Artykuł będzie polemiką z referatem Marii Pilarczyk, działaczki Pracy Polskiej, pt. „Burza w szklance wody — czy warto mieć zdanie na każdy temat?”. Na wstępie zaznaczam, że nie jest to żaden atak personalny. Doceniam zaangażowanie Marii w kwestie społeczne, jednak obok zbyt wielu stwierdzeń nie mogę przejść obojętnie.

Czy Kościół w Polsce ma pozycję uprzywilejowaną, jak chce tego prelegentka, i czy władza rzeczywiście zmuszona jest do liczenia się z jego zdaniem? Poniekąd tak, nie można w końcu obojętnie przejść obok tego, iż większość Polaków wciąż deklaruje się jako katolicy. Liberalna demokracja nie wsłuchuje się jednak w głos Prawdy, ale w głos ludu. I tak przeciętny Polak być może uczestniczy w każdą niedzielę we Mszy świętej, jednak niekoniecznie skłonny jest do poparcia całkowitego zakazu aborcji czy zakazu handlu w niedzielę. Ponadto idąc za nauką przeżartych przez modernizm hierarchów, stoi na stanowisku, że wiara jest sprawą prywatną i co do zasady nie powinno się jej łączyć z polityką. Warto pamiętać jednak, że moderniści odpowiedzialni są za zniszczenie państw wyznaniowych. Współcześnie hierarchowie de facto nie są zainteresowani wpływaniem na polityków. W naszych polskich warunkach biskupi domagają się jedynie wspomnianego już przeze mnie całkowitego zakazu aborcji, a w ostatnim czasie również zakazu handlu w niedzielę. Czy jednak większość liczy się z ich zdaniem? Odpowiedź jest chyba oczywista…

Maria jako przykład rzekomej uprzywilejowanej pozycji Kościoła podaje oddanie w jego ręce 5 hektarów ziemi, należących wcześniej do Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Podkreślić należy, iż na ziemi tej znajduje się słynny klasztor na Świętym Krzyżu. Od 1936 roku zakon prowadzili tu Oblaci, w czasie II wojny światowej Niemcy prowadzili tu natomiast obóz dla jeńców. Od 1950 roku obiekt znajdował się natomiast w zarządzie dyrekcji Świętokrzyskiego Parku Narodowego.
Prelegentka stwierdza stanowczo, iż teren ten Kościołowi w żaden sposób się nie należy, nie zatrzymując się zbyt długo na argumentacji obu stron. Oczywiście, nikt nie broni nam dyskutować nad tym, czy wspomniane tu 5 hektarów powinno być objęte ochroną ścisłą, czy też nie, jednak używanie tego przykładu jako dowód na uprzywilejowanie Kościoła w Polsce jest wyjątkowo niesmaczną manipulacją.

Manipulacją i wprowadzaniem słuchaczy w błąd jest również stwierdzenie, że Kościołowi nie przeszkadza kapitalizm, podobnie jak wcześniej nie przeszkadzało mu niewolnictwo. Prawdą jest, iż Kościół nie utożsamia się w pełni z żadnym systemem, i żadnego też w całości nie potępia. Nie można jednak pominąć milczeniem piętnowania przez Kościół licznych nadużyć systemu kapitalistycznego, takich jak wyzysk pracownika, niskie płace czy uniemożliwienie świętowania niedzieli. Tu zachęcam do zapoznania się z moimi poprzednimi artykułami, gdzie wielokrotnie dość szczegółowo starałam się omówić te zagadnienia.

Tym razem jednak nieco szerzej pragnę pochylić się nad kwestią stosunku Kościoła do niewolnictwa.

Podkreślić należy, iż poszczególni papieże czy inni przedstawiciele Kościoła zawsze byli dziećmi swojej epoki. I tak na przykład chrześcijanie żyjący w czasach Cesarstwa Rzymskiego funkcjonowali w świecie, w którym instytucja niewolnictwa nie wzbudzała większych kontrowersji.

Pamiętać należy również, iż termin „niewolnictwo” jest określeniem bardzo niejednoznacznym. Powszechnie uważa się, iż w republikańskim Rzymie rozwinęła się najbardziej niehumanitarna forma niewolnictwa. Położenie ówczesnych niewolników najlepiej streścił chyba Marek Terencjusz Warron: narzędzie mówiące (instrumentum vocale). Stał on ponadto na stanowisku, iż nie powinno się marnować jedzenia na chorych i niepracujących niewolników, oraz że nie powinni oni najadać się do syta. Należy dodać również, iż niewolnik zawsze skazany był na łaskę i niełaskę swojego pana. Prawo rzymskie nie przewidywało bowiem kary za zabicie niewolnika. Co prawda sytuacja ta zaczęła się z czasem zmieniać, w okresie cesarstwa właściciele coraz częściej wykazywali się większą dbałością o swoich podwładnych, jednak to właśnie chrześcijaństwo przyniosło rewolucyjne wręcz zmiany w tej kwestii.

Już św. Paweł daje nam następujące pouczenie: „Każdy, jeśli uczyni co dobrego, otrzyma to z powrotem od Pana – czy to niewolnik, czy wolny. A wy, panowie, tak samo wobec nich postępujcie: zaniechajcie groźby, świadomi tego, że w niebie jest Pan zarówno ich, jak i wasz, a u Niego nie ma względu na osoby”. (Ef 6,8). Warto przytoczyć również fragment Didache, jednego z najstarszych pism chrześcijańskich: „Niewolnikowi twemu lub niewolnicy, pokładającym nadzieję w tym samym Bogu, nie wydawaj nigdy poleceń ze złością, aby nie przestali bać się Boga, który jest nad nimi i nad nami”.

Któż nie zna natomiast historii św. Perpetuy i Felicyty, właścicielki i niewolnicy, które w 203 roku poniosły śmierć męczeńską w Kartaginie? Podobna sytuacja miała miejsce w 177 roku w Lugdunum (dzisiejszy Lyon), kiedy to na arenie zginęły niewolnica Blandyna oraz jej nieznana z imienia właścicielka. Religia chrześcijańska w pewien sposób zrównywała więc ze sobą panów i niewolników, w obliczu śmierci za wiarę wszyscy byli równi.

Bardzo ciekawym przykładem jest historia pewnej żyjącej na początku IV wieku chrześcijanki, która dopuściła się zabójstwa swojej niewolnicy. Ówczesne prawodawstwo nie ścigało zbrodni tego typu, niewolnik był bowiem własnością pana, który był nawet panem życia i śmierci. Władze kościelne nie przeszły jednak obok tego przypadku obojętnie, był on nawet omawiany na lokalnym synodzie w Elwirze. Przyjrzyjmy się bliżej postanowieniom synodu: „Jeśli kobieta pod wpływem złości pobije swoją niewolnicę tak, że ta umrze w boleściach w ciągu trzech dni, a nie wiadomo, czy zabiła celowo, czy przypadkiem, to: jeśli celowo – po siedmiu latach wyznaczonej pokuty, a jeśli przypadkiem – po pięciu latach może przystąpić do komunii. Gdyby w tym czasie zachorowała, można jej dać komunię”.

Jakie zdanie na temat niewolnictwa mieli natomiast Ojcowie Kościoła? Św. Jan Chryzostom nie miał wątpliwości, iż to nie Bóg ustanowił niewolnictwo. Początkiem niewolnictwa jest natomiast grzech. O wiele bardziej krytycznie wypowiedział się w tej kwestii św. Grzegorz z Nyssy. Jego czwarta homilia na Księgę Koheleta jest swego rodzaju paszkwilem na niewolnictwo, autor zaciekle atakuje nienawróconego jeszcze biblijnego mędrca. Czym zawinił tenże mędrzec? Oddajmy mu głos: „Nabyłem niewolników i niewolnice, i miałem niewolników urodzonych w domu” (Koh 2,7).

Św. Grzegorz nie ma wątpliwości, iż niewolnictwo jest niezgodne z prawem naturalnym. Natura człowieka jest bowiem wolna, nie może być niczemu poddana – „Czynisz niewolnikiem tego, kto został stworzony, by panować nad ziemią, i powołany przez Stwórcę do rządzenia, jego poddajesz jarzmu niewoli, przekraczając tym samym Boży nakaz. Zapomniałeś, jakie są granice twojej władzy, że twoje władanie jest ograniczone do istot nierozumnych” – poucza nas Święty.

Autor za absurd uważa również handel niewolnikami: „Jak mógłby być wystawiony na sprzedaż ten, kto panuje nad ziemią i wszystkim, co się na niej znajduje? Jeśli człowiek wystawiany jest na sprzedaż, prowadzony jest na targ jako pan ziemi, to wraz z nim należy sprzedać wszystko, co do niego należy: ziemię, wyspy, morza i wszystko, co się w nich znajduje. Ile ma zapłacić kupiec?”.

Podobne zdanie w tej kwestii posiadał św. Augustyn. Nauczał, iż Bóg stworzył człowieka po to, aby panował nad stworzeniami nierozumnymi, a nie nad drugim człowiekiem. Niewolnictwo nie płynie z natury, ale jest skutkiem grzechu. Dlatego właśnie w Piśmie Świętym określenie „niewolnik” pojawia się po raz pierwszy przy okazji niegodnego postępku Chama wobec Noego (Rdz 9, 25). Święty przewiduje jednocześnie perspektywę wyzwolenia — niewolnictwo zniknie wtedy, gdy przeminie niesprawiedliwość i zniesiona zostanie wszelka ludzka władza.

W dalszej kolejności warto zapoznać się również ze stanowiskiem „księcia teologów”, św. Tomasza z Akwinu. Przypomnijmy, iż wzorował się on na Arystotelesie, dla którego zjawisko niewolnictwa było na porządku dziennym. Sam św. Tomasz nie chciał pogodzić się ze zjawiskiem niewolnictwa i stał na stanowisku, że liczbę niewolników należy zawsze ograniczać do minimum. Podkreślał, iż niewolnictwo nie ma racji naturalnej i nie wynika z prawa naturalnego, lecz ma rację utylitarną i należy do porządku prawa narodów. „Servitus” w sposób racjonalny zostało wprowadzone do prawa naturalnego, podobnie jak wprowadzenie własności prywatnej. Rozum ma uporządkować to, co wskutek grzechu popadło w stan nieuporządkowania. Dlatego „servitus” niekoniecznie musi oznaczać niewolę, ale posłuszeństwo okazywane ludziom mądrym. Jednak ze względu na to, że ludzie grzeszą, natura skłania do wymierzenia kary za grzech. W ten sposób niewolnictwo powstało jako kara za zło.

Przytoczone tu przykłady mówią same za siebie, iż stwierdzenie „Kościołowi nie przeszkadzało niewolnictwo” jest po prostu nieprawdziwe. Powtórzę jeszcze raz: ówcześni ludzie Kościoła, zarówno duchowni, jak i świeccy, byli dziećmi swojej epoki. Żyli w świecie, w którym niewolnictwo było zjawiskiem powszechnym, którego nie dało się wyeliminować z dnia na dzień. Gołym okiem widać jednak, że chrześcijańskie spojrzenie na niewolnika znacząco różni się od spojrzenia pogańskiego. Podobnie rzecz ma się z feudalizmem. Czy średniowieczni duchowni mogli nie popierać feudalizmu, skoro innego systemu de facto nie znano? To my, z punktu widzenia czasu, możemy oceniać ten system, wskazywać jego wady i zalety. Pamiętajmy też o jednym: czy Kościół rzeczywiście miał realny wpływ na ówczesną sytuację polityczną, czy gospodarczą? Wbrew temu, co powszechnie się uważa, zamierzchłe czasy niewiele różniły się od współczesnych: Wielcy tego świata słuchali Kościoła tylko wtedy, kiedy chcieli…

W dalszej kolejności z ust prelegentki pada stwierdzenie, iż Kościół jest siłą skrajnie… konformistyczną. Dowodem na to ma być fakt, iż każde środowisko polityczne posiada swego rodzaju kapelana, który przedstawia wiernym taki obraz Kościoła, jaki chcą oni widzieć. Rzeczywiście, w mediach usłyszeć można zarówno ks. Kazimierza Sowę, jak i ks. Romana Kneblewskiego. Jako katolicy mamy jednak pełną świadomość, że wypowiedzi tego pierwszego mają niewiele wspólnego z nauką Kościoła. Opisany tu przykład obrazuje niestety zgubne skutki spustoszenia sianego przez szeroko pojętych modernistów. Tak wiele osób ma problem z odróżnieniem prawdy od fałszu. Sytuacja ta nie może nas dziwić, skoro z ust kapłanów, którzy mówić powinni jednym głosem, padają nierzadko skrajnie odmienne nauki. Dlatego w dobie chaosu pamiętajmy, że Kościół nie jest własnością ani ks. Sowy, ani ks. Kneblewskiego, ani jakiegokolwiek innego kapłana. Jest własnością Chrystusa. Jeżeli chcemy zgłębiać naukę Kościoła, czytajmy Pismo Święte, czytajmy encykliki papieskie, dokumenty soborowe oraz żywoty Świętych.

Czy Kościół wysuwa na piedestał sprawy z punktu widzenia funkcjonowania państwa nieistotne? Maria jako przykład podaje tu aborcję. W jednej kwestii z pewnością wypada się zgodzić: aborcja jest w Polsce tak zwanym tematem zastępczym, poruszanym w sytuacjach, kiedy „przepchnąć” trzeba niekorzystną dla większości Polaków ustawę. Czy aborcja jednak rzeczywiście jest sprawą, z punktu widzenia funkcjonowania państwa, nieistotną? Uważam, że najbardziej właściwa odpowiedź musi brzmieć następująco: sprawa zabijania dzieci nienarodzonych jest tematem bardziej istotnym niż funkcjonowanie państwa. W tym miejscu przypominają mi się słowa św. Maksymiliana Marii Kolbe, który zapytany przez jednego ze współwięźniów o powód, dla którego Bóg dopuścił tak wielkie ludobójstwo, odpowiedział, iż wydaje mu się, że jest to kara za grzech aborcji.

Nie ulega natomiast wątpliwości, iż w jednej kwestii prelegentka ma słuszność: bycie przeciwnikiem aborcji, przy jednoczesnym reprezentowaniu liberalizmu gospodarczego, jest rzeczą absurdalną…

Maria kończy wypowiedź następującym stwierdzeniem: My mamy być przecież głosem większości. Czy rzeczywiście? Żadną miarą. Mamy być głosem Prawdy. Gdybyśmy mieli być głosem większości, nie bylibyśmy nacjonalistami…

Nasi przedwojenni Koledzy stworzyli ideę opartą w dużej mierze na filozofii tomistycznej i społecznej nauce Kościoła. Nie dajmy sobie wmówić, że wynikało to tylko ze specyfiki epoki. Oczywiście: jako narodowi radykałowie musimy być ludźmi czynu, musimy znać bolączki Polaków związane z ubóstwem i przede wszystkim wypracować odpowiednie lekarstwo. Musimy odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób zwiększyć wynagrodzenie dla pracowników oraz w jaki sposób naprawić służbę zdrowia. Odpowiedzi tych jednak w dużej mierze dostarczy nam chrześcijaństwo…

1 KOMENTARZ

  1. No patrz! Pani Pilarczyk raczy się upomnieć, że kościołowi nie przeszkadzało niewolnictwo, a ja przypominam, że jeszcze w XIII w. żydzi handlowali niewolnikami masowo, chrześcijanie (m.in. z rodu Piastów) odkupowali tych niewolników i puszczali na wolność. Tak było!

    Druga sprawa: jak zapytać ludzi z Pracy Polskiej: czy chcą budować organizację narodową, czy międzynarodową, to nie potrafią udzielić jednoznacznej odpowiedzi. To jak Socjal-demokracja RP 🙂

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię