Dyplomacja polska w okresie międzywojennym starała się utrzymać jak najlepsze stosunki zarówno z Rzeszą Niemiecką, jak i ze Związkiem Sowieckim. Ukoronowaniem tych dążeń było podpisanie i ratyfikowanie w 1932r. polsko-sowieckiego paktu o nieagresji, a w 1934 r. polsko-niemieckiej deklaracji o niestosowaniu przemocy. Wyraźne zbliżenie pomiędzy Warszawą i Berlinem, do jakiego doszło w drugiej połowie lat trzydziestych, zasugerowało Adolfowi Hitlerowi, że Polska dałaby się wciągnąć w tryby ekspansywnej polityki niemieckiej. Po konferencji monachijskiej doszedł  do wniosku, że sytuacja dojrzała do tego, aby przedstawić polskiemu rządowi do podpisania “cyrograf”: w zamian za zgodę na faktyczne uzależnienie w zakresie polityki zagranicznej i cesje terytorialne, Rzeczpospolita miała zyskać potężnego sojusznika i przede wszystkim gwarancje wspólnych granic. Polska dyplomacja przez dłuższy czas unikała udzielenia wyraźnej odpowiedzi na propozycje niemieckie, aż do momentu gdy do akcji energicznie włączyła się dyplomacja brytyjska. Ugodowo nastawiony premier Neville Chamberlain doznał prawdziwego szoku, kiedy 15 marca 1939 r. Niemcy brutalnie złamały porozumienie monachijskie, po czym 21 dnia tego miesiąca zajęły Okręg Kłajpedy. Wydawało się, że nadszedł najwyższy czas, aby przystąpić do lokalizowania niemieckiego zagrożenia, a zwłaszcza uniemożliwienia zawarcia sojuszu między Polską i Niemcami. Dlatego 31 marca 1939 r. w brytyjskiej Izbie Gmin premier Zjednoczonego Królestwa zdecydował się wypowiedzieć brzemienne w skutkach słowa: “Na wypadek jakichkolwiek działań wojennych, mogących wyraźnie zagrozić niepodległości Polski i które by Rząd Polski uznał zatem za konieczne odeprzeć przy użyciu swych narodowych sił zbrojnych, Rząd JKM będzie się czuł zobowiązany do udzielenia Rządowi Polskiemu natychmiastowego poparcia będącego w jego mocy.”

Od tej pory wobec obsesyjnie nieprzejednanej postawy Hitlera wypadki zaczęły toczyć się coraz szybciej w kierunku wybuchu wojny. W Reichstagu 28 kwietnia 1939 r. Hitler przedstawił gwarancje angielskie dla Polski jako zachętę do zbrojnego wystąpienia przeciw Niemcom, a co za tym idzie – uznał polsko-niemiecką deklarację z 1934 r. za jednostronnie pogwałconą i wobec tego nieobowiązującą, oraz wypowiedział niemiecko-brytyjski układ morski z 1935 roku. W Sejmie 5 maja 1939 r. minister Beck (w imieniu całej Rady Ministrów) kategorycznie odrzucił żądania niemieckie, a swoje przemówienie zakończył: “Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”.

31 sierpnia 1939 roku o godzinie 20:00 sturmbahnführer Alfred Naujocks z niemieckiej służby bezpieczeństwa, zainicjował operację otwierającą kampanię wrześniową. To on wraz z grupą więźniów kryminalnych dokonał napadu na gliwicką radiostację. Akcja została zaplanowana jako doskonały materiał propagandowy, a przygotowali ją głównie Reinhard Heydrich i szef wywiadu wojskowego Wilhelm Canaris. Posłużyła ona jako pretekst do zaatakowania Polski. Prowokacja w Gliwicach miała ukazać agresywne posunięcia Polaków. W kilku innych miejscach niemiecka propaganda dokonała podobnych działań. O godz. 4.45 pancernik “Schleswig-Holstein” rozpoczął ostrzeliwanie polskiego wybrzeża. Tym samym, symbolicznie zapoczątkował II wojnę światową. Rankiem 1 września machina wojenna III Rzeszy ruszyła do natarcia, budząc się po dwudziestu latach uśpienia.

Armia wykonała silne uderzenie z Prus Wschodnich w kierunku Mławy, gdzie doszło do bitwy z oddziałami 20. Dywizji Piechoty płk dypl. Wilhelma Lawicza. Dopiero 3 września, nadal odpierając ataki pięciokrotnie przeważającego przeciwnika, Polacy wycofali się na rozkaz Naczelnego Dowództwa. Niemcy starali się utorować sobie jak najszybszą drogę do Prus Wschodnich przez Pomorze. Zmasowanego ataku nie udało się odeprzeć 9. Dywizji Piechoty i Pomorskiej Brygadzie Kawalerii, co spowodowało przekroczenie Brdy przez wojska wroga już pierwszego dnia walk. Ze strategicznego punktu widzenia, niewątpliwym sukcesem Polaków było niedopuszczenie do zajęcia przez wojska nieprzyjaciela mostu w Tczewie, który zaatakowała 3. eskadra. 1 Pułku Bombowców Nurkujących. Dzięki poświęceniu polskich kolejarzy i żołnierzy most udało się wysadzić zanim przejęli go Niemcy. 2 września siły XIX Korpusu Pancernego gen. Heinza Guderiana rozpoczęły przeprawę przez Wisłę, odcinając znajdujące się na północy kraju polskie jednostki. Na wybrzeżu zaciekle broniły się polskie oddziały. Licząca niewiele ponad 200 ludzi Składnica Tranzytowa w Wolnym Mieście Gdańsk odpierała ataki do 7 września, kapitulując dopiero po całkowitym wykończeniu możliwości obrony; 1 września, w tym samym rejonie, doszło do tragicznej w skutkach potyczki gdańskich pocztowców, którzy stoczyli 14-godzinny bój z kilkakrotnie przeważającym przeciwnikiem. Smutny finał obrońców placówki był kolejnym dowodem na bestialstwo agresora. Część pojmanych zamordowano. Tylko nielicznym udało się przeżyć pogrom z rąk rozwścieczonych Niemców. Na Helu dramatyczną walkę toczyli żołnierze Rejonu Umocnionego “Hel”. Ich zadaniem miało być przetrwanie sześciu tygodni i oczekiwanie pomocy z zewnątrz. Pomoc nie nadeszła, obrońcy trwali na pozycjach do 2 października, ostrzeliwani z lądu, morza i powietrza. Poddali się dopiero gdy dalszy opór prowadziłby jedynie do bezsensownej śmierci. Dowódca Lądowej Obrony Wybrzeża, płk Stanisław Dąbek, również stawiał zacięty opór nacierającemu przeciwnikowi. Dzielny żołnierz zginął 19 września, będąc otoczonym wraz ze swym oddziałem. Popełnił samobójstwo, nie chcąc iść do niewoli. Dominacja na wybrzeżu, mimo bohaterstwa i poświęcenia polskiego żołnierza, była po stronie Niemców, górujących nad Polakami pod każdym względem.

W innych częściach kraju również widoczna była dominacja Niemców. W momencie rozpoczęcia bitwy nad Bzurą armia niemiecka szykowała się do uderzenia z Prus Wschodnich, uchwycenia przeprawy przez Narew i zajęcia Brześcia n/Bugiem. Przetransportowany tam XIX Korpus Pancerny gen. Guderiana starł się z oddziałami polskimi m.in. w rejonie Wizny. 7 września obrońcy odcinka wycofali się, podpalając za sobą most na Narwi. Składający się z 720 ludzi oddział, którym dowodził kpt. Władysław Raginis, przez całe dwa dni odpierał ataki wroga, liczącego ok. 43 000 żołnierzy! Dopiero 10 września padł schron kpt. Raginisa, który nie poddał się Niemcom – popełnił samobójstwo.

Ogromna dysproporcja sił przy braku realnej pomocy ze strony aliantów sprawiła, że we wrześniu 1939 r. nie było dla Polski ratunku. Zapewnienia władz Rzeczypospolitej o niezwyciężoności państwa przyczyniły się do powiększenia wstrząsu psychicznego społeczeństwa po klęsce wrześniowej. Mimo to agresorom nie udało się złamać woli oporu narodu polskiego. Polacy wkrótce otrząsnęli się z pesymistycznych nastrojów, a najdzielniejsi spośród nich podjęli walkę w konspiracji.

1 KOMENTARZ

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię