jendrzejczakDzień 13 grudnia 2014 roku przyniósł jeden z największych sukcesów w historii mieszanych sztuk walk w Polsce. Joanna Jędrzejczyk po bardzo wyrównanej walce, niejednogłośną decyzją sędziów wygrała swoją drugą walkę w Ultimate Fighting Championship z kolejną utalentowaną Brazylijką, Claudią Gadelhą.

Utytułowana zawodniczka z kraju kawy, wywodząca się ze brazylijskiego ju-jitsu (posiadaczka czarnego pasa), w zasadzie całą walkę starała się przenieść na płaszczyznę parterową, w której oczywiście czuje się doskonale, tym bardziej przy wykorzystaniu braków Polki w tym segmencie. Olsztynianka jednak, że odrobiła na “piątkę” pracę domową z zapasów, przedstawiając z walki na walkę ogromny postęp w zakresie obrony przeciwko sprowadzeniom do parteru. Zdołała wybronić zdecydowaną większość prób obaleń, jedynie niektóre dawały topową pozycję Gadelhi, jednak i tak Jędrzejczyk zdołała szybko się z nich podnosić, nie dając się zdominować. W stójce zaś to Polka była niekwestionowaną liderką, wykorzystując dziesięcioletnie doświadczenie zawodnicze z muay thai (nawet narożnik Brazylijki nie dawał jej żadnych złudzeń i zabraniał prób wymiany ciosów i kopnięć). Trzy rundy walki nie dały jednak żadnej zawodniczce widocznej przewagi i werdykt sędziów mógł pójść w każdą stronę. Wszystko zależało głównie od oceny jakości pracy zapaśniczej i pomysłu na walkę. Można powiedzieć, że decyzja o przyznaniu wygranej Joannie Jędrzejczyk byłaby nie do pomyślenia jeszcze jakiś czas temu, gdy sędziowie zdecydowanie promowali “atak” zapaśniczy i obalenia, nie wymagając już posiadania pomysłu na dalsze działanie w parterze. Coś się jednak zmieniło, a zasada “obalić i przeleżeć” przestała być doceniana na kartach sędziowskich. Być może (w co jednak można wątpić pod względem punktowania walki), Brazylijka została także po części pokarana za tzw. sucker punch po końcu ostatniej rundy (cios wyraźnie po czasie i rozdzieleniu przez sędziego).

Wprawdzie po chwili przeprosiła za to, jednak niesmak pozostał, gdyż nie sprawiła wrażenia szczerego zachowania, raczej strachu przez dyscyplinarno-finansowymi konsekwencjami czynu. Ostatecznie to ręka Polki powędrowała do góry podczas ogłoszenia werdyktu. Dana White po raz kolejny wyraził zachwyt nad sportową formą olsztynianki i, mimo domysłów o takim charakterze walki, tuż po gali zakwalifikował pojedynek jako eliminator do boju o pas mistrzyni UFC w kategorii słomkowej (135 lbs, 52 kg) ze świeżo wyłonioną czempionką Carlą Esparzą, zwyciężczynią The Ultimate Fighter 20. Tym samym Joanna Jędrzejczyk została pierwszą przedstawicielką kraju Polan, która zmierzy się o najważniejszy tytuł w najlepszej organizacji MMA na świecie. Polacy mają wiele aktualnych osiągnięć na wspólnym koncie w mieszanych sztukach walki (m.in. Marcin Held w Bellatorze, Jan Błachowicz po rewelacyjnym debiucie w UFC w Szwecji), jednak to będzie zdecydowanie najwybitniejsze, oby potwierdzone przez wygraną o pas. Co więcej, Polka ma nie tylko teoretyczną, ale przede wszystkim praktyczną szansę pokonania obecnej mistrzyni podczas jej pierwszej obrony tytułu. Jak bardzo chciałoby się szybko zobaczyć polską gwiazdą UFC i jej “title shot”, należy jednak życzyć zawodniczce olsztyńskiego Arrachionu jak najdłuższego czasu na odpowiednie przygotowanie zapaśnicze, aby nie tylko wygrała, ale nie pozostawiła także żadnych wątpliwości co do werdyktu, być może i nie zmuszając sędziów punktowych do podjęcia ostatecznej decyzji. Taki sukces sportowy Joanny Jędrzejczyk nie tylko przyczyni się do jej osobistej kariery, ale także będzie krokiem milowym dla polskiego MMA, którego zawodnicy będą lepiej dostrzegani i doceniani na świecie, zaś organizacja UFC nie dość, że w końcu zagości w Polsce, to jeszcze się u nas na stałe zadomowi.

Autor: Jakub Albin

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię