Najnowsza encyklika Ojca Świętego Franciszka „Fratelli tutti. O braterstwie i przyjaźni społecznej” wzbudza niemałe kontrowersje. W ostatnich dniach postanowiłam zapoznać się z jej treścią, tak aby móc wyrobić sobie na ten temat zdanie. Niniejszy artykuł będzie natomiast próbą przedstawienie najciekawszych wątków opisanych przez papieża.

W pierwszej kolejności należy zaznaczyć, że choć autorem encykliki jest papież Franciszek, to kilkukrotnie zaznaczył on, iż wypowiada się również w imieniu Wielkiego Imama Ahmada al- Tayyeba. Fakt ten słusznie powinien napawać nas niepokojem, ale nie zaskoczeniem. Obecny papież niejednokrotnie dawał przecież do zrozumienia, iż jest zwolennikiem źle pojętego ekumenizmu, który nie chce stawiać sobie już za cel nawracania niewiernych.

Wszystko to nie oznacza jednak, iż nowa encyklika jest całkowicie bezwartościowa. Przykładowo, Ojciec Święty krytykuje źle pojęte „otwarcie na świat”. Współczesna gospodarka rozumie je tylko i wyłącznie jako otwarcie na interesy zagraniczne. Światowe potęgi nie są natomiast zainteresowane troską o dobro wspólne. Gospodarka globalna tworzy kulturę, która co prawda w pewnym sensie jednoczy świat, ale „dzieli osoby i narody”, nie czyni nas braćmi. Papież krytykuje przyzwolenie na dawanie pierwszeństwa interesom indywidualnym i osłabianie wspólnotowego wymiaru istnienia.

Franciszek słusznie zauważa, iż pewne zasady ekonomiczne okazały się być skuteczne dla rozwoju, ale nie w tej samej mierze dla integralnego rozwoju człowieka. Co prawda bogactwo na świecie wzrosło, jednak pozbawione jest ono równości, co prowadzi de facto do tak zwanych nowych form ubóstwa. Kiedy mówi się, że współczesny świat ograniczył ubóstwo, czyni się to, stosując kryteria z dawniejszych epok. Przykładowo, brak dostępu do energii elektrycznej nie był dawniej uważany za oznakę niedostatku.

Ojciec Święty podkreśla ponadto, iż pandemia koronawirusa pokazała słabość wolnego rynku. Nowa sytuacja zmusiła bowiem nas wszystkich do myślenia o wszystkich ludziach, nie tylko o korzyściach niektórych z nich. Franciszek przestrzega przed ignorowaniem lekcji, którą dała nam pandemia. Przykładowo, nie możemy zapominać o osobach starszych, które zmarły z powodu braku dostępu do respiratorów, co po części jest skutkiem demontażu systemów opieki zdrowotnej.

W swoich rozważaniach Ojciec Święty przytacza między innymi ewangeliczną przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Przydrożnych zbójców przyrównuje do „wielkich tego świata”, realizujących różnego rodzaju nikczemne interesy. Zbójcy mają jednak swoich sprzymierzeńców w osobach, które „idą drogą, patrząc w inną stronę”. Chodzi tu o wszystkich tych, z ust których słyszymy „nikt nie może tego naprawić”, „cóż ja mogę zrobić?”. Postawa taka nie sprzyja duchowi solidarności i hojności. Papież zachęca do tego, aby nie oczekiwać wszystkiego od rządzących, aby być aktywnym w „rehabilitacji i wspieraniu zranionych społeczeństw”.

Interesujące jest to, że Franciszek opowiada się zdecydowanie za państwem opiekuńczym. Stwierdza, że wolności domagają się tylko ci, którzy rodzą się w rodzinach o dobrych warunkach ekonomicznych, otrzymują dobre wykształcenie lub naturalnie posiadają wybitne zdolności. Zasada ta nie dotyczy jednak osób niepełnosprawnych lub ubogich. Co ciekawe, Ojciec Święty apeluje również o przywrócenie społecznej funkcji własności. Odwołuje się tu do czasów pierwszych chrześcijan, kiedy wielu mędrców rozwinęło przekonanie o powszechnym przeznaczeniu dóbr stworzonych. Prowadziło to do myśli, iż jeśli ktoś nie jest w posiadaniu środków potrzebnych do godnego życia, to tylko dlatego, że przywłaszczył je sobie ktoś inny. Przykładowo, św. Jan Chryzostom nauczał, że „niedawanie ubogim części swoich dóbr jest okradaniem ubogich, jest pozbawianiem ich życia, a to, co posiadamy nie jest nasze, lecz ich”. Podobnego zdania był św. Grzegorz Wielki: „gdy dajemy potrzebującym to, co im niezbędne, dajemy im to, co do nich, a nie do nas należy”. Franciszek podkreśla natomiast, że prawo do własności prywatnej może być uznane jedynie za wtórne prawo naturalne i wywodzi się z zasady powszechnego przeznaczenia dóbr stworzonych. Nie potępia przedsiębiorców, wręcz przeciwnie, podkreśla, że ich działalność jest szlachetnym powołaniem do wytwarzania bogactwa i udoskonalania świata. Zdolności przedsiębiorców, które są darami Boga, powinny być ukierunkowane również na rozwój innych osób i na przezwyciężenie nędzy.

Rzeczywiście, większość teologów od początku stała na stanowisku, iż własność prywatna weszła na świat wraz z grzechem pierworodnym, pierwotnie Bóg stworzył bowiem świat dla wszystkich ludzi. Konsekwencją grzechu pierworodnego jest jednak fakt, iż praca staje się dla człowieka ciężarem i gdyby nie własność prywatna, większość z nas uchylałaby się od obowiązku pracy. Pogląd ten został w czasach średniowiecznych przyjęty przez scholastyków. Uważali oni również, iż z prawa naturalnego wynika zasada wspólnego przeznaczenia dóbr. W końcu wszystkie dobra należą do Boga, a my jesteśmy tylko ich użytkownikami. Opisane powyżej stanowisko papieża Franciszka nie jest więc w żadnym stopniu socjalistycznym wymysłem, ale zdrową, chrześcijańską nauką.

Ojciec Święty podkreśla również wyraźnie, iż finansowa pomoc ubogim jest tylko doraźnym rozwiązaniem, tak aby móc zaspokoić pilne potrzeby. Celem musi być umożliwienie ludziom godnego życia poprzez pracę. Każdy bowiem powinien mieć prawo do wniesienia swojego własnego wkładu w gospodarkę, poprzez swoje zdolności i zaangażowanie. Praca natomiast nie powinna być tylko sposobem na zarabianie, ale również na wyrażanie siebie czy dzielenie się darami.

Franciszek słusznie zauważa, iż kryzys z lat 2007-2008 mógł stać się okazją do rozwijania nowej, bardziej wrażliwej na zasady etyczne ekonomii oraz nowych regulacji spekulacyjnej działalności finansowej i wirtualnego bogactwa. Stało się jednak inaczej, strategie ukierunkowane zostały na jeszcze większy indywidualizm i większą wolność dla „prawdziwie możnych”. A przecież „dawanie każdemu, co mu się należy” zgodnie z klasyczną definicją sprawiedliwości oznacza, że żadna grupa nie może uważać siebie za wszechmocną, upoważnioną do deptania praw innych.

Ojciec Święty niewątpliwie nie myli się twierdząc, iż XXI wiek jest świadkiem osłabienia władzy państw narodowych, ponieważ wymiar ekonomiczno-finansowy o charakterze ponadnarodowym dąży do dominacji nad polityką. Proponowany przez niego środek zaradczy budzić może jednak słuszne kontrowersje. Miałaby być to instytucja międzynarodowa wyposażona w możliwość sankcjonowania. Organizacja taka stawiałaby sobie za cel troskę o globalne dobro wspólne, eliminację głodu i ubóstwa oraz obronę podstawowych praw człowieka.

W dalszej kolejności warto pochylić się nad rozważaniami papieża na temat tak zwanej miłości politycznej. Ojciec Święty poucza nas, iż istnieją dwa rodzaje miłości. Pierwszy z nich to miłość „wyłoniona”, czyli wszystkie działania wypływające bezpośrednio z cnoty miłości. Drugi natomiast to miłość „nakazana”, czyli wszystkie działania prowadzące do tworzenia zdrowszych instytucji, bardziej sprawiedliwych przepisów i struktur wsparcia. I tak na przykład aktem miłości będzie przeprowadzenie staruszki przez rzekę, ale aktem tym będzie również wybudowanie mostu przez polityka.

Bardzo niepokojące jest jednak to, iż papież w swoim nauczaniu nie odwołuje się do Dekalogu, ale do praw człowieka. Stwierdza, iż poszanowanie tych praw jest wstępnym warunkiem rozwoju społecznego i gospodarczego. Ponadto kiedy szanowana jest godność człowieka, rozwija się także kreatywność i przedsiębiorczość. Ojciec Święty podkreśla jednak, iż pomimo powszechnego uznania dla godności wszystkich istot ludzkich, wciąż utrzymują się na świecie liczne formy niesprawiedliwości, umacniane przez model gospodarczy oparty na zysku. Papież potępia fakt, iż pewna część ludzkości żyje w dostatku, pozostała natomiast doświadcza tego, że jej godność jest podeptana.

