Newsletter subscribe

Społeczeństwo

Franek Łukaszewski: Jaka jest cena dobrego imienia?

Posted: 24 lipca 2018 o 14:45   /   by   /   comments (1)

Na początku roku zarówno polską, jak i światową opinię publiczną zelektryzowała informacja dotycząca nowelizacji ustawy o IPN. W myśl nowych przepisów, Państwo Polskie było zobowiązane ścigać oraz karać osoby, które wbrew prawdzie przypisywały zbrodnie nazistów narodowi polskiemu, tym samym pomniejszając winę tych pierwszych. Jednocześnie dość zdawkowo odnoszono się do możliwości popełnienia wymienionych czynów w ramach działalności artystycznej i naukowej. W myśl nowelizacji odniesienia takie nie stanowiłyby przestępstwa. Najistotniejsze jest to, że przepisy miałyby być stosowane zarówno wobec Polaków, jak i cudzoziemców, a śledztwo z urzędu wszczynałby prokurator IPN. Wyrok miał być podawany do publicznej wiadomości. Wojownicy o prawdę historyczną przecierali oczy ze zdumienia, gdyż wszystko wskazywało na to, że w niedługim czasie Polacy będą się wreszcie mogli bronić przed krzywdzącymi stwierdzeniami typu „polskie obozy śmierci” lub innymi kłamliwymi oskarżeniami. Wydawałoby się, że ustawa broniąca dobrego imienia narodu jest czymś naturalnym i niezbędnym w systemie funkcjonowania niezależnego państwa. W czasie kiedy odbywała się nad nią dyskusja, ustawa ta była również czymś bardzo wyczekiwanym przez duża grupę społeczeństwa, ponieważ dotychczasowe próby obrony dobrego imienia Polski kończyły się na bardzo stonowanych interwencjach MSZ oraz sprawach sądowych, zakładanych przez prywatne osoby.

Nie wiem jaki cud musiałby się wydarzyć, aby próby umocnienia naszej suwerenności pozostały bez komentarza środowisk i organizacji stawiających sobie za cel utrzymanie terytorium Polski jako swojej strefy wpływów. Cud się oczywiście nie wydarzył, a jeszcze długo przed głosowaniem nad ustawą tumult podnieśli politycy Izraela, USA, bardziej rozwiniętej części UE oraz plejada miejscowych aparatczyków, którym mniej zależy na dobrym imieniu swojej Ojczyzny, a bardziej na korzyściach jakie mogą osiągnąć poprzez wspieranie obcych interesów. Nie było chyba dla znawców tematu zaskoczeniem, że najbardziej zaciekłym przeciwnikiem przyjęcia takiej ustawy był Izrael. Niejednokrotnie w powojennej historii to właśnie z tamtego kierunku pojawiały się oskarżenia wobec Polski o współudział w eksterminacji narodu żydowskiego. Odsuwając w cień faktycznych sprawców tego nieszczęścia, pewne środowiska starają się od wielu lat wysunąć Polaków na pierwszy plan oraz wypowiadać się o nich w sposób identyczny jak o systemowych sprawcach zbrodni z okresu II wojny światowej. Nie widzę innego powodu tak stanowczego oporu ze strony Izraela i całej koalicji stworzonej przeciw ustawie o IPN, jak właśnie próba przekłamania historii i skierowania uwagi na kogoś innego. Swoje oburzenie z powodu przyjęcia ustawy wyraził nie tylko szef izraelskiego rządu, ale także prezydent i parlamentarzyści Knesetu. Jeden z parlamentarzystów napisał wprost: “to były polskie obozy śmierci i nic tego nie zmieni”. Nie sądzę, żeby tysiące Polaków, którzy z narażeniem zdrowia i życia ratowało swoich rodaków wyznania mojżeszowego, zasłużyło sobie na podobne traktowanie.

Jednak zostawmy narazie naiwne poszukiwania sprawiedliwości. W ogniu krytyki, debaty publicznej i całego zamieszania nowelizacja ustawy zostaje przyjęta niemalże jednogłośnie. Gabinet rządzący troszkę w nieładny sposób odrzuca gorący kartofel którym jest ta ustawa w stronę prezydenta. PiS daje ludziom to czego chcieli, opozycja zaciera ręce bo wie, że będzie z tego tytułu draka na forum światowym, a w kuluarach światowych mocarstw już słychać pomruk niezadowolenia. Pan prezydent w sposób bardzo ładny wychodzi z twarzą podpisując ustawę, lecz oddając ją do ponownej analizy Trybunału Konstytucyjnego. Nad Polską przetacza się fala krytyki, a ludzie świadomi tego co się właśnie wokoło nich dzieje zastanawiają się jakie będą konsekwencje takiego obrotu sprawy. Zarówno przed, jak i po przyjęciu nowelizacji dochodzi do licznych spotkań między stronami. Nie sposób nie zauważyć, że podczas rozmów dyplomatycznych na temat ustawy o IPN bardzo często zupełnie przypadkowo pojawia się temat ustawy reprywatyzacyjnej. W debacie sejmowej coraz częściej pojawiają się głosy, że na Polskę od lat wywierany jest nacisk ze strony rządu USA, jak i Izraela, w kwestii wielomiliardowych żądań środowisk żydowskich wobec Polski. Bezwzględnie należy zadać tu pytanie: czy Polska jako suwerenny kraj może zmieniać prawa pod presją Izraela lub jakiegokolwiek innego państwa? Niech każdy z nas sam sobie odpowie na zadane pytanie. Odpowie w sytuacji gdy dyplomacje obcych państw nie paktują, a żądają od Polski, gdy w czerwcu tego roku  Prawo i Sprawiedliwość wprowadziło w pilnym trybie korektę ustawy o IPN, gdy opozycja krzyczy o tchórzostwie, a sama przez osiem lat swoich rządów nie zrobiła nic w opisywanym temacie.

Oprócz moralnej i wizerunkowej klęski, podobne sytuacje od lat niosą ze sobą również inne negatywne konsekwencje. W sieci bez najmniejszego  problemu można znaleźć filmiki, których bohaterowie mają wręcz odwrotną wiedzę na temat Holokaustu, na których grupa młodzieży z Izraela siedząca w Berlinie kilkaset metrów od historycznej siedziby SS mówi, że czuje się tam bezpieczniej i bardziej komfortowo niż w Polsce. Lata zaniedbań polskiej dyplomacji doprowadziły do tak absurdalnych sytuacji, że aż ciężko o nich myśleć komuś, kto zna trudną i traumatyczną historię II wojny światowej. Jednak najgorsza nie jest niewiedza pewnych pokoleń ani zawiść pewnych środowisk. Najgorsza jest nasza bezradność oraz krzywda jakiej doznają ci, którzy w żaden sposób na nią nie zasłużyli.

Czytaj także

Comments (1)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 24 lipca 2018 o 15:15 Dymitr Ogonowski

    Ale prawdę mówiąc tvn, pokazując tych głupich z lasu, działał właśnie w tym kierunku. To była jakaś grupkach bez znaczenia. Wiadomo, że w ogóle nie pasowali do polskiego nurtu narodowego ani polski nurt narodowy nie może mieć z nimi nic wspólnego. TVN pokazując tą grupkę z lasu, chciał zdyskredytować polski nurt narodowy. Ale zaszkodził wizerunkowi Polski w ogóle. Nikt normalny nie łączy Polski z Hitlerem. A jakieś tam grupki, mówiące różne brednie wszędzie się zdarzają. TVN sugerował jednak, że rzekomo oni reprezentują jakiś nurt w Polsce. My wiemy, że to bzdura. A ci z zagranicy oglądający tvn niekoniecznie.

    Reply