodzin, na drogi, na wszystko a przy tym podatki zredukujemy prawie do zera, a przy tym obecne władze krytykujemy za nadmierne zadłużenie. Często biedne, kochające się rodziny są dużo szczęśliwsze od bogatszych, mimo, że myślą, że tamtym tak dobrze.

    Reply