Newsletter subscribe

Społeczeństwo

Jerzy Frodsom: Świat bez barier

Posted: 2 października 2018 o 10:23   /   by   /   comments (0)

… brzmi jak lewicowy slogan obrazujący wizję świata opartego na afirmacji różnorodności. „Im więcej różnic, tym lepiej!” – wyje szakalim skowytem uczelniana i salonowa lewica. Czy jednak powinniśmy stawać im naprzeciw i budować mury pod samo niebo? A może warto spojrzeć na kwestię barier i murów z perspektywy nacjonalizmu, czyli takiej, która przyniesie najwięcej pożytku naszemu narodowi? Z „perspektywy nacjonalizmu”? A cóż to w ogóle znaczy?

Z perspektywy socjologicznej różnorodność jest jak nitrogliceryna. We wprawnych i ostrożnych rękach staje się narzędziem o nieopisanej sile kruszącej litą skałę. W nieostrożnych staje się niewybrednym aniołem śmierci zbierającym swe żniwo wśród tych, którzy odważyli się w jej obecności na chwilową nieostrożność. W środowisku naukowym jako największy plus różnorodności społecznej wskazuje się efekt synergii, który nie powstaje w grupach jednorodnych. W gruncie rzeczy oznacza to, że przy spełnieniu szeregu warunków społeczeństwo różnorodne daje możliwość zdobycia efektów większych niż przy społeczeństwach jednorodnych. To, co dziś jest wykorzystywane przez intelektualną lewicę do lansowania swoich afirmacyjnych poglądów (bo dziś już tolerowanie to za mało!) przewidział Mosdorf w swoim „Wczoraj i Jutro”. Swój ideał społeczeństwa opisał następującymi słowy: „spójna różnolitość, a więc zorganizowane, spójne społeczeństwo, opierające się na bogactwie indywidualności ludzkich, różnolitość składników skierowana ku wspólnemu celowi, różnorodność funkcji i jednolitość osiągnięć”. Taka wizja idealnego społeczeństwa jest zgodna z wiedzą z zakresu socjologii i psychologii na chwilę obecną, co podkreśla geniusz tego myśliciela. Doskonale ujął on wizję wykorzystywania wybuchu nitrogliceryny społecznej różnolitości w konkretnym celu. Czy to oznacza, że powinniśmy się przeorientować na kierunek proimigrancki i agitować za przyjmowaniem „kolorowych ludzi” na rzecz zwiększenia różnolitości? W żadnym razie. Dmowski nauczył nas myślenia kategoriami „interesu narodowego”, a zatem powinniśmy myśleć, w jaki sposób postępować, by nasz naród zyskał jak najwięcej, a poniósł jak najniższy koszt we wszystkich płaszczyznach (nie tylko materialnych). Właśnie za ojcem polskiego nacjonalizmu powinniśmy zatem spojrzeć na nasz naród i zadać sobie pytanie, jakimi torami go poprowadzić przez nadchodzącą epokę, by wyszedł ze współczesnego tygla zwycięsko? W mojej opinii pierwszą koniecznością naszego narodu jest wychowanie kadr, które będą umiały obsługiwać się nitrogliceryną społeczeństwa narodu polskiego, by kruszyć stal wrogich czołgów. Inżynierowie społeczni, wielcy przywódcy, który poprowadzą rząd polskich dusz w stronę zwycięstwa są czynnikiem kluczowym nie tylko dziś, ale we wszystkich epokach.

Dziś jednak, gdy świat biznesu i nauki przechodzi gwałtowne przemiany dążące do zniszczenia klasycznie pojmowanej hierarchii i przywództwa, musimy okopywać się murami, by obronić znaczenie przywództwa. Jeżeli zapomniany zostanie sens odpowiedzialnego i silnego dzierżenia władzy, to nie będzie dla nas ratunku w chwili próby, ataku zbrojnego, czy wojny niekonwencjonalnej. Zostaniemy rzuceni na pastwę silniejszych wrogów przez swoją własną utopijną i infantylną myśl o przyszłości. Co, więc z tą różnorodnością, czy różnolitością, mówiąc językiem Mosdorfa?

By odpowiedzieć na to pytanie w sposób racjonalny warto sięgnąć po rozum wymykając się utartym, populistycznym schematom myślenia. Przede wszystkim należy zarysować charakterystykę obu przeciwstawnych i skrajnych światopoglądów. Pierwszy głosi, że należy rozwalać wszystkie bariery i rozbierać wszystkie mury. Jest to tak popularny pogląd w dzisiejszych czasach, że większość społeczeństwa bezrefleksyjnie łyka go prosto w gardziel, bez minimalnej chwili refleksji. Oczywistym jest jednak fakt, że mur i bariera pełnią konkretną funkcję i nikt nie stawia ich bez potrzeby. Każdy mur i bariera pełnią funkcję oddzielenia. Nasze psychiczne bariery umożliwiają nam funkcjonowanie po przeżyciu traumy, granice stawiane w życiu osobistym i zawodowym umożliwiają nam zachowanie wolnej woli. W końcu mury naszych bloków i kamienic dają nam bezpieczeństwo, oddzielając nas od fizycznych niebezpieczeństw, które mogłyby zagrozić naszej egzystencji.

Drugi pogląd głosi, że najlepiej jest bezpiecznie zamurować się w wysokim donżonie i wylewać wrogom gorącą smołę na głowy, gdy tylko w swej bezczelności, odważą się podejść pod nasze mury. Pogląd ten jest równie idiotyczny, jak pierwszy ze względu na oczywiste minusy, jakie muszą wycierpieć osoby uwięzione. Otaczając się murem nie tylko odgradzamy od siebie przeciwnika, ale także poważnie ograniczamy swoją mobilność, możliwość odkrywania i ekspandowania. Psychiczne mury uodparniają nas na zranienia ze strony świata, bliskich i obcych. Sami jednak tracimy możliwość doznania wszystkiego, co oferuje nam życie. Zlęknieni i zamknięci wśród murów własnych lęków i obaw tracimy możliwość pełnej afirmacji życia, a co najgorsze – zrzekamy się jej dobrowolnie.

Cóż, podążając za myślami Romana Dmowskiego decyzja musi być jedna, zarówno w życiu prywatnym, intrapsychicznym jak i społecznym, ogólnonarodowym, musimy stawiać tyle barier, granic i murów, by czuć się bezpiecznie, a zarazem sprawnie funkcjonować. Banalna arystotelesowska zasada złotego środka i tym razem okazuje się najlepszym remedium na odnalezienie rozumu w świecie wszechobecnej propagandy i taniego dyletanctwa. Sztuką, jaką powinni opanować narodowcy do perfekcji, jest wyznaczanie tego złotego środka nie w myśl utartych schematów i zaleceń naszych przodków, ale w myśl współczesnego i przyszłego interesu narodowego. Pytaniem, które dziś nie powinno dawać spać wszystkim osobom zaangażowanym w życie polskiego narodu, jest pytanie o emerytury naszych wnuków. Przy aktualnym poziomie przyrostu naturalnego oraz silnej ekspansji imigrantów z krajów Afryki i Azji na tereny europejskie, nie możemy liczyć na to, że garstka rodowitych Polaków utrzyma niepodległość. W końcu to barbarzyńskie ludy niszczyły wielkie i rozwinięte cywilizacje, a dziś widmo barbarzyńskiej napaści staje się coraz bardziej realne. Pytanie o emerytury naszych wnuków jest wyrazem troski o gospodarkę. Jednak bardziej istotnym pytaniem jest pytanie o przetrwanie narodu w potężnej nawałnicy sił entropii dążących do rozpuszczenia narodów w globalnej masie. Czy istnieje sposób, by nasze wnuki miały szansę zaznać polskości? Czy może będą zmuszeni zostać „obywatelami świat” ze zmakdonaldyzowanym poglądem na świat?

Pytaniem niezmiernie ważnym, a zarazem niewypowiadanym w środowisku narodowym jest pytanie o sposób kontroli imigracji. Polityka imigracyjna oparta na przyjmowaniu większych ilości ludzi jest dla Polski koniecznością bezsporną. Ogromna rzesza imigrantów z Ukrainy poza oczywistym dumpingiem płacowym stanowić może realne zagrożenie polityczne i fizyczne dla naszego Narodu. Alternatywą jest polityka imigracyjna a’la PiS oparta na sprowadzaniu pracowników z różnych krajów Azji. Z jednej strony możemy grunt polski zalewać pracownikami, którzy są jednolici pod względem etnicznym i kulturowym oraz tożsamościowym, a z drugiej strony możemy rozpuszczać nasz naród w globalizacyjnej papce. Niniejszy wybór zdaje się przypominać ten między Scyllą a Charybdą. Z jednej strony gotowa do pożarcia naszego narodu czai się Charybda, a z drugiej strony agresywna i krwiożercza Scylla czeka na chwilę naszej nieuwagi, by nasycić swój gniew. Z jednej strony wchłonięcie w globalną papkę, a z drugiej strony narażenie na poważne zagrożenie.

„Cała nadzieja w Polskich dzieciach” – krzyczą polscy idealiści. Niepoprawni idealiści. Podniesienie poziomu przyrostu naturalnego do takiego, który zapewni naszemu narodowi w dalszej perspektywie bezpieczeństwo i wzrost gospodarczy oraz sprawne działanie państwa, jest niemożliwe. Nie możemy liczyć, żeby nasze 4-letnie rządy zaczęły rozważać scenariusze, jakie staną się naszą rzeczywistością za 50,100 lat. Musimy zatem oddolnie stworzyć plan działania, strategie kierowania okrętem z polską banderą w stronę bezpiecznej przystani. Czy zdołamy stworzyć plan polityki migracyjnej zapewniającej funkcjonowanie państwa, a zarazem pozostać Narodem Polskim? Oto pytanie, jakie stawia przed nami XXI wiek. Czy zdołamy na nie odpowiedzieć?

Czytaj także

Comments (0)

write a comment

Comment
Name E-mail Website