Czwarty czerwca to data uznawana przez Węgrów za jedną z najtragiczniejszych w historii ich państwa. Tego bowiem dnia 1920 r. w wersalskim pałacu Grand Tranion podpisany został traktat pokojowy pomiędzy państwami Ententy, a Węgrami, który przeszedł do historii pod nazwą traktatu w Tranion. Był on konsekwencją rozpadu Monarchii Austro-Wegierskiej, który dokonał się po I wojnie światowej. Państwo węgierskie było następcą Królestwa Węgier. Powstało ono po ofensywie wojsk czeskich, serbskich, francuskich i rumuńskich, które obaliły istniejącą prze kilka miesięcy 1919 r. Węgierską Republikę Rad. Władzę w państwie objął admirał Miklós Horthy, którego rząd był jednak zbyt słaby, by nie przyjąć warunków podyktowanych przez aliantów.

Zgodnie z postanowieniami traktatu, Węgry uznały niepodległość Czechosłowacji oraz Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców. Tym samym utraciły 70% swojego dawnego terytorium. Szczególnie bolesna była strata Siedmiogrodu, którego obszar przejęła Rumunia. Kraj ten dostał też kilka innych mniejszych krain. Czechosłowacja uzyskała natomiast terytorium dzisiejszej Słowacji i Ruś Zakarpacką. Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców otrzymało Chorwację, Bośnię, Hercegowinę, większość Baczki oraz część Banatu. Do Austrii trafiły zachodnie rejony Węgier, z których utworzono prowincję Burgenland. Polsce, zaś, w udziale przypadły skrawki Spisza i Orawy. Na mocy traktatu Węgry straciły także dostęp do morza oraz ponad połowę ludności. Ponadto zabroniono Węgrom posiadania armii liczniejszej, niż 35 tys. żołnierzy, lotnictwa i rozwoju przemysłu zbrojeniowego oraz budowy dwutorowych linii kolejowych. Nakazano im także wypłacenie reparacji wojennych.

Ustalenia te budzą liczne kontrowersje. Węgry, co prawda, wzięły udział w I wojnie światowej będąc częścią Monarchii Habsburgów, nie istniały jednak jako samodzielny podmiot polityczny więc nie prowadziły własnej polityki zagranicznej i nie wpływały na podejmowane przez rząd wiedeński decyzje. Nieprawdą okazały się hasła o kierowaniu się podziałem narodowościowym przez Ententę, gdyż, jak wspomniano, duża część Węgrów pozostała poza granicami państwa. Z resztą do dziś w południowej Słowacji, Siedmiogrodzie i Baczce większość stanowią Madziarzy. Do Węgier wróciła później tylko część Burgenlandu, na mocy plebiscytu, który ogłoszono po zbrojnym oporze miejscowych Węgrów. Ustalenia z Trianon na wiele lat spowolniły też rozwój węgierskiej gospodarki. Traktat wywołał masowe reakcje na Węgrzech. W dniu jego podpisania flagi opuszczono do połowy masztu, przestały pracować szkoły, urzędy i sklepy, na 5 minut zatrzymał się transport publiczny. W całym kraju odprawiano nabożeństwa żałobne. Rewizja paktu stała się głównym zadaniem polityki Budapesztu. Przyczyniła się ona do zbliżenia z III Rzeszą. Pod koniec lat trzydziestych do Węgier wróciły południowa Słowacja, Transylwania, Baczka, Karpato-Ukraina oraz skrawki Chorwacji i Słowenii. Nabytki te zostały anulowane po II wojnie światowej.

Traktat w Trianon był przejawem krzywdzącej niesprawiedliwości wobec narodu węgierskiego. Jedno z największych europejskich królestw okrojone zostało do obszaru stanowiącego 30% poprzedniego terytorium i utraciło lwią część ludności. W tym kontekście nie dziwi kolaboracja z III Rzeszą, która była dziejowym błędem, natomiast skutki paktu Węgrzy ponoszą do dziś. W szczególny sposób przejawia się to w relacjach z sąsiadami i polityce odnośnie mniejszości narodowych.

Filip Bator

11 KOMENTARZE

  1. To jest faktycznie kontrowersyjna kwestia, ale dla Polaka, stawianie się po stronie, rzekomo pokrzywdzonych Węgrów to głupota. Co ze Słowakami i ich prawem do narodowego samostanowienia? Co z Chorwatami, co z Rumunami, którzy stanowią większość mieszkańców Transsylwanii. Niestety, trzeba oddzielić imperializm od nacjonalizmu. Moim zdaniem, dobrze się stało, że do rozpadu tego sztucznego państwa doszło, mówię o Austro-Węgrzech, w tym Królestwie Węgier. Dzięki temu, powstały niepodległe Słowacja i Chorwacja, Rumunia odzyskała Siedmiogród po niemal tysiącu lat węgierskiego panowania. Z granicami jest trudno, bo trzeba uznać obiektywnie, co się komu należy, a nie subiektywnie.
    Węgrzy płacząc nad Trianon zachowują się jak zsowietyzowani ruscy, płaczący nad rozpadem Sowietów albo Niemcy płaczący na utraconymi “Ostgebiete”. Węgry prowadziły w Europie Środkowej politykę imperialistyczną, Słowacy oraz Chorwaci organizowali powstania przeciwko węgierskim oprawcom i okupantom, Węgrzy je tłumili.
    Przy całej mojej sympatii do Węgier, nie przewyższy ona sympatii do Słowaków, Rumunów czy Chorwatów oraz Serbów. Skoro Węgrom bliżej do Niemiec i Rosji, to niech tam idą, na mnie i na bardzo wiele osób w Polsce, nie mają co liczyć.
    Dla Polski, to Słowacja jest dzisiaj tym, czym przez wiele lat były Węgry, dobrze, że ONR to rozumie, dobrze byłoby wzmocnić współpracę z Marianem Kotlebą, a nie tylko lizać tyłek Jobbikowi, który kłania się Moskwie czy (to akurat pozytyw), Ankarze.

    • Opowiadasz bajki. Tysiąc lat temu nie było ani Rumunii, ani Rumunów w Siedmiogrodzie, ani w ogóle nigdzie na świecie. Dzisiejsi Rumunii pojawili się w źródłach jako Wołosi dopiero w XII wieku i to na terenie obecnej Bułgarii, a ich ojczyzną była prawdopodobnie dzisiejsza Serbia, lub pogranicze Serbii i Macedonii (gdzie zresztą dotąd żyją ich krewniacy, tzw, Arumuni). Na Wołoszczyźnie i w Siedmiogrodzie pierwsi Wołosi pojawili się dopiero w XIII wieku. Pierwsze państwa wołoskie na terenie dzisiejszej Rumunii powstały dopiero pod koniec XIII wieku, zaś zjednoczona Rumunia (bez Siedmiogrodu) dopiero w 1859 roku. O żadnych przodkach Rumunów w Siedmiogrodzie w starożytności, czy w średniowieczu nie wspominają żadne źródła historyczne, a rzekome wywodzenie Rumunów od starożytnych Daków jest po prostu nacjonalistycznym mitem – takim samym jak wywodzenie Polaków od Sarmatów, Gotów od Getów, a Węgrów od Hunów. Nie ma to nic wspólnego z nauką. Węgrzy przybyli do Siedmiogrodu należącego wowczas do Wielkiej Bułgarii pod koniec IX wieku i od razu objęli w nim władzę. Około 1000 roku Transylwania weszła w skład jednolitego państwa wegierskiego i pozostała w nim do 1919 roku, a wiec ponad 900 lat. O jakim “odzyskiwaniu” Siedmiogrodu przez Rumunię więc piszesz?
      Co do Słowaków, to również nigdy wcześniej nie posiadali oni swojego własnego państwa, a Węgrzy wcale ich nie podbijali, ponieważ już poprzednio zostali oni podbici przez Wielkie Morawy, które z kolei pokonali Węgrzy. Węgrzy nie zabrali im wiec niezależności i niepodleglości, albowiem w chwili przybycia Węgrów niczego takiego nie posiadali. Tzw. Serbowie Wojewodińscy również nie są na tym terenie autochtonami. Zostali oni sprowadzeni na teren południowej Niziny Węgrieskiej przez Habsburgów w XVIII wieku jako uciekinierzy spod władzy Imperium Osmańskiego. Chorwacja zaś nigdy wprost nie należała do Węgier, ale znajdowała się z nimi w unii podobnej do unii polsko -litewskiej. Unię zawarto w 1102 roku i przetrwała do 1918 roku. Żeby się powoływać na historie trzeba ja przynamniej minimalnie znać, kolego.

  2. Nie dziwi mnie to, że najbardziej prowęgierscy są dzisiaj kresowiacy, niestety, w dużej części, pospolite kanalie, którzy żyją w innym świecie. Nie będzie poparcia w Polsce, także wśród nacjonalistów dla jakichś tekstów czy wyprawach na Wilno lub Lwów. Nie będziemy walczyć w interesie jakichś pseudo-patriotycznych kundlii, żyjących imperialistycznymi urojeniami.
    Nacjonalizm – TAK, Imperializm – NIE

    • Po pierwsze poparcie dla idei odzyskania Lwowa jest w Polsce całkiem spore – i to nawet wśród nacjonalistów – także daruj sobie takie demagogiczne hasła o tym jak ma być.Po drugie zastanawiam sie jaką trzeba być kanalią żeby mieszać z błotem Kresowiaków za to,że chcieliby odzyskania ziem,które były dla nich ojcowizną?

  3. Nie zgodzę się z wami, chociaż w pewnych punktach macie rację…:
    1. Polska jeśli chce przetrwać, między dwoma potęgami, jak Rosja,czy nie,cy musi być imperium, państwo narodowe, takim jakim jesteśmy długo nie przetrwa i złoty czas po rozpadzie ZSRR nie długo się skończy(współpraca niemiecko-rosyjska, wojna chińsko-amerykańska itd.)…
    2. My mamy tradycje imperialne jeszcze z IRP i powinniśmy do tego dążyć- oczywiście,cie wiąże się to z dyskryminacją nawet ‘rodzimych nacjonalistów’, ponieważ logika imperialna, opiera się na innych podstawach niż narodowa- na patriotyzmie państwowym, i kulturowym, a nie etnicznym… Niemcy próbowali budować imperium na narodowym socjalizmie i skończyło to się tragicznie- tak samo jak Stalin budował na narodowym komunizmie…
    3. Polacy, stworzyli w ciągu wieków inna cywilizację- cywilizację polską- inną od anglosaskiej, inną od kontynentalnej czy azjatyckiej…Nasz nacjonalizm,jest doskonalszy i lepszy od nacjonalizmów innych ponieważ nie jest etniczny, ale kulturowy- łączy nas nie tyle więź krwi, ale więź wspólnej tradycji, kultury i historii i obyczajów- i to jest większe i szersze pojęcie, dzięki czemu nacjonalistami naszymi, mógł być Rusin, Węgier, Tatar, Litwin i in. ponieważ wyznawał podobne wartości i ideały…
    4. Nie widzę nic złego w chęci odzyskania Lwowa, Grodna i Wilna, tak jak nie widzę nic złego że Węgry chcą ‘odzyskać’ stracone ziemie- słusznie czy nie- nie nam oceniać- historia na pstrym koniu jeździ i jak sto lat temu by ktoś powiedział że Polska będzie niepodległa, a zachodnia granica będzie na Odrze i Nysie- to by się puknął w czoło..
    5.W świecie nie ma przyjaźni i antypatii narodowych- jest tylko interes i poczucie siły- tak robiły Węgry, gdy sprzymierzały się z IIIRzeszą, tak robił ZSRR, tak robi W.B. czy USA- i nikt nie ma do nich o to pretensji-ot- prawo silniejszego..Rację maja i historię piszą zwycięzcy-a kto miał rację i słuszność to każdy dopisuje sobie po swojemu później, oczywiście nie mówiąc że to jest subiektywne- tylko wmawiając w koło że to jest obiektywna polityka historyczna… Czysta obłuda i fałsz-ale taki jest świat…
    Trzeba grać tak jak przeciwnik pozwala-czyli tak samo twardo i egoistycznie rozpychać się łokciami, według panujących reguł, bo inaczej gadka o przyjaźni, honorze skończy się dla nas tak jak w 39r- czyli zagładą i unicestwieniem…
    Granie fair na arenie międzynarodowej, jest jak siadanie do pokera z oszustem i jeszcze graniem z nim znaczonymi kartami- czyli totalna głupota i frajerstwo…
    Prosto w oczy będą nas poklepywać jacy my honorowi i uczciwi, a za plecami się śmiać na jakich głupków i debili trafili…

    • I zgadzam się i się nie zgadzam jednocześnie. Jestem wielkim orędownikiem Intermarium, które, wbrew temu co wielu uważa, nie powstało przeciwko Rosji i nie wymyślił tego Piłsudski. Praktycznie każda siła polityczna w Polsce, w wieku XX była za budową potęgi Polski, opartej o kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Różnice były jedynie kosmetyczne. Niestety, nie zna Pan historii w wystarczającym stopniu, więc pomogę.
      1. Niemcy nie budowały potęgi opartej na NS, bo narodowy socjalizm był jedynie połaczeniem pruskiego nacjonalizmu, pan-germanizmu z socjalizmem. Niemcy za Bismarcka były równie imperialistyczne, a Hitler jedynie zmodyfikował parę rzeczy. To nie Hitler chciał podboju Wschodu Europy, ale generalicja i elity Rzeszy Niemieckiej. Polecam zapoznać się z teorię MittelEuropy. Polska, Ukraina to ma być klucz do potęgi niemieckiej, dlatego nie ma się co dziwić, że Niemcom zależy na przyciągnięciu Ukrainy w swoim kierunku, Polska jest już wystarczająco zwasalizowana, choć trzeba przyznać, że Niemcom brakuje już sił i środków, dlatego perspektywicznie nie są oni zagrożeniem, takim jak byli 100 lat temu.
      2. Kwestia samych Węgier. Węgrzy mają awersję do Słowian, ktoś kto tego nie wie, winien posłuchać trochę Węgrów, o ile da się ich zrozumieć, ale znając język niemiecki można się z Węgrem dogadać, na tyle, że prędzej czy później wyjdzie z niego Słowianofob i Germanofil. Większość Węgrów nie lubi ani Słowaków, ani Czechów, ani Słowian Południowych, a i do Polaków, mają stosunek bardziej realistyczny niż romantyczny. To wlaśnie epoka romantyczna i Wiosna Ludów stworzyła w Polsce mit, bo to trzeba sobie powiedzieć jasno, to jest mit Węgra-bratanka. Jak spojrzeć w historię wcześniejszą, to Węgrzy nie byli sojusznikami Polski. Czy to nie Węgrzy brali udział w pra-rozbiorze Polski, w połowie wieku 17, razem ze Szwecją, Rosją i Brandenburgią? Nie pamiętam kto tam wówczas był hetmanem, ale Polacy wpierw musieli pogonić Madziarów, a dopiero potem brać się za Szwedów i Moskali. O średniowieczu nawet nie wspomnę, Ludwik Węgierski i Madziary traktowali Polskę jak kolonię.
      Trzeba skończyć więc z romantyzmem i tym “honorem” a skupić się na bezlitosnym i cynicznym wykorzystywaniu położenia. Od dawna uważam za podstawę polskiego “być albo nie być” są stosunki z 2 sąsiadami – Białorusią oraz Słowacją. Wszelkie próby prowadzenia polityki antybiałoruskiej oraz antysłowackiej winny spotkać się z ostrą reakcję ze strony każdego Polaka. Dobrze, że ONR Podchale ma swój udział w pielęgnowaniu polsko-słowackiej współpracy. Z Białorusią jest problem ponieważ białoruscy nacjonaliści są niewiele mniej antypolscy, a można nawet by rzec, że bardziej niż ukraińscy, którzy zdaje się powoli zaczynają otwierać oczy. To, że na Zakarpaciu, grożą Węgrom, to nie dobrze, ale dopóki nie biorą sie za Polaków, winniśmy milczeć. Warto przypomniec, że to Węgrzy wspierali OUN i UPA, bronią i logistyką, w czasie ostatnich lat wojny. Teza więc, że Węgier to brat-przyjaciel, a Ukrainie to brat-morderca, nie jest do końca pełna i w każdym momencie może ulec erozji.

      • Jednym słowem, należy patrzeć na Węgrów i się od nich uczyć, ale nie ma co się do nich za bardzo przymilać, bo oni doskonale wiedzą, ze czynnik romantyczno-emocjonalny u Słowian, nawet tak zgermanizowanych jak Polacy, potrafi brać górę. I potrafią to bezlitośnie wykorzystywać.

        • Mam nadzieje, że przeczyta to ktoś kto jest odpowiedzialny za organizację Marszu Niepodległości.
          Kilka lat temu, zaproszono przedstawicieli wielu organizacji z Europy, w tym i Jobbiku, ale także i Słowaków, ale także krajów skandynawskich czy Holandii. Może dobrze byłoby zorganizować Marsz Niepodległości Europy Środkowej, skoncentrowany właśnie na takich krajach jak Węgry, Słowacja, Czechy, Rumunia, Bułgaria, kraje byłej Jugosławii, może nawet i Ukrainy oraz Rosji. Myślę, że byłoby to trudne, ale gdyby dobrze pogadać, to byłoby to możliwe. Byłby to wyrazisty znak solidarności krajów tej części Europy, tak przeciwko demoliberalnego Zachodu oraz dzikiego, nieokrzesanego Wschodu. Szczególnie dobrze byłoby zobaczyć obok siebie, np. Jarosza oraz Demuszkina(Bełow siedzi w więzieniu, nie wiem czy nawet nie łagrze), Vonę, Kotlebę, Vandasa i paru jeszcze innych. Można by też zorganizować jakiś marsz “słowiański”, czyli bez Węgrów i Rumunów oraz Bałtów.
          Mam nadzieje, że doczekam takiego dnia.

          • Co do Niemiec- nie lekceważyłbym ich tak- oni są silni a jakby chcieli i mogli to zniszczyli by nas krócej niż w 39r… A nie robią tego z dwóch powodów: Amerykanie, którzy maja swoje bazy ich blokują, nie dopuszczając by na kontynencie powstała jedna dominująca siła; oraz 2. Własne Elity biznesowe- to Niemcy a nie Chiny są największym importerem na Świecie i jakakolwiek wojna zniszczyła by im rynki zbytu- dlatego wolą mieć istniejące, ale słabe gospodarki wokół siebie by mieć rynki zbytu, tanią siłę roboczą i stały wzrost gospodarczy- po ti im jest UE i Euro potrzebne… Zwłaszcza teraz gdy ważą się losy umowy handlowej z USA(TTIP)…
            Niemcy nie chcą popełnić błeu Kajzera Wilhelma i Hitlera, gdzie przez gwałtowną i radykalną ekspansje stracili to co budowali przez 1000lat- oni wiedzą że podbój najlepiej robi sie stopniowo, ewolucyjnie, przez dominacje kulturowo-ekonomiczna, jak miało to miejsce wobec Słowian Połabskich na przestrzeni minionych wieków- tylko Łużyce się ostały, a i mało brakowało że Ślązący, Czesi,Mazurzy czy Kaszubi, też całkiem się zgermanizują- dlatego do tego wracają… Niemcy to teraz gorszy wróg niż Rosja…
            A co do Intermarium- m za dwoma kierunkami: północnym-
            1.Skandynawowie, jako pomoc przeciw ruskim, a którzy to produkują świetne militaria, okręty wojenne, samoloty, wozy pancerne- współpraca z nimi zamiast z amerykanami przyniosłaby nam więcej korzyści, a do tego maja bogate złoża mineralne…
            2,grupa Wyszechradzka- jako przeciwwaga dla wpływu Niemców w Europie środkowej, a Węgry są nam do tego bezwzględnie potrzebne mimo ich filoniemieckości…
            Co do Litwy czy, Ukrainy – dopóki nie wyzbędą się swojego antypolonizmu nie ma co współpracować- trzeba jasno postawić sprawę, bo patyczkowanie się z nimi oni odczytują jako naszą słabość a nie dobrą wole i jeszcze bardziej przykręcają śrubę i nam szkodzą- dość tego- trzeba twardo postawić sprawę- albo szacunek i interes- albo pogarda i zwijamy biznes- krótka piłka!!! Z Białorusią nie ma problemu- póki rządzi Łukaszenko, możemy mieć z nimi świetne stosunki, tylko zło jest po naszej stronie, niepotrzebnie mieszając się w wewnętrzne sprawy- a przez to cierpi nasza mniejszość… Trzeba mu powiedzieć- my nie wspieramy tzw. opozycji- ty nie prześladujesz naszej mniejszości, siadamy i robimy interesy- i koniec… A co do Łotwy i Estonii- im bliżej do Skandynawii, ale nas lubią względnie maja stosunek neutralny więc z nimi nie ma problemu… Tak samo Mołdawia…
            Rosję trzeba zostawić na osobną dyskusję…

          • “może nawet i Ukrainy oraz Rosji.” Dodajmy do tego jeszcze Niemcy i bedzie komplet.Naprawde nie wiem w jakie odmety szaleństwa mentalnego trzeba popaść żeby takie chore wizje tworzyć.

      • Nie zgodzę się do końca z tym, że Węgrzy tak wspomagali OUN-UPA. Fragment książki ,,Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich” https://www.facebook.com/310464339154828/photos/a.325107797690482.1073741828.310464339154828/325107664357162/?type=1&theater

        ,,13. Pomoc ze strony Węgrów
        „Przyjaciół poznaje się w biedzie” – to powiedzenie pasuje jak najbardziej
        do Węgrów. Mimo, że oficjalnie byli sprzymierzeńcami Niemców, ale zawsze
        nam sprzyjali i zawsze można było na nich liczyć. Stosunki z Węgrami opiszę
        głównie na podstawie relacji z byłego województwa stanisławowskiego, gdyż
        ich oddziały głównie tam przebywały40.
        Jest bardzo dużo relacji z województwa stanisławowskiego dotyczących
        pomocy jakiej ludność polska otrzymywała od Węgrów. Dotyczy to sprzedawania
        przez Węgrów broni i amunicji Polakom – w tamtych warunkach była to
        sprawa ogromnej wagi. Żołnierze węgierscy brali pod obronę Polaków w razie,
        gdy groził napad, natomiast, jak już wspomniano, nie brali udziału w eksterminacji
        Żydów i byli temu przeciwni (521). Oto przykłady kilku relacji:
        W Perehińsku, gm. Rożniatów, pow. Dolina (St. 26) w czasie napadu banderowców
        25 Polaków schroniło się w budynku poczty chronionym przez 10
        żołnierzy węgierskich, dzięki temu ocaleli. Tej samej nocy na wsi banderowcy
        zabili 20 Polaków.
        W mieście powiatowym Kałusz w nocy z 4/5.07.1944 (St 150) UPA dokonała
        napadu na polskie zagrody na przedmieściu Wysoczanka i zamordowali
        tam 5 mieszkańców. Szybka pomoc żołnierzy węgierskich uniemożliwiła rzeź
        pozostałych mieszkańców.
        W mieście powiatowym Nadwórna (St 342) w czerwcu 1942 r. ks. Józef
        Smaczniak został z inspiracji policji ukraińskiej aresztowany przez gestapo pod
        zarzutem szpiegostwa i zamordowany w więzieniu w lipcu tegoż roku. Dzień
        przed aresztowaniem oficer wojska węgierskiego ostrzegał księdza przed możliwością
        aresztowania. Dawał mu nawet samochód i radził wyjazd do Budapesztu.
        Ksiądz odrzekł: Tutaj ja sam uczyłem wiernych w parafii miłości, katolicyzmu
        i polskości – uciekać nie mogę.
        W wojewódzkim mieście Stanisławowie (St 498) przez ponad miesiąc,
        około lipca 1941 r. Węgrzy sprawowali w mieście władzę. Oficerowie, węgierscy
        często brali w obronę Polaków i nie dopuszczali do samowoli policji ukraińskiej.
        We wsi Siemiginów, pow. Stryj (St. 592-93), w okolicy Świąt Wielkanocnych
        1944 r. upowcy weszli do wsi wieczorem i wyłapali wszystkich mężczyzn
        w wieku powyżej 16 lat, musieli rozebrać się do naga, potem ich skrępowali i rozstrzelali.
        Następnie zabrano kobiety i dzieci do 16 lat (około 45 osób) i trzymano
        je przez noc na jednym podwórku (wielu było boso i w bieliźnie a na dworze były
        właśnie roztopy). Następnie kazano im iść w kierunku rzeki. Eskortowało ich
        dwu banderowców z automatami Gdy doszli, banderowcy chwilę postali i kazali
        im czekać a sami poszli z powrotem do wsi. Wtedy z krzaków po drugiej stronie
        rzeki wychyliło się kilku żołnierzy węgierskich. Okazuje się, że cały czas mieli banderowców na muszce i natychmiast by ich „sprzątnęli”, jak tylko zaczęliby te
        kobiety mordować. Widocznie banderowcy ich spostrzegli i woleli się oddalić.
        Grupa kobiet i dzieci została przewieziona pontonami na drugi brzeg, gdzie Wę-
        grzy mieli koszary i zaopiekowano się nimi.
        We wsi Wołczkowce, gm. Zabłotów, pow. Śniatyń (St. 648) w pierwszych
        dniach lipca nacjonaliści ukraińscy zamordowali 8 osób. Oficerowie węgierscy
        zareagowali na tę zbrodnię aresztując podejrzanych. Po krótkim śledztwie kazali
        ich rozstrzelać.
        Są jeszcze inne relacje o przyjaznym stosunku Węgrów do Polaków
        w województwie stanisławowskim – na stronach St 46, 111, 513, 524, 705,
        o kupowaniu broni od nich (St. 252, 486), o przepłoszeniu banderowców w czasie
        napadów (St 262, 486,705). i podobne, także liczne z innych województw np.
        z Tarnopolszczyzny (528, 665, 887, 957)

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię