Newsletter subscribe

Społeczeństwo

Jerzy Frodsom: Nieubłagane zwycięstwo entropii

Posted: 2 kwietnia 2019 o 18:01   /   by   /   comments (1)

Środowiska konserwatywne, patriotyczne i nacjonalistyczne od zawsze rugały z piedestału moralności wszelkie przejawy zdeprawowania, słabości i chaosu. Przybierając nudną, moralizatorską pozę pozwalały na powstanie pustki i swoistej niszy wymagającej wypełnienia. Swoją konsekwencją i trzymaniem się utworzonej formy, dobrze wydeptanej ścieżki, pozostawiły na pastwę swoich przeciwników wiele szlaków, które dopiero wymagały wytyczenia.


I w ten sposób stanęliśmy w punkcie, w którym musimy zadzierać głowy do góry. Stoimy w kanionie wydeptanym przez naszych poprzedników oraz nas samych i spoglądamy do góry, gdzie widzimy płaskowyż rozproszonych jednostek poszukującej własnej drogi. Poza jednostkami, które do tego kanionu wpadną, dzieli nas ogromna przepaść od szarych zjadaczy chleba, a pustynia na płaskowyżu upostrzona jest setkami skupisk ludzkich oferujących różnorakie rozrywki, światopoglądy oraz filozofie życiowe. Podczas gdy my skupiamy się na doskonaleniu naszego kanionu i usuwaniu z niego nierówności, siły entropii, marksiści, obce służby, grupy społeczne o odmiennych interesach, wyznawcy innych religii czy też po prostu lenie i hedoniści, ukształtowali cały świat płaskowyżu. Jak wygląda ten płaskowyż?


Przede wszystkim jest on niesamowicie skomplikowaną siecią koherentnych i spójnych ognisk, które wszystkie prowadzą do jednego celu. Ideał opracowany w intelektualnej pracy Jana Mosdorfa jest dziś realizowany przez entropistów i jako najbardziej efektywny, skierowany jest przeciwko temu, co miał tworzyć – cywilizacji, jaką znamy. Ten system jest spójny na trzech podstawowych poziomach: teologicznym, ideologicznym i biologicznym, a wzbogacony o socjologicznie wzbudzaną atrakcyjność, stanowi system kompletny i niemal doskonały.


Na poziomie teologicznym na płaskowyżu pustki nie ma Boga. By jednak nie podgrzewać emocji i nie budzić ludzi z wygodnej i ciepłej stagnacji, raczej nie stara się go wyciąć z przestrzeni publicznej w sposób gwałtowny zdecydowany i poparty środowiskiem ateistycznym. Najzwyczajniej w świecie został wyprowadzony z naszego świata tylnymi drzwiami, po cichu i bez fanfar. Dziś nazwalibyśmy to wzrostem indyferentyzmu religijnego, ale w rzeczywistości jest to pozbawianie ludzi ostatecznego celu, stabilnego oparcia oraz wszelkiej podstawy poświęcenia i altruizmu. Na płaskowyżu oczywiście pustkę po Bogu zapełniono doskonale i szczelnie. Na początku zadbano o to, by człowiek nie miał wiele czasu na myślenie. Tutaj prawa wolnego rynku i nieustanny rozwój technologiczny okazały się sprzymierzeńcem szalejącego marksizmu. Ludzie studiujący, jednocześnie pracują, niewykwalifikowani pracownicy pracują tyle, że nie mają czasu na myślenie, a i tak brakuje im pieniędzy na „godne życie”. Oczywiście dla wszystkich, którzy mają ciepłe posadki i dobrą pensję stworzono niedościgniony ideał piękna fizycznego oraz „zdrowego odżywiania”, który potrafi zaabsorbować każdą wolną chwilę. W świecie, gdzie Bóg przemawia do nas poprzez ciszę, tryb życia podyktowanego jego optymalizacją jest nieustannym szumem. W takim chaosie spór o to „czy Bóg jest?” przestaje być sporem fundamentalnym dla wszystkiego innego. Kiedy bowiem przeciętny Kowalski ma się tym zajmować? I co mu po takiej odpowiedzi skoro za chwilę trzeba lecieć na siłownię, a w domu odpalić sobie jakichś serial na netflixie, by odpocząć przed ciężkim dniem w pracy? Na płaskowyżu nie ma czasu na Boga. Jakby go ktoś jednak zaczął szukać, to co znajdzie? Warczące oddziały systemowych ateistów, którzy z pozycji racjonalistycznych punktują pozorne dziury w katolickim rozumowaniu – ich największą zdolnością jest sianie wątpliwości. Kawałek dalej stoją antropolodzy z katedr naukowych porównują wszystkie religie i na zasadzie punktów wspólnych, dowodzą, że wiara jest tylko córką ludzkiego zagubionego rozumu. Podążając dalej przez płaskowyż spotkamy troglodytów powtarzających mantrę: „ksiądz-pedofil, ksiądz-pedofil…” z tępym wyrazem twarzy i wyrazem nienawiści w oczach. Dalej zauważymy skupiska ludzi sukcesu. Wymuskanych panów, w drogich garniturach, którzy siedząc w swoich drogich samochodach będą z pobłażaniem patrzeć na tych maluczkich ludzi, którzy przez całe życie nawet nie uzbierają na jeden taki samochód, a próbują intelektem poszukiwać Boga, którego oni dawno poznali – w złotym cielcu. Jeszcze dalej znajdziemy młodzież, która od najmłodszych lat nie doznaje niedostatków, tylko spełnia zachcianki w wirtualnym świecie przeżywając tyle emocji, że i Bóg wydaje im się niepotrzebny. W końcu adrenalina z e-świata wypełnia ich krwiobieg w takim stopniu, że ten świat wydaje się im nudny i bez wartości. Jeszcze dalej spotkamy politycznych fanatyków, którzy wszystko powiedzą, byleby potwierdzić przed sobą samymi słuszność ich ideologii. Znajdzie się też miejsce dla szamanów, wróżek i druidów dla ludzi, którzy poszukują Boga tak mocno, że bez magii się nie obejdzie. I oczywiście entropiści świetnie tutaj zagospodarowali poletko naszego płaskowyżu. Zmieniając swoje pozycje z ateistycznych na pluralistyczne osiągnęli stan doskonałego chaosu w którym idealny porządek jest tylko jednym równorzędnym elementem pośród miriadów innych dowolnych elementów chaosu.


Drugim poziomem, gdzie siły entropii zrobiły świetną robotę jest płaszczyzna ideologiczna. Odbierając ludziom podstawę wszelkiej moralności i etyki w systemie religijnym postawili bezbronnego człowieka przed koncepcją „umowy społecznej”. Demolatria sprawiła, że ludzie uwierzyli, że prawo jest uzasadnieniem i źródłem moralności, a demokracja jest najlepszą metodą jego stanowienia. Zerwani z obiektywnych więzów moralności i etyki odniesionej do Boga, staliśmy się sterem okrętu dryfującego bez celu. Teraz ludzie nie czują potrzeby cierpienia, pokutowania ani altruizmu. Poza częścią konwenansów społecznych, które już na poziomie instynktu każą nam okazywać aprobatę czynom altruistycznym, jesteśmy gotowi do zrozumienia wobec wszelkich przejawów egoizmu. Szczytowym punktem politycznej debaty w Polsce stał się temat aborcji na życzenie i zaspokajania swoich seksualnych potrzeb w sposób nienormatywny. Pierwszy temat jest kwestią odpowiedzialności oraz szacunku do życia, które to po drugiej stronie szali mają wygodę oraz beztroskę. Mimo pewnych oporów w polskim społeczeństwie kształt zmian obserwowanych w Europie Zachodniej i Ameryce, każe przypuszczać, że w najbliższym czasie i u nas, wygoda i beztroska zdobędzie przewagę i stanie się normą społeczną. Drugi temat to kwestia aprobaty dla hedonizmu skażonego zaburzeniem biologicznym, który to domagając się uznania za przejaw normalności, stał się papierkiem lakmusowym naszego społeczeństwa. W ilości poparcia naszego społeczeństwa dla inicjatyw Lesbijek Gejów Biseksualistów i Transseksualistów możemy widzieć odbicie poziomu rozkładu moralnego Polaków. Fakt, że większość Polaków jest zdrowych i niezainteresowanych „odmiennościami seksualnymi” został wykorzystany przez siły entropii w iście szatański sposób. Poprzez dużą obecność medialną oraz publiczną, jako mniejszość, przekonali większość, że są większością. W ten sposób bierna większość uznała (w imię demolatrii), że jako osoby neutralne, nie powinny się sprzeciwiać tym osobom o „innej orientacji seksualnej”. Przyjmując neutralną postawę wsparli możliwości wzrastania organizacjom entropicznym, które zyskują coraz większe poparcie dzięki efektowi śnieżnej kuli.


Tutaj także wędrówka po płaskowyżu zaowocuje znalezieniem swojej niszy nawet dla najbardziej wybrednych. Znajdziemy tu czerwone koła krwiożerczych komunistów w bolszewickim stylu, które w swej niszy będą się podpisywały literką A w kółeczku. Znajdziemy też zagubionych intelektualistów, którzy swoje niezadowolenie z niemożności odnalezienia drogi życiowej, wytrwale przekuwają w pogardę dla każdego, kogo tylko można określić jakimś słowem. W swym potężnym intelekcie będą oni podważać wszystko, co podważyć się da, a nawet to, czego podważyć się nie da i z pozycji swej wyższości będą patrzyli na to jak „opium dla mas” ujawnia się pod różnorakimi postaciami. Za kolejnym zakrętem znajdziemy bardziej masowe idee, skierowane dla intelektualnych nierobów, których czoło nie zostało nigdy przecięte zmarszczką wątpliwości. Są to ludzie, którzy uważają, że każdy może wierzyć, w co tylko zapragnie, byleby nie krzywdził innych. Sami zazwyczaj są chorągiewkami powiewającymi na wietrze konformizmu, co pozwala im pozostać w intelektualnym lenistwie nieniepokojonymi. Jest też ideologiczna nisza dla ludzi, którzy chcieliby określić się jako „dobrzy”, ale w zdemokratyzowanym świecie nie mają aksjologicznych podstaw. Wobec tego ich fundamentami stają się wartości Rewolucji Francuskiej, tudzież sztuczne twory wytworzone przez ludzi, takie jak demokracja. Ich zachowanie najbardziej jest prymitywne, bowiem przypomina zachowanie układu immunologicznego. Wydala i niszczy wszystko, co wygląda na patogen. Oczywiście, w istocie mamy sytuację odwrotną i atakowane jest wszystko, co zdrowe w tkance społeczeństwa. Tak czy siak, entropiści przygotowali cieplutkie ogniska dla wyznawców „doborludzimu”, wegan, wegetarian, ludzi utożsamionych ze swoim kolorem skóry (chyba że jest biały!), osób, którzy mają dziwne upodobania seksualne, albo są zazdrośni (walka klas), dla relatywistów (intelektualiści ze szkoły heglowskiej), dla bezstronnych, dla hedonistów (w końcu czemu nie żyć chwilą? YOLO ponad wszystko!). W tak szerokiej gamie ideologicznej każdy może znaleźć cel, o który warto walczyć. Mogą to być drzewa, zwierzęta, czy też lu… ludzka wygoda. Znajdzie się też miejsce dla wojowników o status quo – oczywiście, że tak, ich w końcu, zawsze jest najwięcej.


Trzeci poziom, na którym siły entropii są spójne jest poziom biologiczny. Na poziomie instynktu ludzkie potrzeby są zdeterminowane przez dążenie do bezpieczeństwa fizjologicznego. Wobec tego naturalna ludzka tendencja do chciwości ma swoje źródło jeszcze w czasach przed wynalezieniem koła, kiedy od odpowiedniej ilości zapasów na zimę, zależało ludzkie przeżycie. Oczywiście tutaj entropiści dopiero rozpoczynają swój imponujący pokaz w pełnej okazałości. Zaspokajanie potrzeby bytu i bezpieczeństwa znajduje niemal doskonałe odzwierciedlenie w marksizmie, gdzie jednostki najsłabsze starają się poprzez przemoc masową zapewnić sobie dostatnie życie. Oczywiście dla każdego nieroba, równe wynagrodzenie z najbardziej pracowitym człowiekiem byłoby realizacją wszelkich marzeń. Dodatkowo zapewnienie socjalu niezależnego od działalności człowieka, na poziomie umożliwiającym godne życie uniezależniłoby jego leniwą część od pracy w sposób zupełny, co stanowiłoby ubogą i świecką namiastkę raju na ziemi. Niestety całe życie nic nie robiąc, człowiek najzwyczajniej w świecie mógłby się nim znudzić i chcieć powrotu do tradycyjnie ułożonej cywilizacji. Dlatego entropiści i na to znaleźli sposób. Kolejna z podstawowych potrzeb w piramidzie Maslowa po jedzeniu i piciu, to potrzeba seksu. No i tutaj entropiści z tęczową flagą maszerują broniąc uciśnionych i krzyczą, „Twoja macica, twoja sprawa”, „dziecko to nie problem, jak masz aborcję na wyciągnięcie ręki”, „czemu się wiązać skoro można to robić z każdym kto nam się spodoba”. Grając na trzecim najbardziej prymitywnym poziomie potrzeb człowieka oferują mu raj na ziemi. Koherentnie i spójnie mówią: „nie będziesz pracował, będziesz żył dostatnio i nie będziesz się nudził. Będziesz mógł mieć każdego i każdą, jaka ci się spodoba niezależnie od jej płci czy wieku.”


Mimo tego, że absurd tego steku bzdur jest aż nazbyt widoczny, to podzielony na kawałki staje się dla ludzi strawny. Na pozarozumowym poziomie ludzie łakną tych wszystkich rzeczy i odwracają się od nieznośnego spojrzenia karzącego za grzechy Boga w stronę rozkoszy oferowanych przez akceptującego i łagodnego Szatana. Siły entropii w sposób celujący odpowiedziały na ludzką potrzebę Boga, poprzez zagłuszenie jej, na potrzeby ideologii odpowiedzieli relatywizacją i mnogością opcji, między którymi postawiono znaki równości, a na potrzeby biologiczne po prostu powiedziano stanowcze i głośne „TAK JEST!”. W ten sposób nowoczesny człowiek, może w Nowym Wspaniałym Świecie znaleźć wszystko czego potrzebuje i zagłuszyć lub zastąpić czymś innym, to czego ten świat jest pozbawiony. Najnowszym surogatem zastępującym Boga stał się kolektyw, który poprzez social media poddaje nas w o wiele większym stopniu procesowi konformizmu niż działo się to kiedykolwiek wcześniej w historii. Dodatkowo pustka i samotność, którą każdy człowiek odczuwał w pewnych momentach życia zastępowana jest odruchowym wciągnięciem telefonu i wytężaniem kciuka na portalu społecznościowym. Są setki sposobów na zapomnienie i na znalezienie tymczasowych celów, które wypełniają ludziom okres ich wegetacji na trzeciej planecie od Słońca. Cel ostateczny, eschatologia, podstawy aksjologiczne, czy kwestie metafizyczne pozostają poza ich obszarem zainteresowań. Bo i czemu miałyby się w nich mieścić? Skoro nie przynoszą ni przyjemności, ni zysku, ni odpowiedzi…


Widząc ten niezwykle skomplikowany i spójny organizm staram się rzucić okiem na drugą stronę i widzę jedynie nasz kanion. Wspaniały i głęboki – pozwalający ludzkiej myśli sięgnąć dalej niż ktokolwiek na płaskowyżu kiedykolwiek. Jednak w obliczu wielkości powierzchni oraz mnogości ludzi zamieszkujących płaskowyż pozostaje mi smutna konstatacja, że zakopaliśmy się w odmętach naszej ideologii. Ten kanion jest idealnie dopasowany do bardzo nielicznej niszy w społeczeństwie, ale nie odpowiada ani trochę na potrzeby większości członków społeczeństwa na płaskowyżu. Wobec takiego stanu rzeczy, poszukując prawdy muszę sformułować wniosek, że jeżeli i my nie odpowiemy światopoglądem spójnym i atrakcyjnym na wszystkich wyżej wymienionych płaszczyznach, to czeka nas los epigonów cywilizacji. Czeka nas rozpuszczenie w entropicznym kwasie globalizacji…

Comments (1)

write a comment

Comment
Name E-mail Website

  • 4 kwietnia 2019 o 18:53 Stary Robol

    Błyskotliwy przegląd dzisiejszego społeczeństwa.

    Reply