Nasze narodowe malkontenctwo to rzecz niemała. Jakbyśmy się przysłuchali z boku naszym rozmowom i spróbowali spojrzeć na nie obiektywnym okiem to usłyszelibyśmy, że głos naszego narodu na tle innych wybijałby się hasłami typu: „Młode pokolenie schodzi na psy.”, „Za czasów naszych dziadków to było…”. Co jednak oznacza ta nasza przypadłość i czy możemy z niej wywnioskować kierunek w którym zmierza Polska? Czy jest jedynie wadą narodową, którą mamy rugać z piedestałów moralności, czy też może być podświadomą manifestacją narodowej woli i pragnień?

Będąc świadom fałszu jaki wynika z idealizowania przeszłości lubię podejmować się intelektualnych treningów poszukujących prawdy o ludziach wielkich. Jako osoba z wykształceniem psychologicznym swoją analizę rozpoczynam od odarcia się z wszelkich złudzeń i próby zrozumienia zachowania jednostek wybitnych przy pomocy jak najbardziej cynicznych mechanizmów. Odstawiam na bok romantyzm i lękliwe bogobojne spojrzenie na naszych narodowych bohaterów albo katolickich świętych, a następnie próbuję wytłumaczyć ich zachowania trzymając się jak najbliżej brudnej i brzydkiej przyziemności. Szeroka wiedza psychologiczna pozwala mi przykładać do wybitnych postaci przeróżne miarki. Raz zastanawiam się, a może ten święty zrobił to, bo miał nieznane dotychczas zaburzenie psychiczne, a może ten bohater narodowy poszedł na pewną śmierć w walce z przeważającym wrogiem, bo po prostu bał się zostać nazwanym tchórzem. Innym razem myślę, że przecież wychowanie było w przeszłości zupełnie inne, a zatem inna struktura umysłowa podejmowała decyzję i nasze współczesne gdybanie o sposobie myślenia ludzi z innej epoki jest tak diametralnie różne od stanu faktycznego, jak myślenie człowieka współczesnego od neandertalczyka. W myślach obracając te wszystkie historie i próbując zajrzeć pod każdy kamień, by tylko zabawić się w adwokata diabła i udowodnić sobie, że ta cała idea to tylko pompatyczna wydmuszka, często spędzam całe tygodnie. Niestety mimo całego mojego cynizmu oraz ze wszystkich sił pompowanych wątpliwości, każda dokładniejsza analiza utwierdza mnie w przekonaniu, że to wszystko w co wierzymy istotnie jest autentyczne. Nie mówię tutaj o przepięknej nietomaszowej wierze, nie mówię także o samooszukiwaniu z pragmatycznych powodów, nie mówię tutaj w końcu o poszukiwaniu potwierdzenia w środowisku własnych poglądów i poczuciu wspólnoty. Mówię o autentycznym przekonaniu, że nasi wielcy bohaterowie i męczennicy mieli w sobie coś niepojętego dla świata nauki i wykraczającego poza nasze zdolności poznawcze. Mówię o czymś co sprawiało, że wbrew psychologii i socjologii, ci ludzie potrafili w sobie znaleźć potężną siłę przezwyciężania śmierci. Dumnie uniesione czoła osób śpiewających hymn w czasie rozstrzelania, cicha modlitwa konającego św. Maksymiliana Maria Kolbego, bohaterska śmierć kapitana Raginisa, który mimo końca amunicji nie uległ Niemieckiej agresji – te i wiele innych historii nie mogą wynikać z mechanizmów behawioralnych, chorób psychicznych czy też czystego przypadku. Te wszystkie bohaterskie życiorysy musiały być efektem zupełnie innej, nieznanej nam dzisiaj rzeczywistości, za którą faktycznie zawsze będziemy tęsknić, ale którą możemy zbudować dla naszych dzieci.

Podejmując refleksję na temat charakterów współczesnej młodzieży w porównaniu do bohaterów wstępujących do Szarych Szeregów, Legionów, czy Powstańców Styczniowych doszedłem do jednego uderzającego wniosku. Największą różnicą charakterologiczną, która różni nasze pokolenia jest świadomość własnej wartości i własnego znaczenia. W czasach o których pisałem powyżej, zawsze żywioł polski rozrastał się w sercach Polaków pod wpływem ucisku i niedoli. Nasza energia wybuchała siłą, która sprawiła, że Polska jest niemożliwa do usunięcia z map Europy mimo potężnej przewagi naszych sąsiadów. By jednak ta energia mogła powstać, przybrać charakter masowego ruchu i potęgi militarnej zdolnej zagrozić zawodowym wojskom innych krajów – musi najpierw rozpocząć się od indywidualnej iskry.

Każdy płomień zaczyna się od niewielkiej i niegroźnej iskry, która rzucona na beczkę prochu może uwolnić przerażającą siłę. Jeśli iskra zostanie zgaszona zanim dotknie prochu, to nawet największe pokłady paliwa na nic się nie zdadzą. Ten mechanizm obecnie widzimy szeroko zastosowany na naszym narodzie. Każdy z nas, jako nośnik części tej iskry mógłby zapłonąć, ale powoli w naszym społeczeństwie zanika cecha niezbędna dla ognia jak tlen – czyli świadomość własnej wartości i własnego znaczenia. Każdy w naszej organizacji wie, że symbol, gest i zachowanie mają ogromne znaczenie. Silny uścisk dłoni, patrzenie prosto w oczy podczas dyskusji, szczerość w chwilach sporu oraz szacunek okazywany starszym, to nieodzowne zachowania, które uważamy za właściwe i pożądane. Ważne jest to kim jesteśmy i jak się prezentujemy. Doskonale rozumiemy, że porządek i czystość to cechy osoby, którą powinien być każdy wartościowy człowiek. Rozumiemy, że szacunek z jakim sami siebie traktujemy w pewnym stopniu stanowi probierz tego, jakiego szacunku oczekujemy od innych. Co jest jednak najważniejsze, to fakt, że stanowi to doskonałą manifestację naszego „instynktu polskości”, który moim zdaniem się właśnie w tym miejscu przejawia.

Ludzie przekonani o nieistotności własnej osoby, święcie wierzący w postmodernistyczną pustkę aksjologiczną i brak jakichkolwiek wartości poza pieniądzem – nigdy nie uwierzą we własną wartość. Logicznym wnioskiem jest zatem usunięcie znaczenia z wszelkich symboli i gestów. W końcu, co kogoś obchodzi czy patrzymy mu w oczy? Kogo obchodzi, czy uściśniemy komuś rękę jak mężczyźni, czy podamy mu dziewiczą „śnietą rybę”? Kto będzie przykładał wagę do naszego stroju, czy poziomu kultury? Kto koniec końców oceni nas za tchórzostwo w obliczu wojny, skoro tylu innych uciekło? Kto ośmieli się negatywnie ocenić całe masy płynące z prądem, które w końcu nie robią niczego niezwykłego w swym naturalnym ruchu za instynktami? Kto odważy się podnosić patetyczne hasła o odpowiedzialności, gdy przecież nawet nie mamy wspólnej perspektywy przed czym i przed kim mamy być odpowiedzialni?

Moment, w którym Polak uwierzył, że jego życie nie ma znaczenia, to moment w którym polski Orzeł został pozbawiony możliwości rozpostarcia skrzydeł. Życie każdego z nas to nie tylko potężna i niepojęta w skali świata wartość, ale także olbrzymia odpowiedzialność. Nie wzbijając się nawet na poziom odpowiedzialności narodowej każdy z nas jest odpowiedzialny za byt swojej matki, siostry czy córki. Każdy z nas powinien pamiętać, że jesteśmy częścią narodu, ale odpowiadamy za to czy nasz brat, przyjaciel czy ojciec, nie zginie w biedzie. O tym, że od tego jak będziemy zaradni w życiu, życzliwi dla bliskich i skuteczni w walce z wrogami zależy byt całego naszego otoczenia. I nikt inny tylko my sami będziemy odpowiedzialni zarówno przed obliczami rodziców, jak i naszych dzieci za to w jaki sposób przeżyliśmy swoje życie. Przed Bogiem będziemy oglądać jak ważą się nasze grzechy i dobre uczynki, a przed samymi sobą będziemy odpowiadać za to, czy daliśmy z siebie wszystko, by osiągnąć wyznaczone cele.

Wierząc w to, że nasze drobne gesty, nasze dobre uczynki i nasze grzechy mają swoje istotne znaczenie, którego nie można przecenić, możemy wspiąć się na poziom z którego na świat patrzyli nasi przodkowie. Możemy stać się godnymi potomkami Pileckiego, Inki, czy Hubala, tylko wtedy, gdy będziemy mocno wierzyli w to, że każdy nasz gest i czyn będzie zapisany i rozliczony. Ta wizja będzie przerażającą wizją dla ludzi miernych i połamanych przez życie oraz źródłem nieskończonej siły dla ludzi dumnych ze swoich decyzji. To jest właśnie źródło tej iskry, która może przywrócić nam potęgę, która nadal drzemie w naszym Narodzie.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię