“Poza lasem” (“Fuori dal bosco”) to 10 opowiadań “etymologicznie poprawnych i politycznie niepoprawnych”, które pod postacią stada wilków przedstawiają LealtaAzione – jedną z włoskich “niepoprawnych politycznie” organizacji. Bohaterowie opowiadań – przywódca stada Alfa, stary Lamdba i inni – wyruszają z bezpiecznego lasu na spotkanie ze współczesnym światem, by przypomnieć mu znaczenie Tradycji i wartości takich jak honor, przyjaźń czy poświęcenie.
Autor, Guido Giraudo jest wieloletnim działaczem włoskiego środowiska prawicowego, dziennikarzem, pisarzem oraz wykładowcą komunikacji medialnej w mediolańskiej wyższej szkole Istituto Europeo di Design.

U WRÓT STADA

Najważniejszą rzeczą, którą robi wilk Beta jest ocenienie, czy nowo przybyły jest godny zaufania i upewnienie się o tym, obserwując jego reakcje. To jest rola Bety w stadzie: chronienie innych wilków i zachowywanie się jak „bramkarz”, upewniając się, że żaden niebezpieczny lub niepożądany osobnik nie zbliży się do stada.
Było więc rolą Bety wychodzenie na spotkanie każdego nowego gościa. Rozkazy Alfy przewidywały przegnanie niepożądanych osobników (wilków, zwierząt i ludzi) lecz także przyjmowanie i informowanie tych, którzy zbliżali się z dobrymi intencjami albo z autentyczną ciekawością. Becie to drugie zadanie niezbyt odpowiadało. Dzięki swojemu doświadczeniu, zdobytemu przez wiele lat życia w lesie, wyczuwał nosem i akceptował tylko podobnych sobie, tylko prawdziwe silne, twarde i dzikie wilki albo młode wilczki gotowe do poświęceń i do podporządkowania się surowej dyscyplinie, którą on narzucał każdemu, kto prosił o przyjęcie w szeregi stada. Teraz nowe nastawienie wymagało od niego ogromnych pokładów cierpliwości i wytrwałości, ponieważ praktycznie codziennie był wzywany do witania, oceniania i przesłuchiwania wszelkiego rodzaju dziwnych osobników. […]

Pierwszymi, którzy wystawili na próbę cierpliwość i doświadczenie Bety były wilczury, które przybywając do Przyczółku przedstawiły się jako „post-wilki”. Rzeczywiście, z wyglądu przypominały prawdziwe wilki i można było łatwo odgadnąć, że pochodziły od nich w prostej linii, ale były tak piękne i czyściutkie, z błyszczącą i gęstą sierścią, że od razu było widać, że ciągle przebywają z ludźmi. Nie pachniały dzikością, ale śmierdziały dymem, jak ulice miasta. Poza tym połyskliwa sierść i pewna okazałość w kształtach zdradzały, że nie cierpiały głodu ani nie musiały spać pod gołym niebem i znosić niepogody.
Przybyły w parze, nieśmiało, prawie w ukryciu, przynosząc pozdrowienia od jakiegoś „post-wilka” jeszcze ważniejszego (według ludzi), „który, niestety, nie mógł dzisiaj przyjść…”.
– Jesteśmy tacy jak wy – rozpoczęli. – No… właściwie… byliśmy jeszcze niedawno. Ale nie wyparliśmy się niczego z naszej przeszłości! Także nasi przodkowie pochodzili z lasu, także my walczyliśmy z myśliwymi. Potem jednak zrozumieliśmy, że lepiej jest walczyć „od środka”, nawiązując znajomości z pewnymi ważnymi ludźmi, akceptując reguły współczesności… Musicie zrozumieć! Tak, zawarliśmy kompromisy, ale tylko po to, żeby osiągnąć jakieś efekty. Teraz także nasz gatunek jest szanowany i ma prawo zamieszkiwać w pałacach ludzi… Tak, oczywiście, bierzemy od ludzi jedzenie… nawet dużo, jeśli o to chodzi, a poza tym w zimie mamy zapewnione ciepło i wygodę. Ale nie zdradziliśmy wilczej idei… Wciąż jesteśmy jednymi z was!
Gdy tylko rozmówca wypowiedział pierwsze słowa Beta miał ochotę go ugryźć, ale wiedział, że Alfie by się to nie spodobało. Te „post-wilki”, już należące do ludzkiego systemu życia, mogły być dla nich w pewien sposób użyteczne. Dlatego Beta musiał przełknąć warknięcie, które spontanicznie rodziło mu się w gardle, pozwalając parze spotkać się z przywódcą stada.

Wilczury były bardzo usłużne i spolegliwe, chętne do współpracy i posuwały się do niewiarygodnych wręcz obietnic:
– Nie bójcie się – mówiły. – My wpłyniemy na ludzi, tak że ta haniebna nagonka na wilki się skończy. Także myśliwi muszą już zakończyć te stare polemiki. To nie tylko słuszne, to wasze święte prawo, żebyście mieli przestrzeń dla siebie, i my wam to zagwarantujemy.

Alfa spojrzał na Betę zanim podziękował przybyszom. Także on im nie ufał, ale nie było żadnego powodu, żeby przepędzać kogoś, kto przyszedł ofiarować przyjaźń. Poza tym czas będzie dla nich najlepszym sędzią.
– Naturalnie porozmawiamy o tym z ważnym wilczurem, który urzęduje w stolicy – kontynuowali. – Może będziemy was potrzebować, żeby być bardziej widocznymi, żeby zdobyć więcej uwagi w siedzibach władzy… Powiemy wam za jakiś czas… Poinformujemy was. Bądźmy w kontakcie… Teraz mamy kolejne spotkanie… Niech żyją wilki!

Inną kategorią odwiedzających, którzy musieli spotkać się z Betą byli „wilczy aspiranci”. Pierwsi, którzy się zjawili, spowodowali nie tylko niezwłoczną interwencję Bety, ale także ciekawość, a wręcz rozbawienie wszystkich innych wilków obecnych w Przyczółku. Także oni przybyli w parze: pierwszy był jednym z tych wyselekcjonowanych do walk z bykami – niski, masywny, z płaskim psykiem i krzywymi, muskularnymi łapami. Drugi, owoc „umiejętnych manipulacji genetycznych” był natomiast wysoki, smukły, o potężnych szczękach, wyselekcjonowany by bronić ludzi (bogatych) przed innymi ludźmi (o złych intencjach). Oba o lśniącej, czarnej sierści.
Podeszły do Przyczółku pewni siebie, zgrywając twardzieli i zgrzytając zębami.
– To wy jesteście wilkami z lasu? – zapytał pierwszy, chociaż odpowiedź była oczywista. – My jesteśmy po waszej stronie! Także my mamy dosyć ludzi i jesteśmy gotowi do walki. Jesteśmy dzicy jak wy, okrutni jak wy i jesteśmy gotowi wymordować wszystkich myśliwych po kolei. – Po tych słowach obaj zaczęli warczeć, ukazując równiutkie białe zęby i prężąc mięśnie karku.
Tym razem Beta nie wytrzymał. W lot pochwycił spojrzenie Alfy, zjeżył sierść, odsłonił zęby i zbliżył się do dwójki ze straszliwym spojrzeniem. Wystarczyło tylko lekkie draśnięcie w ramię większego, by także niższy odskoczył do tyłu zdumiony. Patrzyli obaj zagubionym wzrokiem, byli przekonani że znajdą entuzjastyczne przyjęcie, a tymczasem… Nic z tego.
– Ale… przynajmniej poddajcie nas próbie! Jesteśmy gotowi gryźć łydki „strażników”, jeśli chcecie, albo możemy napaść na jakąś siedzibę myśliwych i zagryźć kogoś… Przecież trzeba robić rewolucję, trzeba obalić władzę ludzi. Czy przypadkiem nie po to wyszliście z lasu? Więc my jesteśmy, jesteśmy gotowi, a razem z nami dziesiątki innych psów gotowych do walki przeciw ludzkiej opresji.
Stojący w bezruchu Beta uchwycił wymowne spojrzenie starszych wilków. O takich pomysłach słyszeli już nie raz w lesie, wśród wymyślnych obelg rzucanych przez przywódców stad sfrustrowanych bezczynnością i marginalizacją. Starsi doskonale wiedzieli, jak się kończą takie dyskusje: jakiś mały napad, jakiś pogryziony i szybka ucieczka, a potem płacą za to wszystkie wilki bez różnicy, nawet te, które nawet nie wiedziały o akcji, a które były potem ścigane, więzione i skazywane. Nie mówiąc już o tych przywódcach stad, którzy wysyłali do działania młode, niedoświadczone wilki, które za każdym razem kończyły zatrzymane przez strażników i cierpiąc w odosobnieniu, gdy tymczasem ich przywódcy rzucali przekleństwa do księżyca.
– Idźcie precz. – Rzucił tylko Beta głosem cichym i bardzo spokojnym.
Dwaj „twardziele” popatrzyli po sobie zaskoczeni, a potem spojrzeli na Betę i inne wilki z cieniem litości.
– Wszyscy wymiękliście… wy, wilki! Wy też chcecie stać się potulnymi psinami na ludzkiej smyczy. To dlatego wyszliście z lasu… szukacie gotowego papu i…
Nie zdołał skończyć zdania, bo nagle wszystkie obecne w Przyczółku wilki ruszyły w ich stronę i gdyby nie natychmiastowa interwencja Alfy, niechybnie zaznaliby zębów „psinek”.
– Wracajcie do swoich bud – warknął Alfa. – Kiedy będziecie gotowi by zrezygnować ze wszystkiego: z jedzenia ludzi, z wygód, którymi cieszycie się każdego dnia, gdy będziecie gotowi znosić poświęcenia dla dobra innych, a nie dla własnej pychy, kiedy odsuniecie na bok waszą arogancję i zaczniecie szanować tego, kogo macie przed sobą,… Kiedy nauczycie się słuchać a nie mówić, kiedy wykażecie nam na przykładach, że zmieniliście wasz sposób życia… Wtedy, i tylko wtedy, możecie sobie pozwolić, by się do nas zbliżyć. Siła to nie przemoc, odwaga to nie poniżanie, autorytet to nie niesprawiedliwość. Odejdźcie stąd i powiedzcie to wszystkim, którzy sądzą, że przybyliśmy aż tutaj, ryzykując nasze zdrowie i nasz spokój, żeby zajmować się waszymi problemami albo waszą bezradnością. Wracajcie do waszych ciepłych domów i nauczcie się gryźć się w język, na wypadek gdybyśmy mieli się jeszcze spotkać.

Do zupełnie innego rodzaju należało spotkanie z paroma „bezdomnymi kundlami”, mieszańcami, które zostały opuszczone przez ludzi albo od nich uciekły, przyzwyczajonymi do życia na ulicy z wyboru lub z konieczności. Kilku z nich kręciło się w pobliżu Legowiska, obserwując, lecz bez odwagi by się zbliżyć – sława „okrutnych” wilków dotarła również do nich i nie chcieli ryzykować. Co więcej, niektórzy z nich mieli w pogardzie te wolne i niezależne zwierzęta, które nie miały potrzeby ukrywać się ani szukać pożywienia w pojedynkę, wśród których panował hierarchiczny i rodzinny porządek, tak surowy i skuteczny. Kundel jest włóczęgą, czasem łączy się w stada ale pozbawione hierarchii, jedyną rzeczą, której poszukuje jest „melanż”, jako sposób na zakończenie każdego dnia zapominając o wszystkich problemach. Przyzwyczajeni do grzebania w ludzkich śmietnikach żyją bez marzeń ani nadziei.
Jednak nie wszyscy z nich są tacy. Niektórzy zostają „przybłędami” z wyboru albo buntu, uciekając od niezrównoważonych lub okrutnych panów i szukając – być może nieświadomie – bardziej wolnego, naturalnego i autentycznego. Jeden z nich miał odwagę zbliżyć się do Przyczółku i spotkać z Betą. Śmierdział. Nie lasem, ani nie dymem, ani nie tymi substancjami którymi ludzie skrapiają sierść psów by uniknąć pasożytów. Śmierdział brudem i kropka. Długa sierść była pozlepiana w strąki, które nie widziały wody od ostatniej ulewy. Działając pod wpływem instynktu Beta chciał go natychmiast przegnać – wystarczyłoby jedno warknięcie – ale przypomniał sobie rozkaz Lambdy by wysłuchiwać wszystkich i uspokoił się.
– No więc, ja, ten… nie, żebyście mnie obchodzili za specjalnie. Poza tym, no, wiem, że jesteście wilkami, więc jesteście okrutni, ale, no, chciałbym się dowiedzieć…
Beta przez chwilę był osłupiały z powodu niejasnego i bezsensownego języka nieznajomego, ale z wysiłkiem panując nad sobą pozwolił mu zbliżyć się, rzucając okiem na inne obecne wilki, nieco zniesmaczone wyglądem przybysza. Potem długo opowiadał o ich sposobie życia, sensie autorytetu, szacunku, solidarności. Opowiadał o tym, co robili by pomóc rodzinom w wychowaniu szczeniaków i kształceniu młodych, o roli starszych a nawet o tym, jak wilki chronią przyrodę i jej równowagę zagrożoną przez współczesne społeczeństwo maszyn i przez jej trucizny,
– No pięknie, znaczy, ten… fajnie. Nie żeby robiło to na mnie wielkie wrażenie. Ja jestem wolny i nie pasuje mi mieć szefa. Znaczy, mnie też wnerwiają ludzie, ucieczki przed samochodami i świństwa, które wrzucają do wody. Znaczy, ten, naprawdę dosyć już tego! Ale nie możemy używać przemocy. Bo ten, no, natura to pokój, to miłość. A wy jesteście źli, gryziecie, zabijacie, szarpiecie…
Z nieskończoną cierpliwością (która zaskoczyła jego samego), Beta wyjaśnił, że to wszystko nieprawda, że to kłamstwa rozpowszechniane przez myśliwych by ich zdyskredytować, trzymać ich z daleka i na ile to możliwe, wyeliminować. Wyjaśnił, że wilk nie kąsa nigdy tylko dlatego, że ma taką ochotę, że je tylko tyle, ile potrzebuje i nigdy więcej, że przestrzega praw Natury i jej łańcucha pokarmowego, i że, oczywiście, bronią się, gdy się ich zaatakuje, lecz nigdy nie atakują bez potrzeby.
– No więc, tego… To nieprawda… Wy kiedyś takich jak ja zabijaliście, bo nie tolerujecie różnic i czujecie się wyższą rasą…
Beta wziął głęboki oddech, wstrzymując chęć rzucenia jakiejś ostrej odpowiedzi. W tym momencie zainterweniował Alfa, zbliżając się z ironicznym uśmiechem na ustach.
– Nie możemy cię przekonać, jeśli nie chcesz. Tak jak prawie wszyscy „z zewnątrz” jesteś pełen uprzedzeń, przyswoiłeś sobie koncepcje i frazy, które były powtarzane przez wieki. Niemożliwe jest wymazanie ich w ciągu jednej rozmowy. My jesteśmy tym, co widzisz, a nie tym, co ci powiedzieli. My mamy reguły i sposoby życia do których się stosujemy od zawsze, ponieważ regulują egzystencję naszego gatunku i relacje z innymi. Współcześnie ludzie odkryli tą starą zasadę i nazwali ją „bioróżnorodnością”. Dla nas zawsze istniała: każda rasa, każdy gatunek ma swoją charakterystykę, swoje środowisko i swoje potrzeby, a wszystkie razem utrzymują równowagę Natury dzięki rolom, które odgrywają. […] Powtarzam ci: my jesteśmy tym, co widzisz. Różnimy się od ciebie tylko tym, że wierzymy w dyscyplinę, w ład moralny i społeczny, w hierarchię i w szacunek wobec ról, w prymat i ochronę rodziny… Wolność to nie jest włóczenie się tu i tam bez celu, prawdziwa wolność to posiadanie celu i zdolność do podporządkowania się, zorganizowanie i zaangażowanie, żeby go osiągnąć. Tym są wilki, które widzisz przed sobą. Niczym innym.
Kundel przez chwilę milczał, a potem spochmurniał.
– Znaczy, no… jakoś mnie nie przekonałeś. Nie ma panów i sług, ja jestem tylko mój i sam o sobie decyduję… a poza tym to teraz tak mówicie, a potem mnie zagryziecie… no, tak. Dobra, już wszystko wiem. No to cześć…
Mówiąc to, odszedł nawet nie patrząc Alfie w oczy i pozostawiając wszystkich osłupiałych. Alfa zwrócił uwagę, że w pobliżu stała grupka szczególnie czujnych „strażników”.
– Może to był prowokator i miał nadzieję, że wywoła jakąś naszą reakcję? – zapytał Alfy. Ten wzruszył ramionami i skierował wzrok na swoje wilki, które powróciły już do codziennych zajęć.
– Jakie to ma znaczenie. Także dzisiaj nauczyliśmy się czegoś nowego – zobaczyliśmy, jak szaleństwo ludzi wnika w umysły wszystkich i miesza im w głowach. Ale widzisz, że nawet w tym kundlu włóczędze, samotnym i rozgoryczonym, kryje się pragnienie czegoś innego. We wszystkich tych, których spotkaliśmy do dzisiaj, tak różnych między sobą i wszystkich tak odległych od nas, jest jednak to głębokie pragnienie zmiany. Nie możemy zrobić nic innego, jak tylko to: obserwować, słuchać i siać. Siać nasz przykład. Zostawiać ziarna w sercach i sumieniach. Wcześniej czy później – miejmy nadzieję – wykiełkują i dadzą owoce.

 

Tłumaczenie:Muzyka Włoskiej Prawicy

https://www.facebook.com/MuzykaWloskiejPrawicy?fref=ts

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię