Newsletter subscribe

Idea

Filip Bator: Narodzie, uderz się w piersi

Posted: 4 grudnia 2018 o 11:35   /   by   /   comments (0)

Marsze przeszły, obchody się skończyły, race zgasły, kwiaty zwiędły, wzniosłe słowa uleciały w powietrze. Za nami setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Różnego rodzaju wydarzenia, jakkolwiek potrzebne, nie są jednak najistotniejsze dla przyszłych losów Ojczyzny. Stulecie niepodległej Polski powinno być dla nas okazją do ogólnonarodowego rachunku sumienia.

Nie ma to nic wspólnego z uprawianiem jakiejś ,,pedagogiki wstydu” i wmawianiem Polakom odpowiedzialności za zbrodnie, których nie popełnili. Chodzi tylko o stanięcie twarzą w twarz z prawdą o nas samych, także tą trudną. Jest to niezbędne do budowania przyszłości Polski, której nie można oprzeć na kłamstwie.

Prześledźmy najpierw kilka wydarzeń z historii naszego kraju. Jest wiek XVII. Rzeczpospolitą niczym potop ,,zalewają” szwedzkie wojska. Wtedy to w katedrze we Lwowie śluby składa król Jan Kazimierz. Trafnie zauważa w nich (za ich autorem, św. Andrzejem Bobolą), że tragedia, jaka spadła na Polskę, była konsekwencją ,,uciemiężenia przez żołnierstwo ubogiego pospólstwa oraczów”. Król przyrzekał Maryi poprawę losu ludności najuboższej. Niedługo potem Polakom udało się odeprzeć najeźdźców. Co się jednak stało z przyrzeczeniami? Przez sprzeciw szlachty ich realizacja została zablokowana. Chłopi dalej cierpieli biedę i ucisk. Czy można się zatem dziwić, że już nieco ponad sto lat później Polska trafiła pod zabory? Pan Bóg nie pozwala z siebie drwić, dlatego nie pozostawia bez konsekwencji składanych mu obietnic bez pokrycia.

Lata mijają, Rzeczpospolita odzyskuje niepodległość. Co Polacy robią z tą otrzymaną od Boga łaską? Oczywiście, są tacy, którzy ją wykorzystują. W wielu miejscach Polski kwitnie życie duchowe i rodzinne, z biegiem lat odradza się religijność młodego pokolenia (w dużej mierze dzięki narodowcom), wielkie dzieło apostolskie buduje św. Maksymilian Maria Kolbe. Dwudziestolecie międzywojenne to okres życia i działalności na różnych płaszczyznach także innych wybitnych postaci polskiego Kościoła, m.in. św. Faustyny Kowalskiej, kard. Augusta Hlonda, czy o. Jacka Woronieckiego.

Jest jednak i druga strona medalu. Praktycznie od razu po odzyskaniu niepodległości pewne środowiska domagają się legalizacji aborcji. Dopinają swego w 1932r. Wtedy jedynym państwem w Europie, które posiadało bardziej liberalne prawo aborcyjne był Związek Sowiecki. Zresztą już przed legalizacją ,,skrobało” tysiące domorosłych akuszerek i felczerów. Tak w czasach II Rzeczypospolitej w łonach matek zgładzono miliony dzieci. W samym tylko 1937 r. było ich ponad 513 tys.

Okres międzywojenny to także czas promocji eugeniki. Ta metoda inżynierii społecznej, w tym prenatalnej selekcji ludzi, kojarzona z hitlerowskimi Niemcami, rozpowszechniona jednak w wielu krajach świata (szczególnie protestanckich) zyskała swoich zwolenników także w Polsce. Od 1922 r. działało u nas Polskie Towarzystwo Eugeniczne, które w latach 30. liczyło ok. 10 tys. członków, w tym wielu lekarzy, polityków i naukowców.

W tamtym czasie w Polsce kwitły także nałogi i rozwiązłość. Wielkie żniwo zbierał alkoholizm. Warszawa zaś, śmiało mogła być uważana za jedno z europejskich centrów rozpusty. Zresztą idolami wielu Polaków byli prowadzący niemoralne życie artyści tacy jak Witkacy, Bruno Schulz, czy Tadeusz Boy-Żeleński (gorliwy zwolennik aborcji i eugeniki). Nie ustępowali im w tym niektórzy równie popularni politycy i wojskowi na czele z Bolesławem Wieniawą-Długoszowskim.

Międzywojnie było również okresem wielu innych patologii życia społecznego i politycznego. To czas biedy dużych mas ludności, bezrobocia i korupcji. Walka polityczna była niezwykle brutalna, z zabójstwami włącznie. W kraju panował chaos, co rusz upadały rządy, a przeciwników ideologicznych zamykano w więzieniach i obozie koncentracyjnym w Berezie Kartuskiej. Wielu Polaków ulegało wpływom masońskim i komunistycznym.

Dziś niektórzy mają wyidealizowany obraz II RP jako kraju kwitnącej kultury, eleganckich bali, szlacheckich dworów, rozwijającej się gospodarki i, wspomnianej odnowy duchowej. Gdy się jednak spojrzy na tę kwestię całościowo i zobaczy, jak wielu Polaków ,,podziękowało” Bogu i Maryi za odzyskaną wolność, trudno się dziwić, że na naszą Ojczyznę spadła klęska roku 1939 i wszystkiego, co nastąpiło potem. Ktoś może jednak powiedzieć, że przecież wiele narodów bardziej odeszło od wiary i moralności, dlaczego więc takie nieszczęście spotkało Polskę? Jak mówił Chrystus: „Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie, a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą”. Rzeczpospolita otrzymywała przez wieki od Boga szczególne łaski – będąc jednym z najpotężniejszych krajów w Europie, przedmurzem chrześcijaństwa i królestwem Najświętszej Maryi Panny. Wielki był dar, wielkie były też więc konsekwencje jego odrzucenia. Popatrzmy na Żydów, którzy byli narodem wybranym, ale odtrącili Zbawiciela przybijając go do krzyża rękami pogan i wzywając na siebie jego krwi. Nic dziwnego, że zapłacili za to rzymską inwazją, zrównaniem z ziemią Jerozolimy i wielowiekową tułaczką. Tylko głupiec nie zauważy tu analogii.

Co natomiast możemy powiedzieć o czasach współczesnych? Niespełna trzydzieści lat temu z Polski spadło jarzmo komunizmu. Wiemy jednak, że nie stała się ona krajem prawdziwie wolnym. Rzeczpospolitą wiążą dalej NATO i Unia Europejska. Od niewoli politycznej znacznie gorsza jest jednak ta mentalna i duchowa. W Polsce dalej kwitną procedery takie jak aborcja, czy zapłodnienie in vitro. Coraz mniej jest małżeństw i rodzin, a z tych, które są coraz więcej się rozpada. Polacy pozwalają na to, żeby za ich pieniądze finansowane były media emitujące programy hołdujące najniższym instynktom i bluźniercze spektakle teatralne. O poziomie moralnym tysięcy naszych rodaków świadczy chociażby popularność filmu ,,Kler”, czy ich decyzje w ostatnich wyborach samorządowych. Na urzędy wybrani zostali bowiem politycy z kryminalną przeszłością lub teraźniejszością, tacy, jak Paweł Adamowicz, Jacek Karnowski, czy siedzący za kratami wójt gminy Daszyna – Zbigniew Wojtera. W Polsce nie maleje też plaga różnych uzależnień i zniewoleń. W modzie jest rozwiązłość, zaś za wstydliwe uznaje się przywiązanie do wiary i tradycyjnych wartości.

Nad upadkiem narodu można by się pastwić długo, ale nie ma to większego sensu. Trzeba przede wszystkim działać. Co pomogą bowiem wydarzenia takie, jak Światowe Dni Młodzieży, czy przyjęcie społecznego panowania Chrystusa Króla, jeśli nie pociągną one za sobą konkretnego nawrócenia? Kard. Stefan Wyszyński w Ślubach Jasnogórskich przyrzekał Maryi w imieniu narodu wypowiedzieć „najświętszy i najcięższy bój” przeciwko wadom narodowym, szczególnie „lenistwu i lekkomyślności, marnotrawstwu, pijaństwu i rozwiązłości”. Pamiętamy dziś o tych słowach, czy dalej kusimy Boga nienauczeni doświadczeniem poprzednich pokoleń?

Oczywiście, w Polsce jest dzisiaj wiele dobra. Tysiące ludzi i rodzin żyją zgodnie z wolą Bożą, rozwijają się różne szczytne inicjatywy. Polska w porównaniu z większością krajów dalej jest ,,przedmurzem chrześcijaństwa”. Nie powinno nas to jednak uspokajać i wpędzać w pychę, jak to było z Żydami, którzy myśleli, że świątynia jerozolimska jest wieczną gwarancją bezpieczeństwa i pokoju. Później mogli już tylko płakać nad jej gruzami. Oczywiście tylko ci, którzy przeżyli zgotowaną przez Rzymian rzeź. Warto dziś pamiętać o słowach ks. Piotra Skargi, który mówił, że kiedy Bóg chce ostrzec narody wierne, karze narody sąsiednie mieczem pogańskim. Mówi nam to coś?

Dobrze też będzie, jeśli na koniec weźmiemy sobie do serca słowa z Księgi Izajasza.

Co mi po mnóstwie waszych ofiar? – mówi Pan. Syt jestem całopalenia kozłów i łoju tłustych cielców. Krew wołów i baranów, i kozłów mi obrzydła. Gdy przychodzicie, by stanąć przede Mną, kto tego żądał od was, żebyście wydeptywali me dziedzińce? Przestańcie składania czczych ofiar! Obrzydłe Mi jest wznoszenie dymu; święta nowiu, szabaty, zwoływanie świętych zebrań… Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości. Nienawidzę całą duszą waszych świąt nowiu i obchodów; stały Mi się ciężarem; sprzykrzyło Mi się je znosić! Gdy wyciągniecie ręce, odwrócę od was me oczy. Choćbyście nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi. Obmyjcie się, czyści bądźcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobrem! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie wdowy stawajcie! Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! – mówi Pan. Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna. Jeżeli będziecie ulegli i posłuszni, dóbr ziemskich będziecie zażywać. Ale jeśli się zatniecie w oporze, miecz was wytępi».

Czytaj także

Comments (0)

write a comment

Comment
Name E-mail Website