“To wcale nie wymagało wielkiego charakteru / nasza odmowa niezgoda i upór / mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi / lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku / Tak smaku /w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia”. Tak brzmi pierwsza strofa jednego z najbardziej znanych i sztandarowych utworów Zbigniewa Herberta zatytułowanego “Potęga smaku”. Wiersz ukazał się drukiem w Paryżu w 1983 roku w szóstym z kolei tomiku poetyckim tego autora, przez co można mu nadać pewien charakter dojrzałości, wyrażający nie tyle chwilowe uczucia twórcy, co będący efektem jego długoletnich przemyśleń i doświadczeń życiowych. Oddaje on niejako sens nieustępliwej względem władz komunistycznych postawy twórczej Herberta, a szerzej, postawy człowieka wobec świata z całym jego obserwowanym przez autora charakterem. Dla zrozumienia co mam na myśli, zacznijmy od interpretacji tytułowego utworu. Przytoczmy go w całości:

Potęga smaku

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia

Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono
słano kobiety różowe płaskie jak opłatek
lub fantastyczne twory z obrazów Hieronima Boscha
lecz piekło w tym czasie było jakie
mokry dół zaułek morderców barak
nazwany pałacem sprawiedliwości
samogonny Mefisto w leninowskiej kurtce
posyłał w teren wnuczęta Aurory
chłopców o twarzach ziemniaczanych
bardzo brzydkie dziewczyny o czerwonych rękach

Zaiste ich retoryka była aż nazbyt parciana
(Marek Tulliusz obracał się w grobie)
łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy

dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu
składnia pozbawiona urody koniunktiwu

Tak więc estetyka może być pomocna w życiu
nie należy zaniedbywać nauki o pięknie

Zanim zgłosimy akces trzeba pilnie badać
kształt architektury rytm bębnów i piszczałek
kolory oficjalne nikczemny rytuał pogrzebów

Nasze oczy i uszy odmówiły posłuchu
książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa

Ab initio. W pierwszej strofie zbiorowy podmiot liryczny sygnalizuje nam tematykę utworu. Opowiada o sytuacji, w której udało mu się zachować upór wobec jeszcze niezdefiniowanej siły.

 
W jego słowach zastanawiające jest jednak co innego, a mianowicie łatwość, z jaką przyszło mu z nią walczyć. Oczywiście nie zaprzecza, że ten sprzeciw wymagał od niego elementarnej odwagi, jednakże nie ona była czynnikiem determinującym skuteczność tego uporu. Podkreśla znaczenie swojego smaku. Czym smak w jego rozumieniu jest, przybliża dalej a contrario, przez przeciwieństwo. Wskazuje na brak smaku tych, którzy próbowali mu narzucić swoją wolę. Zauważa, że gdyby tylko ów tyran postarał się lepiej pokazać swój dobry smak (metafora kobiet różowych, płaskich jak opłatek), być może nie miałby problemów z przekonaniem do siebie podmiotu lirycznego. Realia były jednak inne. Smak opisywanego tyrana był w rzeczywistości antysmakiem. Był „barakiem morderców, nazywanym [tylko] pałacem sprawiedliwości”. W tym miejscu nasuwa się już pierwszy wniosek. Dobry smak nie wynika z tego jak opisujemy rzeczywistość, ale jaka ona jest naprawdę. Mówiąc prościej to, co jest obrzydliwe, nawet jeżeli ładnie to nazwiemy, wciąż pozostanie obrzydliwe. Nasz tyran nie był w stanie ukryć reprezentowanego przez jego ideologię niesmaku, nawet jeżeli nazywał ją pięknymi słowami.W sytuacji tego braku smaku dyktatora, książęta naszych zmysłów wybrały dumne wygnanie.

 
Czym więc jest ów dobry smak? Wydaje się, że po prostu prawdą, a co za tym idzie, pięknem. Herbert był klasykiem i nie obca była mu platońska kalokagatia, czyli właśnie utożsamianie tych dwóch pojęć, które razem tworzą dobro. Wybierając je, podmiot liryczny stał się zwyczajnie nieodporny na zło, które nie miało w sobie dobrego smaku (logicznie nie było dobrem). Nie na darmo autor wybrał jako hasło przewodnie utworu takie, a nie inne słowo. Smak przyciąga bowiem sam przez się. Kto raz go poczuł, zawsze będzie odczuwał odrazę do jego braku.

 
Jeżeli patrzymy na wiersz w ten sposób, otwierają się przed nami dwie drogi interpretacyjne. Pierwsza dotyczy biografii samego autora, natomiast druga pewnego szerszego systemu filozoficznego, którego był on reprezentantem. Co ciekawe, obie one idealnie się przeplatają i uzupełniają. Wątek autobiograficzny dotyczy oczywiście represji, jakich adresatem był w okresie PRLu Zbigniew Herbert. Jako autor, który nie godził się na publikowanie w duchu socrealizmu, zwyczajnie nie miał możliwości publikowania wcale, chociaż początkowo udawało mu się przemycać do prasy katolickiej recenzje i eseje neutralne światopoglądowo. Brak smaku płynący ze służebnej wobec systemu twórczości spowodował, że nigdy nie poczuł nawet pokusy podjęcia się tego typu pisarstwa. Z drugiej strony mamy szerszą płaszczyznę interpretacyjną, w której człowiek dobry (a jest ich niewielu), staje do walki z odwiecznym złem świata, które nie może go skusić przez brak wspomnianej przeze mnie już wcześniej kalokagatii. Nad tą szerszą płaszczyzną pochylmy się głębiej także w kontekście innych utworów i ogólnej twórczości autora, ponieważ ona tak naprawdę oddaje przesłanie, którego możemy doszukiwać się w poezji Herberta w ogóle.
Fascynacja Herberta sztuką antyczną to pierwsza obserwacja laika po zetknięciu się z jego twórczością. W swoim pierwszym zbiorze esejów: “Barbarzyńca w ogrodzie”, opisuje niejako osobistą (tytułowego barbarzyńcy ze wschodu) podróż po kulturowych zabytkach przeszłości.

 
Ten sam wątek znajdujemy w jego poezji, której tematem przewodnim jest w większości właśnie świat antyczny. Jaki ma to związek z filozofią walki dobra ze złem? Wydaje się, że olbrzymi. Czerpiąc z dorobku starożytnych, Herbert poszukiwał tego, co wcześniej nazwaliśmy, ale i on sam poniekąd nazwał, dobrym smakiem. Na artefakty przeszłości patrzył jednak nie jak na puste przedmioty. Zawsze wiązały się one z historiami ludzi. Były świadectwami ich życia. Obserwując przeszłość, starał się on abstrahować od wpisanych w nas kulturowo konotacji, od symboli, alegorii. I tak Achilles czy Hektor przestawali być odwiecznymi symbolami męstwa. Oczywiście nie dlatego, że nie byli odważni, lecz po to, żeby móc spojrzeć na nich obiektywnie. Herbert cofał się w ich czasy i obserwował ich twarzą w twarz, próbując odpowiedzieć sobie na pytanie, kim byli naprawdę, jak ich historie wyglądały w rzeczywistości. Takie spojrzenie na przeszłość surowym okiem, bez kulturowego ciężaru pokoleń oddzielających go od opisywanych sytuacji pozwalały mu na nowo odkrywać czym jest dobro, piękno i inne wartości obecne w świecie od zarania dziejów. Okazało się, że rzeczywistość jest od wieków wypełniona złem, któremu stawia czoła garstka “niezłomnych”, skazanych na porażkę, ale mimo wszystko walczących. Są to ludzie, którzy poznali czym jest dobro i piękno, a wszechobecne zło nie może ich skusić, ponieważ nie reprezentuje sobą smaku. Bardzo dobrze obrazuję tę walkę dwa utwory. Polecam zapoznać się z obydwoma dla lepszego pogłębienia tematu. Są to: Apollo i Marsjasz pokazujący jak piękna może być nawet okrutna śmierć stworzenia szlachetnego oraz Przesłanie Pana Cogito będące manifestem życia w zgodzie z prawdą i pięknem.

 
Na zakończenie wspomnę może jeszcze o jednym utworze Herberta, szczególnie bliskim sercom narodowców. Mowa o wierszu zatytułowanym “Wilki”, który rozpoczyna się od dobrze znanych nam słów: “Ponieważ żyli prawem wilka / Historia o nich głucho milczy”. Mowa w nim oczywiście o Żołnierzach Wyklętych. Jest to piękny przykład jak herbertowska fascynacja dobrem wychodzi poza ramy antyku. Może my także jesteśmy współczesnymi Hektorami, którzy nie chcą się dać skusić złu? Nie pozostaje mi nic innego jak mieć nadzieję dalszego życia w potędze smaku.

 
Jan Sutowicz

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię