Adam Doboszyński pisząc swoje dzieło w 1947 roku określił położenie Polski na tytułowe „pół drogi”. Ta połowa drogi oznaczała drogę jaką Polska wówczas była pokonała w stronę ustroju opartego o katolicką naukę społeczną i narodowy radykalizm. Gdzie jednak znajduje się okręt spod białoczerwonej bandery w 2020 roku i czy lektura stworzona z genialnej myśli tego wielkiego nacjonalisty ma jeszcze dzisiaj jakieś aktualne przesłanie?

Jako człowiek z pokolenia schyłku XX wieku dostrzegam wiele różnic, którymi cechuje się współczesna sytuacja geopolityczna i społeczna względem czasów w których tworzył i działał Doboszyński. Bardziej zaskakujący jest jednak fakt, że więcej proponowanych przez niego rozwiązań na ówczesne problemy nie tylko nie straciło przez ten czas na wartości, ale wręcz okazują się coraz bardziej rozpaczliwie potrzebne naszemu krajowi. Szybki rzut oka na przemyślenia Adama pozwala na spostrzeżenie, że większość problemów trapiących ówczesną Polskę w nieco zmutowanej wersji nadal nie wyparowało i jedynie zmieniło swój charakter z wówczas świeżych ran, na dziś jątrzejące.

Najważniejszą zmianą od czasów sytuacji Polski w trakcie tworzenia „W pół drogi” jest uzyskanie przez Polskę niepodległości oraz usunięcie widma sowieckiego molocha. Choć Adam Doboszyński słusznie przewidywał napięcie na linii świata Zachodu reprezentowanego przez USA i wschodu reprezentowanego przez ZSRR, co objawiło się w postaci Zimnej Wojny, to jednak nie zdołał on swym przenikliwym wzrokiem sięgnąć do dnia dzisiejszego. Dziś nie istnieje dylemat między komunizmem, a kapitalizmem. Ten drugi system zdominował świat i panuje niepodzielnie, choć nie w swej czystej i pożądanej przez kapitalistycznych dogmatyków formie, ale w jakiejś jego nieporadnej mutacji wynikłej na wskutek demokratycznych kompromisów uzyskanych w drodze walki o głosy wyborców. To co nadal pozostaje dla nas aktualne to wniosek, że zarówno kapitalizm, jak i marksizm to systemy zepsute i prowadzące do degeneracji narodów, a jedyną koncepcją pozwalająca na rozkwit narodów jest wprowadzenie ustroju opartego o katolicką naukę społeczną. Uspołecznienie wielkiego kapitału i oparcie gospodarki na zasadach moralnych to nadal palące potrzeby, które dotykają wszystkich Polaków. Z radością należy za to zauważyć, że na wskutek zgniłego kapitalizmu zdołaliśmy jednak zrobić kolejny krok od czasów „W pół drogi” i możemy odnotować znaczny wzrost upowszechnienia własności. To, co jednak staje się coraz bardziej poważnym problemem to wzrost wpływu zagranicznego kapitału. Nie mówię tu jednak o czynnikach ekonomicznych i ich wpływie na gospodarkę, ale o niepokojącym, rosnącym wpływie globalnych korporacji na Polską politykę. Nie od dziś obserwujemy w międzynarodowych korporacjach bardzo silną lewicową propagandę, która pełni rolę generatora narodu lubelskiego, o którym pisał Doboszyński. Dziś za to coraz bardziej odczuwamy wpływ ogromnego kapitału na politykę i chyba nigdy wcześniej nie był on tak wyraźny. Miłościwie nam panujący PiS stroi się w patriotyczne piórka i ustami posła Tarczyńskiego stawia tamę imigracji. W ramach brukselskich struktur robi wszystko by znów stać się naszym narodowym Winkelridem, który broni mały nadwiślański lud przed zakusami wielkiej złej Unii Europejskiej. Tymczasem wyginając się w karykaturalnym tańcu, by sprostać wymaganiom prawicowych wyborców i nie narazić się za bardzo wielkiemu kapitałowi, tylnymi drzwiami sprowadza „tanią siłę roboczą” ze Wschodu. Próbując udowodnić, że można zjeść przysłowiowe ciastko i nadal mieć ciastko, okłamuje własnych wyborców i swoje dwulicowe oblicze wykorzystuje na obu frontach. Poważne problemy związane z demografią, gospodarką oraz zmianami, które prowadzą świat w paszczę globalizacji rozwiązują ruchami fasadowymi, grając przed naszymi oczyma teatr dla gawiedzi. Słabe rządy, słabych polityków w demokracji narodu, który nie jest przygotowany we właściwy sposób do współudziału w rządzeniu państwem muszą prowadzić do takich sytuacji i jest to naturalne, że taki mamy obecnie stan rzeczy. Co jednak jest nienaturalne, to fakt, że głos Adama Doboszyńskiego, który przedstawił recepty zarówno na wykształcenie świadomych obywateli, jak i na ustanowienie ustroju gdzie wielki kapitał byłby uspołeczniony i oparty o ideę samorządności, jest nadal nieznany szerokiej opinii publicznej. Rozprawianie między kapitalizmem, a komunizmem w oderwaniu od katolickiej nauki społecznej, która ma recepty na wady obu systemów, stanowi w XXI wieku intelektualny absurd, który nie powinien mieć miejsca w narodzie wykształconym i co ważniejsze, wychowanym moralnie. Po kilkuminutowym przeszukiwaniu zasobów Internetu, każdy kto nawet nie zna podstaw ekonomii może wykazać że każdy z tych systemów ma wady, których nie sposób zaakceptować z czystym sumieniem katolika.

„Kraj półinteligentów wśród warstw wykształconych i wtórnych analfabetów w masach” – tak opisywał Polskę w roku 1947 Adam Doboszyński. Dziś jako żywo możemy powtórzyć to zdanie jako przykłady wskazując całe rzesze studentów, którzy swoje wykształcenie zdobyli pod wpływem presji społeczeństwa i dzięki pomocy przemyślnych ściąg wspieranych pobłażającym podejściem profesorów. Wówczas jak wskazywał Adam, problemem był także brak zainteresowania wykształceniem mas ze strony rządu. Dziś ten problem jest o wiele poważniejszy, ponieważ nie jest problemem brak zainteresowania rządu kształceniem mas, ale jego zainteresowanie ogłupianiem mas. Wówczas Doboszyński wysuwał przewrotna jak na swoje czasy tezę, że być może jest to robione celowo w myśl zasady, że głupim ludem łatwiej sterować. Dziś uważam, że wysnuwanie nieśmiało takiego przypuszczenia byłoby nie na miejscu ze strony narodowych radykałów. Obecny stan mass-mediów jednoznacznie wskazuje na fakt programowego ogłupiania ludzi i promowania antywzorców naszej kultury. Szereg pseudoseriali paradokumentalnych, które są robione w oparciu o jakikolwiek brak wartości z myślą o jak najniższym intelektualnym i moralnym oraz estetycznym zaangażowaniu widzów, skutecznie zajmuje nie tylko umysły Polaków, ale także kanalizuje ich energię na bezproduktywne śledzenie żyć wyimaginowanych postaci, które reprezentują w znacznej większości postawy małe i małostkowe, odległe od wzorców kulturowych obecnych w naszej cywilizacji. Bardzo niska pozycja polskich uniwersytetów w świecie nauki oraz inwestycje setek tysięcy złotych w badania na tematy pokroju „krytyki analnej Gombrowicza” to nie efekt nieudolnie prowadzonej polityki i niekompetencji rządzących, ale złej woli, która działa na szkodę narodu.

Niestety dzisiejszy problem „gatunkowej wagi” Polaków stanowi o wiele bardziej palący problem niż w czasach życia autora „W pół drogi”. Dziś wespół z rządzącymi naszym krajem na zmianę klikami, nad procesem ogłupiania i degeneracji narodu działają globalne korporacje oraz cały przemysł rozrywkowy, który za target obrał najszersze i najgłupsze oraz najbardziej zdemoralizowane masy. Recepty które na ten problem proponował Adam Doboszyński dziś są już zdezaktualizowane nie ze względu na ich zawartość, ale ze względu na fakt, że degeneracja naszego narodu i proces transformacji nadwiślańskich mas w naród lubelski postąpił znacząco i dołożył nam wielu problemów, które będziemy musieli pokonać nim będziemy w stanie sięgnąć po jego recepty. Dziś problemem nie jest poziom wkładu nauki Kościoła w wychowanie młodzieży, ale sama postępująca demoralizacja wśród księży i zakonników, którzy niejednokrotnie w przestrzeni publicznej jawnie przeciwstawiają się oficjalnej nauce Kościoła. Niepokojące działania w Kościele obejmują nie tylko wysoce niepokojące sytuacje jak te, które miały miejsce na Synodzie Amazońskim, ale także postępująca protesntantyzacja w lokalnych parafiach i próba reinterpretacji nauki kościoła na lewicową modłę przez wielu zakonników obecnych w przestrzeni publicznej. Rodzina, która zdaniem Doboszyńskiego miała wespół z Kościołem wychowywać młodego człowieka, dziś również jest systematycznie atakowana i niszczona zarówno przez środowiska lewicowe, ale także te związane z wielkim kapitałem i środowiskami międzynarodowych organizacji, czy też całego przemysłu rozrywkowemu. O ile więc w dobie życia Adama Doboszyńskiego celem było zwiększenie wpływu Kościoła na wychowanie oraz umocnienie i ozdrowienie instytucji rodziny, o tyle dzisiaj naszym celem jest aktywne działanie w katolickich strukturach, by uzdrowić jego schorowane tkanki. Dopiero wówczas, gdy księża w naszych parafiach oraz nasi biskupi będą prawdziwymi orędownikami wiary w Chrystusa, będziemy mogli walczyć o to, by ich wpływ na wychowanie naszych dzieci był bardziej znaczący.

Kolejnym problemem, który trapił ówczesną Polskę był problem z kształceniem zawodowym Polaków. Szerokie masy ludzi wykształconych w kierunkach, które są bezużyteczne na krajowym rynku pracy, stanowią nie tylko niezrealizowany potencjał do wypełnienia luk w zawodach technicznych, ale mogą przybierać również postać masy niezadowolonej ze swojego życia, a więc masy rewolucyjnej. Choć widmo komunizmu odeszło “bezpowrotnie”, to jednak anarchistyczna iskra destrukcji zawsze będzie obecna w społecznościach, a wrogie naszemu narodowi siły zawsze będą gotowe po nią sięgnąć. We współczesnej Polsce nie tylko istnieje poważny problem w sferze zawodowej, ale także w świadomości Polaków i wszechobecnej presji na posiadanie wykształcenia wyższego, co świetnie obrazuje nadal obecne w naszym społeczeństwie kompleksy. Mimo braku rąk do pracy na stanowiskach technicznych i podstawowych oraz przepełnienia w sferach wymagających wykształcenia wyższego nadal istnieje silna presja, by ludzie zdobywali wykształcenie wyższe mimo, że większość ludzi nie ma ku temu naturalnych predyspozycji ani realnego pragnienia do spędzania kolejnych lat na uczelniach. W efekcie mamy patologiczną sytuację, gdzie ci sami ludzie, którzy nieszczęśliwie pracują poza zawodem w którym się kształcili, mogą opowiadać się za sprowadzaniem do naszego kraju „taniej siły roboczej” w imię tolerancji. Jest to ponadto dowód tego, w jakim stopniu nasz naród zamienił się w naród lubelski i jak daleko nam do świadomości narodowej i racjonalnych zachowań opartych o logiczną ocenę rzeczywistości.

Prawdopodobną przyczyną postępującego pozbawiania nas narodowej świadomości jest połączenie mechanizmów tworzenia narodu lubelskiego, którymi posługują się współczesne środowiska lewicowe i kompleksu papugi opisanego przez Doboszyńskiego. Przez narodowe poczucie kompleksu niższości względem Europy Zachodniej, nieustannie staramy się udowodnić naszą wartość i nasz poziom cywilizacyjny, kulturalny a także moralny (kompleks pawia). W efekcie idee tworzenia narodu lubelskiego, przypływające nie ze wschodu, a z upragnionego Zachodu – znajdują wśród Polaków wyjątkowo podatny grunt.

Uważam, że współczesna ocena położenia Polski jest gorsza niż w latach 40/50 XX-wieku, ale mamy o wiele większy zasób wolności i o wiele dogodniejsze położenie geopolityczne do wprowadzania reform i doskonalenia naszego narodu. Wyciągając lekcję z lektury pism Adama Doboszyńskiego, we współczesnej zgniliźnie kapitalizmu widzę wzrastającą przestrzeń do działań. Przestrzeń, której nie widziała Polska od czasów II RP, a która sprawia, że tylko od naszej aktywności, zaangażowania i ciężkiej pracy będzie zależało położenie Polski w czasach, gdy stery będzie przejmowało pokolenie naszych dzieci. Uważam, że krok w tył, który zrobiliśmy jako Naród od czasów Doboszyńskiego, przy odrobinie naszego wysiłku, okaże się krokiem rozpędu.

foto: digitalbloggers.com/

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię