Newsletter subscribe

Społeczeństwo

Jerzy Frodsom: Mistrzostwo taksydermii

Posted: 28 listopada 2018 o 09:57   /   by   /   comments (0)

Taksydermia” to słowo, które swój rodowód ma w łacinie lub grece. Z łaciny należało, by doszukiwać się jego źródła w taxi, które oznacza ruch oraz derm czyli skóra. Z kolei w grece taxis oznacza przygotowanie, natomiast derm ma dokładnie to samo znaczenie, co w łacinie.

Natomiast sama taksydermia, to sztuka wypychania zwierząt. Dzięki umiejętnemu połączeniu myśliwskiej pasji, anatomicznej wiedzy, chirurgicznej zręczności oraz artystycznemu zacięciu możemy obserwować w muzeach piękne okazy zwierząt, które wyglądają jakby nigdy nie opuściło ich życie. Niestety, taksydermia poprzez ciągłe obcowanie ze śmiercią oraz igranie z ludzką wrażliwością, czasami odbiega od akceptowalnej społecznie normy i staje się przerażająca.

Prawdziwy mistrz taksydermii po wyprawieniu okazu stawia przed widzami pomnik żywej natury. Jest to swoisty paradoks, który sprawia, że widok żywej natury pozbawionej życia nie wydaje nam się anomalią. Spoglądając w szklane oczy wypchanego wilka zastanawiamy się, kiedy odwróci głowę i rzuci się nam do gardła. Podziwiając wspaniałość króla polskich lasów, niedźwiedzia, również czujemy mimowolny szacunek dla potęgi tego drapieżnika. Mimo pełnej świadomości śmierci danego zwierzęcia nasza wyobraźnia podsuwa nam obrazy, które powinny się pojawić przed naszymi oczyma, gdyby życie go nie opuściło. Spoglądając na wspaniałość natury, nie chcemy myśleć o śmierci i przemijaniu, zwracamy raczej nasz wzrok ku doniosłości konstrukcji tej biologicznej architektury zaprojektowanej Bożą Ręką i zamieramy z zachwytem na twarzy. Gotowi w każdej chwili usłyszeć ryk zwierzęcia, wstrzymujemy oddech i jedynie dudniące uderzenia naszego serca przerywają niezmiernie pustą ciszę. Wówczas jednak czysty podziw zostaje zmącony przez nagłą refleksję. Jeżeli tak wygląda mistrzostwo taksydermii, to jak będzie wyglądał kolejny krok, który wykona mistrz wypychania zwierząt, by udowodnić swą maestrię? Jaki kierunek obiorą mistrzowie tej niepopularnej sztuki, by rozwinąć swoje umiejętności i zadziwić świat?

Mimowolnie i bez udziału świadomości niczym pasażerowie własnego umysłu będziemy podążać ścieżką myśli, które będą nas wiodły uparcie i niezmordowanie do jednego i ostatecznego wniosku. Jeżeli wypychanie największych i najwspanialszych drapieżników w sposób doskonały nie jest już satysfakcjonujące to, co będzie? Co należy wypchać, by ukazać wspaniałość piękna natury? Oczywiście odpowiedź, która nadejdzie będzie tylko jedna i mimo wszelkich obaw oraz protekcjonalnego oddalania nachalnego jej brzmienia, zawsze pozostanie niezmienna. Ostateczną maestrię wyznacza zawsze człowiek dochodzący do granicy ludzkich możliwości i w tej sztuce także człowiek jest ostateczną granicą.

Wizja wypychania zwierząt dla wielu ludzi stanowi coś uderzającego w ich wrażliwość. Mimo tego, że śmierć jest naturalnym elementem życia, to nadal naturalną cechą życia jest oddalać ją od siebie. W ten sposób wielu ludzi poprzez ewidentną emanację śmierci, godzeni są w sam środek własnego światopoglądu opartego na życiu widzianego z perspektywy negacji śmierci. W dzisiejszych czasach, gdy coraz bardziej wydłuża się średnia długość życia, opieka medyczna jest na coraz lepszym poziomie, a śmiertelność noworodków jest wielokrotnie mniejsza niż jeszcze sto lat temu, śmierć odchodzi w zapomnienie. Średniowieczna przestroga memento mori stała się powszechnym źródłem rozbawiania i żartów wśród współczesnych Carpediemistów, a sama śmierć tematem tabu.

XXI wiek rozpoczęliśmy od karnawałowego życia, gdzie pieniądze, zabawa, kariera i prestiż grają o wiele ważniejsze role niż wartości cenione przez naszych przodków. Wartości wyższe związane z przymiotami charakteru zeszły na drugi plan, ustępując miejsca na piedestale wartościom materialnym i społecznie aprobowanym. To, co podoba się masom, stało się dobrem obiektywnym, a to za co nie zostaniemy wynagrodzeni, stało się bez znaczenia. Taka filozofia wymusiła na nas niejako zaprzeczenie istnienia śmierci, mimo wciąż wzrastającego odsetka ludzi wykształconych w naszym społeczeństwie. Niczym zabobonni ludzie pierwotni obawiamy się konfrontacji z myślą wybiegającą za zasłonę życia. W takiej sytuacji widok krwi, śmierci i przemocy staje się dla nas obrzydliwy, bo zmusza nas do konfrontacji z płytkością naszej codziennej egzystencji. Nudnej, monotonnej egzystencji, która w obliczu śmierci okaże się zupełnie bezwartościowa zarówno dla nas, jak i następnych pokoleń.

Cóż znaczy życie kolejnego hedonisty w nieprzebranym morzu wyjątkowych indywidualistów, którzy chwalą się swoimi lichymi przeżyciami robiąc doskonałe zdjęcia i zamieszczając je na wszelkiego rodzaju portalach społecznościowych? A co spotka to nieprzebrane może hedonistów za zasłoną? Który z filozofów, teologów, mędrców i proroków miał rację? Nie są to pytania, z którymi mogą się zmierzyć współcześni ludzie. Dlatego ich wstręt wobec śmierci i wszystkiego, co im o niej przypomina jest silniejszy od podziwu dla piękna pomników natury. Mistrzowie taksydermii zrozumieli tę prawdę już dawno.

Współcześni ludzie stanowią doskonały przykład anomalii, jaką jest okaz żywej natury pozbawionej życia, a jednocześnie niewywołującej poczucia dysonansu poznawczego. Większość z nas już dawno została poddana zabiegowi patroszenia, który zakończył i uczynił z nas okazy pokazowe. Mimo tego, że nie była to mokra robota, przy której mistrz musiał ubabrać się po łokcie we krwi, mimo tego, że nie widzimy stosów ludzkich wnętrz, to zostajemy wydmuszkami i chodzącymi pomnikami natury bez zawartości. To, co od zawsze stanowiło o wartości ludzkiego gatunku, jego głębi i znaczeniu, dziś jest pogardzane przez całe społeczeństwo zachodniego świata. Zostaliśmy pozbawieni tej części osobowości, która nakazywała nam się buntować przeciwko niesprawiedliwości sądów, zakłamaniu polityków, bezsensowi cierpienia tysięcy biednych rodaków i całemu morzu niezawinionej ludzkiej krzywdy przyniesionej przez choroby, czy wypadki. Żar serc ludzi sprawiedliwych, którzy za Herbertem powtarzali „A gniew twój bezsilny niech będzie jak morze, ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych” – już dawno stracił szansę na to, by wybuchnąć nowym płomieniem. Oczyszczający ogień ludzkich dusz płonie już tylko wśród nielicznych, którzy wciąż umykają taksydermistom polującym na ostatnie białe kruki.

W świecie zdominowanym przez wypchane okazy ludzi, którzy nie nauczyli się życia przez lęk do śmierci oraz taksydermistów, którzy chcą pozostałych dołączyć do swoich trofeów, wśród ludzi świadomych powinny paść odpowiedzi na kilka fundamentalnych pytań. Czy w świecie, gdzie przemoc, śmierć, krew, a nawet siła są źródłem obrzydzenia, można wykorzystać którekolwiek z nich do walki z taksydermistami? Czy otwarte wyróżnienie z tłumu nie będzie ułatwiało pracy taksydermistom poszukującym białych kruków? Czy rozkaz romantycznej walki na śmierć i życie ze świadomością przegranej nie stanowi formy sprzyjania celowi taksydermistów?

Mam nadzieję, że w przyszłości zdołamy uzyskać odpowiedzi na tak trudne i niejednoznaczne pytania i zgodnie z nimi wprowadzić program ochrony białych kruków, który, chociaż ten jeden gatunek ocali przed wypatroszeniem i pozwoli zachować nam, to co mamy w sobie najcenniejszego. Na pohybel wszystkim taksydermistom i ich dziełom. Na pohybel politykom, dogmatykom, ludziom głupim i ograniczonym. Na pohybel cwaniakom, oszustom, cynikom i konformistom. Na pohybel wszystkim tym, którzy zgnili w kompromisach i pozwolili, by ich wnętrze zostało przerobione na karmę dla świń przy korycie. Salut wszystkim, którzy nie polegli jeszcze i ciągle trwają na froncie. Walka trwa. CWP!

Czytaj także

Comments (0)

write a comment

Comment
Name E-mail Website