Niepokojący jest również fakt, iż Franciszek, zresztą nie po raz pierwszy, opowiada się za otwarciem granic dla imigrantów. Słusznie zwraca jednak uwagę, iż często narażeni są oni na kontakt z handlarzami ludźmi. Ponadto migracja pociąga za sobą ryzyko wykorzenienia kulturowego, a lokalne wspólnoty tracą natomiast swoich najbardziej przedsiębiorczych członków. Co ciekawe, Ojciec Święty naucza, iż przed prawem do emigracji trzeba realizować prawo do nieemigrowania, do możliwości pozostania we własnej ziemi.

Franciszek krytykuje jednocześnie „mentalność ksenofobiczną, mentalność zamknięcia i skupienia się na sobie”. Niektórzy mieliby rzekomo zapomnieć, iż imigranci mają taką samą „przyrodzoną godność”. Papież staje natomiast na stanowisku, iż każdy człowiek posiada niezbywalną godność, bez względu na pochodzenie, kolor skóry czy wyznanie.

Z drugiej strony jednak Ojciec Święty zwraca uwagę na niebezpieczeństwo związane z kopiowaniem modelu kulturowego krajów wysoko rozwiniętych przez kraje słabo rozwinięte. Wynika to z tęsknoty do kopiowania i kupowania zamiast do tworzenia, co powoduje z kolej bardzo niską samoocenę narodową. Niszczenie poczucia własnej wartości jest natomiast łatwym sposobem, by nad kimś zapanować. Z niskiej samooceny czerpią media, które próbują stworzyć nową kulturę „w służbie najpotężniejszych”. Poczucie, że nie mamy korzeni i nie należymy do nikogo powoduje natomiast alienację.”Gleba będzie żyzna, naród przyniesie owoce i będzie zdolny do rodzenia jutra tylko o tyle, o ile zrodzi relacje przynależności między swoimi członkami, o tyle, o ile stworzy więzi integracyjne między pokoleniami i różnymi tworzącymi go wspólnotami; a także w takim stopniu, na ile przełamie spirale, które zaślepiają zmysły, oddalając stale jednych od drugich”- naucza papież. 

W czasie lektury encykliki moje zaniepokojenie wzbudził również fragment, w którym Franciszek wzywa do akceptacji różnic w społeczeństwie, priorytetu godności każdej istoty ludzkiej względem jej idei, uczuć, działań, a nawet… jej grzechów. Dobry polityk zdaniem papieża to taki, który czyni wszystko, aby każdy posiadał swoje prawo do głosu. Jednolitość miałaby rzekomo „rodzić duszność i powodować kulturowy knebel”.

Niepokojący jest również stosunek papieża do zagadnień takich jak wojna sprawiedliwa czy kara śmierci. Franciszek ma rzecz jasna świadomość, iż pojęcie „wojny sprawiedliwej” nie jest obce tradycji chrześcijańskiej, jednocześnie staje jednak na stanowisku, iż w dzisiejszych czasach trudno jest już utrzymać racjonalne kryteria, które wypracowano w poprzednich wiekach. Powodem miałby być rozwój broni jądrowej, chemicznej i biologicznej, użycie których niesie za sobą śmierć niewinnych cywilów. Owszem, stanowisko Ojca Świętego nie jest całkowicie bezpodstawne. Mamy w końcu za sobą trudne doświadczenie II wojny światowej, w tym również użycie broni jądrowej. Nie zmienia to jednak faktu, iż tradycyjna nauka Kościoła dopuszcza wojnę obronną i jako katolicy nie możemy tego nauczania ignorować.

Jeszcze bardziej niezrozumiały jest apel papieża o zniesienie na całym świecie kary śmierci. Ojciec Święty podkreśla co prawda, iż prawowita władza publiczna może i powinna wymierzać kary proporcjonalne do popełnionych przestępstw. Jednocześnie przytacza jednak opinie katolickich teologów i ludzi Kościoła, którzy sprzeciwiali się karze śmierci. Podaje chociażby przykład Laktancjusza, który argumentował, iż „nie należy czynić żadnego rozróżnienia: zabicie człowieka zawsze będzie przestępstwem”. Franciszek nie ma wątpliwości, iż współczesne państwa dysponują innymi środkami niż kara śmierci, które również chronią życie innych przed niegodziwym napastnikiem. Co ciekawe, papież jest także przeciwnikiem kary dożywocia, uważa, iż jest to „ukryta kara śmierci”.

Rzeczywiście, w kartach historii Kościoła znaleźć można opinie teologów opowiadających się przeciwko karze śmierci. Były to jednak głosy odosobnione, ponadto oficjalna nauka Kościoła nie potępiała nigdy kary śmierci. Nauka ta wynikała między innymi z faktu, iż życie ludzkie nie jest największą wartością. Przykładowo, św. Tomasz z Akwinu nauczał, iż sędzia skazujący przestępcę na karę śmierci nie kieruje się nienawiścią, a miłością. Dobro społeczeństwa jest bowiem ważniejsze niż życie jednostki. Kara śmierci przynosi również korzyść samemu przestępcy. Jeśli nawróci się, ten rodzaj kary kładzie kres jego winie. Jeśli natomiast nie nawróci się, odbiera się mu możliwość dalszego grzeszenia. Niestety, taka argumentacja jest nie do przyjęcia dla współczesnego, zmaterializowanego świata.

Największym niepokojem powinien jednak napawać nas ostatni rozdział encykliki zatytułowany „religie w służbie braterstwa na świecie”. Papież zwraca się nie tylko do katolickich kapłanów, ale również do duchownych wszystkich religii, aby angażowali się w politykę poprzez „zwracanie uwagi na dobro wspólne i troskę o integralny rozwój człowieka”. Miałoby być to również zadanie Kościoła, które nie może ograniczać się do działalności opiekuńczej i edukacyjnej, ale musi on również działać „w służbie promocji człowieka i powszechnego braterstwa”. Nie w służbie głoszenia nauki Chrystusa, nie w służbie troski o zbawienie wiernych, ale w służbie promocji człowieka…

Jak widać papież Franciszek w swoich rozważaniach uczynił wiele słusznych i godnych pochwały spostrzeżeń. Słusznie skrytykował chociażby różnego rodzaju patologie związane z systemem kapitalistycznym i gospodarką wolnorynkową. W tej kwestii de facto niewiele różni się od swoich wybitnych poprzedników (mam tu na myśli przede wszystkim Leona XIII i Piusa XI), którzy również apelowali do „wielkich tego świata” o uczynieniu wszystkiego, aby poprawić trudną sytuację ubogich. I słusznie, uciskanie ubogich i brak zapewnienia im godziwej zapłaty jest niewątpliwie niezgody z ewangeliczną miłością bliźniego. Z drugiej strony pamiętać musimy, iż chrześcijanin miłuje bliźniego ze względu na Boga, nie ze względu na bliźniego samego w sobie. Encyklika „Fratelli tutti” jest natomiast skrajnie antropocentryczna, znajdziemy tam niewiele odniesień do prawa Bożego, wszystko zwrócone jest na człowieka, na jego prawa i godność.

Pamiętać należy również, iż godność ludzka, do której tak często odwołuje się papież, nie jest czymś niezbywalnym. Zgodnie z nauczaniem Kościoła godność człowieka polega na tym, iż ma on duszę i jest obdarzony rozumem i wolną wolą. Godność ta musi być jednak rozwinięta i dopełniona przez to, że człowiek dąży do urzeczywistnienia dobra. Jeśli tego nie czyni, traci swoją godność. Kościół nie nauczał również nigdy, iż wszystkich ludzi uważać należy za braci. I tak choć jako chrześcijanie zobowiązani jesteśmy kochać wszystkich bliźnich (choć niekoniecznie wszystkich tak samo…), to jednak osoby innego wyznania nie są naszymi braćmi w wierze.

Podsumowując, czy encyklika „Fratelli tutti” jest lekturą, którą polecałabym innym do przeczytania? Zdecydowanie nie, chyba że miałaby być to lektura w ramach swego rodzaju ciekawostki. Ze smutkiem stwierdzam jednak, iż na pewno nie jest to jednak encyklika, która wniesie wiele w nasz duchowy rozwój, dzięki której staniemy się bardziej dojrzałymi katolikami. Owszem, świat nie jest już taki sam jak w czasach św. Tomasza z Akwinu czy nawet czasach Leona XIII, dlatego Kościół musi ustosunkować się do zjawisk charakterystycznych dla naszej epoki. Jednak od papieża słusznie oczekiwać powinniśmy, że punktem odniesienia będzie dla niego Bóg, nie świecka doktryna praw człowieka.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię