Dzięki uprzejmości Muzeum Tradycji Ruchu Narodowego prezentujemy artykuł autorstwa Jana Mosdorfa o Romanie Dmowskim z 1938 roku.  Oddajemy głos ideologowi narodowego radykalizmu:

Wielki nauczyciel i wychowawca

Gdy karta za kartą studiuje­my ostatni wydany a trzeci w porządku numerycznym tom pism Romana Dmowskiego, [1]) czujemy jak powoli wciąga nas w swoje tryby rytm historii. Trzy czwarte żyjących Polaków nie posiada najmniejszych nawet wspomnień z okresu przed 1905 rokiem, a i pozostała ćwierć, która mniej lub więcej te czasy pamięta widzi je chyba z oddali i jakby przez przezroczystą kurtynę. Niepodległość Polski zmieniła tak zasadniczo warunki życia, że zwłaszcza młodym pokoleniom bliższe, aktualniejsze może, wydadzą się zagadnienia, poznawane z pism Orzechowskich, Górnickich, Modrzewskich, niż te, z którymi porać się wypadło Limanowskim, Świętochowskim, Piltzom i wszystkim zabierającym głos przed wojną światową.

Ale nie tylko duchowa odległość tych czasów nadaje zbiorowi artykułów 30 — 40 letniego Dmowskiego piętno historyczności. Nie są one bowiem tylko opisem i komentarzem faktów historycznych. One tę historię współtworzą. Dmowski — pisarz splata się w niezwykle spójną całość z Dmowskim — działaczem politycznym. Iluż to wybitnych pisarzy jest jednocześnie w czynach swoich ludźmi małymi, drepczącymi wokół swych prywatnych, drobnych interesów! Autor rozpraw, zebranych w tomie „Dziesięć lat walki”, jest w całym znaczeniu tego słowa typem człowieka walczącego. Mówi Mickiewicz: „W prawdach moralnych każde słowo wkłada na nas obowiązek, zaciąga nas w rachunek. W przedmiocie prawd moralnych cokolwiek kto stawi, cokolwiek podaje, obowiązany jest realizować i prędzej czy później będzie musiał doświadczyć tego na sobie ,aby pokazało się, czy miał wolę i siłę w czyn to wprowadzić”. Nikt klasyczniej niż Dmowski nie odpowiada wymaganiom tego aforyzmu.

Warunki i stosunki, w których działał i pisał młody autor „Myśli Nowoczesnego Polaka”, należą do przeszłości, trudno dziś zrozumiałej. A jednak pisma jego zawierają treść, która przetrwała nietknięta do dnia dzisiejszego i na długo nietkniętą pozostanie. Jeżeli za lat sto Polska pracą swoją i szczęśliwymi okolicznościami — co daj Boże — dobije się hegemonii kulturalnej i politycznej nad wielką połacią Europy, to i wówczas nawet nie tylko historycy, ale mężowie stanu będą mogli wiele nauczyć się z kart pisanych w okresie najcięższej niewoli. Przemawia z nich mądrość, mądrość klasyczna, ucząca co to jest naród i polityka narodowa, społeczeństwo i jego wychowywanie. Zagadnienia polityczne są zmienne, ale dusza ludzka pozostaje w swych cechach zasadniczych niezmienna, a wartość charakterów ludzkich jest niezależna od czasu. Dmowski zaś kuł charakter Polaków i uczył ich w czasach niewoli jak uprawiać politykę narodu wolnego. Bo niepodległość istotna, to nie zewnętrzne akcesoria w postaci orła, konstytucji i własnego, nie cudzego żandarma. Niepodległość, to samodzielność duchowa, to świadome kucie historii, to niezależne kierowanie swymi losami w walce z trudnościami zdarzeń i oporami sił wrogich, stojących na drodze.

„Dmowskiemu się zdaje — powiedział szyderczo Jeden z jego ówczesnych krytyków — że jest ministrem spraw zagranicznych nieistniejącego państwa polskiego”. Powiedzenie to, wbrew woli autora, stało się hołdem, złożonym przyszłemu delegatowi na Konferencję Wersalską. Bo Dmowski był od swojej młodości tym, co określamy nazwą „męża stanu”. To, że tych właśnie jego właściwości nie wyzyskał naród po przejściu do bytu państwowego — jest jedną z najdziwaczniejszych tragedii w tysiącletnich dziejach Polski .

Ton męża stanu, człowieka odpowiedzialnego za naród, dźwięczy nieustannie w artykułach „Dziesięciu lat walki”. Najdobitniej może przejawił się w niezłomnym tępieniu praktyk ugodowych, napiętnowanych przez Dmowskiego mianem „Liberum abdico”. Naród wolny zdaniem Dmowskiego — może zawierać pakty i sojusze nawet z wrogiem mniejszym przeciw większemu, ale nikomu nie wolno w imieniu narodu deklarować wrogom abdykacji z celów zasadniczych, kwitować z pretensyj, godzić się ze smutnym losem.

„Dziesięć lat walki” powinni czytać ci wszyscy, którym potrafiono drogą oszustwa wmówić, że Dmowski był moskalofilem i ugodowcem. Można utrzymywać z dobrą wiarą, że sternik polityki polskiej z czasów Dumy popełniał omyłki, sądzić nawet, że polityka jego była w ogóle błędna lub jednostronna i próbować bronić swego stanowiska przed jej zwolennikami, ale oskarżenia o brak charakteru i godności narodowej czy choćby o niekonsekwencję, zarzuty sympatyj filorosyjskich — są po prostu śmieszne. Zagorzały i twardy przeciwnik Dmowskiego, Studnicki, stwierdza uczciwie w swoich wspomnieniach, że przywódcy Narodowej Demokracji Rosja była zawsze wstrętna, że mógł się do niej zbliżyć w określonej sytuacji, ale tylko jako do narzędzia polityki polskiej wobec Niemiec.

Kilka lat temu wydano w Warszawie książkę, która miała na celu sfałszowanie historii. Książka ta, pióra człowieka opłacanego przez Państwo Polskie, operująca dużą ilością nieznanych lub zapomnianych dokumentów żarliwie, lubo prostacko usiłowała unicestwić Narodową Demokrację i jej wodza w opinii pokoleń. Prosty fakt przedruku artykułów Dmowskiego z okresu niewoli obala ten paszkwil lepiej, niż wszystkie obrony.

Oto przykład fałszerstwa, którym walczono: Powołując się na artykuł Dmowskiego: „Nasze cele i nasze drogi”, zarzucono mu, że „niepodległość Polski w styczniu 1905 r. uznał za niezniszczalną mrzonkę”.. A tymczasem cóż czytamy u autora:

„Dopóki warunków zewnętrznych ani sił zorganizowanych do bezpośredniej konkretnej akcji polityczniej nie posiadamy — dopóty wskazywaliśmy tylko cele odleglejsze, te wielkie cele, bez których nie tylko polityka narodowa, ale i idea narodowa wprost istnieć nie może. W miarę zaś jak czuliśmy się sami zdolniejsi i widzieli przed sobą warunki coraz odpowiedniejsze do rozwinięcia istotnej akcji politycznej, wskazywaliśmy też i bliższe, konkretne cele narodowe, te cele, które nie tylko wynikają z naszych zasad, ze zrozumienia potrzeb rozwoju narodowego, ale do których choć w przybliżeniu można narodowi wskazać drogę… Cel tedy konkretny, realny w chwili obecnej może być tylko postawiony na tle przynależności ziem polskich do państwa rosyjskiego jako faktu nic mogącego być dziś zmienionym.

Im dalej posunie się dezorganizacja państwa i rządu rosyjskiego (mowa o skutkach wojny japońskiej) …tym większe wyciągniemy korzyści z obecnej doby przełomowej, tym większe mamy widoki na gruntowną przemianę naszego położenia w państwie rosyjskim, a z nią na otwarcie nowej epoki w kwestii polskiej.”

Trudno o jaśniejsze sformułowanie etapów, którymi Polska dążyć powinna do niepodległości. Można było — powtarzam — spierać się o metody osiągnięcia pierwszego etapu (walka legalna o język polski w gminie, w szkolnictwie, sądownictwie i administracji, następnie o zupełną odrębność ustroju politycznego Kongresówki, prawodawstwa, systemu administracji, sądownictwa, wychowania publicznego i finansów — oraz nielegalna akcja patriotyczna i oświatowa), można było próbować innej drogi rewolucyjnej, ale nie można było wówczas, a dziś tym bardziej, oskarżać Dmowskiego o to, że nie dążył do natychmiastowej niepodległości, bo nikt rozumny i mający poczucie odpowiedzialności, nie dąży do rzeczy niemożliwej. Największa postać historyczna obozu przeciwnego, Piłsudski, jechał w tym czasie po broń do Tokio, ale ró­wnież nie łudził się, aby klęski caratu w wojnie z Japonią umożliwiły odrodzenie Państwa Polskiego. W „Poprawkach historycznych” stwierdza wyraźnie, iż:

„…Nie przypuszczałem, aby wypadek tak wielki jak wojna toczona przez Rosję mógł przejść bez śladu dla państwa rosyjskiego i nie doprowadzał nas, Polaków, do sytuacji, gdzie za pomocą siły dałaby się osiągnąć znaczna poprawa w losach Polski.”

Metody, jak widać, są tu zupełnie różne, ale cel konkretny i cel ostateczny są całkowicie podobne, tyle tylko, że Dmowski precyzuje swoją koncepcję „znacznej poprawy losów Polski”.

Nie leży w interesie nauki i polityki polskiej zamazywanie głębokich różnic między koncepcjami i obozami politycznymi w 1905 roku, ani odwracanie się od przeszłości i szerzenie ignorancji historycznej. Nie tylko historycy, lecz i epigoni polityczni powinni spierać się o racje, współcześni powinni pisać pamiętniki, przynoszące nowe szczegóły dziejowe. Ale dla oczyszczenia życia polskiego jest rzeczą konieczną wyplenienie wszelkiego paszkwilanctwa, wszelkiego fałszerstwa i złej woli w formułowaniu zarzutów.

Uznanie wielkości tam gdzie ona bezsprzecznie istnieje jest aktem niemałej odwagi, ale też sztuczne obniżanie przeciwnika stosować zwykli tylko tchórze, którzy czują swą małość i drżą o jej ujawnienie.

Tej małości nie brak jeszcze u nas. Przy bujnych hasłach zjednoczenia narodu, a nawet pod ich osłoną pleni się nadal duch koteryjno – partyjny. Wciąż jeszcze usiłuje się do panteonu chwały narodowej nie dopuszczać groźnych „konkurentów”, zapominając, że wówczas Świątynia chwały staje się świątynią chwalby ze szkodą dla tych, których chce się uczcić w ten mizerny i niezgrabny sposób. Prawdziwą wielkością jest ta, która nie blaknie w blaskach innej wielkości. Dlatego wszelkie zapały gasicielskie są takie żenujące i podejrzane.

W dwudziestolecie położenia podpisu przez Dmowskiego pod traktatem wersalskim nie zwolennicy Dmowskiego, ale właśnie jego przeciwnicy mają prawdziwy, głębiej zrozumiany interes w oddaniu hołdu prawdzie historycznej.

Wieki następne nie zrozumieją i nie usprawiedliwią faktu, że w r. 1938/9 dziecko polskie nie z książek szkolnych, lecz z pozaszkolnej — jak ongiś — matczynej nauki poznaje nazwisko Romana Dmowskiego.

Mówimy o jedności, o sile narodu? Posłuchajmy wykładu wielkiego wychowawcy i nauczyciela, zawartego na str. 370 „Dziesięciu lat walki”:

„Tylko w takich działaniach, w których interes partyjny, klasowy lub kastowy nie gra żadnej roli, których szczery i dla wszystkich zrozumiały podkład stanowi sprawa całego narodu, ten naród się zapala, łączy w czynie, czuje jednym narodem. I tylko takie działania, doprowadzające do głębszego zrozumienia się i zaufania przygotowują naród do prowadzenia w przy­szłości szerokiej i rozumnej, prawdziwie narodowej polity­ki”.

 

1) ROMAN DMOWSKI: Pisma. Tom III: „Dziesięć lat walki.” (Zbiór prac i artykułów publikowanych do r. 1905). Str. 405. Częstochowa—Antoni Gmachowski, Sp. Wyd. 1938.

 

Artykuł ukazał się w nr 55-56 (221-222) Prosto z Mostu  z dnia 18-25 grudnia 1938.

Redakcja dziękuje Muzeum Tradycji Ruchu Narodowego za dostarczenie tekstu.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię