Jeśli trafiłeś tutaj w oczekiwaniu na jakiś sensacyjny news związany z SARS-CoV-2, to niestety muszę cię rozczarować. Tematem tego tekstu nie jest grzejący ludzi temat epidemii, ale pewien skutek oddziaływania na społeczeństwo ideologii lewicowej i to, w jaki sposób niszczy ona nasze zdolności poznawcze w sposób niemal niezauważalny.

Aktualnie odgrzewany „polityczny kotlet” w postaci dobrostanu zwierząt skłonił mnie do podjęcia analizy nie samego tematu, który mnie ani nie dotyka ani nie interesuje, ale do analizy sposobu reagowania zarówno innych ludzi na jego odbiór, jak i mojego własnego zachowania w jego kontekście. Nie mając nic merytorycznego do powiedzenia w poruszonym temacie, postanowiłem od początku pozwolić sobie na niepopularne w Polsce pozostanie bez zdania w sprawie, o której nie mam pojęcia. Uważając, że wypowiedzi, dotyczące zagadnień, które nie są moją domeną, mogą ośmieszyć, postanowiłem zająć wygodną pozycję bezstronnego obserwatora. Jest to niezwykle ważne, ponieważ w znaczącym stopniu to właśnie taka pozycja umożliwia mi podjęcie względnie obiektywnych obserwacji zarówno obu stron sporu, jak i strony neutralnej.

Pierwszym zjawiskiem, które dostrzegam jako powszechne w naszym społeczeństwie jest przekonanie, że każdy musi posiadać zdanie na każdy temat. Politycy doskonale znają hasło „divide et impera” i sprawnie je wykorzystują od zarania dziejów. Niestety, skutkiem grania na emocjach społeczeństw jest zwiększenie udziału emocji w procesach decyzyjnych oraz w zachowaniu ludzi. Obecnie jesteśmy na tak zaawansowanym etapie emotywizacji naszego narodu, że istnieje nieme oczekiwanie, że zajmiemy jedną ze stron barykady. O ile takie zachowanie było od zawsze powszechne wśród ludzi niewykształconych i prostych, o tyle środowiska bliżej związane ze światem nauki i logicznego myślenia, zawsze zdawały sobie sprawę z tego, że sokratejskie „wiem, że nic nie wiem” wraz z rozwojem nauki staje się tylko coraz bardziej aktualne. Każda odpowiedź w świecie nauki rodzi bowiem całą gamę nowych pytań i zdaje się, że pełnia wiedzy o świecie skutecznie może umykać nam jeszcze przez bardzo długi czas. Zmiany naukowych paradygmatów na przestrzeni wieków, każą nam zwątpić, że w ogóle nasza wiedza o świecie jest coś warta w sensie wiedzy obiektywnej. W końcu stwierdzenie, że Newton czy Galileusz byli głupcami byłoby oburzające dla większości osób znających te postaci, to jednak w obliczu odkryć fizyki kwantowej należałoby stwierdzić, że ich wiedza o świecie była tylko częściowo prawdziwa, a częściowo wyjaśniała działanie świata błędnie. Widząc, jak prawdziwi geniusze wychodzą z perspektywy czasu na błądzących w oparach niewiedzy naiwniaków, którzy myślą, że cokolwiek wiedzą, nie możemy nie zrozumieć, że prawdziwą postawą naukowca jest pokora wobec ogromu tajemnic do rozwikłania, jakie stoją przed nami, nim będziemy mogli stwierdzić, że cokolwiek wiemy. Stojąc na takim gruncie nauki powinniśmy być świadomi, że wyrażanie kategorycznego zdania w tematach, na których się nie znamy, jest wyrazem ignorancji i arogancji, a nie zdecydowania. Postawą, która powinna dominować wśród ludzi inteligentnych i racjonalnie myślących, powinna być pokorna postawa świadomości własnej niewiedzy oraz konieczności do stawiania oporu wobec wymuszania na nas podejmowania decyzji i przyjmowania którejkolwiek strony barykady w imię wymagań ślepego tłumu. Obecnie jednak zdaje się, że przyznawanie się do niewiedzy oraz opór przed przyjmowaniem konkretnego stanowiska w kwestiach spornych nie jest traktowany jako wyraz inteligencji i pokory, ale głupoty i słabości. Niestety, w mojej opinii jest to bezpośredni skutek upośledzenia u nas zdolności do logicznego myślenia i przeniesienia ciężaru podejmowania decyzji ze sfery rozumu w sferę emocji.

Kolejnym zjawiskiem jakie spostrzegłem jest „umagicznienie” oraz „zlewicowanie” psychologii. Ze względu na wykorzystywanie nauk społecznych przez lewicę, większość osób czyni nieme założenie, że to całe nauki społeczne są ideologicznie skrzywione w lewo lub wręcz przez lewicę utworzone. Wskutek tego u wielu osób możemy obserwować postawę zaprzeczenia funkcjonowania psychologii jako takiej oraz efektów przez nią zbadanych. Postawa zaprzeczenia sprawia, że duża część osób z „prawej strony” (jak sami się określają) zaczyna żyć w odrealnionym świecie życzeń, z którego wykreśla fakty nieprzystające do obranej ideologii. Taka postawa prowadzi w linii prostej do utworzenia mentalności plemiennej, gdzie nie możemy mówić o wyborcach danej partii, czy jej sympatykach, ale o jej wyznawcach. Oczywiście środowiska lewicowe w lwiej części wypełnione są ludźmi, którzy żyją w wyparciu oczywistych faktów. Niemniej warto zwrócić uwagę, że wskutek prowadzenia polityki przy pomocy dzielenia Polaków, coraz więcej osób, które upatrują podstaw etyki w podobnych wartościach do tych wyznawanych przez obóz narodowy, zaczyna żyć w takich samych oparach absurdu jak tęczowa lewica czy ekoterroryści. W istocie dorobek nauk społecznych nie powinien być powodem do przyjęcia postawy zaprzeczenia, ale skorygowania naszego poglądu na świat. Choć świat idei często dryfuje daleko od twardej rzeczywistości, to jednak należy pamiętać, że nasz byt prowadzimy w tym rzeczywistym, a świat idei jest jedynie drogowskazem, który ma pomóc nam w udzieleniu odpowiedzi na pytania, których nigdy nie udzieli nam  nauka.  W tak poukładanym świecie rozumienie mechanizmów społecznych i psychologicznych staje się koniecznością do skutecznej pracy ideowej czy politycznej. Obecny „polityczny kotlet”, który jest odgrzewany o tyle wymaga znajomości podstaw socjologii, że wykorzystuje mechanizm podziału na grupę własną i grupę obcą. Jeżeli na podstawie wątpliwej wiedzy albo zdania autorytetu, w którym upatrujemy swojego przywódcy ideowego przyjmiemy określone zdanie w tym sporze, to możemy spokojnie zaakceptować, że staliśmy się „pożytecznymi idiotami” – wojownikami dla sprawy. W istocie jednak albo nie powinniśmy przyjmować takiego zdania albo nie powinniśmy przyjmować go z takich powodów. W zasadzie to nie powinniśmy w ogóle odczuwać potrzeby ustosunkowania się do danego tematu do momentu, w którym nie jesteśmy specjalistami z określonej dziedziny lub do momentu, w którym temat ten nie będzie dotykał nas bezpośrednio.

Mechanizm podziału na grupę własną i grupę obcą wzmacnia mentalność plemienną, która umożliwia dehumanizację drugiej strony, a od tego etapu już bardzo blisko jesteśmy do zwierzęcej walki o sprawę, która de facto jest tematem zastępczym. Przykładem zastosowania tego samego mechanizmu, ale na nieco bardziej poważną skalę jest ruch Black Lives Matter w USA. Podział na grupę własną i obcą przebiegł na podstawie kryterium etnicznego, które nie stanowi z naukowego punktu widzenia żadnego powodu, by drugiego człowieka zaatakować. Nie dostrzegając ironii całej sytuacji, ruch ten, spowodował powrót biologicznego rasizmu do USA, i który może skończyć się podobnie krwawo, jak ten poprzedni. Większość aktywistów tego ruchu nie jest świadomą i inteligentną częścią społeczeństwa, ale ludźmi, którzy kierują się instynktem plemiennym opartym o emocje. Choć może się wydawać, że w tym momencie obrażam inteligencję uczestników tego ruchu, to jednak nie jest to prawdą. W istocie bowiem nie jest problemem inteligencja tych ludzi. Spoglądając na etniczne różnice w poziomie IQ (który sam w sobie nie jest bardzo miarodajny), nie mamy prawa uważać, że istnieją między rasami bardziej znaczące różnice intelektualne, których źródło byłoby wrodzone. Różnice bowiem, które zazwyczaj są prezentowane podczas masowych badań pokazują pełną rozpiętość wyników u wszystkich ras. Z naukową pokorą należy zatem uznać, że w jakiejś alternatywnej rzeczywistości istnienie analogicznego ruchu u białych również byłoby możliwe, jeśli odwrócimy w niej również czynniki kulturowe. Ponadto większość z nas podczas dokonywania tego typu obserwacji odruchowo może stwierdzić, że w takim razie złotym remedium jest opór wobec uleganiu podziałowi na grupę własną i grupę obcą. Choć ten odruch może być dobrym pierwszym krokiem do wyzwolenia się spod przemożnego wpływu mechanizmu społecznego, to jednak nie jest dyktowany rozumem. W istocie bowiem istnieje on  w określonym i przydatnym celu zorientowanym na przetrwanie. By zachować się poprawnie, ze zdrowym rozsądkiem należy dokonać zawsze oceny w jakim celu ktoś wykorzystuje podział na grupę własną i grupę obcą oraz kto korzysta na takim podziale czy sporze. Zazwyczaj człowiek na pierwszej linii frontu będzie ostatnim, który odczuje pozytywne skutki swojego zaangażowania, a po czasie będzie mu wstyd przyznać się do ulegnięcia manipulacji i prostemu mechanizmowi. Dla wykorzystania tego zjawiska w dobrym celu powinniśmy sami posługiwać się nim w odpowiedni sposób, zamiast narzekać na jego skutki. Być może podziały proponowane przez polityków możemy zastąpić innymi podziałami, które pozwolą naszemu narodowi odnieść konkretne korzyści. Co jeśli zamiast podziału na lewicę i prawicę, postanowimy wprowadzić linię podziału liberałowie-antyliberałowie? Co jeśli zauważymy, że większość liberałów gospodarczych w polityce jest antyliberałami obyczajowymi? Co jeśli zauważymy, że większość lewicy mimo liberalności obyczajowej jest przeciwna liberalizacji gospodarczej? A co się stanie jeśli zauważymy, że liberalność obyczajowa realizująca motto „róbta co chceta” jest przeciwieństwem postawy empatycznej? Co się stanie jeśli utworzymy grupy i fora osób, które będą dzieliły ideę empatii wobec drugiego człowieka i następnie na tym fundamencie zaczniemy generować inne ruchy polityczne? Czy wówczas liberalizm obyczajowy też będzie tak atrakcyjny dla przeciętnych „młodych wykształconych i z wielkich miast”, jeśli na antypodach będzie znajdowała się empatia?

Przed naszym narodem stoi wiele wyzwań, z którymi musimy się zmierzyć, a nie sposób będzie tego zrobić zarówno z poziomu plemienia prawicowego/lewicowego, jak i z poziomu osoby popadającej w postawę zaprzeczenia istnienia/działania mechanizmów społecznych. Musimy przywrócić właściwe miejsce rozumowi, który powinien kontrolować porywy serca i kierować nas na właściwe życiowe tory, a nawet wykorzystać go do tego, by emotywną część społeczeństwa prowadzić do tego plemienia, które nawet mimowolnie w myśl faustowskiej maksymy „Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro” – będzie walczyła o lepsze jutro dla naszych dzieci. Nie zrobimy jednak nic, jeżeli nie zatrzymamy najgorszej epidemii trawiącej nasz naród – epidemii małego rozumu.

 

3 KOMENTARZE

  1. Ja zawsze przyznawałem, że nie wiem na ile covid19 jest groźniejszy od innych powszechnych wirusów oddechowych? Tylko, że tyle jest sprzecznych wersji na ten temat, np. co do tego, czy psy mogą chorować na to? Ale w ogóle i co do skuteczności maseczek. A poza tym jest faktem, że niektórzy na covidowych przekrętach (jak przy imporcie maseczek) zgarniają dla siebie kasę. Oczywiście nigdy też nie zaakceptuję twierdzenia jakoby Hostia mogła być skażona. Ciało Chrystusa po Zmartwychwstaniu nie może podlegać skażeniu. Z tym się część publicystów tzw. liberalno-katolickich nie zgadza, twierdząc, że Hostia ma właściwości chleba. Postać jest chleba, podobnie jak Ciało Chrystusa po Zmartwychwstaniu ma postać ludzkiego ciała. Jednak skażenia są skutkiem grzechów, w tym pierworodnego. Chrystus w okresie od kiedy przyjął na siebie wszystkie grzechy aż do momentu Zmartwychwstania podlegał śmierci i wszelkim skażeniom. Jednak od momentu Zmartwychwstania już nie. Więc Hostia nie podlega skażeniu i nie może zarazić. Nie oznacza to, że np. wirusa nie mogą przenosić ręce księdza czy też drogą kropelkową z ust księdza. Z tym, że ksiądz dezynfekuje ręce przed Mszą. Ale drogą zarażenia drogą kropelkową nie można wykluczyć. Ale tu tez jest kwestia woli Boga.

    • Pełna zgoda. Może niejasno się wyraziłem, więc ujme to inaczej: jeżeli jesteś biały i myslisz, że przez to jesteś inteligentniejszy od jakiegoś czarnego, to pewnie masz iq równe przeciętnemu iq Erytejczyków napompowane własnym ego. Problemem ze stosowaniem miary mierzacej mityczny poziom iq jest to, że nie jest on dostosowany do innych niż znane w naszej cywilizacji sposobów myślenia tj. biologiczna predyspozycja do rozwoju poznawczego afrykańskich dzieci będzie prawdopodobnie zbliżona do tej osiąganej przez białe dzieci, ale w kulturach społeczności prymitywnych nie istnieje taki sposób nauczania jak w krajach cywilizacji zachodniej. W takim przypadku białe dzieci wychowywane w lepiankach ze szczątkowym dostępem do edukacji świata zachodniego również wykazywałyby niskie wyniki. Matematyczny sposób myślenia wpajany nam od dzieciństwa skutkuje tym, że skuteczniej rozwiązujemy testy iq i mamy lepszą zdolność logicznego myślenia. Jeśli jednak spojrzymy na Stany Zjednoczone, to powinniśmy dostrzec, że wmawianie sobie, że biali są inteligentniejsi stanowi jedynie wyraz pychy, a nie prawdziwej inteligencji. Niejeden czarny zrozumiał ten mechanizm, poszedł na studia i został w ramach zachodniej cywilizacji prawnikiem, lekarzem czy inżynierem zostawiając w tyle cale rzesze białych ćwiećrmózgów. Podsumowując, tak, jako biały masz większe prawdopodobieństwo na to być być prawdziwie inteligentnym, ale jeśli na tym opierasz całą swoją ocenę inteligencji, to zaniżasz polski poziom iq. Jeśli chcesz ocenić wszystkich czarnych jako mniej inteligentnych od siebie to również zaniżasz nasz poziom iq. Jeśli chcesz powiedzieć, że zawsze będziesz madrzej postępował od osoby mającej mniejsze iq to również zaniżasz nasz wynik. Jeśli z kolei rozumiesz w jaki sposób interpretować dane statystyczne i nie posługiwać się nimi do wyciągania błędnych wniosków, to wówczas w pełni się zgadzam, że istnieją między nami różnice w średnich poziomach iq – tyle, że nawet w przytoczonym przez Pana przykładzie naukowcy łączą go z klimatem, więc kwestie związana z rasą są raczej w sferze hipotez, których zapewne przez poprawność polityczną – jeszcze długo nie będziemy mieli szans zweryfikować empirycznie.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię