Tytuł książki, której krótką recenzją chciałbym się z państwem podzielić, a w szczególności dedykuję ją działaczom narodowo-radykalnym (NR), którzy szukają inspirujących i wymagających treści związanych z gospodarką, środowiskiem naturalnym, a także funkcją pracy i jej znaczeniem dla człowieka. Chociaż książka ta została wydana kilkadziesiąt lat temu (1973 r.) to treści, które tam państwo znajdziecie są w znacznej mierze ponadczasowe, a w niektórych momentach odniesiemy wrażenie, że nawet bardziej aktualne niż za życia autora.

Pochylam się nad tą pozycją książkową, ponieważ zasługuje ona na zainteresowanie środowiska NR, które funkcjonuje w świecie zdominowanym przez dwie wielkie ideologie gospodarczego materializmu – kapitalizm i socjalizm – którym mam wrażenie ta książka wypowiada bezwzględną wojnę na płaszczyźnie intelektualnej i przełamuje ten toksyczny związek za pomocną nowych koncepcji i rozwiązań w dziedzinie gospodarki, które autor potrafi przedstawić w inspirującej formie. Chociażby w kwestii własności prywatnej, autor poszukuje nowych jej form (w odniesieniu do średnich i dużych przedsiębiorstw), a wcześniej desakralizuje tzw. „świętą własność prywatną”, ale nie deprecjonuje zupełnie jej funkcji. Pierwsze i najbardziej podstawowe rozróżnienie, jakie uczynić należy mówiąc o własności prywatnej, to rozróżnienie na:

a) Własność będącą narzędziem twórczej pracy;
b) Własność umożliwiającą próżniactwo

Własność prywatna człowieka ma w sobie coś zupełnie naturalnego i zdrowego; cechy przeciwstawne przypisać natomiast można własności drugiego typu – własności człowieka pasożytniczego żyjącego z pracy innych”. Dalej w swych rozważaniach cytuje on Richarda Tawneya (The Acquisitive Society): Albowiem nie własność prywatna w ogóle, lecz własność prywatna oddzielona od pracy powoduje rozkład zasady przedsiębiorczości. Twierdzenie niektórych socjalistów, że prywatna własność ziemi lub kapitału jest w sposób konieczny szkodliwa, należy do równie pedantycznej scholastyki, co idee tych konserwatystów, którzy wszelkim rodzajom własności przypisują tajemniczą świętość.

HUMANIZACJA PRACY

Schumacher w swojej książce rozważa nad kwestią pracy na podstawie metafizyki, którą wyraża określenie „humanizacji pracy”. Uważa, że świat zupełnie zignorował problem związany z poczuciem zadowolenia z pracy i twórczego uczestnictwa w produkcji. Nie zaprzecza się ani nie potwierdza faktu, że bezduszna, bezsensowna, mechaniczna, monotonna, kretyńska praca jest zniewaga dla ludzkości i nieuchronnie prowadzi albo do eskapizmu, albo agresywności, że żadna ilość »chleba i igrzysk« nie zrównoważy wyrządzanej tu szkody. Wokół tej kwestii panuje zmowa milczenia, bo też zaprzeczyć byłoby zbyt jawnym idiotyzmem, a przyjąć do wiadomości – równoznaczne z potępieniem najświętszej sprawy współczesnych społeczeństw i nazwaniem jej zbrodnią przeciw ludzkości. Przyczynę tego stanu rzeczy autor dostrzega w skoncentrowanej produkcji na masową skalę, która pozbawiła pracownika […] zwyczajnej ludzkiej satysfakcji i przyjemności. Praktycznie rzecz biorąc, wszelka praca produkcyjna jest dziś odczłowieczoną harówką, która zuboża człowieka, zamiast go wzbogacać. Z fabryki – jak powiedział Gandhi – martwa materia wychodzi udoskonalona, człowieka natomiast zdemoralizowany i zdegradowany. Schumacher krytykował rozwiązania technologiczne, które pozbawiały ludzi pracy (doprowadzały do zautomatyzowania produkcji), lub proponowały w zamian pracę, którą w powyższych słowach opisał. Jako jedno z możliwych rozwiązań tego problemu, proponował, aby zdecentralizować system produkcji i zwrócić ją większej liczbie ludzi: […] produkcja przez masy, a nie produkcja masowa”, wezmą się za to […] z pomocą rąk i mózgu, no i oczywiście znakomitych narzędzi. Niebywały pomysł! Nawet dzieci mogłyby, gdyby chciały, stać się użyteczne, nawet starcy […] Pomyślcie o terapeutycznych właściwościach takiej pracy, o jej walorach wychowawczych. Nikomu nie zależałoby na wydłużaniu czasu nauki ani na obniżaniu wieku emerytalnego po to, żeby zmniejszyć napór na rynku pracy. Każdy, kto chciałby pracować były mile widziany. To, co dziś jest rzadkim przywilejem, czyli użyteczna, twórcza praca rąk i umysłu, wykonywana w wybranym przez nas samym czasie i miejscu oraz użyciem wyśmienitych narzędzi – ten przywilej byłby dostępny dla każdego. Czy nie oznaczałoby to znacznego wydłużenia godzin pracy? Nie, ponieważ ludzie pracujący w ten sposób nie robią różnicy między pracą a wypoczynkiem, pracują produktywnie cały czas z własnej woli.

DEGRADACJA ŚRODOWISKA NATURALNEGO

Autor w swojej książce słusznie zwraca uwagę na brak rozsądnego podejścia do ogólnie pojętego środowiska, które zostało zupełnie zignorowane przez obydwie ideologie gospodarczego imperializmu (kapitalizm i socjalizm). We współczesnych sobie czasach, Schumacher zwrócił uwagę na zbyt szybko postępujące eksploatowanie surowców naturalnych (głównie ropę). Wskazywał na krótkowzroczność rządzących, dla których liczyło się tu i teraz, a przyszłe pokolenia miały zostać z problemami w dużej mierze wykreowanymi przez ludzi zbyt chciwych i nierozważnych. Jednak największe zagrożenie dostrzegał w święcącej tryumfy energii atomowej. Promieniowanie jonizujące stało się dziś najpoważniejszym zagrożeniem dla ludzkości. Jeśli idzie o bombę atomową, której laicy poświęcają tyle uwagi, to przynajmniej jest szansa, że nie zostanie ona użyta. Zagrożenie dla człowieka ze strony tak zwanych pokojowych zastosować energii atomowej może okazać się stokroć większe. Jako jedno z głównych zagrożeń związanych z energią atomową wymienił brak skutecznej utylizacji odpadów, które tworzą się w tym procesie: Dawnej sądzono, że odpady można spokojnie wrzucać w największe głębiony oceanów, gdyż zakładano, iż na tak głębokich wodach nie istnieje życie. Autor wskazał również, że okres połowicznego rozpadu radioaktywnego węgla (C14) wynosi kilka tysięcy lat, a przez cały ten czas stanowić on będzie zagrożenie dla człowieka i całego ekosystemu. W ostatnich słowach rozważań nad energią atomową autor apeluje, że: Żaden, choćby najwyższy poziom dobrobytu nie usprawiedliwia gromadzenia ogromnych ilości substancji, których nikt nie potrafi unieszkodliwić, i które w nieobliczalny sposób zagrażać będą przez całe wieki, a być może całe ery geologiczne, wszystkiemu, co żyje. Iść tą drogą oznacza popełnić zbrodnię przeciwko życiu, zbrodnię nieskończenie większą od wszystkich dotychczasowych zbrodni i przestępstw człowieka. Pomysł, że może przetrwać cywilizacja oparta na takiej zbrodni, jest moralną, duchową i filozoficzną potwornością.

Jarosław Romaniuk




2 KOMENTARZE

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię