Newsletter subscribe

Społeczeństwo

Jerzy Frodsom: Dopamina, krew i pot

Posted: 14 września 2018 o 10:31   /   by   /   comments (1)

Podłożem większości znanych nam współcześnie nałogów jest układ nagrody, w którym kluczową rolę odgrywa dopamina. Dotychczas w sferze uzależnień dopaminę wiązano z chemicznymi substancjami podnoszącymi jej poziom lub zwiększającymi jej wydzielanie. Dziś większa część społeczeństwa ulega jednak nałogom należącym do kategorii uzależnień behawioralnych, które nie wymagają zażycia dawki narkotyku, by związać człowieka na smyczy. Potężną fabryką dopaminy są portale społecznościowe, które zmieniają kształt świata w takim stopniu, że trudno nam wyobrazić sobie jak będzie wyglądał, gdy to nasze wnuki będą wchodziły na rynek pracy.

Pierwszą różnicą, jaka różnić będzie pokolenie wychowane bez Internetu i to, które wychowało się już korzystając z sieci, jest potrzeba natychmiastowej gratyfikacji. W latach 60. XXw. Walter Mischel przeprowadził eksperyment przy użyciu pianek (ang. marshmallow). Dzieci biorące udział w eksperymencie były obserwowane pod kątem umiejętności odraczania gratyfikacji, czyli „udzielenia sobie nagrody”. Eksperymentator dawał dzieciom piankę z informacją, że jeżeli jej nie zjedzą, dopóki nie wróci, to dostaną drugą. W tym, klasycznym już, eksperymencie wzięło udział 653 dzieci, ale jedynie 30% z nich zdołało powstrzymać się przed zjedzeniem pianki przez 15 minut. Po latach okazało się, że dzieci te różniły się od pozostałych biorących udział w eksperymencie wynikami w teście S.A.T. (odpowiednika polskiej matury) oraz lepiej budowały relacje, a także radziły sobie ze stresem. Wnioski z tego eksperymentu są dość oczywiste i można je sformułować w heurystycznej formie: umiejętność odroczenia gratyfikacji jest predyktorem sukcesu. Wspomniana na początku akapitu potrzeba natychmiastowej gratyfikacji jest w „pokoleniu Internetu” o wiele większa niż w poprzednim. Każde polubienie naszego zdjęcia na „facebooku” czy „instagramie”, każde polubienie filmu na „youtubie” czy ćwierknięcie na „twitterze” wiąże się z niewielkim, ale natychmiastowym wzrostem naszego poziomu dopaminy. Nasz organizm traktuje informację o takim geście ze strony innych internautów jako swego rodzaju „nagrodę” od społeczności. Regularne otrzymywanie bodźców przy korzystaniu z portali społecznościowych daje efekt w postaci łagodnego uzależnienia. O ile w teście Mischela 30% dzieci potrafiło wykazać się umiejętnością odroczonej gratyfikacji przy pomocy świadomej samokontroli w celu uzyskania korzyści, o tyle w dzisiejszych czasach jesteśmy tego wręcz „oduczani” przez działanie portali społecznościowych.

Drugą różnicą jest wzrost konformizmu połączony z silną promocją indywidualizmu. Pokolenie wychowane w czasach powszechnego dostępu do Internetu szczególnie ulega temu globalnemu zjawisku i możemy je obserwować na coraz większą skalę w życiu codziennym. Portale społecznościowe bowiem, z jednej strony działają nagradzając, z drugiej jednak mają moc ostracyzmu społecznego, który potrafi złamać psychikę młodego człowieka przyzwyczajonego do nieustannej gratyfikacji. Skutkiem, który można obserwować w otoczeniu społecznym jest coraz większy nacisk na urodę u kobiet oraz doskonałość sylwetki u mężczyzn. Presja na perfekcyjny wygląd wiąże się z wytworzeniem potężnego przemysłu zajmującego się produkcją odżywek dla sportowców oraz kosmetyków dla kobiet. W kolejnych miastach powstają siłownie, które niejednokrotnie są otwarte przez całą dobę, by część nieszczęśników pracująca w dzień mogła wykonać swój trening w nocy. Portale społecznościowe i ekrany smartfonów, laptopów oraz tabletów wypełniane są zdjęciami sylwetek ludzi o perfekcyjnie wyrzeźbionych ciałach, smacznych i pięknie wglądających (koniecznie zdrowych!) potrawach, a także pozowanych i retuszowanych zdjęciach kobiet. Społeczeństwo Internetu zdaje się krzyczeć: „Jeśli chcesz byśmy cię zaakceptowali to na zdjęciach zawsze się uśmiechaj, jedz zdrowo, smacznie i ładnie oraz posiadaj piękne, wyrzeźbione ciało”. Z kolei promocja indywidualizmu zdaje się mieć tylko wymiar pozornego indywidualizmu, który jest pożądany tylko wówczas, gdy spełnia się wymogi uśmiechniętych, wysportowanych i ładnych, popularnych internautów. Prawdziwy wymiar indywidualizmu związany z samodzielnym myśleniem oraz publikacją jego efektów wiąże się raczej z ostracyzmem społecznym i różnego rodzaju łatkami, które różne środowiska przypisują jednostkom mającym czelność wykazać odmienne zdanie od powszechnie przyjętego. Ta mieszanka wpływu Internetu na internautów sprawia, że ludzie stają się bardziej sztuczni i nieszczerzy, odgrywający jedynie swoje role zgodnie z niepisanym internetowym scenariuszem.

Dzisiejszy świat polityki w sieci zdaje się mieć przygotowane szufladki i role do odegrania, które możemy odegrać, a jak spróbujemy się im wymknąć, to i tak siłą zostaniemy do nich wciśnięci przez rozmówców. Niezależnie od próby uzasadnienia swojego stanowiska możemy zostać „katotalibami”, „kaczystami”, „lewakami” albo „komuchami” z byle powodu. W dobie nieustannej gratyfikacji wizja ostracyzmu społecznego jest przerażająca. Wobec tego lepiej jest adwersarza w dyskusji włączyć do ograniczonej umysłowo grupy „podludzi” zgodnie z mechanizmem dehumanizacji opisanym przez Zimbardo, niż zrozumieć jego indywidualny tok myślenia. Jednostka, która wyrazi własne zdanie, odmienne od naszego odmawia nam natychmiastowej gratyfikacji. Zasada działania jest podobna wówczas do momentu, gdy ćpunowi na głodzie proponujemy pójść na piwo, zamiast udzielić działki podnoszącej dopaminę. Dodatkowy wpływ na zachowanie w sieci ma kwestia anonimowości, dystansu fizycznego i brak kontaktu bezpośredniego z rozmówcą.

Kolejną cechą świata z dostępem do globalnej sieci jest rozkład relacji interpersonalnych w świecie realnym. Jedną silną znajomość w rzeczywistości można przeliczyć na ilość znajomych na portalu społecznościowym, jeśli chodzi o jej siłę oddziaływania na naszą psychikę. Przy założeniu, że na nasz układ nagrody przyjaciel prawdziwy potrafi działać z siłą 100 jednostek dopaminy, wystarczy go zastąpić 100 znajomych na portalu społecznościowym, by czuć się związanym ze społeczeństwem i by zaspokoić swoje potrzeby społeczne. Oczywiście nie jest to przykład służący odczytywaniu dosłownemu, jednak nasz mózg w podobny sposób traktuje relacje interpersonalne, a efekty takiego zjawiska można obserwować na osiedlowych ławkach, boiskach, czy podwórkach. Kiedyś poświęcając przyjaźń musieliśmy się liczyć z samotnością, dziś wystarczy wrzucić zdjęcie spełniające „internetowe kryteria fajności”, by o niej zapomnieć.

Internet każe nam zapomnieć o odraczaniu gratyfikacji, poświęcania własnego komfortu na rzecz relacji interpersonalnych, samodzielnym myśleniu oraz zrozumieniu dla drugiego człowieka. Świat, jaki jest budowany przy pomocy portali społecznościowych będzie coraz bardziej zdestabilizowaną ludzką masą, sterowaną przy pomocy specjalistów od inżynierii społecznej, popkultury i psychologią tłumu. Co ciekawe, silna presja na pozorny indywidualizm zniszczy możliwość pojawienia się prawdziwego indywidualizmu mogącego stanowić przeciwwagę dla sił konformizmu, które oddziałują w Internecie.

W efekcie świat będzie w swoim pędzie coraz szybciej zbliżał się do tego, który projektowali nowi marksiści. Kolektywna masa będzie coraz bardziej ulegać mechanizmom wpływów zewnętrznych, a kierowanie jej siłami będzie przypisane do dilerów nagród udzielanych przez e-społeczność. Tymi dilerami-bogami będą rzecz jasna ci, którzy posiądą zdolność kreowania trendów w Internecie oraz używania ostrza ostracyzmu społecznego wobec krnąbrnych i niedostosowanych jednostek. Wśród nas będzie zanikała zdolność do odraczania gratyfikacji, a co za tym idzie, zniknie zdolność do zwalczania chwilowych słabości i pokus oraz braków naszych charakterów. W połączeniu z silną promocją tolerancyjnej postawy w efekcie otrzymamy społeczeństwo jednostek bez kręgosłupów moralnych, którym słabości będą wybaczane. Wysokie kwalifikacje oraz fachowe umiejętności będą stawały się coraz większą rzadkością, a na rynku pracy będzie coraz trudniej znaleźć życiorysy mówiące o prawdziwych umiejętnościach zamiast peanów na własną cześć.

Kwestia idei narodowo-radykalnej w świecie zmierzającym w tę stronę zdaje się wyjątkowo trudną. Jak bowiem promować styl życia pełen wyrzeczeń wśród młodzieży przyzwyczajonej do nieustannej gratyfikacji? Jak promować służbę ojczyźnie w społeczeństwie, w którym ładny uśmiech, tolerancja i wyrzeźbiona sylwetka są miarą sukcesu? Jak nie rozdając dopamicznego narkotyku dać młodzieży to czego chce? Lub jak sprawić, żeby chciała czegoś więcej niż tylko kolejnej dawki dopaminy? Jak sprawić, by ludzie zaczęli pracować nad silną wolą poprzez kolejne wyrzeczenia i budowanie mocnego kręgosłupa moralnego wbrew ostracyzmu społecznego? Jak wyrwać się ze społecznej matni, która swoim wpływem nas odnarodawia, osłabia naszą wolę i robi z nas cybernetycznych ćpunów, a zarazem pozostać ze społeczeństwem związanym?

Niegdyś, gdy Polska krwawiła krwią swoich synów, jej imię znaczyło wiele. Ludzie byli gotowi poświęcić w jej imieniu życie. I tak romantycznie postawiona Ojczyzna stawała się czymś, za co ludzie byli gotowi oddać swój najcenniejszy dar. Dziś zniknął ten romantyzm, została smutna i bezduszna psychologia tłumu, która kreuje świat dookoła nas. Dziś Polska nie potrzebuje naszej krwi, a naszego potu. Dziś Polska potrzebuje naszego znoju i zroszenia tej ziemi hektolitrami potu przelanego w ciężkiej pracy. Któż jednak ten pot ma przelać? Czy młodzież, która jest przyzwyczajona do nieustannej gratyfikacji? Czy starcy pamiętający jeszcze czasy wojny? Czy ludzie w średnim wieku, którzy wychowani zostali w czasach komunizmu?

Znój, jaki musimy ponieść, by nasz kraj powrócił do świetności z czasów wielkich zwycięstw husarii jest ogromny i nie ma w sobie niczego romantycznego. To praca, która nie udzieli nam gratyfikacji ani dziś, ani jutro, ani za rok. To praca, której owoce może przyjdzie zebrać dopiero naszym wnukom. Czy my damy radę na tak długo odraczać gratyfikacje, by cały nasz naród był kiedyś „narodem sukcesu”, jak cierpliwe dzieciaki z eksperymentu Mischela? Czy damy radę wbrew Internetowym tendencjom przeciwstawić się tym globalnym efektom z realnym skutkiem? Czy zdołamy stworzyć prąd ludzi świadomych siebie i swojego miejsca na świecie, jakim jest Polska oraz obowiązków z tego faktu wynikających?

Nie wiem, ale wierzę, że jeszcze tli się dla nas nadzieja, by niebezpieczny epigonizm pozostał tylko szkodliwą manierą myślową, a nie stał się przykrą rzeczywistością. Mam nadzieję, że znajdziemy w sobie tyle sił, by zmienić rzeczywistość dookoła nas i odwrócić bieg tej rzeki nim będzie za późno.

Czytaj także

Comments (1)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 14 września 2018 o 18:44 Dymitr Ogonowski

    To, co nazywa autor odroczeniem gratyfikacji, to jest odroczenie biezacej konsumpcji w szerokim sensie na rzecz przyszłej. A w propagowaniu zdrowego odżywiania nie widzę nic złego. Ja kiedyś lubiłem miód pitny. W sumie to szlachecki napój, tyle, ze tuczy i jak kazdy alkohol wpływa na siwienie włosów. Po informacjach w necie, odstawiłem miód i zacząłem pić skrzyp. Ilosc siwych włosów się zmniejszyla.

    Reply