Sprzeciw nacjonalistów przeciwko ideologii LGBT+ od zawsze kojarzony był z prymitywną przemocą i nieuzasadnioną niechęcią. Jednak gdy spróbujemy przeanalizować idee stojące zarówno za nacjonalizmem, jak i za LGBT+, to nie sposób będzie nie dostrzec ogromu zakłamania w jakim żyjemy jako społeczeństwo globalnej wioski.

Unikając banału i jałowych sporów opierających się na różnicach w poczuciu estetyki czy definicji rodziny, możemy spróbować przeanalizować temat w sposób interesujący przeciętnego Kowalskiego, a zatem nie wydumany i sięgający po górnolotne myśli, a taki który dotyka szarej rzeczywistości. By wykonać takie manewry musimy najpierw zrozumieć jak przeciętny zjadacz chleba może widzieć ten niejako abstrakcyjny dla niego spór. Prawdopodobnie widzi on prymitywnych i agresywnych nacjonalistów/kibiców (nie oczekujemy od niego zdolności do rozróżniania) oraz „pedałów”, którzy nikomu nie szkodzą. Czasami może skrzywi się na ostentacyjne pomysły tęczowych, ale w gruncie rzeczy nie rozumie całej agresji ani nawet postawy „anty” – w końcu oni „nikomu nic złego nie robią”. Oczywiście ludzie z naszego środowiska będą mieli całą masę kontrargumentów, ale żaden z nich nie dotyka rzeczywistości na odpowiednio niskim poziomie abstrakcji, by aideologiczny Kowalski był w stanie to zrozumieć. By móc przedstawić zło ideologii LGBT w pełnym świetle, musimy sięgnąć do sedna problemu nie z perspektywy piedestału moralnej wyższości z potępiającą marsową miną, ale ze współczuciem jakim powinniśmy darzyć wszystkich ludzi zagubionych, połamanych życiem i zepsutych przez demoralizujący wpływ współczesnej antykultury.

Pierwszą myślą jaka w tym momencie mogłaby zaświtać w głowie naszego aideologicznego bohatera jest sprzeczność między „byciem anty-“, a współczuciem. Niestety w tym punkcie dotykamy wadliwości naszego systemu edukacji, który uczy nas w jaki sposób powtarzać fragmenty wiedzy, ale nie uczy nas w jaki sposób myśleć samodzielnie. Warto bowiem zauważyć, że nacjonalizm za pierwsze ziemskie dobro uważa interes narodowy. Z tej perspektywy zdaje się być oczywistym, że dla nacjonalistów złem, które należy zwalczać będzie wszystko, co będzie osłabiało nie tylko naród jako zbiorowość, ale także jego członków z osobna na wszelkich możliwych płaszczyznach. Spójność idei narodowej w tej sferze jednoznacznie wskazuje na konieczność postawy aktywnej w obliczu wzrastających postaw autodestrukcyjnych. W przeciwieństwie do liberałów, nie uważamy, że ćpun sięgający po kolejną dawkę krzywdzi tylko siebie i na tą krzywdę zasługuje. Prawdopodobnie jest to człowiek złamany przez życie, środowisko, dorastanie w biedzie, własną słabość, czy niedyspozycje psychiczne albo doznane traumy lub patologiczne wychowanie. W obliczu ogromu zła, który dotyka ludzi na świecie nie możemy być kolejnym kamieniem jaki mógłby trafić Marię Magdalenę. Wiemy zatem, że powinniśmy podejmować działania, by uniemożliwić ludziom autodestrukcję i powinniśmy to robić z pozycji empatycznych rozumiejąc, że to nie sam w sobie człowiek jest zdegenerowany, tylko jest on produktem zdegenerowanego środowiska w którym jego instynkt przetrwania okazał się słabszy od otaczającej go patologii. W tym momencie powinniśmy już widzieć oczywisty fakt, że „bycie anty-„ i współczucie nie są kategoriami rozłącznymi. Jako nacjonaliści potępiamy przemysł narkotykowy i zarazem współczujemy zniszczonym przez używki ludziom, jesteśmy zdecydowanymi wrogami dilerów, którzy są współwinni zabijania człowieczeństwa w swoich ofiarach. Jesteśmy także przeciwnikami alkoholizmu i współczujemy alkoholikom ich trudnego oraz podłego życia.

Rozumiejąc w jaki sposób nacjonaliści podchodzą do tematów używek i innego typu sposobów na autodestrukcję ludzi zagubionych, możemy podejść do głównego tematu tego artykułu, czyli patologii LGBT+. Współczujemy osobom zatrutym ideologią LGBT ze względu na to, że czynią sobie ogromną krzywdę i niszczą społeczeństwo wokół siebie. Niestety tak samo jak współczucie wobec alkoholików nie sprawia, że cierpiącym na delirium tremens, chcielibyśmy ulżyć w cierpieniu dostarczając kolejnej dawki alkoholu, tak osoby z zaburzeniem własnej orientacji seksualnej choć spotkają się z naszym współczuciem, to jednak nie znajdą u nas ni krzty tolerancji ani zrozumienia w obliczu swojej dewiacji. Większa część świata Zachodu, omamiona bilbordami, lśniącymi ekranami smartfonów i tęczowymi logami korporacji zagubiła gdzieś nie tylko zdolność logicznego myślenia, ale także współodczuwania, czy refleksji nad sensem życia. W swojej gnuśności uważa, że stanowcze odmówienie ćpunowi kolejnej działki sugeruje, że nie odczuwamy wobec niego współczucia. Ponadto na tyle odbiegło od pojęcia moralności, że uważa iż dobrem drugiego człowieka jest to co jest dla niego przyjemne. Czy nie widać tu potwornej hipokryzji? Czy któryś z tych mądrych, wykształconych i z wielkich ośrodków miejskich byłby skłonny w przyszłości zafundować własnemu dziecku złoty strzał, bo jego dziecko poprosi o to ze łzami w oczach? Czy jakikolwiek dorobkiewicz spod tęczowego buta korporacji chciałby kiedykolwiek widzieć jak jego dziecko niszczy sobie życie w wieku kilkunastu lat popadając w alkoholizm? Nie. W każdej z tych sytuacji, niemal każdy cywilizowany człowiek podszedł by do sprawy zdroworozsądkowo – jak nacjonalista i zrobiłby wszystko, by osobie bliskiej uniemożliwić autodestrukcję. W końcu o swoich bliskich należy dbać, a jeżeli chcą wsiąść do samochodu po pijaku, to choćby siłą zabrać im klucze, czyż nie?

Ktoś mógłby powiedzieć: „no dobrze, ale jak to się ma do LGBT+?” – i miałby zupełną słuszność. Sama ideologia o ile jest narzędziem zła, o tyle nie jest groźna w sensie bezpośrednim i nie może być zrównana z problemem alkoholizmu czy narkomanii. Spoglądając jednak na jej skutki nieodmiennie będziemy docierać do poziomu definiowania zaburzeń psychicznych. Jednym z kluczowych elementów diagnozy zaburzenia psychicznego jest wpływ danego zachowania czy wzorca myślowego na „normalne” funkcjonowanie w społeczeństwie. Oczywiście środowisko LGBT+ widząc problem jakim dotknięte są osoby z zaburzeniami orientacji seksualnej wściekle atakuje wszystko co śmie wyściubić uszy na łące patrolowanej przez LGBTstapo ze strzelbami na heteronormatywnych łosi. W ten sposób usiłują nie wyleczyć zaburzenie u jednostek, ale tak zaburzyć świat, by te zaburzone jednostki stały się normą. Oczywiście rozmach śmiałości tej próby mógłby budzić podziw, gdyby nie fakt, że współcześnie wszyscy inteligentni ludzie świetnie zdają sobie sprawę, że jest to wojna, której wygrać nie można i która nigdy się nie skończy. Wygrywają na niej tylko Ci, którzy potrafią zarabiać na tym konflikcie. Należy jednak pamiętać, że same osoby z zaburzeniami seksualnymi są tutaj na trzecim planie – zupełnie nieistotne. Podejmując się jednak tematu „normalnego” funkcjonowania w społeczeństwie niejako należy wskazać, gdzie, kto i na jakiej podstawie ma ustanawiać normę. Oczywiście chciałoby się od razu przywołać argument potrzeby dzietności narodu, istnienia w genotypie chromosomów odpowiedzialnych za wykształcenie cech charakterystycznych dla danej płci, czy też normy rozumianej w ujęciu statystycznym. Żaden z tych argumentów jednak nie pada na podatny grunt w obliczu rozmowy z naszym Kowalskim. Bowiem na poziomie emocjonalnym współczucie wobec krzywdy jest zazwyczaj silniejsze niż obrona zasadności chromosomów – to dość mało trafiający do serca argument, jak zresztą pozostałe, które trafiają prosto do rozumu z pominięciem kluczowego organu jakim jest serce. By trafić do serca Kowalskiego i wyjaśnić mu gdzie leży zło ideologii LGBT+ musimy sięgnąć do tego w jaki sposób ona niszczy życie samych zainfekowanych.

Od czasów podstawówki, w wolnych chwilach lubię podejmować refleksje na tematy trudne, na które nie ma odpowiedzi. Pytania o sens życia, celowość jakiejkolwiek aktywności oraz hierarchię wartości nie są mi obce. W pewnym sensie są nawet moimi przyjaciółmi, z którymi idę przez życie i co jakiś czas poznajemy się na nowo z radością obserwując zmiany, jakie w nas zachodzą w czasie rozłąki. Podejmowanie refleksji na temat sensu życia w dobie totalnego relatywizmu, gdzie logiczne myślenie nieomal skazuje człowieka na samotność, często okazuje się być nad wyraz trudnym zadaniem. Mój umysł wyrosły we współczesnych czasach nasiąkł potężnie prądem postmodernizmu i ma niesamowitą zdolność do podważania absolutnie wszystkiego, toteż odniesienie się do jakiegokolwiek niezmiennika w poszukiwaniu tego dla czego warto żyć i za co warto umrzeć, nie jest prostym zadaniem. W trakcie jednak długich godzin, które w sumie spędziłem snując refleksję nad sensem istnienia, doszedłem do jednego wniosku, który uważam za pewnik i niezmiennik do końca mojego życia. Uważam, że życie ludzkie jest cenne i piękne nie przez to, co człowiek posiada ani czego człowiek pragnie, ale przez to, że każde istnienie niesie ze sobą unikalne w skali świata doświadczenie. W całej ludzkości na przestrzeni całych mileniów nie znajdziemy bowiem dwóch jednakowych życiorysów. Po tym przydługim wtrąceniu schodząc do tematu niniejszego tekstu należy spojrzeć na reprezentanta ideologii osób z zaburzeniem orientacji seksualnej jak na innego człowieka, który właśnie dokonuje aktu autodestrukcji. Spoglądając na cykl życia człowieka z perspektywy całego jego istnienia widzimy, że każdy człowiek na ziemi powinien mieć możliwość przeżycia szczęśliwego dzieciństwa, burzliwego dojrzewania, niepewnego dorastania oraz etapu zakładania rodziny i spokojnej starości w gronie najbliższych. Taki prosty cykl życia, powinien być nam dostępny ze względu na samo urodzenie się w narodzie, który utworzył państwo zdolne zadbać o to by ten cykl mógł przebiec bez zakłóceń. By każdy Polak stojąc u progu śmierci mógł patrzeć w przeszłość z satysfakcją i szykować się do przejścia na drugą stronę w otoczeniu ciepłych rąk swoich dzieci i wnuków.

Spoglądając z takiej perspektywy na rozwrzeszczanych nastolatków o błękitnych włosach, którzy dokonują licznych profanacji, są pełni wulgarności i agresji widzimy, że nie ma w nich ni krzty świadomości i samorefleksji. Z własnej i nieprzymuszonej woli rezygnują z cudu rodziny oraz miłości jaka rodzi się tylko między rodzicem, a dzieckiem, na rzecz zepsutego seksu. Oczywiście najprawdopodobniej nasz przeciętny Kowalski nadal nie będzie w stanie w pełni pojąć obrazu, ale wystarczy, że poprosicie go o wyobrażenie sobie, że ceną za powodzenie LGBT+ będzie wizja w której znikają jego dzieci, a może także on sam i pytanie czy warto płacić taką cenę za… ? No właśnie, za co?

Z perspektywy nacjonalisty troska o członków narodu jest oczywista i oczywiste jest współczucie wobec osób zagubionych i połamanych przez życie. Nieodmiennie współczując także dewiantom, chciałbym im uniemożliwić autodestrukcyjny proceder i niszczenie potencjału swojego życia w imieniu tak marnych postulatów i poświęcając tak wiele, jak robią to osoby z zaburzeniami orientacji seksualnej. Współczuję im rezygnacji z piękna rodziny na rzecz hedonizmu i mam nadzieję, że jak najmniej naszych rodaków zamieni swój ród w tą obumierającą gałąź, która nie zrodzi już więcej owocu.

1 KOMENTARZ

  1. Niom, “oni nikomu nie szkodzą” jest analogiczne do “oni tylko chcą pracować” w przypadku imigrantów. Przeciętny Kowalski nie widzi kompletnie niczego.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię