23 lutego już po raz 18. obchodziliśmy Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją. Każdy, kto choć raz przeszedł przez tę chorobę, wie, iż wbrew spekulacjom niektórych nie jest ona wymysłem koncernów farmaceutycznych. Depresja istnieje naprawdę. Obniżony nastrój utrzymujący się przez minimum 14 dni, niezdolność do odczuwania przyjemności, całe dnie spędzane w łóżku, wybuchy płaczu, myśli samobójcze, okaleczanie się — objawy te zbierają swoje żniwa wśród coraz większej liczby osób. Mimo to wiedza o depresji wciąż jest niewielka. Osoba chora słuchać musi o konieczności „wzięcia się w garść” czy znosić oskarżenia o lenistwo. Niepokojące jest to, iż przechodzić muszą przez to również osoby młode. To właśnie na nich chciałabym zwrócić w swoim artykule szczególną uwagę.

Bardzo niepokojące jest to, iż Polska zalicza się do państw, w których notuje się największą liczbę samobójstw zarówno wśród dzieci, jak i osób dorosłych. Z danych GUS wynika, iż w 2016 roku próbę samobójczą podjęło 475 osób w grupie do 18 roku życia, a w dokładnie 103 przypadkach próba ta okazała się być skuteczna. Z informacji zebranych przez Wojewódzką Komendę Policji dowiadujemy się natomiast, iż w latach 2013-2016 odnotowano od 144 (2013) do 101 (2016) przypadków skutecznych samobójstw w grupie dzieci od 13 do 18 roku życia.

Dlaczego młodzi ludzie odbierają sobie życie? Motywy są tu zbliżone do motywów osób dorosłych — niespełniona miłość, niepowodzenia w nauce, brak akceptacji wśród rówieśników itp. Psycholodzy podkreślają jednak, iż nieukształtowany aparat psychiczny nastolatków zwiększa odczuwane przez nich emocje. Dlatego to, co osoba dorosła odbiera jako niewiele znaczącą złośliwość lub brak kultury (np. złośliwe uwagi na temat wyglądu czy ubioru), dla młodej osoby może być przysłowiowym nożem wbitym w plecy. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na bardzo szkodliwą rolę mediów. Młodym dziewczynom wmawia się, że muszą wyglądać jak modelki albo znane aktorki, stąd brak odpowiedniej figury czy urody staje się dla nich ciężarem nie do udźwignięcia. Ponadto brak wsparcia ze strony rodziny czy rówieśników sprawia niekiedy, iż nastolatka szuka pozornego wsparcia u ulubionego piosenkarza czy aktora, kolekcjonowanie zdjęć czy oglądanie nagrań z koncertów staje się wówczas całym sensem życia. O ile większość z nas przechodziła w przeszłości okres fascynacji jakąś osobą, to u niektórych dziewcząt zjawisko to przybiera niekiedy niebezpieczną formę. Przykładowo, kiedy w 2015 roku Zayn Malik odchodził z zespołu „One direction”, odnotowano wówczas ogromną liczbę samobójstw wśród wielbicielek grupy.

Prawdą jest, iż niektóre problemy młodych osób w osobach dorosłych mogą budzić niekiedy śmiech lub politowanie, jednak postawa chrześcijańska co do zasady powinna wstrzymywać nas od bagatelizowania problemów innych. Jak już wcześniej zostało to powiedziane, młodzież nie posiada ukształtowanego aparatu psychicznego, stąd porzucona przez chłopaka nastolatka może odczuwać cierpienie nie mniejsze niż kobieta porzucona przez męża po wielu latach małżeństwa. Większość z nas zna to przecież z autopsji — to doświadczenie życiowe nauczyło nas, że nie warto rozpaczać z powodu odejścia pierwszego, lepszego chłopaka albo załamywać się tylko dlatego, że koleżanka wyraziła negatywną opinię o naszej nowej, drogiej bluzce. Nawet jeśli jesteśmy osobami wrażliwymi i wydarzenia takiego typu wciąż wzbudzają w nas emocje, to jednak z czasem przeżywamy je już w zupełnie inny sposób. Pamiętajmy również, że to my, dorośli odpowiedzialni jesteśmy za przekazywanie młodym ludziom negatywnych wzorców. Młody człowiek bardzo często nie ma żadnego wsparcia w rodzicach, dla których priorytetem nie są własne dzieci, ale kariera zawodowa. Ponadto tak wiele dzieci żyje w rozbitych rodzinach, przechodzi przez rozwód rodziców, którzy nie rozumieją, iż małżeństwo ratować należy „za wszelką cenę”, chociażby właśnie dla dobra dzieci. I w końcu tak wielu rodziców wychowuje dzieci w sposób bezstresowy — nie reaguje, kiedy dziecko zaczyna podążać za szkodliwą modą, naśladuje pseudoautorytety albo karmi się czasopismami typu „Bravo” albo „BravoGirl”.

Oczywiście, błędem byłoby sądzić, iż młodzi ludzie załamują się tylko pod wpływem niewiele znaczących problemów. Problemy bywają niestety bardzo poważne: śmierć rodziców, gwałt czy przeżycie wypadku. Specjaliści podkreślają, iż ok. 80% młodych samobójców nie pozostawia listów pożegnalnych, stąd ich motywy nie są do końca znane. Pamiętajmy jednak, iż osoba chora na depresję, bez względu na wiek, bardzo często wysyła sygnały, iż życie sprawia jej ból, a jedynym marzeniem jest własna śmierć. Dlatego nigdy nie bądźmy obojętni, kiedy z ust bliskiej osoby usłyszymy sformułowania typu „poradzicie sobie beze mnie” albo „wolałbym umrzeć”. Oczywiście, deklaracje o takim charakterze nie zawsze niosą za sobą chęć popełnienia samobójstwa, często jest to jedynie zamanifestowanie własnego cierpienia, zawsze jednak są poważne i niepokojące.

W tym miejscu zadać należy sobie słuszne pytanie: jak pomóc? Czy konieczna jest wizyta u psychiatry i psychologa? Nie ulega wątpliwości, iż zawód psychologa wzbudza niekiedy emocje. Wielu z nas posiada choć jednego znajomego, który swoje wizyty u specjalisty wspomina jedynie jako stratę czasu i pieniędzy. Jako katolicy pamiętać musimy również, iż większość terapii posiada założenia sprzeczne z naszą wiarą (najbardziej znanym przykładem jest chociażby terapia psychodynamiczna, bazująca na freudowskiej psychoanalizie). Dlatego, jeżeli nasz bliski cierpi na depresję, musimy zadbać o to, aby nie trafił on pod opiekę osoby „z przypadku”, ale do osoby doświadczonej i zaufanej. Zasadniczo najlepiej udać się do psychoterapeuty, który stosuje metodę behawioralno — poznawczą, jest to bowiem jedyna terapia oparta na rzetelnych badaniach naukowych. Pamiętajmy jednak, że psychoterapia to nie wszystko, a właściwie jedynie niewielki procent w całym procesie leczenia depresji. Osoby, którym przyszło przejść przez tę chorobę, wspominają, iż jedyne, o czym wówczas marzyli to, aby ktoś po prostu usiadł przy nich i potrzymał za rękę, nie musiał nawet nic mówić, nie musiał pocieszać za pomocą słów. Absolutnie zakazane są natomiast słynne zwroty typu „weź się w garść” albo „popatrz, inni mają gorzej i sobie radzą”. Osoba chora bardzo chciałaby wziąć się w garść, ale nie ma na to siły, stąd zachęty takiego typu porównać można do zachęcania osoby ze złamaną nogą do wzięcia udziału w maratonie. A czy inni naprawdę mają gorzej? Być może przeszli przez doświadczenia, które rzeczywiście obiektywnie ocenić należy jako trudniejsze (np. śmierć rodzica albo współmałżonka to nie to samo co utrata pracy, albo osiąganie złych wyników w nauce pomimo wkładania dużego wysiłku), jednak nie powodują one u nich aż takiego cierpienia, nie odbierają braku chęci do życia. Dlatego stwierdzenie „inni mają gorzej” jest po prostu nieprawdziwe.

My jako narodowo-katoliccy radykałowie powinniśmy nieustannie wyciągać rękę do tej części naszego Narodu, która jest szczególnie podatna na zachorowanie na depresję. Mam tu na myśli mieszkające w domach dziecka sieroty albo stłoczonych w noclegowniach bezdomnych. Wrażliwość powinna nakazywać nam również szukanie takich osób w najbliższym otoczeniu. Może akurat nasz kolega albo koleżanka w pracy przechodzi przez trudne doświadczenie, może niepokój powinny wzbudzić w nas gorsze wyniki w nauce u przyjaciela ze szkoły albo z uczelni?

I na koniec ciekawostka — za patronkę osób chorych na depresję uważana jest św. Dymfna. Święta ta czczona jest głównie w Irlandii i w Belgii, jednak warto poznać bliżej jej życiorys i zwracać się do niej w trudnych sytuacjach. Dymfna żyła w VII wieku, jej ojciec — poganin był irlandzkim królem, matka natomiast bardzo pobożną chrześcijanką. Ojciec zmarł, kiedy Dymfna miała 14 lat. Śmierć małżonki doprowadziła go do tak ogromnej rozpaczy, iż nakazał znaleźć podobną do niej kobietę. Poszukiwania nie przyniosły jednak pożądanego efektu, stąd doradcy zaproponowali mu… małżeństwo z córką. Zrozpaczona Dymfna za namową spowiednika, św. Gereberna, uciekła do Antwerpii. Towarzyszył jej sam spowiednik oraz dwójka przyjaciół, z którymi w miejscowości Gees wiodła życie pustelnicze. Niestety, irlandzki król odnalazł swoją córkę, a ponieważ stanowczo odmawiała ona małżeństwa, skazał ją na ścięcie głowy. Dymfna miała wówczas 15 lat. Jej grób od samego początku stał się miejscem, do którego pielgrzymowały osoby chore psychicznie i zasadniczo rzadko kiedy odchodziły stamtąd bez pomocy. Z czasem przy grobie Świętej wybudowany został, prowadzony przez siostry Augustianki, przytułek dla chorych pod wezwaniem św. Elżbiety. Współcześnie w miejscu tym znajduje się szpital.

1 KOMENTARZ

  1. Przy niepowodzeniach miłosnych nic się nie pomoże (Chyba, że ta osoba, przez którą nastąpił zawód). To nieraz z czasem przechodzi. W Moskwie w Instytucie Puszkina mieszkałem z ludźmi, z różnych krajów. Ale to akurat był Polak. Miał niepowodzenie miłosne u tej, którą uważał za swoją dziewczynę. Dostał od niej list z Polski i się załamał. Powiedział, że się upije i pił piwo, ale on nie z takich, co naprawdę się upili. W każdym razie miał do mnie pretensje, że ja mu nie pomagam. A co ja mogłem zrobić? Jedyne, co by mu polepszyło, to jakby ta dziewczyna go pokochała. A jaki ja wpływ miałem na to? W ogóle ją znałem tylko z jego opowiadań. W tych sytuacjach cały świat się wydaje niemiły. Odwrotnie niż jak się ma powodzenie. Ostatni raz w dorosłym życiu byłem szczęśliwy, ale tylko jedno popołudnie, jak miałem 20 lat. Wtedy całe miasto się wydawało piękne: ludzie, kwiaty, wszystko (To było syberyjskie Kiemierowo. Mnie Syberia nie kojarzy się więc z łagrami, tzn. ta z autopsji.) A jak się ma niepowodzenie to wszystko się wydaje niemiłe, drażni. I tu żadni psychologowie nic nie pomogą. Chyba, że psycholog albo “psycholożka” to jest osoba miłosnego pożądania dla dziewczyny czy chłopaka. Chociaż psychiki dziewczyn dobrze nie znam. Więc tu mogę się mylić. Ale nieszczęśliwie zakochanemu chłopakowi nie pomogą żadni psycholodzy. Oczywiście nie każdy będzie chciał popełnić samobójstwo. Ale niektórzy wówczas pójdą w narkotyki itp.

Dodaj Komentarz

Wpisz komentarz!
podaj swoje imię